Starania i sondaże

KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA

 

5 procent: tyle jest i nie chce drgnąć. W górę oczywiście, bo w dół drga często, doprowadzając polityków Unii Wolności na skraj załamania nerwowego. Ale cuda się zdarzają. Problem w tym, że do cudu trzeba wiary, a tej unitom brakuje najbardziej. 

 

Stolik Unii w sejmowej restauracji wciąż jest pełny. Przypadkowy przechodzień, a takich w Sejmie nie brak, patrzy i widzi chodzące legendy: pierwszego niekomunistycznego premiera, doradcę pierwszej „Solidarności”, działaczy podziemia z lat 80. Przechodzień nie widzi tego, co dla wielu w Sejmie jest czytelne: nad stolikiem Unii unosi się duch rezygnacji. Stolik Unii jest najsmutniejszym stolikiem w Sejmie.
Unia Wolności nigdy nie miała łatwego życia. Obrzucana inwektywami, oskarżana o wszelkie możliwe zło, trwała w poczuciu rozżalenia, że nie docenia się jej zasług. Ale też Unia, wyniosła i mentorska, nie posiadła daru zjednywania zwolenników i podejmowała decyzje niezrozumiałe dla swych wyborców. Nie wystawiła kandydata na prezydenta, opuściła koalicję z AWS i dalej popierała rząd, była inicjatorem odebrania ulgi podatkowej rodzicom, posyłającym dzieci do szkół niepublicznych (a to w dużej mierze inteligencki elektorat Unii), wsparła niekorzystne dla pracowników oświaty zmiany w Karcie Nauczyciela, tłumacząc, że to w obronie budżetu. Ale dla nauczycieli budżet jest abstrakcyjny, konkretne zaś są mniejsze wpływy do i tak cienkich portfeli.
W ten sposób elektorat Unii topniał, aż stopniał do takich rozmiarów, że partia stanęła przed perspektywą nie wejścia do Sejmu. Złudzenia ostatecznie prysły podczas „prawyborów” w Nysie. Do Nysy liderzy Unii tłumaczyli, że ich kłopoty są przejściowe, że to „tylko” sondaże. 
Dziś zdania na temat przyczyn tak niskiego poparcia są podzielone. Jedni tłumaczą, że to efekt współrządzenia z AWS. Andrzej Potocki (jeden z niewielu polityków, gotowych mówić pod nazwiskiem) uważa, że gdy AWS jest w rozsypce, to Unię obarcza się odpowiedzialnością za błędy. 
Dlatego zwolenników w partii ma koncepcja odcięcia się od czasów Balcerowicza. „Zabrakło elementu przełomu, powiedzenia naszym wyborcom, że Balcerowicz i jego ludzie to przeszłość, która nie wróci. Teraz Unia ma nową, bardziej przyjazną twarz” – mówi polityk UW. Ale szef partii Bronisław Geremek nie zgadza się z taką opinią: „Na odcięciu od Balcerowicza nie zyskalibyśmy nic. Powiem więcej, to by zaszkodziło, gdyż oznaczałoby, że odcinamy się od wszystkiego, co robiliśmy przez 11 lat”. Z kolei inni sądzą, że partia powinna odciąć się od AWS i rządu. 
Jednych i drugich łączy lęk. „Nie ma woli walki – przyznaje polityk UW. – Brakuje pomysłów i entuzjazmu. Daliśmy sobie wmówić, że nasz czas minął. Jeśli nie mamy wiary, to jak pozyskiwać wyborców? Czują nasze zniechęcenie na kilometr”.
Geremek zgadza się, że utrata wiary to największy problem: „Posłowie mają mentalność związku zawodowego: troszczą się o swoje miejsca pracy, a tu potrzebny jest budzik, który wyrwie partię z letargu”. Jako przykład Geremek podaje koło UW w Kędzierzynie-Koźlu: „Zapoczątkowali spotkania integracyjne dzieci, zorganizowali badania mammograficzne i nagle mnóstwo kobiet zapisało się do partii. Takie działania przyciągają elektorat”.
W sztabie wyborczym dzwonią telefony, rozsyłane są faksy o konferencjach prasowych, więc teoretycznie wszystko wydaje się w porządku. Ale ten ruch nie wszystkim się podoba. „Wybory to nie konkurs na najlepszą kampanię. Unii brakuje kierunku w polityce. Unia nie angażuje emocji. Jest bezpłciowa, mdła” – taką diagnozę prezentuje jeden ze zniechęconych. Szef sztabu Mirosław Czech zżyma się: „Co to znaczy kierunek w polityce? To zaklęcia, których nikt nie rozumie”.
W sztabie dominuje wiara w moc sprawczą kampanii. Potęgują ją amerykańscy specjaliści, którzy podobno robili kampanię Gore’a i Schrödera, a teraz doradzają Blairowi. Za namową doradców robione są tzw. focusy, badania grupowe. Wiadomo więc, co się podoba. Okazało się, że spodobało się hasło „Program dla klasy średniej”. Zostało więc wyeksponowane: na konferencji na pierwszym planie wystąpił Władysław Frasyniuk w towarzystwie ładnej dziewczyny. Czy hasło chwyciło, jeszcze nie wiadomo – zwłaszcza, że na jego prezentacji się skończyło. „Wiemy, co mamy robić na poziomie strategii. Gorzej z realizacją – mówi młody działacz, codziennie goszczący w Biurze Krajowym. – Trudno nam przekonać starszych polityków, że do znudzenia trzeba powtarzać slogany, bo taka jest logika kampanii”. 
Starania niby widać: mnóstwo konferencji prasowych, inicjatywy ustawodawcze w sprawie edukacji, walka o liberalniejszy kodeks pracy, spotkania z ludźmi kultury (Kondrat i Wajda z logo partii w tle). Ale sondaże ani drgną, a przy sejmowym stoliku Unii coraz smutniej. 
Obok jest drugi stolik, przy którym siedzi „młodzieżówka” UW. Próbują wprowadzać zmiany. Ale mówią, że nie jest im łatwo. Gdy pojawiają się propozycje nowych nazwisk i twarzy, wybucha bunt, że to za nowoczesne. I tak, popłoch w partii wzbudziła informacja, że Manuela z programu „Big Brother” jest członkiem UW. Młody działacz śmieje się, że gdyby taka gratka trafiła się innej partii, Manuela byłaby eksponowana na wszystkie sposoby. A tu dyskusja, co zrobić z „kłopotliwym poparciem”. No bo jak by wyglądała Manuela obok Mazowieckiego i Geremka?
– My »grzeszymy« wobec tych młodych – mówi Geremek. – Widziałem ich rozpacz w Nysie, gdy dostaliśmy niecałe 3 proc. Tłumaczyłem im, że to nie ich wina, ale nasza.
Co jakiś czas pojawiają się głosy, że być może przewodniczący odejdzie i zrobi miejsce na przykład dla Frasyniuka, który „łączy etos i pragmatyzm dnia codziennego”. Ale dywagacje to specjalność Unii i na nich się kończy.
Sondaże martwią nie tylko unitów. Podobno pomoc proponował nieoficjalnie Aleksander Kwaśniewski. Polityk UW twierdzi, że prezydent oferował swą obecność na wiecu Unii. Podobno prezydent chętnie dzwoni do liderów UW i doradza strategię. „Takie rady od kogoś, kto ma 78 proc. społecznej sympatii i wygrywanie we krwi, mają wartość – śmieje się lider UW. – Ale zarazem jest to poparcie kłopotliwe. Bo czy wypada, by wspierał nas prezydent z PZPR-owską przeszłością?”
W czerwcu partia prowadzi serię konwencji wyborczych w regionach, potem Geremek ma objeżdżać Polskę. Lipcowe sondaże pokażą, czy udało się przełamać złą passę. Jeśli jednak stolik Unii zniknie z Sejmu – podobnie jak stolik starej „AWS” – będzie to znak, że w polskiej polityce skończyła się epoka, w której rolę grały sentymenty, korzenie i pewien styl prowadzenia polityki. Zacznie się ostatecznie era rasowych polityków – pragmatyków władzy, lobbystów bez przeszłości i wielkich słów.

Katarzyna Kolenda-Zaleska



Autorka jest dziennikarką „Wiadomości” TVP.




 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl