Dwa zamki

JOACHIM TRENKNER z Berlina

 

Na inaugurację tegorocznego Tygodnia Polskiego w Berlinie prezydent Warszawy Paweł Piskorski przekazał stolicy Niemiec jako miastu partnerskiemu trzy pary bocianów. Berlińskie gazety wydarzenie to zrelacjonowały w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy z tej samej okazji otwarto w Berlinie poruszającą wystawę o odbudowie warszawskiej Starówki i Zamku Królewskiego, trudno było doszukać się poświęconych jej artykułów. A ekspozycja, którą do 6 czerwca oglądać można w Instytucie Polskim, zasługuje na zainteresowanie nie tylko dlatego, że od zjednoczenia Niemiec trwa gorąca debata wokół odbudowy Zamku Berlińskiego. 
Model zniszczonego Zamku Warszawskiego – stos gruzu, ocalałe dwa fragmenty muru. Takie obrazy budzą w berlińczykach wspomnienie o ich mieście z 1945 r. Jest jednak istotna różnica: to w Berlinie swój początek miała wojna, której ofiarą padła Warszawa. I jeszcze jedna różnica: w przeciwieństwie do Berlina historyczna Warszawa została zrekonstruowana.
Motto wystawy brzmi „Jak Feniks z popiołów”. Na dwóch piętrach zgromadzono dokumentację zniszczenia i odbudowy: zdjęcia, archiwalne akta, a przede wszystkim szkice architekta Jana Zachwatowicza, który niedawno obchodziłby setne urodziny. Na fotografii z roku 1938 widzimy prof. Zachwatowicza z marszałkiem Rydzem-
-Śmigłym na odrestaurowanych murach obronnych Warszawy – już przed wojną architekt ten odgrywał kluczową rolę w kształtowaniu oblicza stolicy. Bez niego odbudowa historycznego centrum Warszawy po 1945 r. nie byłaby możliwa.
Warszawa nie może być miastem bez przeszłości – pisał Jan Zachwatowicz tuż po zakończeniu wojny; nie można sobie jej wyobrazić bez sylwetki Zamku Królewskiego i Katedry. Równocześnie zadawał sobie pytanie, czy w ten sposób nie powstaną zwykłe falsyfikaty. Odpowiedź: „Należy korzystać z wszelkich dostępnych oryginałów, by rekonstrukcja była – na ile to tylko możliwe – autentyczna... Obca wola nie może unicestwić dóbr naszej kultury”. Zachwatowicz uważał, że do odbudowy zabytków zobowiązuje Polaków ich narodowa duma.
Kuratorem wystawy jest córka architekta, Krystyna Zachwatowicz, której podczas uroczystego otwarcia ekspozycji towarzyszył mąż, Andrzej Wajda. Znaczenie warszawskiej wystawy dla Berlina podkreślił jego burmistrz Eberhard Diepgen. Polskiemu koledze Pawłowi Piskorskiemu polityk CDU tłumaczył, że odbudowa Zamku Królewskiego na początku lat 70. odgrywa niebagatelną rolę w dyskusji wokół... rekonstrukcji Zamku w Berlinie. Diepgen nie wykluczył, że w pracach mogliby uczestniczyć polscy konserwatorzy.
To jednak odległa przyszłość. Od 11 lat Berlińczycy spierają się, czy należy odbudować dawny zamek Hohenzollernów. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła, choć komisja ekspertów już rozpoczęła prace nad projektem zabudowy placu zamkowego. „Czy należy odbudowywać zamki?” – to temat dyskusji w Instytucie Polskim, który położony jest dosłownie o rzut kamieniem od miejsca, w którym niegdyś stał Zamek Berliński. Polscy i niemieccy historycy oraz architekci, w tym dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie prof. Andrzej Rottermund i berliński planista Hans Stimman, szukali odpowiedzi na pytanie, na które wiele lat temu Warszawa odpowiedziała jednoznacznie i przekonująco.
Tłumnie przybyli na dyskusję berlińczycy dowiedzieli się, że po zakończeniu wojny wybuchł w Polsce zaciekły spór o odbudowę Zamku. Powstał nawet projekt, by w miejscu „reliktu feudalizmu” wznieść pompatyczny pałac stalinowski. Spierano się przez 20 lat. Nie inaczej jest w Berlinie, choć w zasadzie nic nie przemawia przeciw odbudowie. Centrum niemieckiej stolicy potrzebuje architektonicznego jądra, a zagrożenia powrotem Prus w związku z rekonstrukcją siedziby Hohenzollernów nikt nie traktuje poważnie. Kiedy w połowie lat 90. północnoniemiecki przedsiębiorca zbudował atrapę zamku z aluminium i pomalowanych płacht, iluzja zdawała się doganiać rzeczywistość. Po ściągnięciu płacht spór wybuchł jednak na nowo. 
Decyzję o rozpoczęciu odbudowy blokują trzy sprawy: po pierwsze, Pałac Republiki, relikt NRD, który wciąż stoi na miejscu dawnego zamku i dla wielu Niemców ze Wschodu wydaje się być trwałym elementem ich podsycanej nostalgią tożsamości; po drugie, do dziś nieokreślone przeznaczenie zrekonstruowanego budynku; po trzecie, pytanie, czy dawny plac zamkowy należy zabudowywać architekturą nowoczesną czy klasyczną rekonstrukcją.
Zamki stanowią bądź stanowiły serce europejskich stolic, są i były częścią historycznej tożsamości narodów Europy. W czasie II wojny światowej wiele zabytków zostało w pewnym sensie „zamordowanych”. Na budynkach nie ciąży jednak historyczna wina. Można je – jak pokazuje przykład Warszawy – odbudowywać bez ideologicznych podtekstów, choć to właśnie ideologia była przyczyną zniszczenia zamków w Warszawie i Berlinie. Zamek Warszawski został na skutek bombardowań ciężko uszkodzony we wrześniu 1939, ale zrównano go z ziemią dopiero w roku 1944, gdy Niemcy postanowili ostatecznie unicestwić wszystko, co polskie. Zamek w Berlinie, który zresztą nigdy nie był wykorzystywany przez nazistów, pod koniec wojny został również uszkodzony, ale nie zniszczony; dopiero w 1959 r. wysadzono go w powietrze z polecenia komunistycznych władz NRD, które pragnęły wytępić wszelkie ślady Prus.
„Jak Feniks z popiołów” – motto wystawy w niewielkim stopniu pasuje do Berlina. Wprawdzie w czasach NRD odbudowano gmach opery i teatr przy Gendarmenmarkt, a od zjednoczenia jak grzyby po deszczu wyrastają nowe, modernistyczne dzielnice, jednak ciągnąca się latami debata wokół zamku pokazuje, że niemieckiej stolicy zabrakło postaci takiego formatu i siły przekonywania jak Jan Zachwatowicz. 
Historia to nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość. Taka właśnie nauka płynie z wystawy w Instytucie Polskim. Wiceprezydent Warszawy Wojciech Kozak jakby mimochodem poinformował, że po odbudowie Starówki, Zamku Królewskiego i ratusza planuje się teraz rekonstrukcję pałaców Saskiego i Brühla. Berlińczycy mogą co najwyżej zazdrościć – albo uczyć się od Polaków. 


Przełożył Marek Zając

 


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl