Listy od Czytelników wokół reformy „Tygodnika”

 

Wysoka poprzeczka
Z przerażeniem przeczytałam w „Gazecie Wyborczej”, że chcecie reformować „Tygodnik” i to z człowiekiem, który nie potrafi przeczytać w skupieniu jednej kolumny tekstu. To dla mnie najgorsza wiadomość dnia. Dobre, stare pismo, które w Poznaniu z wielkim trudem można kupić na drugi dzień po ukazaniu się, chce się reformować. Po co? 
Nie chcę wygłaskanego, ilustrowanego pisma, takiego jak wszystkie. Czarno-białe ilustracje, które zamieszcza „Tygodnik”, są bardziej wyraziste aniżeli kolorowe zdjęcia, każą się zadumać, popielgrzymować (numer świąteczny z twarzami Etty Hillesum czy Wojciecha Kilara był wspaniałym podarunkiem). Szlachetna szata graficzna pisma daje jedyne wytchnienie w pustym zgiełku kolorowych pism. 
„Tygodnik” jest wymagający, trzeba dorosnąć, by go czytać, stawia wysoko poprzeczkę, ale chce się do niej dorosnąć. Niech będzie coś trudnego, na co trzeba z pokorą poczekać, by móc się tym cieszyć! 
Myślicie pewnie, że macie do czynienia ze zgrzybiałą staruszką, ja jednak jestem młodym pracownikiem działu marketingu dużej firmy (co prawda z wykształceniem polonistycznym) i truchleję na myśl o tym, co chcecie uczynić. Gdy specjaliści od marketingu zaczynają majsterkować przy kulturze, powstają takie wątpliwe arcydzieła, jak wszystkie nasze ostatnie produkcje filmowe. Niestety... Kultura rządzi się innymi prawami: gdy zaczyna się przymilać czy podlizywać, gdy chce być zrozumiała dla wielu, umiera.
Absolutnie zdesperowany czytelnik, który nigdy nie zabiera głosu, ale tym razem się przemógł.

Barbara Piechocka
(Poznań)

 



Moje obawy
Właśnie dowiaduję się o planowanych zmianach w „Tygodniku” i trochę niedowierzam, trochę się przejmuję. Jedyne, co wiem, to, że trzeba coś zrobić z za długimi artykułami (Grzegorz Lindenberg pono nie potrafi przeczytać więcej niż kolumnę); a obok niejasne domniemanie o zmianie formatu i wprowadzeniu koloru. 
Sugestia pierwsza jest absurdalna, nie podlega kwestii: artykuł to nie sonet. Wprowadzenie koloru do „Tygodnika” można by odbierać jako zabieg kosmetyczny, ale pociągać to może nieco głębsze skojarzenia: kolor to zdjęcia, więcej zdjęć to mniej tekstu (krótsze artykuły), dużo zdjęć i mniej tekstu to komiks; można uwierzyć nie tylko w „śmierć wielkich narracji”, ale też średnich. Z drugiej strony, taki gest można odczytać jako przejaw „Tygodnikowej” tolerancji. Proszę rozwiać moje obawy.

Robert (lat 26)
(Wrocław)

 



Stanowczo nie!
Stanowczo sprzeciwiam się zmianom formy „TP”. „Tygodnik” towarzyszył mi od dziecka i w znacznej mierze uformował moje poglądy. Każda zmiana w kierunku barwności i uatrakcyjnienia może mu tylko zaszkodzić. Przecież istnieje sympatyczne pismo o krótszych artykułach i masie kolorowych ilustracji. Jest nim „Gość Niedzielny”. Mimo moich przychylnych uczuć dla tego tygodnika, nie chciałabym, aby „TP” zszedł do jego poziomu!
Jeśli już koniecznie chcecie coś uatrakcyjniać, zróbcie wydanie internetowe „Tygodnika” w nowej szacie i poobserwujcie reakcje czytelników. Mam nadzieję, że chcecie się jeszcze liczyć z ich zdaniem.
Dlaczego dzieło Jerzego Turowicza ma być zniweczone jednym pociągnięciem człowieka, który nie może się skupić na artykule dłuższym niż jedna kolumna? Przecież „Tygodnik” nie jest przeznaczony dla tego typu czytelników! Jestem przekonana, że nie chcielibyście podzielić losu kilkudziesięciu nieodróżnialnych od siebie kolorowych pisemek kobiecych!
Przepraszam za potok słów i rozgoryczenie, ale uznałam, że reakcja długoletniej czytelniczki może być dla Państwa ważna.

Barbara Oleksyn
Wydział Chemii UJ (Kraków)

 

 


Kruchy lód
Od pięciu prawie lat jestem waszym prenumeratorem – a zacząłem was czytać jeszcze w technikum. Cenię was bardzo – to banał. Jesteście niezastąpieni.
Uważajcie, proszę, ze zmianami – to bardzo kruchy lód.

Kamil Poplata 
(Wrocław)

PS. A może spróbujecie zmienić swoją stronę www? Z niezłej na najlepszą?


Włos się jeży
Po lekturze „Wyborczej” włos mi się zjeżył na głowie. Jestem stałym czytelnikiem „Tygodnika” od czterech lat.
„TP” zawsze był i jest dla mnie najważniejszym periodykiem traktującym o nas i naszym kraju. Chociaż jestem człowiekiem młodym (29 lat), jeszcze mi się nie zdarzyło znudzić czy mieć problemy ze skupieniem przy lekturze artykułów z „TP”. A łatwo nie jest, gdy się ma dwójkę małych dzieci. Jeżeli p. Lindenberg ma problemy z lekturą, to jest to jego prywatna sprawa i nie powinien przekładać ich na kondycję pisma czy jego redagowanie. Wypowiedzi: „»TP« był opiniotwórczym pismem, ale w obecnej postaci dłużej opiniotwórczy być nie może. Musi zdobyć nowych czytelników” – zrozumieć nie potrafię w żaden sposób. Czy to znaczy, że dla zdobycia kilku tysięcy nabywców proponuje się odejście od najważniejszej cechy „Tygodnika”? P. Tomaszowi Sendyce, dyrektorowi generalnemu „TP”, odpowiadam, że wśród ludzi młodych (przynajmniej w moim środowisku) zaczyna być modna znajomość poruszanych na łamach „TP” tematów. A do homo videns – nawet gdyby bardzo się starać – dotarcie jest niemożliwe. Raczej trudno dyskutować o teologii czy stosunkach polsko-żydowskich jedynie w krótkich (max jedna kolumna) „tekścikach”. 
Może jestem archaiczny, ale nie uważam, aby wszystkie polskie tygodniki musiały mieć „poręczny” format. „Rzeczpospolitą” też się czytuje w fotelu, w pociągu czy kawiarni, częściej nawet niż „TP” i nikt z tego powodu nie chce zmieniać jej formatu. Jeśli chce się coś przeczytać, można to zrobić radząc sobie z płachtą A2. Jeśli kogoś artykuł nie interesuje, nie przeczyta go nawet, jeśli będzie wydany w formacie kieszonkowym. A jeżeli „TP” ma czytać kadra menadżerska, nie będzie tego robić w ciasnych pokojach!
Mam nadzieję, że „TP” nie stanie się jeszcze jednym eleganckim „tygodniczkiem”, zalegającym w kioskach. Zawsze wydawało mi się, że forma nie decyduje o treści, a treść siłą rzeczy wymusza formę, jeśli jest inaczej, nie chciałbym się o tym przekonać na „moim” tygodniku. Nie wszyscy należą do miażdżącej większości rozumiejącej tylko podpisy pod fotografiami.
Pozdrawiam w nadziei kontynuowania i treści, i formy najlepszego tygodnika w kraju.

Grzegorz Kazberuk

 


Pismo inteligencji! 
Nie byłoby nic niepokojącego w zamiarze poprawy i naprawy wizerunku pisma, choć on moim zdaniem ma się dobrze, gdyby nie stwierdzenie „reformatora” Lindenberga. 
Zasługi i metody p. Lindenberga znane są czytelnikom i ludziom zajmującym się prasą. To, co dobre w przypadku „Super Expresu” (najbardziej „zawodowego” z polskich brukowców), napawa grozą przy zamiarze przenoszenia metody na „Tygodnik”.
Nie potrafię skupić uwagi na artykule, który ma więcej niż kolumnę – tłumaczy Lindenberg w „Gazecie Wyborczej”. Nie on jeden zresztą. Takie teksty w codziennych gazetach są rzadkością, choć mają swoją wagę i rzesze zwolenników. Jednak taki zarzut stawiany „Tygodnikowi”, który gazetą do szybkiego przerzucania i wyłuskiwania informacji przecież dzięki Bogu nie jest, wydaje się – mówiąc delikatnie – zupełnie chybiony. 
Nie miejsce rozpisywać się o roli i znaczeniu „TP”, zwłaszcza gdy kurczy się krąg pism mądrych, niezbędnych choćby garstce ludzi, kurczowo pragnących zachować lub też zdobywać mozolnie status inteligentów. Czy to słowo dla pana Lindenberga coś w ogóle znaczy? 
Czas jaki jest, każdy widzi, i obrażanie się na rzeczywistość to zawsze gwarancja przegranej, ale nie można wszystkiego przeliczać wyłącznie na pieniądze i traktować jako produkt. „Tygodnik” to już ostatnie pismo redagowane w „niewygodnej”, nieznormalizowanej formie, redagowany i łamany w niepowtarzalny sposób. A sprawy, o których się w nim pisze, wymagają tekstów niejednokrotnie obszerniejszych niż kolumna. 
Ciekawe, dla kogo ma być nowy „Tygodnik”? Gazeta o wszystkim i niczym? Dla wszystkich, czyli dla nikogo? A może duże czarno-białe zdjęcia w wielkoformatowym „Tygodniku” to jednak walor, a nie zarzut. 
Jeszcze raz życząc wszelkiej pomyślności i wytrwałości – jeden z 30 tys. stałych i wiernych.

Jacek Jasko
(Kopaniec)

 



Świetna, duża gazeta!
Rozumiem potrzebę zmian w „Tygodniku”, ale poraziło mnie wyznanie p. Lindenberga, że nie może się skoncentrować na tekstach dłuższych niż parozdaniowe notki. Nie ma chyba sensu robić z „Tygodnika” czegoś podobnego do „Wprost” czy „Polityki”. Przeglądam te pisma w bibliotece i właściwie nie czytam, bo tam nic nie ma! Jedynym tygodnikiem, który czytam jest „Tygodnik" , bo lubię sobie poczytać, sprawia mi to przyjemność.
Owszem, czasami teksty bywają zbyt rozwlekłe, niedoredagowane, ale to wystarczy tylko poprawić. Bardzo będzie mi brakowało „Tygodnika” w jego dzisiejszym formacie. Taka świetna, duża gazeta! Błagam, zostawcie „Tygodnik” w tym formacie!!!!
Pozdrawiam i życzę sukcesu transformacji.

Waldemar Baraniewski

 


Więcej do stracenia niż do zyskania
Jestem Waszą wierną czytelniczką i nie chciałabym, aby „Tygodnik” stał się podobny do innych pism. Wraz ze znajomymi cenimy go dlatego właśnie, że jest wyjątkowy, że stawiając czytelnikowi wysokie wymagania, pozwala mu się rozwijać, inspiruje, zmusza do poszukiwania i myślenia.
Obawiam się, że niemożliwe jest utrzymanie wysokiego intelektualnie poziomu dyskursu, kontynuacja rzetelnego i trudnego poszukiwania Prawdy bez uproszczeń, przy jednoczesnym skróceniu artykułów i dokonaniu innych zmian, czyniących „Tygodnik” pismem bardziej „lekkostrawnym”. 
Zgadzam się, że niektóre teksty są trudne, ale chodzi o to, by do nich dojrzeć, a takie dorastanie odbywa się przecież przez obcowanie z kulturą w wydaniu ambitnym! Jestem przeciwna tworzeniu czegoś już z założenia dla elit, ale nie warto chyba na siłę poszerzać kręgu odbiorców, bo więcej jest do stracenia niż do wygrania. 
Nie jestem przeciwniczką zmian w ogóle, przeciwnie, z całej siły popieram ulepszenia tam, gdzie są możliwe. Jednakże boję się, że w tym przypadku mogą one doprowadzić do nieodżałowanego spłycenia i utraty samej istoty „Tygodnika”.

Ania Wojciuk 
(20 lat, studentka z Warszawy)

 


Inaczej nie znaczy lepiej
Z niedowierzaniem i niepokojem przyjąłem informację, że „Tygodnik” ma zamiar poddać się „liftingowi”. 
Czyżby ostoja elegancji stylu i intelektualnego poziomu oraz matecznik unikalnej duchowości miał się cofnąć pod naporem bożka „oglądalności”? Do tej pory oglądalność nie była kryterium określającym szatę i kształt pisma. Siła „TP” polegała na wyraźnej i zamierzonej odmienności. 
„Tygodnik” nie powinien konkurować z „Wprost” i „Super Ekspresem”, lecz pozostawać – jak dotychczas – klasą dla siebie. Poprawa szaty graficznej jest zawsze możliwa i warto próbować, jednak zapowiadany kierunek jest cokolwiek niepokojący. Zawsze można inaczej, nie zawsze lepiej. Obawiam się, że w ten sposób można stracić część dotychczasowych i przyszłych czytelników, nie zyskując nowych. Homogenizacja formalna i wizualna? Chyba nie tędy droga. 
Mam nadzieję, że nie zanosi się przy tym na zmianę tytułu. Na przykład na „Supertygodnik”, po to, aby móc się stać „superpowszechnym”. 
Stały czytelnik i, niekiedy, autor „TP”

Roman Kuźniar


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl