Przed pielgrzymką Jana Pawła II na Ukrainę

Kto przechyli szalę myśli?

JAN STRZAŁKA ze Lwowa i Kijowa, zdj. ANDRZEJ WIKTOR „Rzeczpospolita”

 

Lekki, pełen gracji, prawie polatujący nad miastem, płynący nad nim jak weselny okręt pod chmurami, unosi się ku chmurom jak symbol niebiańskiego triumfu nad marnościami ziemskiego bytowania... Takim się śnił wygnanemu z miasta Józefowi Wittlinowi. 
Dziś grację greckokatolickiego soboru przysłoniły rusztowania, przez co Święty Jur i rokokowy pałac kardynalski stały się ociężałe jak okręt, który osiadł na mieliźnie. Na rusztowaniach snują się robotnicy, jeden pracuje, dwóch patrzy, a przecież dochodzi za pięć dwunasta. Lada moment zawita tu Jan Paweł II i zamieszka w pałacu kardynalskim. Czy zdążą przed przybyciem Papieża? – Z pałacem zdążymy – zapewnia grecki metropolita kard. Lubomyr Husar. – Może nie zdołamy wyremontować soboru, ale odświeżymy fasadę, żeby było przyjemnie „pro oko”. 
Na szczęście czas i historia okazały się litościwe dla wnętrza świątyni, więc nie wymaga ona kapitalnego remontu. Choć to dzień powszedni, w liturgii sprawowanej w soborze uczestniczy sporo wiernych, wielu zbyt młodych, by pamiętać czasy katakumb i heroicznego męczeństwa za wiarę. Lecz na Ukrainie ludzie mają pamięć zadziwiającą. Co prawda niektórzy, zwłaszcza starsi, nadal lękają się opowiadać o zbrodniach, których byli świadkami. Kiedy jednak uwolnią się od strachu, okazuje się, iż historia jest ciągle żywa i bolesna. 
Borys Gudziak urodził się w diasporze i pierwszy raz ujrzał ziemię ojców mając blisko trzydzieści lat. Przybył do Lwowa, gdy Ukraina odzyskiwała niepodległość, zamierzając prowadzić badania nad zapisaną tylko w pamięci historią komunistycznych represji i męczeństwa grekokatolików. Wkrótce Gudziak odkrył w sobie powołanie kapłańskie, ukończył studia w Rzymie, a kiedy powrócił do Lwowa, stał się pierwszym rektorem odrodzonej greckokatolickiej akademii teologicznej. To jedna z najświetniejszych uczelni ukraińskich, o jej założeniu marzył metropolita Szeptycki już przed I wojną światową, jednak udało mu się to zrealizować dopiero w latach 20. Żywot Akademii był krótki, bo w 1944 zlikwidowali ją komuniści, ale pięćdziesiąt lat później odrodziła się i kształci dziś teologów, duszpasterzy, wkrótce także filologów, historyków i socjologów. Wykładają w niej miejscowi, ale również zagraniczni luminarze, a ojciec Gudziak szczyci się najzasobniejszą na Ukrainie biblioteką teologiczną i tym, że jego akademia pierwszy raz w dziejach Ukrainy przyznała dwóm kobietom dyplom z teologii. – I to nie koniec rewolucyjnych zmian! – dodaje. Uczelnia zawdzięcza sławę także badaniom najnowszej historii Kościoła greckokatolickiego: dziesiątki wolontariuszy od lat krążą po najbardziej zapadłych dziurach, zbierając wspomnienia o aresztowanych, zakatowanych w więzieniach NKWD lub zamęczonych w łagrach tysiącach kapłanów, zakonników i szarych ludzi, którzy woleli śmierć niż zdradę wiary, po tym jak Stalin zlikwidował Kościół unicki, a wiernych i duchowieństwo wcielił do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Wszystkie wspomnienia opracowuje się i gromadzi w akademickim Instytucie Historii Kościoła. 
Więc i ci, którzy modlą się w katedrze, muszą pamiętać. Jeśli zaś stracili pamięć, Jan Paweł II przypomni im wszystko, beatyfikując we Lwowie dwudziestu sześciu męczenników unickich. Ich życiorysy kończą się przerażająco: umarł na Sołowkach, w Workucie, na syberyjskiej katordze, żywcem zamurowany w ścianie karceru, ukrzyżowany przez bolszewików na ścianie lwowskiego więzienia! Bywa: aresztowany przez Polaków i przesłany do więzienia kijowskiego, gdzie zmarł...
– Nikt dotąd nie próbował u nas rozliczyć się z bolszewizmem – zauważa kard. Husar. – To było imperium szatana. 

*
Strzelista dzwonnica łacińskiej katedry Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny daje sercu otuchę. Dawała ją zawsze. To w tej świątyni Jan Kazimierz składał śluby przed obrazem Matki Bożej Łaskawej. Trzysta lat później w katedrze pozostało kilku kapłanów, bo większość wraz z abpem Baziakiem wygnano do Polski. Podczas Mszy katedra pękała w szwach, bo był to jedyny w komunistycznym Lwowie kościół, w którym odprawiano rzymskie nabożeństwa, a w zakrystii potajemnie modlili się bracia grekokatolicy. Podwoje Eklezji – bo takie miano nosi też katedra – były szeroko otwarte dla każdego, kto pragnął matczynej otuchy, bo Eklezja, czyli Kościół, znaczy Matka. 
Czasy się zmieniły i dziś władza już nie prześladuje chrześcijan, choć też ich nie rozpieszcza, szczególnie rzymskich katolików. Władze chętnie oddają kościoły greckokatolickie, szczególnie jeśli odebrać je mają prawosławnym z Patriarchatu Moskiewskiego, jak było w przypadku Świętego Jura. Zwracają też świątynie łacińskie, ale przekazują je grekokatolikom. To antagonizuje wyznawców obu obrządków i rodzi gorycz wśród rzymskich katolików. – Nie pamiętają, jak w najczarniejszych czasach chroniliśmy ich w naszych zakrystiach – powiadają. W milionowym Lwowie czynne są dziś tylko trzy świątynie łacińskie. Katedra po staremu pęka w szwach. – Na niedzielnych Mszach bywa 10–15 tys. wiernych – mówi ks. Marek Niedźwiedzki. W katedrze odnawia się polichromie, by zajaśniały całą swoją urodą, kiedy Jan Paweł II dokona rekoronacji kopii Matki Bożej Łaskawej, bo oryginał znalazł się po wojnie w Polsce. Czy zdążą? – Musimy! – zapewnia ks. Marek. 
Ale remonty podupadłych świątyń, kwestia ich zwrotu, to nie najważniejsze problemy towarzyszące pielgrzymce Jana Pawła II do Kijowa i Lwowa. 

*
Większość Ukraińców, niezależnie od wyznania, pragnie wizyty Jana Pawła II. Tu i tam usłyszeć można, że w żyłach Papieża płynie ukraińska krew, bo Jego matka pochodziła rzekomo z Łemków. Ta legenda nastraja przyjaźnie nawet ludzi dalekich od katolicyzmu. A ci przeważają w społeczeństwie, które dziedziczy komunistyczną mentalność, w państwie, w którym dominuje prawosławie. Prawosławni są ze sobą skłóceni w wielu kwestiach, także w stosunku do pielgrzymki: przeciw wizycie protestuje Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego, akceptują ją zaś Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego oraz Cerkiew Autokefaliczna. 
Zdecydowana większość Ukraińców wie o Papieżu i Kościele bardzo mało albo zgoła nic. Gorzej jeśli niewiedza zdarza się wśród wierzących i praktykujących, toteż Kościół, media – katolickie i świeckie – starają się przybliżyć osobę Jana Pawła II. 
Kim jest papież dla wierzących lub niewierzących, ale skłonnych przyjąć chrześcijańskie wartości? Jakie nadzieje wiążą z pielgrzymką? O. Gudziak nazywa Jana Pawła II posłańcem nadziei, której tak pragnie świat i Ukraina. – To jedyny autorytet moralny we współczesnym świecie – powiada rektor akademii teologicznej. Komunistyczny eksperyment przyniósł Ukrainie nie tylko głód i represje, śmierć 17 milionów ludzi, ale pozostawił po sobie alienację i demoralizację. – Człowiek musi odnaleźć godność, którą przez lata mu odbierano, której sam niekiedy się wyrzekał, a Jan Paweł II jako filozof i duszpasterz jest dziś jedynym jej obrońcą. Zdaniem o. Borysa, ukraińscy katolicy spodziewają się od Papieża przede wszystkim wsparcia moralnego. 
Kościół greckokatolicki oczekuje Papieża ze szczególną nadzieją. Przez wieki czuli się katolikami drugiej kategorii. Pragną więc potwierdzenia swojej jedności ze Stolicą Piotrową. – Pielgrzymka musi pokazać światu, że nasz Kościół jest miejscem obecności Boga i drogą do Zbawienia – mówi o. Borys. Z kolei prof. Myrosław Marinowicz, wicerektor akademii teologicznej, doda, że Cerkwie prawosławne traktują jego Kościół wyłącznie jako fakt historyczny, a nie eklezjalny. – Potrzebujemy afirmacji ze strony Ojca Świętego – postawi kropkę nad i kard. Husar – jeśli nie stanie się to w Kijowie, nie stanie się nigdy, wówczas prawosławni powiedzą: skoro tak was traktuje Watykan, po co wam katolicyzm? Pokażmy im, iż ekumenia możliwa jest nawet między katolikami! To jest konieczne, by Kościół rzymski i ukraińsko-bizantyjski przestały stać obok siebie, ale zaświadczyły o swej wspólnocie. 
Lecz katolicy stanowią 12-14 proc. społeczeństwa, dlatego metropolita Husar chciałby, aby z duchowych owoców pielgrzymki skorzystali nie tylko oni, ale też prawosławni. Wielu prawosławnych wybiera się na Msze św. i spotkania z Papieżem. Inni będą Go oglądać w telewizji. – Nie ujrzą Antychrysta, jak się im niekiedy maluje Jana Pawła II, lecz starego, chorego i kochającego wszystkich człowieka. Jednak kard. Husar jest przekonany, że spotkania z Papieżem najbardziej potrzebują ateiści, bo choć są dalecy od Boga i Kościoła, często na oślep poszukują absolutu. – Kościół na Ukrainie nie znalazł drogi do ateistów, może dokona się to za sprawą charyzmy Papieża... 

*
Przez ostatnie miesiące dzień w dzień słyszeliśmy o ukraińskim kryzysie politycznym, o walce opozycji przeciw Kuczmie, o aferach gospodarczych czy o zabójstwie dziennikarza Gieorgija Gongadze. Jednak kryzys dotknął nie tylko państwo, gospodarkę, ale przede wszystkim człowieka. Myrosław Marinowicz sądzi zatem, że Papież pozostaje ostatnią nadzieją Ukrainy. – Kto jeśli nie On wesprze osobę i ducha? Tylko On może przechylić szalę naszych myśli, pomóc pokonać zło, korupcję, nienawiść i agresję, które opanowały nasze życie. 
Gorzkie słowa. Zapewne nie o takiej ojczyźnie marzył ten intelektualista, kiedy w czasach komunistycznych zakładał Ukraińską Grupę Helsińską, za co trafił do obozu, a potem na zesłanie do Kazachstanu, skąd pozwolono mu powrócić na krótko przed odzyskaniem przez Ukrainę niepodległości. Pierwsze lata wolności spędził w Drohobyczu, pracując jako palacz i zakładając Amnesty International. Powrócił do Lwowa, kiedy odrodziła się akademia teologiczna. Tak, słowa Marinowicza są gorzkie, ale on sam nie jest rozgoryczony. Marinowicz całym swoim życiorysem dowodzi, że chrześcijanin nie może być pesymistą. 
Kard. Lubomyr Husar jest jednym z nielicznych pasterzy ostro krytykujących rządzących, może dlatego, że całe życie spędził na emigracji i na Ukrainę przybył niedawno, a może dlatego, że nad dyplomację przekłada ewangeliczną zasadę: niech słowa wasze będą tak-tak, nie-nie. Przy czym – jak zastrzega – nie pochłaniają go gry i roszady polityczne. – Interesuje mnie jedynie, czy zmienią się reguły życia politycznego. Ukrainą żądzą ludzie pozbawieni moralności. Dla homo sovieticus jedyną wartość stanowi władza i pieniądz. Bezczelnie kradną, a korupcja stała się stylem życia. Wierzę, iż Jan Paweł II, przypominając o wartościach moralnych, zmusi nas do refleksji, czym jest państwo, społeczeństwo, wspólnota. 
Ukraina potrzebuje tej wizyty, szczególnie w chwili, kiedy waży się jej los: – Kreml, a za nim Patriarchat Moskiewski – powie w Kijowie patriarcha Filaret, zwierzchnik Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego – powraca do imperialnej polityki wobec Ukrainy. Z kolei abp Ihor Isiczenko z Cerkwi Autokefalicznej dorzuci: – Moskwa coraz częściej kwestionuje istnienie narodu ukraińskiego. Ta wizyta pokaże światu, że naród i państwo ukraińskie nie jest fikcją.
Wszyscy marzą o jednym: żeby podobnie jak podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski zdarzył się cud i odmieniło się oblicze ziemi, na której żyją. – Jeśli się nic nie zmieni – powiada kard. Husar – to stracona jazda! 

*
Nie wiem, do jakiego Kościoła należy Ołeś Pohranycznyj. Wiem tylko, że chce żyć w prawdzie i marzy, by na Ukrainie zapanowała sprawiedliwość. W imię tych pogardzanych w przeszłości słów na początku lat 90. przystąpił wraz z przyjaciółmi do strajku głodowego w Kijowie. Pragnęli odrobiny wolności i poszanowania praw człowieka. Komuniści ustąpili przed ich żądaniami, odtąd np. ukraińscy poborowi mieli odbywać służbę wojskową tylko na terenie republiki. Rok później przyszła niepodległość. Dwudziestoletni Ołeś zajął się dziennikarstwem. Niedawno założył firmę turystyczną. Na aktówce ma naklejkę przedstawiającą kontury Ukrainy otoczone drutem kolczastym. To symbol ruchu Za Prawdę. 
– Znałem dobrze Gieorgija, pracowaliśmy w jednej gazecie. I nagle słyszę: Gongadze nie żyje! Mija miesiąc, drugi, trzeci – i cisza. Nie wiem, czy rozkaz morderstwa wydał Kuczma, ale widzę, że mowy nie ma o śledztwie. Postanowiłem z kolegami żądać procesu. Umówiliśmy się ze studentami z akademii teologicznej. Pytamy: podoba wam się na Ukrainie? Nie! – odpowiadają. A co byście zmienili? A co my możemy zmienić! – narzekają. Wszystko, jeśli tylko będziecie wiedzieli, co. Zastanówcie się, czego wam na Ukrainie brakuje. Przyszliśmy do nich nazajutrz. Krzyczą, że chcą prawdy, sprawiedliwości i moralności w życiu publicznym. Tak powstał ruch Za Prawdę. Kilka dni później byliśmy w Kijowie wśród opozycji koczującej w miasteczku namiotowym. Nie krzyczeliśmy: precz z Kuczmą! Przybyliśmy, by przypomnieć wszystkim, że żyjemy w kłamstwie i że tak dalej żyć nie sposób. Kiedy policja rzuciła się na demonstrantów, stanęliśmy wobec nich bezbronni. Dość przemocy! Inni się tłukli, my nie. Widziałem, że to ich zamurowało. Poskutkowało: naszych nie bili, ale kilku trafiło do więzienia. Kiedy zostali uwolnieni, wrócili do Lwowa i chodzą w aureoli męczenników. Wszyscy ich podziwiają. 
Za Prawdę, ruch z którym wiązano nadzieje, że odmieni Ukrainę, usunął się dziś na margines. Studenci wrócili do sal wykładowych, starsi do biur i redakcji. Wywalczyli rozpoczęcie śledztwa w sprawie Gongadze. Nie zamierzają zakładać partii, by wystartować w jesiennych wyborach parlamentarnych. Na pewno wielu z nich będzie uczestniczyć w lwowskim spotkaniu Papieża z młodzieżą. 
Czy Kościół uczynił coś dla poparcia opozycji, szczególnie lwowskich studentów? 
– To trudne zadanie dla Kościoła, by stać się rzecznikiem prawdy – mówi kard. Husar – bo ludzie Kościoła także pochodzą z komunistycznej szkoły. Nie żyjmy iluzjami, że z jednej strony istnieje zdemoralizowany świat postkomunistyczny, a z drugiej – biały rycerz, czyli Kościół. Musimy przekonać wszystkich, że katolikiem nie można być od święta. Nie każdy, kto przychodzi do cerkwi, rozumie tę prawdę. Społeczeństwo jeszcze żywi do nas zaufanie, ale nie możemy na tym poprzestać, musimy o nie walczyć.
Kilka dni później w Kijowie abp Isiczenko z Ukraińskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej przyzna, że w latach 80. Kościół w Polsce był dla prawosławnych wzorem aktywności społecznej i politycznej. – Gorzkie doświadczenia lat 90., jakie przeżył Kościół w demokratycznej Polsce, pomogły nam wyzbyć się euforii. Nasz Kościół się depolityzuje, a to budzi rozczarowanie. 
Podobnie zdaje się myśleć łaciński metropolita Lwowa kard. Marian Jaworski, który jako Polak lepiej od abpa Isiczenki zna doświadczenia Kościoła nad Wisłą i nie chciałby zapewne powtarzać polskich błędów: – Musimy najprostszą drogą iść do ludzi z Ewangelią, pokornie służyć państwu i społeczeństwu. 

*
W drodze do Kijowa mija się miejscowości o swojskich nazwach: Gródek, Kamieniec Podolski, Berdyczów. Im dalej od Lwowa, tym mniej kościołów greckich, o rzymskich nie wspominając, za to coraz więcej cerkwi prawosławnych. W każdym miasteczku województwa lwowskiego stoi pomnik ukraińskiego bohatera: poetów Tarasa Szewczenki lub Iwana Franki, hetmana Chmielnickiego lub Petlury. Za rzeką Zbrucz, na której kończyła się II Rzeczpospolita, patriotom nie stawia się pomników. W centrum Gródka nadal stoi pomnik Lenina.
Miejscowi katolicy wybierają się na spotkania z Janem Pawłem II. Ale ks. Antoni Andruszczyszyn powiada: – Trzeba prosić, zachęcać, tłumaczyć, bo nie rozumieją, po co przybywa Papież. Kiedyś rwali się do Rzymu, do Polski, ale entuzjazm przepadł w drodze. Zresztą, czemu się dziwić: za bilet autobusowy na Mszę do Lwowa czy Kijowa trzeba zapłacić 20 hrywien, czyli jedną piątą przyzwoitej pensji, a w Gródku i w okolicy niemal wszyscy są bezrobotni. 
Dlaczego nie usunięto pomnika Lenina? – Dlatego, że on nas nigdy nie opuścił – wyjaśnia ks. Antoni. – Ludzie nie mogą się z nim pożegnać, nie wierzą, że stare nie powróci. 
Jak echo powracają słowa Marinowicza: kto jeśli nie On wesprze osobę i ducha? Tylko Papież może przechylić szalę naszych myśli. 

*
– Obrywa nam się od każdego – wyznaje ks. Józef Kowalów z Ostroga. Od Ukraińców Kościół rzymski zbiera cięgi za to, że jest Kościołem polskim, od Polonii, że pragnie wynarodowić Polaków. 
Msze we lwowskiej katedrze – podobnie jak w innych świątyniach łacińskich – odprawia się po polsku i po ukraińsku. Gdzieniegdzie po rosyjsku, bo wielu Ukraińców posługuje się na co dzień tym językiem, zdarzają się też wierni narodowości rosyjskiej. W rzymskim seminarium duchownym w Gródku podczas Mszy św. i wykładów używa się na przemian polskiego i ukraińskiego. 
– Język stanowi nasz największy problem – zauważa ks. Jan Ślepowroński, rektor seminarium. Klerycy są najczęściej Ukraińcami, więc przed kilku laty domagali się, by liturgia i wykłady odbywały się jedynie po ukraińsku. Lecz jak zrealizować to żądanie, jeśli literatura teologiczna na ogół istnieje tylko w polskich tłumaczeniach, a wykładowców ściąga się z Polski? – Z trudem przekonaliśmy kleryków, że nikt ich na siłę nie polonizuje, że w Kościele powszechnym jest miejsce dla każdego narodu – wspomina ks. Ślepowroński. Żądania kleryków nie wynikały z silnej tożsamości narodowej, przeciwnie – ze związanych z nią problemów. Zdarza się, iż seminarzyści ukrywają, że ich rodzice są Polakami, i uważają się za najprawdziwszych Ukraińców. 
Choć incydent w seminarium należy do przeszłości, problem nie powędrował do lamusa. W przeddzień pielgrzymki Papieża do ataku na Kościół przystąpili obrońcy polskości, zaniepokojeni może faktem, iż papieskie Msze św. zarówno w obrządku wschodnim, jak i zachodnim, odbędą się wyłącznie po ukraińsku. Biskup pomocniczy Stanisław Padewski ze Lwowa nie ukrywa wzburzenia artykułem z warszawskiej „Gazety Polskiej”. Stanisław Kostecki, przewodniczący Związku Polaków na Ukrainie, oskarżył tam Kościół katolicki i księży przybywających z Polski o świadome wynaradawianie i ukrainizowanie rodaków z Kresów. Jaka jest wedle p. Kosteckiego sytuacja Kościoła katolickiego na Ukrainie? Taka jak tytuł jego artykułu: Ani słowa po polsku! Autor dowodzi, że władze Ukrainy przychylnym okiem obserwują wprowadzanie ukraińskiego do rzymskiej liturgii, widząc w tym szansę na ostateczne wynarodowienie Polaków. 
– Nic co polskie nie jest mi obce, ale to głos krzywdzący Kościół i księży z Polski – komentuje bp Padewski. – P. Kostecki w przeddzień ukraińskiej niepodległości wzywał, by Związek nie angażował się w życie Kościoła, bo jest stowarzyszeniem świeckim, a dziś przeszedł cudowną metamorfozę. Skąd p. Kostecki wie, że w każdej ukraińskiej parafii, poza Zakarpaciem, dominują Polacy? Pisze, że polski nie jest używany w katechizacji dzieci, a czy jest używany w tzw. rodzinach polskich? Rodziny są mieszane: matka bywa Rosjanką, ojciec zrusyfikowanym Polakiem, a ich potomkowie czują się Ukraińcami. Czy można zatem skazać ich na wyobcowanie w Kościele, odmawiając im prawa do Mszy w wybranym języku? Byłaby to dla nich krzywda, a i fatalny błąd dla przyszłości Kościoła na Ukrainie. – Jeśli Kościół rzymski chciałby być tylko Kościołem polskim, dla większości katolików pozostałby obcy – przestrzega kard. Husar. Niejeden kapłan grecki albo prawosławny lęka się, że Papież przeciągnie ich wiernych na „polską wiarę”, że „opolaczy” Ukraińców. Kard. Husar wie, że to lęk bezzasadny, ale nie chciałby, aby szowinizm zniszczył unikalną dla narodu i chrześcijaństwa szansę: – Pielgrzymka może uświadomić prawosławnym, co znaczy być katolikiem. Katolik to chrześcijanin przychodzący do Kościoła z rozmaitych kultur i narodów. Dajmy prawosławnym świadectwo, iż katolik może pozostać Ukraińcem lub Rosjaninem. Pokażmy, że to nie jest zdradą narodu!

*
– W niepodległym państwie musi istnieć niezależny Kościół – deklaruje patriarcha Filaret z Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego. Cerkiew ta narodziła się wraz z ukraińską niepodległością. Wcześniej Filaret był egzegarchą podporządkowanym Patriarchatowi Moskiewskiemu. Wyłamał się z jego szeregów, gdyż: – Patriarchat Moskiewski jest narzędziem rosyjskiej polityki imperialnej wobec Ukrainy. 
UCPPK od początku pragnie być ukraińskim Kościołem narodowym, skazana jest więc na konflikt z Patriarchatem Moskiewskim, który jej nie uznaje. Przed czterema laty Rosyjska Cerkiew Prawosławna obłożyła patriarchę Filareta anatemą, zatem nie powinien on korzystać z sakramentów i nie ma prawa uważać się za prawosławnego. Niemniej pozostał zwierzchnikiem UCP Patriarchatu Kijowskiego, a po latach zrewanżował się patriarsze moskiewskiemu za anatemę i „moskiewski imperializm”. Aleksiej II pragnąc uczcić Rok Jubileuszowy pielgrzymował do świętych miejsc rosyjskiego prawosławia. Jednak władze Ukrainy, pod naciskiem Filareta, nie wpuściły Aleksieja do Kijowa. Rychło potem nastąpiło oficjalne zaproszenie Jana Pawła II na Ukrainę, co – jak mówią w Kijowie – osobiście dotknęło zlekceważonego Alesieja II.
Patriarcha Filaret entuzjastycznie odnosi się do pielgrzymki. – Wierzę, iż wizyta sprzyjać będzie wejściu Ukrainy do europejskiej wspólnoty i pogłębieniu dialogu ekumenicznego w naszym państwie. 
W przeszłości patriarcha bywał kąśliwy wobec grekokatolików, ale z czasem w jego stosunku do wyznawców obrządku wschodniego nastąpiła widoczna ewolucja. Choć nadal powtarza, iż unia prawosławno-katolicka nie jest drogą do jedności chrześcijan, dodaje, że sam cel jest słuszny i że nie żywi wrogości wobec grekokatolików ani łacinników. W programie wizyty Papieża nie ma jednak osobnego spotkania Jana Pawła II z Filaretem, ponieważ jego Cerkwi brakuje kanoniczności. O kanoniczności Kościołów prawosławnych decyduje Konstantynopol, a Watykan respektuje jego wolę w tej kwestii. Lecz Jan Paweł II spotyka się z Ukraińską Radą Kościołów, kolegium, do którego należy m. in. patriarcha Filaret jako zwierzchnik UCPPK. – Cerkiew Rosyjską, ale także Kreml, niepokoi pielgrzymka oraz spotkanie z Radą – komentuje patriarcha – bo pragną naszej izolacji. Dowodem niepokoju mają być – jego zdaniem – podjęte przez dyplomację rosyjską rozmowy z Watykanem, próbujące odwieść Papieża od spotkania z patriarchą Filaretem. Patriarcha wierzy, że izolacja jego Cerkwi prędzej czy później się skończy – i to nie tylko za sprawą pielgrzymki, ale przede wszystkim dzięki rozpoczętym już rozmowom z Patriarchą Ekumenicznym Konstantynopola w sprawie kanoniczności UCPPK. 
Abp Isiczenko również nie spotka się z Papieżem, ponieważ Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna też jest niekanoniczna. To najmniej liczny z ukraińskich Kościołów prawosławnych, o rodowodzie sięgającym lat dwudziestych, po wojnie zlikwidowany przez Stalina i odrodzony wraz z niepodległością. Cerkiew ta ma najwięcej wiernych na Ukrainie Zachodniej, stąd jej konflikty z tamtejszymi grekokatolikami. Cerkiew Autokefaliczna i Patriarchat Kijowski niczym się nie różnią, ale na przeszkodzie do zjednoczenia stoją ambicje ich przywódców. Abp Isiczenko nie kryje goryczy i rozczarowania polityką kurii rzymskiej wobec Kościołów prawosławnych na Ukrainie. – W ciągu ostatniego dziesięciolecia Watykan przeciwstawiał się odrodzeniu ukraińskiego Kościoła prawosławnego na tzw. terytorium kanonicznym Patriarchatu Moskiewskiego – twierdzi. – Ale to Patriarchat Kijowski i Cerkiew Autokefaliczna przychylne są pielgrzymce, a protestuje Patriarchat Moskiewski. 
To prawda, Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego sprzeciwia się wizycie Jana Pawła II, co wielu tłumaczy tym, że pielgrzymka jest dla niej wyzwaniem, ale i świadectwem dylematu, czyim interesom służyć: Moskwy czy narodu ukraińskiego. Wszystko wskazuje na to, że z Janem Pawłem II nie spotka się patriarcha Wołodymyr z Patriarchatu Moskiewskiego, jedynej ukraińskiej Cerkwi kanonicznej. Będzie to znak jego protestu przeciw pielgrzymce. Jednak protesty ograniczą się zapewne do gestów i marginalnych demonstracji. W Kijowie już doszło do antypapieskiej manifestacji, i choć nie zgromadziła ona tłumu, abp Isiczenko nie waha się nazwać jej „hańbą dla Ukrainy”. Nie on jeden zauważa, że wrogość wobec pielgrzymki i katolicyzmu wyrażają tylko obskuranckie siły w Cerkwi, np. jeden z prawosławnych biskupów, który niedawno nazwał katolików heretykami i zagroził wiernym ekskomuniką za wspólne z katolikami modlitwy lub uczęszczanie do ich świątyń. Anachroniczność UCPPM widzi wielu prawosławnych, spośród których sporo akceptuje wizytę, a nawet zamierza uczestniczyć w papieskich Mszach świętych. Patriarchat Moskiewski może dużo stracić okopując się w twierdzy i protestując przeciw uchyleniu jej bram. Bo jak oskarżać Watykan o prozelityzm, krzyczeć, że prawosławie jest zagrożone, skoro dwie inne Cerkwie witają Papieża z nadzieją, że wzmocni On ukraińską tożsamość, pomoże odkryć własną duchowość? Patriarchat Kijowski i Cerkiew Autokefaliczna powołać się też mogą na Patriarchę Konstantynopola, który nie widzi w pielgrzymce żadnego niebezpieczeństwa dla prawosławia... 
– Ekumenizm odmienia chrześcijan – dowodził we Lwowie kard. Husar. Wspomina, że kiedy studiował w seminarium, nie przychodziło mu na myśl wejść do protestanckiej lub prawosławnej świątyni, bo wyrzucono by go z seminarium. – Za trzydzieści lat zmieni się też Cerkiew Rosyjska. 

*
Jan Paweł II przybędzie do kraju rozdartego politycznie i religijnie. Zwaśnione społeczeństwo, wojujące ze sobą Kościoły, zagubione dusze potrzebują pokoju. Czy Papieżowi uda się posiać ziarno pojednania i dialogu? Kard. Marian Jaworski nie ma wątpliwości: – Ojciec Święty łaską Bożą może wszystkich rozbroić. 

Jan Strzałka


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl