Komentarze

 


Krzysztof Burnetko Niebezpieczna nasza starość

Andrzej Łukowski Zaufanie znów pod wodą

Ks. Adam Boniecki Bronię księdza Michała

Andrzej Franaszek Nike dla Miłosza

 

 

 


 

 




  
Niebezpieczna nasza starość

Zamieszanie wywołane decyzją o odwołaniu prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych tuż po ogłoszeniu znaczącej poprawy ściągalności składek, wywołało falę spekulacji: że chodzi o kozła ofiarnego, na którego przed kampanią wyborczą można by zepchnąć odpowiedzialność za wpadki reformy emerytalnej, że jest to zwykła walka o posady kolejnych ludzi AWS, wreszcie że powodem zdymisjonowania prof. Gajka było jego twarde stanowisko wobec firmy Prokom, która – od początku w atmosferze skandalu – komputeryzuje ZUS (a równocześnie ma m.in. udziały w telewizji Puls, uchodzącej za medialny oręż prawicy). Pewne jest tylko, że na awanturze kolejny raz ucierpiał wizerunek premiera Buzka, sygnującego kontrowersyjną decyzję, a nie potrafiącego wytłumaczyć jej obywatelom.

Oni zaś w tym akurat przypadku szczególnie chcieliby wiedzieć, o co chodzi. Oto bowiem – i to jest w tej sprawie najważniejsze – wedle prognoz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową już od 2010 w Polsce na emeryturę zacznie przechodzić powojenny wyż demograficzny (szczytem będzie rok 2025). W skali polityki społecznej to niewiele czasu. Zwłaszcza, że w roku 2050 czeka nas kolejny skok – wtedy emerytami stawać się będą urodzeni w ramach wyżu początku lat 80. Tych, którym należą się świadczenia emerytalne bądź wymagających opieki będzie przez długie lata znacznie więcej niż osób pracujących, z których zarobków pochodzą fundusze ZUS. Dlatego już dziś konieczna jest długofalowa polityka emerytalna – a to może zapewnić tylko odporny na polityczne wahania ZUS (skoro już przyjęto ten model). Okazuje się tymczasem, że system nadzoru nad Zakładem mocno szwankuje. Raz prezesi okazują się samodzielni aż do przesady i nikt nie potrafi ich na czas poskromić (sprawa kontaktów z Prokomem, w którą zaangażowani byli tak szefowie ZUS typowani przez SLD, jak AWS), innym razem ostro próbuje się ograniczać ich niezależność (niedawne niesnaski między prezesem Gajkiem, a mającym go kontrolować ministerstwem pracy).

O pomysłach precyzyjniejszego rozwiązania kwestii niezależności ZUS na razie zaś nie słychać.

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 

 

Zaufanie znów pod wodą

Syberia przeżywa największą od stu lat powódź. Z brzegów wystąpiły ogromne rzeki – Lena, Ob, Jenisiej, stan klęski żywiołowej ogłoszono w Jakucji, Tuwie, obwodzie irkuckim, Nowosybirsku; ewakuowano ponad 50 tys. ludzi.

Nawiedzana często przez rozmaite kataklizmy i katastrofy techniczne Rosja ma specjalną strukturę rządową odpowiedzialną za ratownictwo – Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (MCzS), dowodzone przez bliskiego współpracownika prezydenta, szefa najważniejszej partii proprezydenckiej, Siergieja Szojgu. Ministerstwo to jest właściwie zmilitaryzowaną służbą, wyposażoną w broń i sprzęt wojskowy. To helikoptery MCzS zajmują się wywożeniem z zatopionych terenów ludności – choćby siłą, gdyż większość ludzi nie chce opuszczać swoich siedzib w obawie przed kradzieżami. Niechętnie dopuszczane na miejsce tragedii ekipy telewizyjne przekazują ukrywany na co dzień smutny obraz prowincjonalnej biedy – zalane miasteczka i wioski składają się głównie z rozpadających się starych chałup. Ich mieszkańcy stracili nie tylko ten chwiejący się dach nad głową, ale możliwość zapewnienia sobie żywności, hodowanej na przyzagrodowych działeczkach. Losy uchodźców w Rosji w ciągu ostatniego dziesięciolecia są nie do pozazdroszczenia – spójrzmy chociażby na kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Czeczenii, którzy znaleźli przytulisko w obozach w Inguszetii i którzy po dwóch latach nadal nie mają widoków na poprawę swego bytu. Trudno się spodziewać, że powodzian czeka lepszy los.

Władze chętnie na ogół pokazujące się w telewizji i z zacięciem opowiadające o wielkich sprawach wielkiej Rosji, w sytuacji klęski są „ciche jak ten dym”. W ostatni weekend, kiedy woda zalewała Jakucję, moskiewski establishment zajmował się reformą energetyki i tworzeniem partii prawicowej. A tematem wałkowanym przez media było, jak na ironię, podnoszenie z dna Morza Barentsa okrętu podwodnego „Kursk”. Kiedy w sierpniu ub. r. zatonął „Kursk”, władze również wykonały zanurzenie głębinowe i nie dały po sobie poznać, że sprawa ta zaprząta ich uwagę.

Ludzie w Rosji są cierpliwi. Zatapianie społecznego zaufania może więc jeszcze potrwać. Jak długo?

Andrzej Łukowski

 

 

 

 

 

 


Bronię księdza Michała

Chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Ksiądz Prymas w wywiadzie udzielonym KAI, przedrukowanym przez ,,Gazetę Wyborczą” 15 maja br., powiedział: „Sądzę, że w tej dyskusji (o antysemityzmie w Polsce) bardzo złą robotę robi m.in. ks. Michał Czajkowski, który nieustannie imputuje Kościołowi i hierarchii antysemityzm polegający rzekomo na niechęci do Żydów wypływającej z wyznawanej wiary”. Dalej, w tej samej wypowiedzi, Ksiądz Prymas stwierdza, że „nigdy nie zauważył takiego zjawiska jak antyjudaizm”.

Może Księdzu Prymasowi zostało oszczędzone oglądanie „takiego zjawiska”. Ja w mojej redakcyjnej poczcie wciąż znajduję listy, świadczące, że to zjawisko, niestety, nie należy do przeszłości. Myślę, że ludzie, którzy publicznie występują w imieniu środowisk żydowskich, wiedzą o tym jeszcze lepiej. Wie o tym też ks. Michał Czajkowski, który sprawie dialogu z judaizmem od lat poświęca swe siły. W końcu jeszcze moje pokolenie modliło się w Wielkim Tygodniu za „perfidnych Żydów” i jakoś nikomu to nie przeszkadzało (proszę sobie wyobrazić, że ktoś się modli za „perfidnych Polaków”). Ta modlitwa została po Soborze zmieniona, ale w jej szkole formowane były całe pokolenia. Zmiana tekstów, zmiana odnoszenia się do Żydów na najwyższych piętrach Kościoła niekoniecznie musi oznaczać zmianę mentalności wszystkich wiernych (i duchownych).

Ks. Michał Czajkowski niczego nie imputuje: ani całemu Kościołowi, ani całej hierarchii. Reaguje na konkretne zjawiska, takie choćby, jak tolerowanie antysemickiej literatury w przykościelnych kioskach. Zawsze byłem przekonany, że robi robotę bardzo dobrą: budzi zaufanie do Kościoła, który dzięki niemu jawi się jako zdolny do widzenia również własnych błędów; zasypuje przepaści, które przez setki lat dzieliły chrześcijan od ich starszych braci. Jeśli to, co robi, jest „bardzo złą robotą”, to kto w takim razie robi robotę dobrą? Może ksiądz Jankowski z tegorocznym Grobem Pańskim? Może ojcowie paulini, odznaczający Medalem Jasnogórskim prezesa Moskala?

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

 

 

 

 

Nike dla Miłosza

Ciężkie czasy idą dla jurorów Nagrody Literackiej Nike. Wśród nominacji (patrz s. 12) łatwo zauważyć zaskakującą obfitość – jak nader szeroko formułuje to regulamin Nagrody – „humanistyki o wybitnych wartościach literackich”. Niby nic w tym złego, ale jak sprawiedliwie porównać np. Pilcha i Baumana? Zdumiewające byłoby, gdyby jury nagrody literackiej wybrało np. „Sąsiadów” Grossa, książkę ważną, ale nie będącą przecież przykładem wybitnego pisarstwa. Wśród reprezentantów literatury pięknej napotykamy zaś paradoks. Łatwo wskazać zwycięzcę, który jednak może okazać się niełatwy do zaakceptowania. Najważniejszą książką jest tu – i nie tylko „tu”, dałby Bóg, by co roku ukazywała się choć jedna tak wspaniała książka poetycka – tom Czesława Miłosza „To”. Już jednak przyznanie Miłoszowi nagrody po raz pierwszy, za „Pieska przydrożnego”, wzbudziło mnóstwo namiętności. Czy noblista winien w ogóle być nagradzany? Czy nagrodzono „Pieska...”, czy „całokształt twórczości”? Czy skoro był już Miłosz, należy następnie uhonorować Różewicza?... Czy w 2001 roku znów mamy odgrzewać wątpliwości?

Z merytorycznego punktu widzenia odpowiedź jest prosta. Nike przyznaje się najwybitniejszej książce danego roku, zaś „To” stanowi bez wątpienia najważniejsze dokonanie polskiej literatury w roku 2000 i jego zignorowanie trudno sobie wyobrazić. Czy jednak jurorów stać będzie na odwagę?

Andrzej Franaszek

 

 

 

 

 

 




 

 



 

 

 

 

 

Nr 21, 27 maja 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

 

Rekolekcje Wielkopostne

 

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl