Komentarze

 


Jarosław Makowski z Nowego Jorku
NATO, reprywatyzacja, Jedwabne

Józefa Hennelowa Telewizja: kogo popierać?

Krzysztof Burnetko Prawa ofiar

Piotr Bernardyn z Tokio Fuji się budzi

Piotr Wajl NTW, czyli wolność słowa 


 

 




  
NATO, reprywatyzacja, Jedwabne

Nie wybiera się położenia geograficznego, nie można też zmienić historii. Ale geografię i przeszłość można wykorzystywać w polityce zagranicznej. Czy udało się to ministrowi Bartoszewskiemu podczas wizyty w USA? Amerykańska polityka zagraniczna jest dopiero formułowana, a Polska jako pierwszy kraj z byłego „bloku” została zaproszona do rozmów z doradcami Busha. Condoleezza Rice, doradca ds. bezpieczeństwa, zapewniała Bartoszewskiego, że Polska jest „strategicznym partnerem” USA; w kwestii dalszego poszerzania NATO zgodzono się, że zasada, którą kieruje się tu Sojusz sprowadza się do „woli państwa kandydującego” i stabilnej demokracji, zaś położenie geograficzne i sprzeciw państw trzecich nie mogą decydować o przyjmowaniu nowych członków.

W ważnej dla Polski kwestii pozwu, złożonego przez amerykańskich Żydów w Nowym Jorku, Bartoszewski usłyszał od sekretarza stanu Colina Powella, że możemy liczyć, iż „sprawa ta będzie w pozytywnym duchu załatwiona”. Od deklaracji do decyzji droga tu jednak daleka. Tym bardziej, że kością niezgody w stosunkach polsko-żydowskich pozostaje reprywatyzacja – i zapewne dopóki Polska się z tym nie upora, nie można liczyć na normalizację tych relacji.

Inna odsłona stosunków polsko-żydowskich dotyczyła mordu w Jedwabnym. Mimo obaw polskiej delegacji, nie jest to dla amerykańskich Żydów – nawet po ukazaniu się w USA książki prof. Grossa – przedmiotem jakiejś głębszej dyskusji. Co prawda dla niektórych niechętnych Polsce środowisk żydowskich stanowi kolejny argument w utrwalaniu stereotypu „Polaka-antysemity”, ale to głos mniejszości. Miles Lerman, honorowy przewodniczący Rady Muzeum Holocaustu zapewniał, że „Żydzi nie wierzą w stereotypy i uogólnienia, i nie godzą się, aby dzieci obciążać czynami ojców”. Zarazem Jedwabne okazuje się sprawdzianem gotowości do rozliczenia się z historią – i sprawy nie można sprowadzać do jednorazowych przeprosin, bez względu na to, kto ich dokonuje. Tu potrzebna jest praca skierowana na edukację, jak postuluje rabin Jakob Baker – który mówił, że „byłoby bardzo dobrze, żeby młodzi Polacy mogli uczyć się w szkołach o tysiącletniej historii Żydów w Polsce, to jest najlepszy sposób na wykorzenianie antysemityzmu”.

Jarosław Makowski z Nowego Jorku

 

 

 

 

 

 

Telewizja: kogo popierać?

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dzieli właśnie wolne częstotliwości między nadawców telewizyjnych. Z ośmiu rozdzieliła już pięć, z tego cztery otrzymała stacja TVN, a jedną TV 4. Trzy pozostałe częstotliwości ze względów proceduralnych (aż takich ważnych?) muszą czekać. A razem z nimi czekają nadawcy dotąd pominięci. Wśród nich najmłodszy i gdy chodzi o zasięg najsłabszy – Telewizja Puls (dawniej TV Niepokalanów). Już słychać głosy oburzenia na taki sposób traktowania Pulsu, nowego rywala dotychczasowych gospodarzy wizualnego rynku. To głosy ze wszech miar słuszne. Puls jeszcze nie uporządkował dostatecznie klarownie sprawy swoich państwowych udziałowców, niewiele też na razie pokazał – i może niepotrzebnie reklamuje wszędzie akurat swój program satyryczny. Ale jego siłą już jest i powinno pozostać założenie: „telewizja bez przemocy”, telewizja bezpieczna, nie epatująca zbrodniami i nie apelująca do najniższych upodobań. Takie założenie TV Puls to walor, który zasługuje na wsparcie. Na razie, niestety, wsparcie otrzymał TVN – nadawca „Wielkiego Brata”, niedawno przez tę samą Radę ocenionego bardzo negatywnie. 

Józefa Hennelowa

 

 

 

 


Prawa ofiar

Inicjatywy zwiększenia praw ofiar przestępstw wyszły w jednym tylko tygodniu od dwóch niezbyt sobie bliskich środowisk politycznych. Minister sprawiedliwości Lech Kaczyński przesłał prokuratorom wytyczne, że w postępowaniach karnych na pierwszym miejscu stawiana ma być ochrona ofiar i świadków. Unia Wolności zapowiedziała zaś, że złoży projekt ustawy zapewniającej ofiarom przestępstw odszkodowanie z budżetu państwa, jeśli niemożliwe będzie uzyskanie go od sprawcy lub towarzystwa ubezpieczeniowego.

Idea obu pomysłów jest słuszna – ale niektóre przesłanki i rozwiązania wątpliwe. Nie jest prawdą, jak mówi minister, że po latach „mody” na przyznawanie praw przestępcom przyszła wreszcie „moda” na prawa ofiar. Dotąd dbano co najwyżej o prawa podejrzanych – a w tej roli może znaleźć się i najporządniejszy obywatel. Wątpliwy zdaje się też pomysł, by ofiara przestępstwa przesłuchiwana była tylko raz; to może obrócić się przeciw interesom poszkodowanego. Słuszne natomiast jest nałożenie na prokuratorów obowiązku informowania ofiar o ich prawach (choć to powinno być oczywiste). Z kolei pomysł UW ma jedną wadę: skąd wziąć pieniądze? Poseł Hanna Suchocka mówi o potrzebie „ograniczenia nieracjonalnych wydatków”. Ale potrzeb, na które można by przeznaczyć takie rezerwy jest tyle, że idea przeznaczenia ich na zadośćuczynienie ofiarom przestępstw jest utopijna.

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 

 

Fuji się budzi

„Japonio zbudź się!” – tak nazwał swą książkę, napisaną w 1991 r., amerykański politolog George Packard. Po 10 latach postulat zawarty w jej tytule wydaje się bardziej aktualny niż kiedykolwiek. Rok od objęcia urzędu japoński premier Yoshiro Mori zapowiedział ustąpienie ze stanowiska. Choć to sztuka niełatwa (Japończycy nie narzekają na nadmiar wybitnych polityków), Mori przejdzie do historii jako jeden z najmniej udanych premierów po wojnie. Nikt nie zliczy skandali i niezręczności Moriego lub jego otoczenia. Trudno wskazać choć jeden sukces ustępującego gabinetu – i to w sytuacji trwającego ponad 10 lat kryzysu gospodarczego. Jednak największym grzechem utrzymującej się niemal bez przerwy od 1955 r. przy władzy Partii Liberalno-Demokratycznej (LDP) nie jest ani nieudolność podejmowanych reform, ani wystawienie tak miernej postaci jak Mori. Jest nim uśpienie japońskiego społeczeństwa, odebranie mu chęci uczestniczenia w życiu publicznym. Po 10 latach zapaści w sondażach LDP ma 22 proc. poparcia, a „najsilniejsza” opozycyjna Partia Demokratyczna 9 proc. Aż 60 proc. Japończyków nie ma żadnych preferencji wyborczych!

Na następcę Moriego typowany jest „mocny człowiek”: były premier Ryutaro Hashimoto (będzie to 11 premier w ciągu 12 lat). Nie jest to wybór najgorszy, ale dla każdego, kto na serio bierze fakt, że Japonia jest krajem demokratycznym aktualne jest pytanie: co jeszcze musi się zdarzyć? O ile procent wzrosnąć musi bezrobocie, spaść produkcja i wartość jena, by japoński elektorat powiedział „dość” rządzącej LDP? Znając cierpliwość Japończyków i ich wyobcowanie od tego, co „na górze”, przyjdzie na to jeszcze poczekać. Na razie cierpliwość tracić zaczyna tylko symbol Japonii: góra Fuji. Wulkan ten, uważany za niemal wygasły, wykazywać zaczął oznaki aktywności, grożąc wybuchem – po raz pierwszy od prawie 300 lat.

Piotr Bernardyn z Tokio

 

 

 

 

 

 

NTW, czyli wolność słowa

NTW to jedyna dziś ogólnorosyjska telewizja prywatna, wszystkie inne kontroluje państwo. Należąca do holdingu Media Most, NTW nie jest tubą opozycji. Krytykuje władze, choć umiarkowanie, często nie licząc się z opinią Kremla. A jednak wraz z pojawieniem się na Kremlu Putina – i nasileniem tendencji ku państwu autorytarnemu – władze zaczęły wojnę z NTW i do więzienia trafił Władimir Gusiński, właściciel holdingu. Kłopoty ma nie tylko NTW, ale także gazety Media Mostu: dziennik „Siegodnia” wkrótce zbankrutuje, a tygodnik „Itogi” przejmie zapewne ekipa lojalna wobec Kremla.

Zanim Kreml podjął próbę podporządkowania NTW (przez przejęcie jej akcji poprzez państwowy „Gazprom” i mianowanie nowych szefów) 15 tys. Rosjan manifestowało w Moskwie w obronie telewizji. Kilkanaście lat wcześniej w takich wiecach uczestniczyło po 100 tys. ludzi. Coś się w Rosji zmieniło, jeśli wolności słowa broni teraz znikoma część społeczeństwa – bo atak na NTW zwiastuje koniec wolnych mediów. Na Syberii czy Uralu są niezależne telewizje regionalne, wzorowane na NTW. Co się z nimi stanie, skoro tamtejsi gubernatorzy otrzymali sygnał z Moskwy, że można dobić krytycznych dziennikarzy?

Akurat kiedy zmieniano szefów NTW, Putin wygłaszał orędzie o stanie państwa. O wolności mediów prezydent nawet się nie zająknął. Prawdziwym orędziem Putina okazał się atak na NTW.

Piotr Wajl

 

Autor jest eseistą i dziennikarzem, pracuje w „Radiu Swoboda”.

 

 

 

 

 

 




 

 



 

 

 

 

 

Nr 15, 15 kwietnia 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

 

Rekolekcje Wielkopostne

 

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl