Niegłupie dzieci

WOJCIECH BONOWICZ

 

Mój przyjaciel, zapytany o opinię na temat manii pokemonów, odpowiedział mniej więcej tak: „Dzieci nie są głupie, nie zainteresują się byle czym”. To dobry punkt wyjścia. Dzieci nie są głupie. Dzieci nigdy same nie wymyśliłyby pokemonów.
Ta mania, jak każda dziecięca mania, ma swoje pozytywy. Dzieci uczą się negocjować podczas wymiany kart lub żetonów. Te, którym dotychczas trudno było się ze sobą porozumieć, znajdują wspólny temat. Niektóre tworzą koalicje, żeby gromadzić wspólny zbiór, pożyczają sobie gry lub numery pism, wspaniałomyślnie oddają część kolekcji albo nawet całą, kiedy minie im ta namiętność. Sobki pracują na własny rachunek, a chytrzy próbują naciągnąć naiwnych. Świat tych wymian i negocjacji bywa nieraz okrutniejszy niż świat samych pokemonów. Ale ta lekcja przyda się na przyszłość.
Na tym jednak pozytywy się kończą. Pokemony jako takie niczego nie uczą i niczego od dziecka nie wymagają, a ich funkcja ludyczna jest – z powodu agresywnej treści – dość podejrzana. Stanowią ogromną pokusę dla tych dzieci, które wiedzą, że rodziców „stać”, i źródło frustracji dla tych, które wiedzą, że nie mogą prosić o pieniądze.
Jak sobie z tym radzić? Jesteśmy z żoną w komfortowej sytuacji. Przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym nie ma telewizora, i dlatego nasz najstarszy, dziewięcioletni syn nie ma czym podsycać swego „pokemonowego głodu”. Mogę jednak podpowiedzieć: nie walczymy z tym głodem za wszelką cenę, w każdym razie – nie upokarzamy dziecka, mówiąc, że to, co polubiło (wszystko jedno, czy polubiło autentycznie, czy nie), jest głupie i że głupie są te dzieci, które podobnej manii uległy. Pozwólmy mu się cieszyć, że Pikachu „pika”, a Goffing smrodzi. Raczej postarajmy się coś mu zaproponować. Mój Marcin dostał w prezencie od babci game boya, ale spośród dołączonych gier na ogół nie wybiera „Pokemona”, lecz inne, wymagające użycia inteligencji w nieco większym stopniu. Młodszemu synowi wystarczają jogurty z pokemonem i od czasu do czasu paczka chipsów, w której może trafić się żeton. Do supermarketów ich nie zabieramy.
A ostrzejsze posunięcia? Inny mój przyjaciel, który ma dzieci w tym samym wieku, co nasze, i telewizor, całkowicie „skasował” u siebie Polsat. I to też jest krok w dobrym kierunku.

Wojciech Bonowicz jest poetą, dziennikarzem, ojcem trójki dzieci.
 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl