Wielka Noc

KS. GRZEGORZ RYŚ

 

Bóg „uwielbia” działać w nocy. Noc była świadkiem Wyjścia Izraelitów 
z Egiptu; „widziała” Boże Narodzenie i Zmartwychwstanie Chrystusa. Największe święto chrześcijaństwa przypada w nocy. Centralnym momentem roku liturgicznego nie jest suma w Niedzielę Zmartwychwstania, lecz Wigilia Paschalna w Nocy z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę. To w Nocy Kościół prowadzi nas do pustego Grobu. W Nocy po raz pierwszy śpiewamy „Alleluja”; w Nocy odnawiamy swoje przyrzeczenia chrzcielne. Dlaczego?
BO WIARA JEST NOCĄ! Nawet i ta oparta o dar Objawienia. Poruszamy się w niej jakby po omacku, „w ciemno”. Próbujemy wyrazić ją w słowach, od razu zastrzegając, że używamy ich tylko w sensie analogicznym, i że jakby nie były zręcznie i ostrożnie dobrane – zawsze tyle samo rozjaśniają, co zaciemniają.
Co więcej, bezradność wyraźnie wzrasta w miarę, jak zbliżamy się do najbardziej podstawowych pojęć naszej wiary. Stosunkowo najprościej mówi się nam o moralności. Bez trudu rozumiemy słowa: „zabójstwo”, „kłamstwo”, „kradzież”, „cudzołóstwo”. Ale, gdy dochodzimy do słów: „Trójca”, „Duch”, „życie wieczne”, „łaska”, „niebo”... nasze kroki stają się wolniejsze i niepewne, słowa (prawda, że objawione) nie rezonują w nas żadnym doświadczeniem, zmysły są wobec nich bezradne. Wchodzimy w noc...
Takim słowem jest też słowo-orędzie tej Nocy: „Zmartwychwstanie”! Nie bez powodu św. Jan Apostoł zapisał w Ewangelii, że aż do momentu zetknięcia się z pustym Grobem Jezusa „nie rozumieli Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych” (J 20,9). Ktoś znający ewangeliczną historię mógłby zapytać: „Jak to nie rozumieli? Przecież widzieli ludzi wracających na słowo Jezusa ze śmierci do życia. Widzieli, gdy wskrzeszał z martwych młodzieńca z Nain, córeczkę Jaira, a nade wszystko Łazarza. Jak mogli więc nie rozumieć, co znaczy powstać z martwych (por. Mk 9,10)?”
A tymczasem „wskrzeszenie” Łazarza nie było wcale „zmartwychwstaniem” (przynajmniej nie w rozumieniu tej Nocy). Łazarz powstał z grobu, ale przecież miał jeszcze do niego powrócić. I to być może wcale nie za długo, skoro był chodzącym znakiem boskości Jezusa i arcykapłani „postanowili zabić także jego” (por. J 12,10). Podobnie młodzieniec z Nain, podobnie córka Jaira. Prawda, Jezus przedłużył im życie: może dwu-, może nawet pięciokrotnie. Ale czy tego dotyczy orędzie tej Nocy? Czy Bóg obiecuje nam dziś długowieczność? Liczbę lat życia, jaką osiągali nasi biblijni protoplaści z Księgi Rodzaju: 930 (Adam), 912 (Set), 905 (Enosz), 895 (Mahalaleel)? A może do takiej obietnicy w ogóle nie potrzeba Boga? Wystarczy medycyna, która obiecuje to samo, ostatnio coraz głośniej i z narastającą pewnością siebie.
W obietnicy zmartwychwstania jest więc mowa o życiu – ale nie tylko i nie przede wszystkim o jego długości, ale o jego jakości, inności, nowości, która się bierze z udziału w życiu Boga i w Jego naturze! I znów trafiamy na „noc”. Nie mamy bowiem (tak się nam wydaje) żadnego doświadczenia Boskiej Natury, a wyobrażenia, jakie mamy, mogą nam bardziej przeszkadzać niż pomagać. Przed tym przynajmniej przestrzega św.Jan od Krzyża:

Aby dojść do tego, w czym nie smakujesz,
powinieneś iść przez to, czego nie smakujesz.
Aby dojść do tego, czego nie poznajesz,
masz iść przez to, czego nie poznajesz (...)
Aby dojść do tego, czym nie jesteś,
musisz iść przez to, czym nie jesteś.
(„Góra Karmel czyli Góra Doskonałości”)


Nie bez powodu przywołujemy tutaj Jana od Krzyża. W całych dziejach duchowości chrześcijańskiej to właśnie on najprzenikliwiej opisywał wiarę jako „noc”: „O nocy, coś prowadziła, Nocy ty milsza nad jutrznię różaną! O nocy, coś zjednoczyła Miłego z Ukochaną, Ukochaną w Miłego przemienioną”. To właśnie piórem Jana w owej „nocy” zostaje wskazana jedna jedyna lampa, którą dysponuje człowiek. Tą lampą jest MIŁOŚĆ: „Nie miałam wodza ni światła innego ponad ten ogień, co w sercu mym gorzał” („Noc ciemna”).
To MIŁOŚĆ jest jedynym dostępnym człowiekowi doświadczeniem Boskiej natury; jedynym doświadczeniem prawdziwego zmartwychwstania – to znaczy życia, które nigdy się nie kończy (miłość nigdy nie ustaje). Święta Zmartwychwstania, ich radość i „Alleluja” są Boskim zaproszeniem do MIŁOŚCI, i odpowiadamy na nie WIARĄ W MIŁOŚĆ (że jest! że jest sensowna! że do niej należy przyszłość!). Wierzmy w miłość. Kto w nią nie wierzy, kto nosi w sobie nienawiść, chęć odwetu, odmowę przebaczenia, choćby go reanimowano jak Łazarza – nie zmartwychwstał!

KS. GRZEGORZ RYŚ


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl