Wokół reformy „Tygodnika”

Upowszechniamy się w granicach rozsądku

KS. ADAM BONIECKI

 

Tuż przed Świętami, w Rzymie, dopadł mnie (telefonicznie) miły głos pani Joanny Kowalskiej z „Gazety Wyborczej” i wypytywał o planowane zmiany w „Tygodniku”. Na nic się zdały tłumaczenia, że to jeszcze nie czas na pisanie o tym, bo wszystko jest in statu nascendi i nie jest dobrze opisywać coś, czego jeszcze nie ma. Miły głos jednak twierdził, że sprawa jest niesłychanie pilna i artykuł musi się ukazać we wtorek. Musi? – spytałem zdziwiony – i akurat we wtorek? Tak, wyjaśniła pani Kowalska, bo w środę już nie będę pracować w „Wyborczej”. Na tym rozmowa się skończyła. Chociaż chciałem się dowiedzieć, jaki jest ciąg dalszy przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się, bo telefon autorki automatycznie się przełączał na odbiór faxu. Myślałem, że pojechała na narty, gdy tymczasem ona pracowała nad „zmianami w krakowskim piśmie”, czyli artykułem o „TP”, który rzeczywiście ukazał się w „Gazecie Wyborczej” we wtorek 17 kwietnia.
No i się zaczęło. Życzliwe zainteresowanie „Gazety” tym, co się dzieje w „Tygodniku”, wywołało burzę. Od rana z faxu, e-mailu i telefonów, płynął potok wyrazów zaskoczenia, zdumienia, czasem bólu, a nawet oburzenia. Pytano: Nowa wersja „Tygodnika”? Po co? Pytano: Grzegorz Lindenberg? Czyżbyście zamierzali „Tygodnik” zmienić w „Super Express”? Co do „Tygodnika” może wnieść człowiek, który nie jest w stanie skupić się na artykule dłuższym niż jedna kolumna? I tak dalej...
Drodzy Czytelnicy, dziękujemy za te dowody troski i przywiązania do „Tygodnika”. Zapewniamy, że zostanie tym, czym był. Nikt nie zamierza zmieniać ani filozofii, ani charakteru pisma. Przede wszystkim z racji merytorycznych. „Tygodnik Powszechny” jest katolickim pismem społeczno-kulturalnym i jesteśmy z tego dumni. Zmiana charakteru „Tygodnika” byłaby czystym szaleństwem, o które – mamy nadzieję – nikt nas nie posądza. Zmieniać „TP” teraz, kiedy na zapchanym rynku prasowym dobrze się trzyma, a jego sprzedaż wzrasta?
Owszem, od wielu miesięcy, wspierani przez „Znak”, pracujemy nad udoskonaleniem pisma. Właśnie „Znakowi” zawdzięczamy cenne konsultacje pana Grzegorza Lindenberga. Ręczę, że pan Lindenberg, nawet jeśli sam twierdzi inaczej, jest w stanie – jeśli zechce – skupić się na artykule o dowolnej liczbie kolumn. Drodzy Czytelnicy, Lindenberg nie prowadzi reformy „TP”, ale od czasu do czasu służy nam radą i doskonale wie, czym się różni „Tygodnik” od „Super Expressu”.
O co nam chodzi w reformie? O to, by nasz czytelnik, kiedy już otrzyma do rąk „Tygodnik” w nowej formie, wiedział, że jest to ten sam, jego „Tygodnik”, tyle że teraz czyta mu się go lepiej. A ci, którzy go do tej pory nie czytali, nie byli onieśmieleni rozmiarami i rangą artykułów w nim pomieszczonych. Owszem, zamierzamy zmniejszyć format – A 3 wydaje nam się najbardziej odpowiedni – o co od lat usilnie prosi nas połowa uczestników ankiet. Ciekawe, że dłuższe artykuły lepiej wyglądają w nowym formacie, więc jest nadzieja, że i Grzegorz Lindenberg je przeczyta.
Jednak ewentualna zmiana formatu nie jest w całej operacji sprawą najważniejszą. Ważniejsze jest poszerzenie zakresu poruszanych tematów i udoskonalenie tego, co jest, czyli istniejących działów.
Magiczna – według p. Joanny Kowalskiej – data odnosi się do decyzji wspólników, co do ich finansowej partycypacji w zmianach. Jednak nawet wtedy, kiedy decyzji pozytywnej nie podejmą, redakcja nie zaprzestanie pracy nad reformą pisma. Przypominamy więc przy okazji, że wydawcą pisma jest „Tygodnik Powszechny” spółka z o.o.
Chcemy, by „Tygodnik” dotarł do każdego, komu jego lektura mogłaby sprawić przyjemność i pożytek. O zmianach będziemy informowali wtedy, kiedy propozycje będą dokładnie opracowane, a nasi czytelnicy uznają je za stosowne.


Ks. Adam Boniecki


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl