Jedwabne

Niech nikt nie będzie ukarany

KS. ADAM BONIECKI

 

Spór o Jedwabne trwa. Po wypowiedziach rabina Schudricha, prymasa Glempa, arcybiskupa Muszyńskiego, prezydenta i premiera, czy po komentarzu ks. Michała Czajkowskiego wydaje się, że już niczego nowego powiedzieć się nie da i pozostaje tylko czekanie na wyniki badań Instytutu Pamięci Narodowej. A jednak dyskusja zdaje się przybierać na sile. Dowodzi to, że wywołany książką Jana Tomasza Grossa spór nie jest sztucznie wyprodukowanym ,,faktem medialnym”, oraz że nie jest to tylko problem archiwistów i historyków.
Profesor Gross dotknął miejsca nabolałego. Na czym polega ból, dobrze wyjaśnił arcybiskup Muszyński: ,,W świadomości Polaków, podobnie jak w świadomości Żydów, było i jest głęboko zakorzenione, że jesteśmy ofiarami hitlerowskiego nazizmu... Polacy czują się dotknięci: trudno pogodzić im się z tym, że Żydzi cierpieli bardziej niż wszyscy inni i zrozumieć, czym różni się np. mord całej rodziny żydowskiej od mordu rodziny polskiej za ukrywanie Żydów, dokonany przez tych samych sprawców, jako część składowa tego samego zbrodniczego planu” (,,TP” nr 12/2001). Jedwabne przypomniało, że Polacy (jacyś Polacy, bo przecież nikt nie twierdzi, że wszyscy, że większość, że naród czy np. państwo podziemne) znaleźli się też po stronie oprawców. Kiedy się mówi o Jedwabnem, nie mówi się o miasteczku na Podlasiu, ale mówi się o “autoportrecie” Polaków. Okazuje się, że ten autoportret: mityczny, piękny, czysty i bez skazy, nie jest całkiem prawdziwy. Jedwabne przypomniało to, co chyba każdy, kto przeżył więcej niż 50 lat, wiedział, i to nie tylko z literatury czy z dokumentów, ale z własnych wspomnień albo z usłyszanych na własne uszy opowiadań naocznych świadków: że Polacy takie rzeczy robili i to bynajmniej nie pod lufami karabinów niemieckich.
Choć i Prymas, i Prezydent uznali udział w zbrodni Polaków za fakt niepodważalny i uznali moralny obowiązek wyrażenia przez Polaków żalu, choć nadal trwają badania IPN-u, dżentelmeni spierają się o fakty, sięgając w swoich enuncjacjach do publikacji i dokumentów odpowiadających przyjętym przez siebie (jakże często: emocjonalnie) tezom.

PRAWDA W DOKUMENTACH, PRAWDA W LUDZIACH

W sferze wiedzy o tym, co się rzeczywiście zdarzyło w Jedwabnem, można odnotować następujące wydarzenia: informacja IPN, że badania się przeciągną i nie zostaną zakończone – jak przewidywano – w kwietniu; ujawnienie akt spraw cywilnych z 1947 roku, czyli najwcześniejszych (w aktach sądowych) opisów mordu w Jedwabnem, i ogłoszenie przez prof. Tomasza Strzembosza analizy materiałów procesowych z roku 1949 – tych samych, na których opierał się prof. Gross (,,Rzeczpospolita”, 31 marca – 1 kwietnia 2001). Profesor Strzembosz przedstawił “inny obraz Sąsiadów” niż ukazany w książce Grossa, uroczyście przy tym zastrzegając, że jego artykuł “nie jest wyjaśnieniem tego, co się wydarzyło w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku, lecz dotyczy specyficznego źródła, jakim są zeznania przed oficerami śledczymi, prokuratorem i sądem, składane w Łomży w 1949 roku, a także tego, w jaki sposób źródła te odczytał prof. Jan T. Gross”. Strzembosz uznaje, że źródła te nie są wystarczającym materiałem, by na jego podstawie orzec o tym, co się wówczas stało. Wybrany przezeń zestaw zeznań ma świadczyć o tym, że prof. Gross materiałów tych nie wykorzystał we właściwy sposób. Z akt wynika np., że w mordowaniu Żydów uczestniczyły maksimum 23 osoby, a nie ,,społeczeństwo polskie”. W jakim stopniu odzwierciedlają one wydarzenia? Znamienne np., że według zeznań niemal wszyscy Polacy zmuszeni przez Niemców do spędzania na rynek Żydów i do ich pilnowania, bez większych trudności uciekali: tak w czasie obławy, jak i z rynku. W jednym przypadku zmuszający Polaka do udziału w akcji Niemiec w pewnej chwili idzie sobie do piekarni, co Polakowi umożliwia wypuszczenie Żydów i ucieczkę, bez żadnych zresztą konsekwencji. Z zeznań wynika jasno, że do udziału w samym akcie mordowania Żydów żaden Polak się nie przyznał. Jeśli ktoś się do czegoś przyznał, to na procesie zeznał, że zeznania były wymuszone biciem i torturami. Nikt nie ma wątpliwości, że zeznania należy odczytywać w historycznym kontekście ich składania. Dlaczego tak zeznawali? Dlaczego te zeznania przez ówczesny sąd zostały uznane za wystarczające?
Janowi T. Grossowi najpierw zarzucano, że oparł się na “procesie ubeckim”, a więc niewiarygodnym. Potem, że nie w pełni wykorzystał materiały tego procesu, a jako kontrargument przeciwstawia się materiałom Grossa materiały z innych, wcześniejszych procesów – o uznanie za zmarłych. Procesów prowadzonych też pod rządami komunistów, w Łomży, a nie w Hadze.
Badanie dokumentów procesowych jest nieodzowne. Gorzej, jeśli przy korzystaniu z tych danych zapomina się o zastrzeżeniu profesora Strzembosza: te źródła nie są wystarczające do orzekania o tym, co wówczas się stało. Nie uświadamiają sobie tego dziennikarze, donoszący na pierwszych stronach o ,,obaleniu tezy Grossa”. Nie uświadamia sobie tego jeden z moich korespondentów, który wraz z obraźliwym listem przysłał mi jako dowód wycinek z ,,Naszego Dziennika”: “Wyjątki z relacji świadków mordu w Jedwabnem”, z zeznaniami, o których wyżej wspomniałem. Szanowny Czytelniku, gdyby znalezienie tych zeznań wszystko czyniło jasnym, Instytut Pamięci Narodowej zamknąłby swe dochodzenia. Czy tak trudno zrozumieć, że poza dokumentami mogą być jeszcze inne źródła wiedzy o tym, co się wydarzyło 10 lipca 1941 w małym miasteczku Jedwabne?
O ile prof. Tomasza Strzembosza można uznać za mistrza dociekania prawdy w krainie dokumentów, to tytuł mistrza poszukiwań prawdy poza dokumentami przyznać można publikującej w ,,Gazecie Wyborczej” Annie Bikont. Jak przystało na dobrego dziennikarza, nie obraża się nigdy. Przeciwnie, zdaje się rozumieć tych, którzy ją obrażają. Jest wstrzemięźliwa w sądach, oszczędnie szafuje przymiotnikami, które budzą negatywne emocje. Materiał “Proszę tu więcej nie przychodzić” (“Gazeta Wyborcza” 31 marca – 1 kwietnia 2001) uważam za lekturę obowiązkową każdego, kto chce coś powiedzieć o Jedwabnem. Reporterka ,,GW” lepiej niż ktokolwiek z piszących na ten temat pozwala zrozumieć dramat dzisiejszych mieszkańców podlaskiego miasteczka, ich milczenie, mechanizmy obronne, a także na czym polega przebijanie się przez te wszystkie warstwy do pokładów autentycznej pamięci.
Mamy więc z jednej strony dokumenty procesowe, przede wszystkim zeznania ludzi, broniących się przed ciężkimi zarzutami, z drugiej strony wypowiadane nie bez lęku, wbrew woli środowiska, niejako wbrew “ustalonej wersji” świadectwa tych, którzy ośmielają się mówić, jak – według ich wiedzy i najgłębszego przekonania – było.

PRZEPRASZANIE, ZADOŚĆUCZYNIENIE...

Powiedziano już na ten temat bardzo wiele; by nie powtarzać wszystkiego od początku wolę odesłać do wypowiedzi arcybiskupa Muszyńskiego i tego wszystkiego, co Arcybiskup mówi o moralnej odpowiedzialności i “zadośćuczynieniu za wyrządzone zło”.
Kiedy mowa o wyrażeniu skruchy i żalu, że ,,byli Polacy, którzy...”, natychmiast słyszy się protesty, bo przecież Żydzi także nie są bez winy wobec Polaków i że oni też Polaków powinni przepraszać. Rabin Schudrich odpowiadając na to, stwierdza, że przecież “Żydzi, którzy popełniali zbrodnie... nigdy nie twierdzili, że działają w imieniu narodu żydowskiego”. I choć to wyjaśnienie jest słuszne, to jednak może nie być dla Polaków przekonujące: Polacy mówią dokładnie to samo o sobie. Dlatego tym ważniejsze i tym bardziej przekonywające są dalsze słowa rabina: “Nadszedł jednak taki czas, że jeśli my, Żydzi chcemy, żeby Polacy czuli i zrozumieli nasz ból, to my musimy zrozumieć i czuć ból Polaków”. Kto wie, może rabin Schudrich – jeśli w ogóle Polacy chcieli go usłyszeć – wyjaśnił coś, czego mimo wysiłków nie potrafili wyjaśnić Polakom Papież i biskupi?
Jak dobrze, że powiedział nam to rabin...
I jeszcze jedno: Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że kiedy prosi się o przebaczenie, nie można jednocześnie zgłaszać pretensji i wyliczać swoich zasług? Pokazał to Jan Paweł II w słynnym “Mea culpa”. Kiedy mowa o naszych winach, nie możemy jednym tchem przypominać trzydziestu, czy według innych obliczeń pięćdziesięciu tysięcy Polaków, którzy ponieśli śmierć za pomaganie Żydom w czasie wojny. Na litość Boską, drzewek “Sprawiedliwych Wśród Narodów” nie posadzili Polakom Polacy, ale Żydzi. Oni o tym wiedzą. Czasem – np. w kontekście Jedwabnego, które stało się symbolem win Polaków wobec Żydów – lepsze jest milczenie. “Kiedy Aaron stracił dwóch synów, jego ból był tak wielki, że milczał... Cisza wyrażała jego ból... To (co stało się w Jedwabnem) nie powinno być okazją do jakichś rozrachunków, do mówienia, kto co zrobił, do oskarżania – ale do modlitwy i łączenia się w żałobie” – powiedział rabin Michael Schudrich.
Wierzę, że spór wokół Jedwabnego zakończy się wspólną modlitwą, może tą, którą przytacza Hanna Krall w ,,Tam już nie ma żadnej rzeki”, a którą wszyscy Żydzi od setek lat zwracali się do Pana Wszechświata z zaskakująco wielkodusznym zapewnieniem:

Oto wybaczam
tym, którzy mnie zranili
i krzywdzicielom moim.
Tym, którzy umyślnie
i którzy przypadkowo
Tym, którzy słowem
i czynem.
Niech nikt nie będzie ukarany
przez wzgląd na mnie.

Ks. Adam Boniecki


 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl