Świecić profesorskim przykładem

ADAM GROBLER

 

Profesor Adam Łomnicki sprawił mi dużą przyjemność, pisząc („TP” 20, „Od dr hab. do prof.”), że „adiunkci ze stopniem doktora habilitowanego to najlepiej wykształcona i obiecująca grupa nauczycieli akademickich; to być może najlepsi uczeni, jakich ma Uniwersytet”. Sprawił też zapewne przyjemność innym osobom zapewniając, że Uniwersytet Jagielloński prowadzi wręcz wzorową politykę kadrową, nie awansując na stanowiska profesorskie przedstawicieli tak wspaniałej grupy. 

Pochopny awans może przecież przesunąć niefortunnego doktora habilitowanego do mniej atrakcyjnego towarzystwa. Żarty na bok: towarzystwo prof. Adama Łomnickiego jest najwyższej próby i nigdy nie przestałem marzyć, aby się w nim znaleźć. Mam przy tym nieśmiałą nadzieję, że gdybym kiedyś się w nim znalazł, nie przestałbym zadawać pytań, które teraz zadaję. 


Pytanie I
Czy rzeczywiście protestujący nieprofesorowie – jak w skrócie nazwali się adresaci zacytowanych komplementów – występują w imię własnego, egoistycznego interesu? Kto zna siatkę płac UJ, ten bez namysłu odrzuci tę sugestię. Ci, którzy liczbą dzieci lub innymi okolicznościami są zmuszeni zadbać o swoje interesy, dorabiają na boku zaniedbując pracę naukową, albo z bólem serca przenoszą się – jak ja – do innych uczelni. O co więc chodzi nieprofesorom? Jeden z moich kolegów ujął to tak: „Nie daje się nam satysfakcji finansowej i odmawia się nam nawet satysfakcji symbolicznej”. Bo też awans w UJ ma wymiar wyłącznie symboliczny – symboliczna jest różnica w płacy, absolutnie żadna w prawach i obowiązkach. Do sfery symboli jeszcze wyraźniej należy motyw polityki kadrowej UJ. Chodzi rzekomo o to, by nadać awansowi profesorskiemu rangę godną prastarej uczelni. Skutkiem tego jednak nieprofesorowie UJ uchodzą poza Krakowem za nieudaczników. Wszędzie indziej bowiem pozostawienie doktora habilitowanego na stanowisku adiunkta jest sygnałem, że jego dorobek naukowy jest cokolwiek poniżej oczekiwań. Wiele osób byłoby nawet w stanie zdzierżyć mizerię finansową, ale nie mogą znieść, że wystawia im się fałszywe świadectwo.

 
Pytanie II
Czy protestujący nieprofesorowie żądają obniżenia kryteriów awansu? Ci, których znam, żądają raczej ustalenia takich kryteriów. Chcą bowiem uznania autentycznych osiągnięć, a nie nic nie znaczących ozdobników. Niefortunna homonimia nazw stanowiska służbowego i tytułu naukowego skłoniła władze UJ do postawienia wymagań awansowych oderwanych od oceny jakości pracy. Aby uzyskać tytuł, nie wystarczy odpowiednio wartościowy dorobek naukowy, trzeba mieć jeszcze doktorantów i wypromować chociaż jednego doktora. Opiekę nad doktorantem można zacząć sprawować dopiero po habilitacji, a na jego wypromowanie trzeba kilku lat. Natomiast godny profesury dorobek można uzyskać znacznie wcześniej. Dlatego właśnie ustawodawca nie wymaga, by na stanowisko profesora powoływać tylko profesorów tytularnych. Przeciwnie. Ustawodawca nie uzależnia od uzyskania tytułu nawet – po upływie 5 lat „próby” – powtórnego powołania na stanowisko profesora, tym razem na czas nieokreślony. Tymczasem na UJ polityka awansowa prowadzi do absurdalnych sytuacji. Kiedyś np. próba transferu z zewnątrz profesora brakującej w Krakowie specjalności zakończyła się fiaskiem z tego tylko powodu, że ów profesor musiałby zgodzić się na degradację na stanowisko adiunkta. 

Pytanie III
Czy to nieprofesorowie powinni przechodzić z UJ na inne uczelnie? Przepływ wysoko kwalifikowanej kadry jest nieunikniony choćby z tego powodu, że czołowe uniwersytety produkują tę kadrę w większej ilości, niż ją mogą zatrudnić. Jeżeli jednak nieprofesorowie zasługują na cytowane na wstępie komplementy, to może w interesie Uniwersytetu byłoby prowadzenie polityki skłaniającej najwybitniejszych z nich do pozostania, a najmniej wybitnych spośród profesorów do zmiany miejsca? Oto myśl całkowicie rewolucyjna. W ostatniej ocenie okresowej, w której brałem udział jako pracownik UJ, nieprofesorowie otrzymywali jedną z trzech ocen pozytywnych, A, B, C, w trzech kategoriach. Profesorowie zaś otrzymywali ocenę pozytywną lub negatywną. Tym sposobem nieprofesor, nawet z oceną AAA, był oceniony wyżej tylko od tych profesorów, którzy kwalifikowali się do natychmiastowego zwolnienia z pracy (nie wiem, czy tacy byli). Na zdrowy rozum, nieprofesor z AAA powinien szybko awansować. Tymczasem nie dostaje nawet znaczka, który mógłby sobie przymocować do krawata i świeci oczami, że pozostaje na stanowisku adiunkta. 

Pytanie IV
Czy rozstrzygając ten spór należy poprzestać na rozwiązaniach ze sfery symbolicznej? Oczywiście wiadomo powszechnie, że szkolnictwo wyższe jest niedofinansowane. Środowiska akademickie od dawna oczekują zdecydowanych reform, bez których wyraźna poprawa sytuacji nie jest możliwa. Na razie warto rozejrzeć się dookoła i zauważyć, że jednakowo finansowane uczelnie państwowe niejednakowo sobie radzą. W różnym stopniu wykorzystują źródła dochodu w postaci świadczenia dodatkowych usług edukacyjnych czy podnajmu pomieszczeń, albo źródła oszczędności w postaci redukcji administracji i obsługi. I w różnym stopniu wykorzystują pozabudżetowe środki do prowadzenia rozsądnej polityki kadrowej. 

Pytanie V
Czy inne uczelnie powinny brać przykład z UJ? Zależy w czym. Zalety UJ są bezdyskusyjne. Wadą tej uczelni jest narcyzm, który przesłania fakt, że inni niektóre rzeczy robią lepiej. Rok temu uczelnia, w której obecnie pracuję, próbowała pozyskać świeżo upieczonego, niezwykle utalentowanego doktora rzadkiej w Polsce specjalności. Wkrótce po zakończonych negocjacjach przyszła od niego wiadomość, że niestety zostaje na starym miejscu. Dlaczego? Gdy oznajmił swojemu dziekanowi, że odchodzi, ten z miejsca zaproponował mu podwyżkę, która przebiła całkiem atrakcyjną, jak na krajowe warunki, ofertę. I to jest wzór do naśladowania. Władze UJ jeszcze długo nie będą musiały czujnie chronić stanu kadrowego posiadania, bo jest z czego opuszczać i wciąż przewodzić. Ale co będzie, gdy niepostrzeżenie zostanie przekroczony stan alarmowy? 

Pytanie VI – do siebie samego
Co mnie to wszystko obchodzi, skoro nie jestem już pracownikiem UJ? Jest parę powodów. Spędziłem w UJ większą część życia, najpierw jako student, potem pracownik. Zawdzięczam tej uczelni wykształcenie, oddałem jej wiele sił. I nadal oddaję, bo wciąż jeszcze, ku obustronnej (mam nadzieję) satysfakcji, prowadzę tam wykłady i seminaria, opiekuję się magistrantami i doktorantami, uczestniczę w usytuowanym w UJ programie badawczym. Zawsze sobie zadawałem pytanie, kto jest ozdobą Uniwersytetu, a komu szyld Uniwersytetu jest ozdobą. I dziwi mnie, że mało myśli się o tym, że te dwa rodzaje zdobnictwa potrzebują siebie wzajemnie. 
Sprawy tu poruszone mają wymiar nie tylko lokalny. Są ważne w każdej uczelni i dla całego systemu edukacyjnego. Najważniejsze, dla życia akademickiego i życia społecznego w ogóle, jest to, by zamiast poszukiwać usprawiedliwień dla obecnych praktyk, stale zastanawiać się nad tym, czemu one mają służyć i co należy w nich poprawić, by służyły lepiej. Nie po to, żeby szukać dziury w całym, ale by nie zapominać, że nie ma doskonałości na tym świecie. 

Adam Grobler


PS. W tekście prof. Łomnickiego wyróżnione zostało zdanie nader zastanawiające. Brzmi ono: „Niczym nieograniczone awansowanie doktorów habilitowanych na stanowiska profesorskie może okazać się najbardziej szkodliwe dla nich samych – zmniejszy się ich wynagrodzenie i zabraknie im młodszych współpracowników do badań naukowych i prowadzenia dydaktyki.” Z tego wynika, że gdy dr hab. zostaje profesorem, ryzykuje, że otrzyma pobory niższe od tych, które otrzymywał na stanowisku adiunkta. Na dodatek zabraknie mu pomocnika, bo przestał być adiunktem, który mógłby w roli jego pomocnika wystąpić. Nb. nie wiem, skąd wzięła się sugestia, że nieprofesorowie domagają się automatycznego awansowania wszystkich doktorów habilitowanych. Domagają się czegoś innego: zaprzestania automatycznego odmawiania awansu doktorom habilitowanym. 

Dr hab Adam Grobler jest filozofem, profesorem WSP w Zielonej Górze, przedtem był adiunktem UJ. W 1995 współautor tekstu uchwały Rady Wydziału Filozoficznego UJ protestującej przeciwko polityce awansowej Senatu tej uczelni.


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl