Utrwalić ślady

ARTUR SPORNIAK

 

Tak można by streścić sens Dni Tischnerowskich, które odbywały się w Krakowie od 30 maja do 2 czerwca. Mówili o tym organizatorzy (wydawnictwo Znak, PAT, UJ i PWST): „chcemy utrwalić ślady po Tischnerze”, „chcemy, by jego myśl była dalej płodna”. I rzeczywiście, Tischner żyje. W książkach i artykułach – co pokazała wystawa w Bibliotece Jagiellońskiej. W inspiracjach – znakomite referaty Stróżewskiego, Skargi, Millon-Delsol. W myśli interpretatorów – Węgrzeckiego, Kłoczowskiego, Tarnowskiego, Panasiuka. W sporze – dramatycznym, bo urwanym wpół drogi, jak przejmująco zaświadczył ks. Michał Heller (szkoda, że zabrakło głosu z KUL-u, z którym Tischner szlachetnie się wadził). W ludzkiej pamięci – co ukazały m.in. film Adama Kinaszewskiego „Góral w sutannie” i spektakl „Pan z wami...” Ewy Kutryś, a także przepełnione sale, w których odbywały się Dni. Niektórzy uczestnicy przyjechali z Kalisza czy ze Szczecina. Tischner żyć będzie nadal w nagrodzie jego imienia, przyznawanej przez Znak (laureatami zostali w tym roku: prof. Stefan Swieżawski, Jan Nowak-Jeziorański i ks. Herbert Hlubek) oraz w serii corocznych wykładów „Colloquia Tischneriana”, rozpoczętej przez Krzysztofa Michalskiego.
Ale czy się nie oszukujemy? Ks. Tischnera wśród nas już nie ma. Próbujemy powtarzać jego dowcipy i anegdoty, ale nie potrafimy się z nich śmiać. Nie dlatego, że nie są śmieszne. Dlatego, że gorycz wspomnienia tego, co minęło, ściska gardło. Myślę, że ks. Tischner żyje przede wszystkim w naszej tęsknocie za Augustynową krainą, gdzie „wszystko jest inaczej”. 

Artur Sporniak

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl