Votum separatum

Tłumnie

JÓZEFA HENNELOWA

 

Z niedowierzaniem przeczytałam w ostatnim numerze mojego własnego „Tygodnika” puentę artykułu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, telewizyjnego sprawozdawcy sejmowego, iż niewejście do przyszłego parlamentu Unii Wolności zakończy erę, gdy liczyły się „sentymentalizm i korzenie”, a rozpocznie się era „rasowych polityków”. Jeszcze raz ucieszyłam się z nazwy mojego kącika w piśmie, bo pozwala mi to wyrazić zdanie całkowicie odmienne. A także opinię, iż ta „diagnoza” wydaje mi się wyjątkowo nietrafna.
Oczywiście to nie w felietonie należy rozmawiać o programach i szansach jakiejkolwiek partii (i tak właśnie uczynił w poprzednim numerze Paweł Śpiewak). Ale wizja dziennikarska budowana głównie na obserwacji kuluarów gmachu przy Wiejskiej, i wieszcząca, iż gdy znikną umiarkowani, na ogół świetnie przygotowani i odpowiedzialni posłowie z UW, natychmiast zatryumfuje jakakolwiek „rasowość polityczna”, wydaje mi się pochodzić z jakiejś niedobrej bajki. Przecież już wiemy bardzo dokładnie, kto się przymierza do zajęcia miejsc w zielonych fotelach. Przecież znamy przynajmniej połowę kandydatów. Przecież obserwujemy ten coraz bardziej gorączkowy tłok i już całkiem nieskrywane nadzieje. Na listach jest tłumnie, a będzie jeszcze tłumniej. Pełne oczekiwań i nadziei są partie, którym ani śni się o umiarze i kompetencji. Hasła przedwyborcze po staremu sięgają po najwyższy diapazon. Z całkowitą pewnością siebie aspirują do naszego poparcia demagodzy i myślący życzeniowo. Także ci, którzy już zdążyli zasłynąć z awanturnictwa i którzy ani jednego przemówienia nie wygłosili z sensem. Ci, którzy będąc w ugrupowaniu rządowym głosowali przeciw rządowi. Ci, co podpisywali wnioski o odwołanie ministra własnego rządu, a potem stwierdzali, że się pomylili. Ci, dzięki których absurdalnym poprawkom prezydent zyskiwał argumenty za odrzuceniem potrzebnych ustaw. Piszący felietony do gazet zdradzający pełne zaangażowanie ideowe razem z pełną nieznajomością rzeczy. Wnioskodawcy najbardziej niewykonalnych, życzeniowych ustaw. Ludzie marnujący czas na debaty populistyczne i na wnioski nie przekładające się na żadne dobro wspólne. Oni wszyscy mają więc stworzyć ową jakość „rasowych polityków”, pod nieobecność z kolei posłów o formacji i jakości np. obecnego przewodniczącego sejmowej komisji prawa europejskiego albo komisji polityki społecznej?
Media doskonale wiedzą, że mają siłę uruchamiania samospełniających się przepowiedni. Same stwarzają „bohaterów”, którzy już zapowiadają, że zamienią sejmową salę w arenę bijatyk politycznych. Mają dla nich zawsze dość czasu i cierpliwości. Już teraz można zaobserwować znamienny dobór gości do nie kończących się rozmów w stacjach radiowych i telewizyjnych. Ale czy doprawdy wszyscy dziennikarze muszą brać udział w tej zabawie, w przekonaniu, że coś z tego mądrego wyniknie dla nas, szarych ludzi spoza Wiejskiej?

Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl