Rabin Schudrich uczy swoich wiernych

HALINA BORTNOWSKA

 

Za pięknymi oknami synagogi zielonawo-fioletowe niebo wczesnego zmierzchu. Czekamy na nadejście ciemności, na pierwszą gwiazdę, która pozwoli rozpocząć święto Szewuot, święto Tory. Zgromadzeni już wierni recytują na wstępie psalm 41 – mężczyźni na dole wokół Rabina, kobiety na galerii, pod wciąż zbyt jasnymi oknami.
Gdy rozmawiali i śmiali się na schodach synagogi, byli jak pierwsi z brzegu parafianie warszawscy, choć może więcej czuło się podniecenia; tu obchodzenie święta nie jest taką powszednią okazją. Teraz męskie głosy wznoszące się ku galerii są odmienne, jakby dobiegały z innego czasu. Tak się modlą i tak śpiewają ci, co pozostali najbliżej korzenia wiary podstawowej, o której tak wielu zapomina, że jest wspólna. 
Nie potrafię sobie wyobrazić modlitwy Jezusa z Nazaretu, ale czuję, że tak musiał się modlić Paweł z Tarsu.
Co tu robię? Przyszłam tu – cicho i najzupełniej prywatnie, aby na swój sposób wyrazić moje pragnienie przebaczenia, owocu pokuty i miłosierdzia.
Rozpoczyna się katecheza. Przed Rabinem rozłożona księga Majmonidesa, duchowego mistrza komentatora Tory, który żył w 12 wieku. To tak, jakbyśmy dziś w naszym kościele sięgnęli po ,,Summę” Tomasza z Akwinu. Podana jest strona. Rabin czyta głośno 2 – 3 zdania hebrajskie. Na wpół je tłumaczy, na wpół komentuje po polsku, nieraz szukając polskich odpowiedników słów angielskich, w czym audytorium bierze czynny udział, pilnując, by Rabin powtórzył wskazane polskie słowo z całą dokładnością: „exception” – „wyjątek” – „wijontek” nie! „wy-ją-tek!”...
Mimo trudności, zasadnicza treść dociera, także do mnie, gojki na babskiej galerii. To i owo może sama dopowiadam w wewnętrznym dialogu.
Chodzi o pokutę, TESZUWA. Nawet wielki grzech, taki popełniony co najmniej trzy razy (może stąd „do trzech razy sztuka”) – może być odpokutowany. Co się na pokutę ma składać: wyznanie swojej winy, równie publiczne, jak publiczna była wina; prośba o przebaczenie; naprawienie zła, krzywdy... Co czynić, gdy skrzywdzony nie żyje i nie ma nawet jego krewnych? Trzeba pójść do gminy, która zbierze minjan (dziesięciu Żydów, jak do modlitwy w synagodze). Nad grobem skrzywdzonego Minjan wysłucha wyznania i prośby, a dar zadośćuczynienia rozdzieli między ubogich...
Czy skrzywdzony, czy minjan w jego imieniu wybaczy?
Nie wiadomo. Z całą szczerością, uczciwie, trzeba prosić trzy razy – jeśli za trzecim słowo przebaczenia nie padnie, grzech stanie się grzechem tamtych, niezdolnych do okazania miłosierdzia wytrwale pokutującym.
Ale powiedziane jest też – w tej księdze, czy w innych, nie wiem – że ten, kto zgrzeszy przeciw swojemu rabinowi, dobrze zrobi przepraszając i tysiąckroć, aż serce stanie się gotowe.
Zastanawiam się: skąd ten wyjątek (exception)?
Myślę, że tradycyjny komentarz zakłada, że rabin jest człowiekiem mądrym i miłosiernym. Jeśli nie udziela wybaczenia, to dlatego, że warunki teszuwa nie są jeszcze spełnione – za wiele zastrzeżeń, szczerość niezupełna, zły korzeń jeszcze tkwi.
Okna ciemnieją. Dawno skończyło się nabożeństwo w tak bliskim kościele Wszystkich Świętych. Tam modlono się za Żydów, wyrażając żal za zło wyrządzone przez chrześcijan, przez Polaków. To też mój żal. Tylko że mój żal jest niecierpliwy. Chcę, abyśmy stanęli wreszcie przed minjanem – choć po raz pierwszy z tych wielu, które będą potrzebne. 

Halina Bortnowska


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl