Komentarze

 


Jarosław Makowski Niemieckie lustro

Ryszard Terlecki Cierpliwa historia

Bogumiła Berdychowska Parnterstwo na trudne czasy

Janusz A. Majcherek Małyszowa lekcja

 


 

 




  
Niemieckie lustro

Kościół katolicki w Niemczech jest przedmiotem szczególnej uwagi Jana Pawła II. Papieża niepokoi kierunek występujących w tym Kościele przemian, czemu dał wyraz w liście do niemieckich kardynałów, datowanym na 22 lutego. Tego właśnie dnia przewodniczący niemieckiego Episkopatu Karl Lehmann, otrzymywał biret kardynalski. Co niepokoi Jan Pawła II? Papież pisze, że Kościół niemiecki ma „solidną strukturę organizacyjną” (cytaty za KAI), a zarazem coraz więcej ludzi odchodzi od zaangażowanego życia wiarą, nauczanie Kościoła przyjmując selektywnie. Grozi więc niebezpieczeństwo „wydrążenia od wewnątrz” Kościoła, który pozornie silny, wewnętrznie będzie coraz słabszy i coraz bardziej będzie tracić wiarygodność. Jan Paweł II oczekuje, że niemieccy biskupi uczynią wszystko, by głoszone przez Kościół zasady moralne były przez katolików respektowane. Nauki na wydziałach teologicznych „nie wolno pozostawiać własnym upodobaniom” wykładowców, lecz musi ona „wynikać z wiary i do wiary prowadzić”. W tych wszystkich trudnych kwestiach biskupi – zdaniem Jana Pawła II – powinni „dać silną odpowiedź”. Droga ekumenizmu otwarta przez II Sobór Watykański jest „nieodwracalna”, ale – pisze Papież – niekiedy pojawiają się „nadużycia i zamieszanie”, czego przykładem „często praktykowana interkomunia”. Chodzi o udział katolików w protestanckiej wspólnocie stołu i przyjmowanie przez protestantów katolickiej komunii świętej. „Ekumenizm odsuwający w mniejszym czy większym stopniu kwestię prawdy, może prowadzić jedynie do pozornych sukcesów” – ostrzega Papież.

Opis ten, istotnie ukazujący ułomności niemieckiego Kościoła, nie dotyczy wyłącznie Niemiec, ale w pewnej mierze wszystkich krajów zachodnich. Kościół niemiecki jest tu niejako lustrem. Z ułomności tych zdają sobie sprawę niemieccy biskupi, którzy uważają, że Kościół żyje w konkretnym społeczeństwie, i że tworzący go ludzie nie są wolni od błędów. Biskupi są „skazani” na wiernych, którzy nie potrafią i – o czym mogłem się przekonać, uczestnicząc w ub.r. w Katholikentagu, wielotysięcznej, „sztandarowej” imprezie niemieckich świeckich – nie chcą przyjmować bez zastrzeżeń rzymskich dyrektyw. Dlatego biskupi – zwłaszcza kard. Lehmann – szukają tego, co łączy: pomiędzy bezdyskusyjnymi wskazaniami Papieża, według którego Kościół ma być przede wszystkim „znakiem sprzeciwu”, a wizją wielu niemieckich teologów, duchownych (w tym biskupów) i wiernych, wedle których Kościół nie może się zamykać w „wieży z kości słoniowej”, nawet za cenę utraty jednoznaczności swego przesłania.

Jarosław Makowski

 

 

 

 

 

 

 

Cierpliwa historia

Pierwszego marca 1953 r. w piwnicy mokotowskiego więzienia strzałem w głowę zamordowanych zostało siedmiu członków Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Wszyscy straceni byli oficerami AK, prezes zarządu ppłk Łukasz Ciepliński, w latach wojny kierował rzeszowskim Inspektoratem ZWZ-AK. Torturowano ich w śledztwie, sądzono i skazano na procesie, który był karykaturą wymiaru sprawiedliwości.

48 lat później, na sali Sejmu Rzeczypospolitej, poseł SLD i politolog Longin Pastusiak, pozwolił sobie stanąć po stronie zbrodniarzy i – jak przed pół wiekiem – oskarżyć kombatantów WiN o pospolite morderstwa. Gdy z trybuny sejmowej padały te słowa, posłowie AWS i Unii Wolności opuścili salę. Do wyrazów oburzenia przyłączył się także klub poselski PSL. Pastusiak mówił o wojnie domowej, w której ofiary „po stronie lewicy” były większe niż „po stronie prawicy”. Kombatanci antykomunistycznego podziemia z tamtych czasów nie zgadzają się z terminem „wojna domowa”: oni walczyli z formacjami, które w Polsce były uzbrajane, szkolone i nadzorowane przez sowieckie siły bezpieczeństwa. Działacze PPR czy funkcjonariusze UB nie byli żadną polską lewicą; byli to sowieccy kolaboranci, którzy terrorem, oszustwem i propagandową blagą wprowadzali w Polsce system komunistycznej dyktatury. Przywódcy polskiej lewicy działali wówczas na emigracji i w podziemiu, a także wypełniali – wspólnie z żołnierzami AK i NSZ, działaczami WiN i członkami Polskiego Stronnictwa Ludowego – komunistyczne więzienia. Wielu z nich, tak jak Kazimierz Pużak, zapłaciło życiem za swoje niezłomne poglądy.

Historia jest cierpliwa, ale jej wyroki są surowe i sprawiedliwe. Działacze i żołnierze WiN doczekali się – o wiele za późno – moralnej satysfakcji. Longin Pastusiak przy tej okazji także zapisał się na kartach historii. Wzmianki, którą o nim za sto lat będzie można przeczytać w starych kronikach, nie warto mu zazdrościć.

Ryszard Terlecki

 

 

 

 


Partnerstwo na trudne czasy

W najlepiej pojętym interesie Polski leży, aby zrobić wszystko co możliwe, by Ukraina przezwyciężyła obecny kryzys polityczny metodami pokojowymi. Zaś aby tak się stało, konieczna jest wola dialogu tak ze strony tamtejszej władzy, jak i opozycji. Nie można lekceważyć czy pomniejszać roli tej ostatniej, jednak nie ulega wątpliwości, że więcej instrumentów, za pomocą których konflikt ten można rozwiązać, ma w ręku prezydent Leonid Kuczma. Ma on więcej instrumentów, ale i większa spoczywa na nim odpowiedzialność za rozwój wypadków. Dobrze więc się stało, że – wbrew wątpliwościom niektórych polskich polityków – doszło do spotkania prezydenta Kwaśniewskiego z jego ukraińskim kolegą. Dobrze choćby dlatego, że być może żadnego innego polityka Kuczma nie byłby skłonny słuchać z taką uwagą jak Kwaśniewskiego. Najważniejsze przesłanie tego spotkania, to wielokrotnie powtarzane przez polskiego prezydenta zdanie, iż konflikt polityczny można rozwiązać tylko metodami politycznymi. Ale aby tak się stało, poszanowanie dla reguł demokracji muszą wykazać obie strony sporu. Milicyjne pałki z jednej strony i koktajle Mołotowa z drugiej nie rozwiążą ukraińskich problemów. To jest możliwe tylko przy stole rozmów – i do podjęcia takowych polski prezydent zachęcał nie tylko Kuczmę, ale również reprezentantów ukraińskiej opozycji, których przyjął dzień wcześniej.

Na to, aby rozmawiać, obie strony muszą mieć czas. Bardziej nawet niż Kuczmie potrzebny on jest opozycji, bo jest ona dziś – wbrew szumowi informacyjnemu z ostatnich dni – słaba i niejednorodna. Każdemu, kto dobrze życzy Ukrainie powinno zależeć, by obu stronom starczyło mądrości, bo w przeciwnym razie Kijów może powtórzyć los Białorusi. A to zaprzepaściłoby szansę Ukrainy na normalny rozwój na wiele, wiele lat.

Bogumiła Berdychowska

 

 

 

 

 

Małyszowa lekcja

Adam Małysz zdobył Puchar Świata w skokach narciarskich i jest to wyczyn bez precedensu w historii polskich sportów zimowych. Ten niepozorny i nieśmiały chłopak osiągnął oprócz tego coś, za co powinniśmy mu być szczególnie wdzięczni: pokazał, na czym polega sukces odniesiony w dobrym stylu – i nie chodzi bynajmniej o sposób prowadzenia nart. Małysz bierze udział w rywalizacji nie po to, by komuś coś pokazać, ale aby sprawić sobie i innym radość i satysfakcję dobrym wynikiem. Konkuruje z innymi nie aby im dołożyć, lecz by samemu osiągnąć jak najlepszy rezultat. Szans sukcesu upatruje nie w tym, że rywalom się nie uda, ale że to on da z siebie wszystko. Zwycięstwo jest tym więcej warte, im silniejsi są współuczestnicy konkurencji, i za to trzeba ich szanować.

Takie proste przesłanie nie od razu zostało zrozumiane przez rodaków Małysza. Jeszcze niedawno tłumy agresywnych kibiców ostentacyjnie i buńczucznie manifestowały na zagranicznych skoczniach wyższość, wynikającą z posiadania takiego mistrza i wygwizdywały jego konkurentów. Ten drobny chłopak nie bał się wtedy publicznie skarcić swych sympatyków i pouczyć ich, na czym polega uczciwa konkurencja. Czy do wielu z nich to trafiło? Sądząc po zmianie zachowania kibiców, chyba tak. Im dłużej będzie trwać błyskotliwa kariera Adama Małysza, tym więcej z nas może się nauczyć od niego, jak w szlachetnej konkurencji, dobrym stylu i z klasą osiągnąć sukces, sławę i pieniądze. Tego powinniśmy naszemu niepozornemu, ale wielkiemu mistrzowi życzyć i w tym próbować go naśladować, nie tylko podziwiać.

Janusz A. Majcherek

 

 

 

 




 

 



 

 

 

 

 

Nr 12, 25 marca 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

 

Rekolekcje Wielkopostne

 

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl