Czy chrześcijanie muszą wierzyć w diabła?

Negatyw anioła

O. ALFONS J. SKOWRONEK

 

W wyobrażeniach tradycyjnych diabeł figuruje jako istota realno-osobowa. Jest głównodowodzącym szyków armii demonicznej i źródłem zła w stworzeniu, chociaż od początku zły nie był, taki stał się na skutek własnej winy. Zło panujące w świecie jest – powiedzielibyśmy – emanacją Złego. Taką mniej więcej naukę zawierają wypowiedzi kościelne o szatanie, a dogmatyka katolicka i ewangelicka ją rozwijają.

Pożegnanie z diabłem?

Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. wielu teologów podważyło tradycyjną naukę o demonach. Czynili tak w oparciu o dane z zakresu psychologii, psychoanalizy, parapsychologii i socjologii oraz na podstawie – na dobrą sprawę nieznanej jeszcze w XIX w., a dzisiaj powszechnie akceptowanej, również przez Magisterium Kościoła katolickiego – egzegezy historycznokrytycznej tekstów biblijnych. I tak na przykład dla Rudolfa Bultmanna, współczesnego ojca teologii ewangelickiej, świat duchów i demonów jest – w wyniku postępu we współczesnych naukach przyrodniczych – sprawą zamkniętą; należy do przestarzałego obrazu świata Biblii, a nie do jej trwałego orędzia. Po stronie katolickiej pierwszy był artykuł Christiana Duquoca (francuski dominikanin) w roku 1966, zamieszczony w miesięczniku „Lumiere et Vie”. Teolog ten bardzo ostro zakwestionował osobowe istnienia szatana, uważając, że szatański byt służył ludziom jako alibi: to na niego zrzucało się własną odpowiedzialność i winę za zło. Według Duquoca diabeł jest tylko personifikacją zła istniejącego w świecie. W tym samym kierunku poszły rozważania Herberta Haaga (teolog niemiecki), opublikowane w słynnej książce „Pożegnanie z diabłem” (1974), która dała początek dla wielkiej debaty na ten temat w środowisku katolickim. Jego zdaniem Stary Testament nie jest zainteresowany duchami i aniołami, lecz koncentruje swą uwagę na Bogu jednym i jedynym; wszystkie istoty pośrednie, jako relikty wierzeń ludowych, pozostają bez znaczenia. Dopiero po śmierci Chrystusa aniołowie i szatan zyskują rozgłos w chrześcijańskiej tradycji. Haag wskazuje też na negatywne następstwa, jakie wiara w szatana pociągała za sobą w postaci psychozy opętania, działalności inkwizycji, prześladowań czarownic i Żydów. A w ogóle – twierdzi tenże egzegeta – pojęcie ,,diabeł” w Nowym Testamencie jest równoznaczne z pojęciem ,,grzech”. I dlatego też wszędzie, gdzie występuje słowo ,,diabeł” albo ,,szatan”, możemy czytać ,,grzech”. Ponieważ człowiek nie mógł oprzeć się sile zła, zaczął je interpretować osobowo i w ten sposób zyskał wobec niego dystans. Diabeł jest projekcją ludzkiego doświadczenia, które zawsze jest procesem osobowym. 
Tego rodzaju interpretacja bytu szatańskiego szybko dostała się pod ogień krzyżowy teologów, którym była bliższa tradycyjna wykładnia wiary na ten temat. Ich stanowisko też zyskało oparcie Pawła VI. Mimo to poglądy pierwszych podzielane są dziś przez sporą część teologów i chrześcijan.
Pod ciśnieniem tej gwałtownej dyskusji wielu teologów odcięło się od obu skrajnych stanowisk. Uczynił tak na przykład wybitny niemiecki teolog Karl Rahner, stwierdzając, że w wierze istnieją pewne nieoznaczoności. Są to sprawy, co do których nie wiadomo, czy stanowią bezpośredni przedmiot wiary, czy też należy rozumieć je hipotetycznie. Problem istnienia szatana nie jest w danej chwili rozwiązywalny. Wszystko to nie jest ani groźne, ani decydujące, albowiem Jezus Chrystus jest zwycięzcą nad wszelką postacią zła.
Zręby trzeciego stanowiska klarownie naświetlił B. Claret w obszernej dysertacji ,,»Tajemnica zła«. Przyczynek do dyskusji wokół diabła”. Teolog ten zdaje sobie sprawę, że przy rozstaniu się z diabłem cień paść może na oblicze Boga. „Likwidując” upadłego anioła z jego potwornym złem, doprawdy trudno uwierzyć, że sam człowiek byłby w stanie być samodzielnym twórcą potworności, jakie nawiedzały i nawiedzają ziemię. Jeżeli to nie szatan daje człowiekowi do tego siłę, to kto? A więc: pożegnanie z diabłem za cenę demonizacji Boga? Dla wykluczenia dwu ślepych uliczek Claret ostrożnie nawiązuje do trzeciego elementu: Z jednej strony nie można zła sprowadzać po prostu do Boga, kwestionując tym samym Jego dobroć. Nie można – z drugiej strony – zła przypisywać jakiemuś ,,antybogowi”, albowiem ten obrót rzeczy wstrząsnąłby wiarą w jednego i jedynego Boga. Posługiwanie się zaś kategorią diabła ma za sobą tę dogodność, iż ocala zarówno jedność i suwerenność Boga, jak i Jego dobroć.

Szatan w Biblii

W Starym Testamencie szatan nie odgrywa większej roli, ponieważ jakiekolwiek eksponowanie jego istnienia mogłoby podmywać wiarę w Boga jednego i jedynego. Pojawia się on dopiero w późniejszym okresie, po niewoli babilońskiej, kiedy to wiara w jednego Boga dostatecznie się umocniła. Teksty okresu po niewoli babilońskiej mówią po raz pierwszy, że szatan jest tylko członkiem niebieskiego dworu, należy do niebiańskiej rodziny, a jego zadanie polega na tym, ażeby ludzi wlec przed Boży tron sędziowski i bezlitośnie ich oskarżać (np. Za 3,1n). Jako kusiciel i podżegacz do złego szatan występuje w Pierwszej Księdze Kronik: ,,Powstał szatan przeciwko Izraelowi i pobudził Dawida, żeby policzył Izraela” (21,1). Jest to więc rola, która wypiera poprzednią jego funkcję. Tekst ten wskazywałby na genezę szatana jako rezultat spekulacji monoteistycznej, mianowicie: podczas gdy wcześniejsza Druga Księga Samuela mówi o Bogu samym jako gniewnym inspiratorze do grzechu, w przytoczonym wyżej wersie z Księgi Kronik funkcję tę przejmuje znienawidzona postać Dworu Niebieskiego, po to zapewne, aby pokazać, iż sprawcą złego nie jest Bóg. 
W Nowym Testamencie moce szatańskie zdają się eksplodować z całą siłą: w życiu Jezusa z Nazaretu, potem z niezmiennym impetem u świętego Pawła aż po ostatnie pisma Nowego Testamentu. Można tu mówić o niewątpliwym wpływie otoczenia pogańskiego. Szatan wspina się na szczebel przywódcy zbuntowanych aniołów, staje się nawet ,,bogiem tego świata” (2 Kor 4,4), kontrpartnerem Boga, właścicielem własnego Dworu Panowania, Nowy Testament mówi o regimentach aniołów podległych jego władzy. Na Sądzie Ostatecznym Syn Człowieczy odezwie się ,,do tych po lewej stronie: »Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom«” (Mt 25,41).
Autorzy nowotestamentowi, jak wszyscy im współcześni, a także sam Jezus, wierzą w istnienie mocy szatańskich. Mąż z Nazaretu bez wątpienia działał jako egzorcysta, a swoje życiowe zmaganie uważał za konfrontację ze złymi siłami. Mimo to jednak moce demoniczne nie pojawiają się na pierwszej linii Jego działania i myślenia. Rozumie siebie przede wszystkim jako Zbawiciel ludzi, który przepowiada wyzwalające orędzie o nadejściu królestwa Bożego. Dopiero w ramach tej działalności ściera się z szatanem „samym w sobie” i „jako takim”, lecz „wprowadza” go na scenę wtedy, gdy chodzi o zdemaskowanie upadku człowieka. Szatan ma więc w Nowym Testamencie znaczenie względne i drugorzędne. Jezus jest Panem stojącym ponad wszystkimi mocami i władzami, jakkolwiek by się one nazywały.
Nowy Testament nie zna więc demonologii w znaczeniu ścisłym. Jezusowa walka ze Złym jest walką realną: czy on istnieje rzeczywiście jako osoba, pozostaje sprawą hipotetyczną. Jezus jest zwycięzcą nad złem. I jeszcze jedno jest pewne: że człowiek sam jest winien, ilekroć grzeszy. Współcześni egzegeci są jednomyślnie zdania, że pisma biblijne, wzięte w całości, nie rysują jednolitego obrazu działania zła. Odnosi się to także do pytania o osobowy charakter różnych postaci zła. Szatan i demony nie są dla Biblii pojęciami kluczowymi.

Nauka Kościoła

Istnieje całkiem spora liczba oficjalnych dokumentów Kościoła zajmujących się wyraźnie problemami demonologicznymi. Studiując te dokumenty, przekonujemy się jednak, że nigdy nie formułują one pytania czy też nie udzielają odpowiedzi na pytanie: Czy mianowicie osobowy diabeł istnieje? We wszystkich tych wypowiedziach kościelnych bezpośrednio chodzi raczej o to, jak można pogodzić zło z dobrym Bogiem? Czy Bóg rzeczywiście wszystko stworzył jako dobre, skoro istnieje zło? Jaką odpowiedzialność ponosi człowiek, ilekroć kapituluje wobec pokusy złego?
Najważniejszym dokumentem w naszej sprawie jest nauczanie IV Soboru Laterańskiego (1215), które stanowiło podstawę wszystkich innych oficjalnych wypowiedzi. Sobór ten przeciwko katarom oświadczył, że Bóg od początku czasu z nicości stworzył i aniołów, i świat. „Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale same siebie zrobiły złymi” – czytamy w dokumencie. Wsłuchując się uważnie w nauczanie Soboru, stwierdzamy, że w owych czasach sprawą dyskusyjną nie było istnienie szatana, lecz pytanie o zakres stwórczego działania Boga wobec ludzkiej odpowiedzialności. Ojcowie soborowi wyznają, że wszystko pochodzi od Boga i uczestniczy w Jego dobroci oraz że wina spada na tego, kto popełnił czyn występny. W XIII w. deklaracja taka możliwa była tylko w języku, który zakładał istnienie szatana i złych duchów.
W roku 1972 Paweł VI stwierdzi: ,,Zło jest nie tylko brakiem, lecz jest działającą siłą, żywym bytem duchowym, zepsutym i niszczącym, straszliwą rzeczywistością, tajemniczą i napełniającą lękiem”. Jeszcze wyraźniej ta „straszliwa rzeczywistość” została trzy lata później określona przez Kongregację Nauki Wiary. Co prawda wypowiedź kongregacji zaczyna się stwierdzeniem: „Istnienie szatana i demonów nie stało się wprawdzie w ciągu wieków wyraźnie przedmiotem wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego” – to jednak później stwierdza się: ,,Kto sprzeciwia się przyjęciu tej rzeczywistości, ten opuszcza teren nauki biblijnej i kościelnej; czyni to także ten (...), kto oświadcza, że jest to jakaś pseudo-rzeczywistość, pojęciowa i urojona personifikacja nieznanej przyczyny całej naszej nędzy (...); jest rzeczą pewną, że rzeczywistość demonów, konkretnie poświadczona przez to, co nazywamy tajemnicą zła, i dzisiaj pozostaje zagadką otaczającą życie chrześcijańskie”.
Dokument ten słusznie wskazuje na znaczenie zła; czy jednak uciekanie się do przyjęcia istnienia diabła i demonów przybliża nas do rozwiązania tajemnicy zła, pozostaje sprawą dyskusyjną. Wydaje się, że całe zagadnienie w gruncie rzeczy pozostaje odsunięte na bok, a drogi do jego rozwiązania nadal nie widać.

Niewiara w diabła

Czy wiara w diabła jest filarem chrześcijaństwa? W ogóle: Czy można wierzyć w diabła? 
Czasownik „wierzyć” w języku polskim łączy się z trzema zaimkami: wierzyć w coś – komuś – w kogoś. Pierwsza możliwość wierzenia ma charakter neutralny. Inaczej ma się sprawa w dwóch pozostałych przypadkach. Wierzyć komuś to darzyć go radykalnym i totalnym zaufaniem – człowiek wie, że tutaj czeka na niego szczęście. Wierzyć w kogoś jest nieomal synonimem oświadczenia, że kocha się tego kogoś. Język chrześcijański związał te treści ze stosunkiem człowieka do Boga: w sensie właściwym wierzyć możemy tylko Bogu i w Boga.
Mając to wszystko na uwadze, należy powiedzieć, że w szatana z całą pewnością wierzyć nie można, skoro – jak głoszą wyobrażenia chrześcijańskie – jest on ucieleśnieniem zła i nieszczęścia. Jeżeli jesteśmy chrześcijanami, nie możemy miłować Złego. To zrozumiałe samo przez się, że „wiara w szatana” nie mogła się znaleźć w wyznaniu wiary. Zachowanie chrześcijan w odniesieniu do Złego nie może być oddane przy pomocy czasownika ,,wierzyć”, lecz jedynie i wyłącznie przez bezokolicznik „wyrzekać się”, co zresztą dzieje się podczas uroczystości udzielania sakramentu chrztu. W sensie teologicznym diabeł nie należy do wiary chrześcijańskiej!
Czy oznacza to, że rzeczywiście możemy pożegnać się z diabłem? Cóż możemy powiedzieć o Złym, skoro nie jest on przedmiotem bezpośredniego Objawienia?
Za przyjęciem poglądu, że szatan jest bytem osobowym, przemawiałyby przypisywane mu cechy: chytrość, kamuflaż, przebiegłość, wyrafinowanie, inteligencja itp. Z drugiej jednak strony – jeżeli pełnia bycia znamionuje tylko Boga, wtedy to, co jest najbardziej radykalnie przeciwne tej pełni, stacza się nad przepaść nicości. Diabeł to siła niszczenia, destrukcja, to swego rodzaju „nic”. Jeżeli Bóg jest osobowy, to szatan stacza się nad przepaść nie-osoby. Trudno odnosić do niego pojęcie osoby w sensie określonej godności. Szatan jawi się jako zakłamanie, jako perwersja godności osobowej.
Joseph Ratzinger, zgłębiając specyficzne właściwości pierwiastka demonicznego, zwraca uwagę na szatańską „bezobliczowość”, „anonimowość”. Wynika z tego bardzo ważny wniosek: ,,Gdy pytam o to, czy diabeł jest osobą, właściwa odpowiedź winna wtedy brzmieć, że jest on nie-osobą (Un-Person), że jest rozkładem i rozpadem osobowości; dlatego cechą dlań charakterystyczną jest to, że występuje bez oblicza, że jego właściwą siłą jest to, iż jest nierozpoznawalny. Jedno pozostaje w każdym razie pewne, że owo »między« jest siłą realną; lepiej – jest skupiskiem sił, a nie tylko sumą ludzkich podmiotów »ja«”. Przez owo „między” Ratzinger rozumie jakąś rzeczywistość rozpostartą między dwoma biegunami – „ja” i „ty”. Przy tym odwołuje się do myślenia dalekowschodniego, które choroby psychiczne tłumaczy nie tyle zachwianiem osobowego „ja”, ile sprowadza je właśnie do zachwiania równowagi przez owo „między”. To „między” jest siłą decydującą o losach człowieka: moc ta wymyka się spod kontroli „ja”.
Leszek Kołakowski, w „Stenogramie metafizycznej konferencji prasowej szatana” (w tomie „Rozmowy z diabłem”), w usta szatana wkłada następujące słowa: „Wcale mi nie zależy na uznaniu mojej egzystencji; dla mnie ważne jest tylko jedno – ażeby nie zatrzymało się dzieło zniszczenia. Czy ludzie będą wierzyli w moje istnienie, to pozostaje bez wpływu na zasięg mojej roboty”. Bezosobowość i bezobliczowość decydują o sile szatana. Jeśli nawet istnieje on osobowo, to w sensie tego słowa dalekim od zwykłego, normalnego użycia. Całkowita negatywność wymyka się przecież wszelkim próbom dokładniejszych ustaleń. 
Zbadanie fenomenu opętania też nie zaprowadzi nas dalej. Empirycznie nie sposób bowiem rozstrzygnąć, czy dany przypadek opętania da się wyjaśnić na drodze psychologicznej, czy też kryje się za nim jeszcze coś innego. Możemy się wysilać, nie wiem jak, a szatan pozostanie zagadką, rzeczywistością zagmatwaną, nie dającą się rozjaśnić. Pewnie dlatego, że tak mało o nim wiemy, tak dużo musimy o nim mówić.

Grzech w stanie czystym

Fenomen zła należy do doświadczenia naszego życia. Czy jednak kategoria diabła jest przydatna do wyjaśnienia rzeczywistości naszego uwikłania w zło? Bernhard Häring pisał, że „wprowadzenie do rozmowy diabła jest rzeczą niebezpieczną; zbyt łatwo wtedy posłużyć się nim jako kozłem ofiarnym, by usprawiedliwić samego siebie”. Właśnie – czy przyjęcie osobowego diabła nie dostarcza jakiegoś alibi dla naszej własnej przewrotności? Zrzucając winę na szatana, powodujemy tylko wzrost zła w świecie. Za swój czyn i za swoje zło, szerzące się w świecie, pełną odpowiedzialność ponosi człowiek i nie może tej odpowiedzialności i winy przerzucać na inną rzeczywistość. Niemniej jednak sama możliwość sprzeciwu, buntu, jest czymś, co wyprzedza historię ludzkiej wolności. Luterański teolog Emil Brunner snuje na ten temat znaczącą refleksję, zaczynając od pytania: „Czy fenomen ludzkiego grzechu wyczerpuje zakres grzesznych możliwości?”. Ponieważ człowiek jest istotą cielesno-duchową – nie jest czystym duchem – jego grzech nigdy nie może być grzechem „doskonałym”. Człowiek po prostu nie jest zdolny do czystego buntu i do czystej pychy. Nasz grzech zawsze jest i pozostanie mieszanką sprzeciwu i słabości, duchowości i zmysłowej podatności na pokusę. Im bardziej byt skończony jest duchem, tym posiada większą możliwość uchybień. Maksymalnie może zgrzeszyć człowiek maksymalnie rozwinięty duchowo, a nie opryszek działający na zasadzie zbrodniczych popędów. Ale i człowiek wysoce uduchowiony, powiada Brunner, nie osiąga w swoim grzechu możliwego do pomyślenia maksimum, albowiem i on jest obciążony słabością swej cielesnej, zmysłowej konstytucji. Grzech czysty, który byłby – powiedzielibyśmy – czystym ekstraktem sprzeciwu, bez domieszki słabości, popełnić mógłby tylko duch czysty, którego nie krępowały jakiekolwiek cielesne ograniczenia. Człowiek jest za mało genialny, aby sam jako pierwszy mógł wynaleźć grzech – jego miara genialności do tego nie wystarcza! I dlatego też, dodajmy, sam człowiek nie może ponosić całej odpowiedzialności za swój grzech, musi – o ile jest szczery – przyznać, że grzechu nie wynalazł, lecz że podlega pokusie i że bez tej pokusy nie jest w stanie zgrzeszyć. Mówi o tym IV Sobór Laterański: „Człowiek zaś zgrzeszył za podszeptem diabła”. Papież Innocenty XI komentuje tę wypowiedź w tym sensie, że siła szatana nie usuwa ludzkiej odpowiedzialności.


Czym jest zło w swej głębi, tego nie da się ustalić na drodze analizy samego zła. Zło odsłonić może tylko i wyłącznie zbawczy czyn Chrystusa. W spotkaniu z Chrystusem rozstrzyga się problem, kto jest dobry (co jest dobre), kto jest zły (co jest złe). W obliczu rzeczywistości Jezusa Chrystusa wszyscy jesteśmy jakoś winni, grzeszni, źli. A Bóg pragnie, abyśmy byli – wszyscy i każdy z osobna – święci, jak On (por. Mt 5,48; Tes 4,3). A to staje się możliwe, gdy przyswajamy sobie sposób życia Chrystusa (Flp 2,5), gdy już nie żyjemy sami dla siebie, ale pozwalamy, aby On żył w nas (Ga 2,20). Ale też wtedy stajemy się zdolni do uświadomienia sobie rzeczywistych otchłani grzechu.
Pytanie o zło i jego istotę rozstrzygnął raz na zawsze Chrystus. Nie w tym sensie, że wypowiedział się na temat istnienia lub nieistnienia szatana, ale przez to, że siłę zła obezwładnił. On – szatan – względnie ono – zło – w obliczu Bożej mocy w Chrystusie ukazuje się jako nic: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). 
Czy więc chrześcijanie muszą – jak to twierdzą niektórzy – wierzyć w diabła? Mamy wierzyć w Boga w Jezusie Chrystusie i w Jego zbawienie! Tylko w ten sposób wymkniemy się siłom zła w świecie.


O. Alfons J. Skowronek

 

Powyższy tekst jest fragmentem książki ks. Alfonsa Skowronka pt. „Aniołowie są wśród nas. Fascynacje – dociekania – wierzenia”, która niebawem ukaże się w Bibliotece „Więzi”.


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl