Wątpliwości pozostają

KS. ADAM BONIECKI

 

Czcigodny Ojcze Profesorze, 
Dziękuję za odpowiedź na jedno zdanie zamieszczone w moim komentarzu. Jeszcze przed otrzymaniem listu Ojca mniej więcej to samo powtórzyłem w następnym komentarzu. List Ojca wskazuje na to, że sprawa wymaga szerszego wyjaśnienia. 
Na wstępie jednak przeprosiny. Przepraszam, że pisząc „Paulini z Jasnej Góry” potraktowałem ich pars pro toto, czyli tak, jakby wspólnota jasnogórska in gremio przyznawała order, gdy w rzeczywistości czyni to tylko Kapituła Orderu, to jest Rada Domu Jasnogórskiego i zastępca ojca generała, o. Ireneusz Pompa. Order wręczył 3 maja p. Moskalowi nie cały klasztor, a tylko ojciec przeor Izydor Matuszewski.
Wypada też powiedzieć, za co przyznano panu Edwardowi Moskalowi to wyjątkowe odznaczenie. Udekorowano go za to (zdania w cudzysłowie pochodzą od ojca przeora Stanisława Tomonia i zostały zaczerpnięte z wywiadu udzielonego tygodnikowi „Niedziela”), że „jest wielkim dobrodziejem Jasnej Góry”, że „się przyczynił do zorganizowania w USA pierwszego radiatonu na rzecz odbudowy bastionu Świętej Trójcy”, i potem „zorganizował drugi radiaton” (radiaton to zbiórka przy pomocy rozgłośni radiowych pieniędzy na określony cel), że dzięki niemu przekazano wiele cennych darów, m.in. dla szpitali. Nie wiemy, ile pieniędzy przekazano na remonty Jasnej Góry, ale wiemy, że „ofiarność Polonii [z okazji radiatonów] przeniosła oczekiwania” . Pieniądze – informuje ojciec Stanizław Tomoń – pomogą odnowić kaplicę Matki Bożej, umożliwią wymianę dachów kaplicy Matki Bożej i bazyliki oraz zainstalowanie klimatyzacji. Upewniono się też, że p. Moskal „jest człowiekiem maryjnym, czcicielem Matki Bożej Częstochowskiej” i „nade wszystko Polakiem”, który „czuje Polskę i różnymi sposobami jej pomaga”. Tak więc pan prezes Edward Moskal został odznaczony Orderem Jasnogórskim, jako benefaktor Jasnej Góry.
A jednak wątpliwości pozostają. Bo nawet największe materialne wsparcie klasztoru nie zmienia faktu, że ostatnia napaść na Jana Nowaka-Jeziorańskiego nie była bynajmniej pierwszą wypowiedzią pana prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, a więc osoby publicznej, która budzi moralny sprzeciw. Wypowiadał się pan prezes w sposób, delikatnie mówiąc, obraźliwy o premierze Buzku, publicznie obraził także ministra spraw zagranicznych i prezesa IPN – by wymienić te wypowiedzi, które w tej chwili pamiętam. Napaść na Jana Nowaka-Jeziorańskiego przeszła jednak granice elementarnej przyzwoitości. Skąd teraz ta wypowiedź? Kilka miesięcy temu Jan Nowak-Jeziorański zabrał głos w sprawie Jedwabnego (,,Rzeczpospolita”, 26 stycznia 2001). Uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej wyważonych głosów w dyskusji. Autor mówi tam o potrzebie zadośćuczynienia, ale mówi też, za co to ma być zadośćuczynienie, jakie ma być i dlaczego jest ono konieczne. Tymczasem prezes Moskal, nie mogąc podjąć dyskusji merytorycznej, żeby głos ten zdyskredytować sięgnął po stare ubeckie napaści na niegdysiejszego dyrektora Wolnej Europy. Tamte pomówienia Nowak-Jeziorański już dawno opisał i odparł w jednej ze swoich książek.
Ale to wszystko Ojca Profesora nie interesuje, nie interesuje też ojca przeora, który oświadczył: ,,nie zajmujemy stanowiska w tamtej sprawie. To są, myślę, osobiste nieporozumienia... Nie wchodzimy w tę sytuację. Nas interesuje, jak odnoszą się oni [Moskal i Nowak-Jeziorański] do wiary i do sanktuarium”. Szkoda, bo na skutek tego désintéressement Ojcowie działali tak, jakby żyli na innej planecie. W oczach tysięcy Polaków (nie, nie tylko mediów!) dekoracja Orderem Jasnogórskim tego zasłużonego benefaktora była wyróżnieniem człowieka, który w toczonej właśnie w tym momencie wielkiej debacie opowiedział się po stronie przeciwnej niż... nie, nie tylko niż Nowak-Jeziorański, ale przeciwnej niż Papież, żeby nie powiedzieć: po przeciwnej niż Ewangelia. W tym kontekście wręczenie Orderu Jasnogórskiego (przyznawanego przecież bardzo nielicznym), nawet jeśli został przyznany dokładnie za to, za co się ten Order przyznaje, niezależnie od woli Kapituły zostało odczytane jako gest solidarności z postawą, która nie ma wiele wspólnego z Ewangelią.
Dekoracja orderem ze swej natury jest gestem symbolicznym, a symbole posiadają niezwykłą moc życia własnym życiem. Zlekceważony przez Kapitułę kontekst wydarzenia symbolowi – czyli nadaniu Orderu – nadał znaczenie takie, jakie nadał, i obawiam się, że późniejsze wyjaśnienia niczego nie zmienią. Łączę wyrazy szacunku.  

Ks. Adam Boniecki


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl