Komentarze

 


Ks. Adam Boniecki Chata wuja Toma XXI wieku

Jacek Kubiak Nkosi sikhelel i Afrika!

Józefa Hennelowa Wzrasta poziom lęku

Krzysztof Burnetko Kto poda rękę Moskalowi?


 

 




  
Chata wuja Toma XXI wieku

Krążący po Zatoce Gwinejskiej statek „Mv. Eriteno” z dziećmi niewolnikami pod pokładem uświadomił nam, że żyjemy w epoce, o której sądziliśmy, iż minęła 200 lat temu – w epoce opisanej w słynnej książce „Chata wuja Toma”. Nowością było tylko, że statek został wytropiony przez UNICEF, a rządy postawione w stan alarmu, z niewielkim zresztą rezultatem. Minister bezpieczeństwa Beninu (statek wypłynął z Cotonou, faktycznej stolicy Beninu) zwrócił się o pomoc do ONZ, USA i Francji. Benin – wyjaśnił – nie jest w stanie odnaleźć ani zatrzymać statku, bo do tego potrzebne są urządzenia satelitarne, lotniskowce itd. Interpelowane rządy podjęły kroki dyplomatyczne, ale uruchomienie choćby wojska nikomu nie wydało się konieczne. Ile na statku było dzieci – nie wiadomo. Najpierw podawano, że 250, minister mówił o 180, w dokumentach portowych Cotonou zanotowano 7 małoletnich i 139 starszych. Statek usiłował zawinąć do portów w Kamerunie, Gwinei i Gabonie. Rządy odmówiły przyjęcia go.

Przy okazji wyszło na jaw (?!), że handel dziećmi w Afryce Zachodniej trwa w najlepsze. Handlarze zdobywają „towar” w Beninie, Mali, Burkina Faso, Togo; tranzyt odbywa się przez Kamerun i Gwineę Równikową, a potem Wybrzeże Kości Słoniowej, Gabon, Nigeria. Niewolnicy są eksportowani do innych krajów afrykańskich, państw arabskich, do Azji, Ameryki Południowej i Europy.

Według UNICEF 250 mln dzieci pracuje dziś niewolniczo na plantacjach kakao, bawełny, w kopalniach, pasąc bydło na polach zatrutych środkami owadobójczymi, jako służba domowa, oddając się prostytucji. W XXI w. polowanie na żywy towar odbywa się na trzy sposoby: przez obietnicę pracy za granicą, kupno dzieci od przymierających głodem rodziców (cena od 20 do 200 dolarów) albo przez zwykłe uprowadzenie. Wedle ONZ w roku 1999 zyski z tego procederu wyniosły ok. 8 miliardów USD.

Bezradność świata w przypadku „Eriteno” jest m.in. efektem braku narzędzi prawnych. Gdyby, na przykład, istniał Stały Trybunał Międzynarodowy, jego prokurator mógłby nakazać lokalnym władzom aresztowanie podejrzanych. Można by też wymóc na państwach, które dziś odmówiły przyjęcia statku, zatrzymanie go wraz załogą. Tyle że uchwałę o Trybunale ratyfikowało ledwie 12 krajów, a żeby funkcjonował potrzebna jest zgoda przynajmniej 60. Także siłom ONZ nie wolno dziś interweniować na wodach międzynarodowych. Nie zdajemy sobie sprawy – napisał włoski dziennikarz Enzo Biagi – że na dnie naszej filiżanki jest, być może, także kilka dziecięcych łez.

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

 

 

 

Nkosi sikhelel i Afrika!

Te słowa hymnu RPA – Boże błogosław Afrykę! – odśpiewano w sądzie w Pretorii po wycofaniu pozwu firm farmaceutycznych domagających się, aby rząd respektował patenty na leki przeciwko AIDS.

Zestaw trzech leków antywirusowych spowolniających rozwój choroby – triterapia – jest ze względu na cenę praktycznie niedostępny dla krajów Trzeciego Świata. W USA roczne koszty leczenia chorego na AIDS wynoszą około 20 tys. dolarów (wraz z opieką lekarską). Taką samą kwotą dysponuje rocznie program pomocy ONZ dla wszystkich chorych na AIDS z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Rząd RPA, by nie przepłacać za leki chronione patentami, zdecydował się kupować tańsze ich odpowiedniki. Indyjska firma Cipla zaoferowała „Lekarzom bez granic” za 350 dolarów zestaw leków na roczną terapię pacjenta! Nawet przy tej cenie wyszłaby na swoje. Właścicielom patentów groziła eliminacja z rynku Trzeciego Świata. Dlatego zaatakowali przed sądem. RPA wsparły jednak liczne organizacje pozarządowe – m.in. Światowa Organizacja Zdrowia, „Lekarze bez granic”, Czerwony Krzyż. Dziś święcą one tryumf: zwycięstwo hasła „Życie ważniejsze niż zyski” spowoduje zapewne lawinę podobnych procesów. To początek bitwy o „globalizację z ludzką twarzą”.

Sytuacja, gdy chorzy na AIDS są na półkuli południowej, a leki na północnej, jest nie do przyjęcia. Pomoc bogatej Północy jest nieodzowna, ale na nic się ona nie zda bez współpracy zagrożonych państw. Tyle że prezydent RPA, Thabo Mbeki, do października 2000 poddawał w wątpliwość wirusowe pochodzenie AIDS! Miejmy nadzieję, że polubowne zakończenie obecnego procesu – koncerny będą sprzedawać oryginalne leki po niskich cenach, a rząd zrezygnuje z zakupu podróbek i podejmie współpracę w dziedzinie polityki zdrowotnej – uruchomi inne mechanizmy ratujące życie. HIV zarażona jest 1/9 populacji RPA. Tanie leki pozwolą jedynie przedłużyć życie tych ludzi, bo środków eliminujących wirusa ciągle nie ma. Nawet na półkuli północnej.

Jacek Kubiak

 

 

 

 


Wzrasta poziom lęku

49 procent ankietowanych przez CBOS odpowiedziało „tak” na pytanie: „czy lekarze powinni spełniać wolę cierpiących, nieuleczalnie chorych, którzy domagają się podania im środków powodujących śmierć”? Przed 13 laty odpowiedzi twierdzących było tylko 30 proc., dwa lata temu – 47. Równocześnie zmalała liczba odpowiedzi negatywnych: z 47 przez 44 do 37 proc. w bieżącym roku. Tendencja jest więc wyrazista: jest to jednoznaczne opowiedzenie się za eutanazją (i to z ręki lekarza) w kraju tak katolickim jak Polska.

Jest to wybór na rzecz innych, nie siebie (ankietowani nie byli pytani o własne prawo do pomocy lekarza w przyspieszeniu śmierci). Wbrew wielu komentarzom (m.in. ks. Prymasa) nie jest to opcja przeciwko ludziom starym, lecz przeciw stanowi cierpienia nieuleczalnego i nie do zniesienia, co przecież może spotkać człowieka w każdym wieku. Oznacza, że wiara w moc medycyny jest ograniczona. Oznacza wreszcie, że połowa badanych nie ma nic przeciw rozszerzeniu funkcji lekarza na czynność z natury przeciwną lekarskiemu powołaniu. Ale to ciągle analiza powierzchowna. U samego spodu tego wyboru – tak niepokojąco licznego – kryje się lęk najzupełniej osobisty: aby cudze cierpienie nie stało się kiedykolwiek zadaniem nie do udźwignięcia dla nas samych. Odpowiadając „nie” na pytanie ankiety, człowiek zostałby postawiony wobec ewentualności brania udziału w sytuacji ekstremalnej bliźniego, może członka rodziny, może pacjenta, może tylko sąsiada z przeciwka. Cokolwiek by to było: pielęgnacja przerastająca wytrzymałość, ponoszenie kosztów czy tylko niewygoda psychiczna – odpowiedź „tak” manifestuje pragnienie, by samą taką możliwość zdjęto z każdego z nas nawet tylko w teorii. Chcielibyśmy wiedzieć, że przynajmniej tego życie nam oszczędzi. O konsekwencjach takiego świata, usuwającego ze swego kręgu próby człowieczeństwa uznane za zbyt trudne, nie musi się myśleć. Choćby dlatego, że byłby to powód do innego lęku, wcale nie mniejszego, co gorsza, lęku już bez nadziei.

Ale moralista zatroskany o stan świadomości etycznej społeczeństwa musi sobie powiedzieć natychmiast: ten lęk jest faktem, a z faktami nie walczy się oburzeniem. Lęk leczy się obecnością. Nauczając o życiu i śmierci, trzeba o nich świadczyć samemu. Może powinniśmy się udać bodaj na krótkie dni skupienia u pracowników hospicjów...

Józefa Hennelowa

 

 

 

 

 

 

 

Kto poda rękę Moskalowi?

„Niegodne sugestie”, „obrzydliwość”, „policzek dla nas wszystkich”, „rynsztok” – tak komentowane jest oświadczenie prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala, szkalujące „kuriera z Warszawy”, założyciela i wieloletniego dyrektora Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jana Nowaka Jeziorańskiego.

Rzecz jednak i w tym, że ktoś Moskala – już dawno wsławionego przecież choćby wystąpieniami antysemickimi – na prezesa KPA wybrał. Więcej: Stowarzyszenie Wspólnota Polska, idąc za sugestią organizacji polonijnych, zaprosiła go do Polski na rozpoczynający się wkrótce Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy, a spotkaniu temu patronuje Senat RP. Czy ktoś z działaczy Wspólnoty – choćby prezes Stelmachowski – oraz z przedstawicieli Senatu – choćby marszałek Alicja Grześkowiak – poda teraz Moskalowi rękę?

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 




 

 



 

 

 

 

 

Nr 17, 29 kwietnia 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

 

Rekolekcje Wielkopostne

 

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl