Narodowa wioska globalna

Otfried Höffe

 

Politykom nie udało się pogodzić globalizacji z demokracją chroniącą prawa człowieka. Ustrój demokratyczny opierający się na suwerennym państwie, określanym mianem narodowego, od pewnego czasu jest z tego powodu gwałtownie atakowany. 

Fala krytyki zmuszająca do szukania nowych uzasadnień dla tego modelu, napływa z dwóch kierunków. W praktyce politycznej państwo narodowe atakowane jest przez globalizację oraz jej przeciwieństwo – regionalizację; zaś w teorii politycznej przez uniwersalistyczne zasady, takie jak prawa człowieka, trudne do pogodzenia z partykularyzmem państwa narodowego.
Problemu nie należy rozpatrywać wyłącznie z perspektywy europejskiej. Wzorcowy model francuski – połączenie narodu i terytorium w jedno państwo – odnaleźć można także w Chinach, Korei czy Japonii. Jeśli tylko pojęcia narodu nie będziemy utożsamiać z nacjonalizmem, można powiedzieć, że państwo narodowe cieszy się uznaniem i trudno byłoby stworzyć dla niego alternatywę opartą o konstytucję. Demokratycznego państwa narodowego nie zastąpi ani porządek przedpaństwowy, ani czysto społeczny, ani też ponadpaństwowy, czy sieć organizacji wewnątrz- i ponadnarodowych.
Być może jednak ulegamy złudzeniu, przeceniamy siłę krytyki państwa narodowego, nie doceniając jego legitymizacji? Jedno nie podlega dyskusji: postępująca globalizacja niesie z sobą wyzwania, którym pojedyncze państwa narodowe nie są w stanie sprostać. Naturalnie, nie należy ulegać błędnemu wyobrażeniu, iż globalizacja dokonuje się wyłącznie na rynkach gospodarczych i finansowych. U źródeł gospodarczych procesów globalizacyjnych leżą bowiem decyzje polityczne – by przypomnieć ustalenia z Bretton Woods tworzące GATT czy powstanie OECD – oraz techniczne nowinki zarówno militarnej, jak i niemilitarnej natury. Dochodzi do tego barwne spektrum zjawisk w niewielkim stopniu ekonomicznych, które – łącznie z globalizacją gospodarki – kreują trzy wymiary światowej wspólnoty.


WSPÓLNOTA DAWNYCH PODDANYCH

Wymiar pierwszy – „wspólnota przemocy” – przejawia się w wojnach jako wynik rozwoju nowych broni grożących globalnym zasięgiem, w przestępczości zorganizowanej i transgranicznych szkodach ekologicznych. „Krytyczna pamięć świata” przechowuje wspomnienia okrutnych aktów przemocy i pielęgnuje ideę sprawiedliwości zapobiegając przyszłym zbrodniom. Dzięki niej nie zapominamy o dotychczasowych krwawych pomyłkach człowieka. 
„Wspólnotę przemocy” uzupełnia bogatsza „wspólnota współpracy”: gospodarka i finanse, w tym rynek pracy, transport i komunikacja oraz turystyka. „Globalizują” się również filozofia i nauki ścisłe, medycyna, technika, także oświata, kultura młodzieżowa oraz, last but not least, ogromna część mediów, film, teatr, architektura i muzyka. Opierające się na idei wolności państwo prawa też wywiera globalizacyjną presję. Wprawdzie przypadki łamania praw człowieka nie są jeszcze ścigane w skali światowej, jednak spotykają się z ogólnoświatowym protestem, który jest jednym z czynników kształtujących nową, globalną opinię publiczną wspieraną przez prawo międzynarodowe oraz działające w skali globalnej organizacje rządowe i pozarządowe. Wszystkie dziedziny zdominowała konkurencja, po której oczekuje się powszechnego bogactwa gospodarczego, naukowego i kulturalnego. Ma ona jednak również skutki uboczne: „wewnątrzgospodarcze”, jak bezrobocie i „zewnątrzgospodarcze”, jak obciążenie środowiska. W nich właśnie – oraz u ofiar międzynarodowej przemocy – przejawia się trzeci wymiar światowej wspólnoty – „wspólnota losu”, którą rodzą katastrofy naturalne, głód, bieda, wędrówki uchodźców i migrantów oraz zacofanie.
Trzy wymiary światowej wspólnoty stwarzają globalne wyzwania. Tak samo, jak poszczególne społeczeństwa podporządkowują siły rynku zasadom demokracji i praw człowieka, także światowa wspólnota domaga się globalnej demokracji. Polityczny projekt ery nowoczesnej – demokratyczne państwo konstytucyjne – jest również osiągnięciem w wymiarze moralnym, którego nie można składać w ofierze na ołtarzu finansowych i gospodarczych rynków globalnych. Potrzeba światowej demokracji przeciwstawia się wypieraniu polityki przez rynek i, działającym globalnie, ekonomicznym decydentom. Globalizacja nie jest anonimowym fatum, ale ma konkretne twarze, np. umowy o liberalizacji rynku światowego. Rynek wewnętrzny państw podporządkowany jest nie tylko regułom ekonomicznym, tak samo i rynek globalny nie wyklucza podobnych rozwiązań. Mądra wspólnota światowa bez wątpienia wiele pozostawia kreatywności jednostek i grup społecznych, wolnej konkurencji, a także ewolucji społecznej. Jednak w wielu innych kwestiach konieczna jest ingerencja globalnej wspólnoty zorganizowanej demokracji, opartej na prawie i sprawiedliwości. Chociaż globalizacja wywiera nacisk na powstanie globalnej demokracji, nie można uznać instytucji państwa suwerennego, względnie narodowego, za przestarzałą. Model ten awansował do rangi modelu ogólnoświatowego nie tylko z racji osiągnięć, których nie przyćmiły nawet najbardziej przerażające wynaturzenia. 
Państwo narodowe rozgranicza na przykład instytucję państwa od społeczeństwa, czego rezultatem jest religijna, gospodarcza i kulturalna wolność jednostki, przyczyniające się do materialnego dobrobytu. Zapewniło komunikacyjną integrację obywateli, bez czego nie sposób wyobrazić sobie nowoczesnej gospodarki czy administracji, przejęło też odpowiedzialność za obciążenia wynikające z rozwoju ekonomicznego. Również odnowa europejskiej edukacji i nauki, podobnie jak wprowadzenie powszechnego obowiązku szkolnego i podniesienie poziomu wykształcenia obywateli, są cywilizacyjnymi osiągnięciami państwa narodowego. Urzeczywistnia ono uniwersalną etykę prawną i państwową, stwarza przestrzeń dla idei praw człowieka i praw podstawowych, wprowadza suwerenność ludu oraz wybierany w wyborach powszechnych parlament. Podejmuje także problem równouprawnienia kobiet. Nie można wprawdzie przemilczać przemocy towarzyszącej powstawaniu państw narodowych ani wrogości wobec obcych, wojen, imperializmu czy prześladowań werbalnych, a w niektórych regionach także etnicznych. Jednak to w państwie narodowym wykształciła się dojrzała demokracja i solidarna wspólnota, w której dawni poddani stali się obywatelami – towarzyszami, równymi wobec prawa, odpowiedzialnymi za siebie nawzajem. 
W obliczu kształtowania się społeczeństwa światowego i uniwersalnych zasad prawnopaństwowych nikt nie chciałby agresywnego państwa nacjonalistycznego. „Oświecone państwo narodowe” jest jedyną prawowitą instytucją zdolną sprostać wyzwaniom przyszłości. Model taki wyróżnia sześć aspektów modernizacji.

WIELOETNICZNOŚĆ,
WIELOJĘZYCZNOŚĆ...
W wyniku pierwszej modernizacji pod pojęciem narodu rozumie się dziś „civitas” – wspólnotę obywateli, a nie „gens” – wspólnotę wywodzącą się od tych samych przodków. Naród jako wspólnota polityczna obywateli – równych w aspekcie prawnym i politycznym, niezależnie od etnicznego pochodzenia – zyskuje przewagę nad rozumieniem narodu jako wspólnoty krwi. Uwalniamy się od wynoszenia własnej społeczności, przy poniżaniu, a nawet agresywnym zwalczaniu innych. Pierwsza modernizacja opiera się na przekonaniu, iż „własne” nie musi być lepsze niż „obce”, a wewnętrzna solidarność narodu nie oznacza zewnętrznej agresji. Przekonanie takie zgodne jest z opinią Gustava Radbrucha: „Podobnie jak osobowość, naród przynależy do tych wartości, które osiąga się wtedy, gdy się do nich nie dąży, zdobywając je wyłącznie poprzez altruistyczne poświęcenie dla sprawy. Symptomem, nie zaś lekarstwem, niedojrzałej i słabej świadomości narodowej jest akcentowanie narodowego charakteru we wszystkich jego przejawach”. 
Państwa jednolite pod względem etnicznym, np. Chiny (92 % Han-Chińczyków), Korea i Japonia, kraje skandynawskie, zwłaszcza Szwecja czy Islandia, trudno traktować jako idealne państwa narodowe, deprecjonując zarazem wieloetniczne Stany Zjednoczone jako twór „zbyt słaby narodowo”. Na powstanie państwa narodowego wpływ mają bowiem inne czynniki: konstytucja i prawo. Po drugiej modernizacji oświecone państwa narodowe nie uznają za święte ani indywidualnej narodowości wynikającej z pochodzenia, ani kolektywnych tworów państwowych. Uznają za wyobrażalne nawet podwójne obywatelstwo, choć nie są im obce związane z tym trudności: państwo musi się dzielić z drugim wymaganiami wobec obywatela w kwestii, np. służby wojskowej i pomimo to otaczać go pełną ochroną prawną. Sytuacja staje się problematyczna, gdy w czasie służby wojskowej trzeba złożyć przysięgę państwu łamiącemu prawa człowieka. Tymczasem w wyniku trzeciej modernizacji oświecone państwo narodowe jest dumne właśnie z tego, iż akceptuje uniwersalne zasady sprawiedliwości, czyli prawa człowieka. Oczywisty w takim państwie prymat narodu rozumianego jako wspólnota przejawia się np. w otwarciu „państwowej przestrzeni życiowej” dla mniejszości.
Jeśli tylko oświecone państwo narodowe wykracza poza ramy patriotyzmu konstytucyjnego, musi składać się z elementów służących narodowi rozumianemu jako wspólnota obywateli. W przypadku np.: USA to wspólny język, poczucie misji („God’s own country”), specyficzne sporty narodowe jak baseball czy football, doświadczenia związane z „Go west” i wreszcie życiowy optymizm oraz wiara w przyszłość, ów „American dream”. Elementy te umacniają prymat koncepcji narodu opartego na wspólnym obywatelstwie, nad koncepcją narodu jako wspólnoty krwi. Oświecone państwo narodowe łączy „uniwersalne uniwersalizmy” – jak prawa człowieka czy demokracja – z „uniwersalizmami partykularnymi”, wśród których kluczowe znaczenie ma język – zasadniczy element czwartej modernizacji. Nawet niepisane prawa są bowiem formułowane w określonym języku i w jego ramach interpretowane, a decyzje zapadają ostatecznie w parlamencie i są dyskutowane na forum opinii publicznej. 
Ustrój demokratyczny, oparty na współudziale obywateli w sprawowaniu władzy, wymaga przecież nieustannej debaty społecznej, wymiany argumentów i doświadczeń. Choć demokracja nie posługuje się jednym językiem, możliwa jest wspólnota języka. Nikt nie powiedziałby, że z racji wielojęzyczności demokratycznymi „państwami narodowymi” nie są Belgia, Indie, Finlandia, Kanada czy Szwajcaria. Jak każdy czynnik indywidualizujący, tak język dominujący jest skutkiem historycznego rozwoju i musi uzyskać legitymizację poprzez wyrażenie np. woli politycznej w formie codziennego plebiscytu, co proponował Ernest Renan w słynnym odczycie „Qu’est-ce qu’une nation?” (Co to jest naród?) z 1882 roku. Żadna wspólnota ludzka nie może być gotowa i zdolna do zaakceptowania „ryczałtowanej” wielojęzyczności, do otwartości na wszystkie języki świata, bez wskazania na jeden jedyny.
Państwa nie są wspólnotami istniejącymi niezależnie od siebie, jak polityczne monady. Po dwóch ostatnich procesach modernizacyjnych państwo narodowe z jednej strony nie wykorzystuje globalizacji do podsycania pełnych lęku resentymentów i, zgodnie z efektem piątej modernizacji, postrzega nowości jako szansę na unowocześnienie. Społeczności ludzkie muszą być tym samym zdolne zarówno do rezygnacji z dawnych struktur, jak i zmiany mentalności. Ostatnia, szósta modernizacja polega na potrójnym otwarciu: na nowe twory, obejmujące wielkie regiony i polityczne wspólnoty jak Unia Europejska, pozwalające rozwiązywać kluczowe problemy we „własnym domu”; po drugie jest to otwarcie na ład światowy i po trzecie na sprawiedliwość wobec przyszłych pokoleń. 
Jeśli państwo narodowe podporządkuje się sześcioetapowej modernizacji, to nie ma powodów, dla których można byłoby je postrzegać jako anachroniczne. Współczesne społeczeństwa można określić jako postnarodowe. Nie istnieje jednak moralny obowiązek wymuszający zaakceptowanie takiej samoświadomości, wobec której istnieje przecież alternatywa – samoświadomość „oświeceniowa i narodowa” zarazem. Jak jednak pogodzić ją z globalnym porządkiem prawnym i państwowym?
Najwyraźniej przemianom zachodzącym w świecie w niewielkim tylko stopniu można podołać przy pomocy tradycyjnej struktury suwerennych państw, samodzielnych bądź narodowych. Pomocnymi, lecz w ostatecznym rozrachunku niewystarczającymi, okazują się nawet instrumenty klasycznej dyplomacji i prawa międzynarodowego, sojusze między państwami czy sieć między- i ponadpaństwowych organizacji, aż po organizację globalną, czyli ONZ. Bez wątpienia „wolna gra sił” – czy w praktyce ostra konkurencja – przyczynia się do wzrostu bogactwa ludzkości: nie tylko dóbr i usług, ale także nauki, techniki, muzyki, literatury i sztuki. Byłoby czymś nierozsądnym, albo wręcz głupim, obieranie drogi przeciwnej – „etatyzmu” powierzającego rozwiązanie wszystkich zadań państwu, poprzez odgórną, przymusową ingerencję jego instytucji.
Aby jednak nie tylko bogactwo ekonomiczne było owocem procesów globalizacyjnych, potrzebny jest system wiążących regulacji, czyli porządek prawny i ład pokojowy o globalnym charakterze. Postępującej w wielu dziedzinach globalizacji nie będzie towarzyszył polityczny regres, jeśli globalny ład prawny i pokojowy zostanie podporządkowany takim samym warunkom jak każde społeczeństwo: demokracji liberalnej, socjalnej i opartej na zasadzie partycypacji. Z tego powodu potrzebna jest adekwatna do tego światowa demokracja: globalna republika.


REPUBLIKA Z POTRÓJNYM OBYWATELSTWEM

Globalna republika nie może zająć miejsca odrębnych państw i ich bogatych struktur wewnętrznych: większych regionów (województwa, prefektury czy landy) oraz mniejszych gmin. Wiele zadań nadal można realizować w ramach państwa, a los wszystkich obywateli waży się w skali regionalnej i komunalnej. Globalna republika powinna mieć znaczenie pomocnicze (subsydiarne) i uzupełniające (komplementarne). Powstaje przecież „oddolnie” z inicjatywy obywateli i już istniejących wspólnot, a pozostawiając szeroki zakres uprawnień odrębnym państwom, nabiera charakteru federalnego.
Ogólnoświatowa demokracja, niezbędna dla globalnego porządku prawnego i ładu pokojowego, budowana w formie globalnej republiki, subsydiarnej i federalnej, nie powstanie z dnia na dzień, ale raczej krok po kroku, na przykład poprzez narastające zagęszczenie już istniejącej sieci organizacji między- i ponadnarodowych, przy czym szczególną rolę w tym procesie odgrywają sądy międzynarodowe. Jednocześnie ludzkość musi przekształcać się w jeden naród, we wspólnotę obywateli, którzy – poczynając od fundamentu, jakim jest sprawiedliwość – podzielają pewne podstawowe wartości. Nie będzie to jednak naród w tradycyjnym pojęciu tego słowa. Ludzkość nie powinna przecież rezygnować ze swego bogactwa, z różnorodności językowej, kulturowej, religijnej i socjalnej. Już choćby dlatego światowa republika pozostawi narodom ich odrębny charakter i prawa. Zadowoli się statusem narodu wtórnego, a jeśli uogólni się we wzorzec, jakim jest UE, to nawet narodu trzeciorzędnego – ze skromnym „narodowym” charakterem. 
Gdy proces ten dobiegnie końca – i będziemy mieli potrójne obywatelstwo: po pierwsze będziemy Niemcami bądź Francuzami, potem obywatelami Europy lub Afryki i wreszcie obywatelami świata – przyznamy rację Karlowi Krausowi, który napisał: „Posiadanie stron rodzinnych [Heimat] zawsze uważałem za coś chlubnego, a jeśli ma się do tego ojczyznę [Vaterland], nie ma nad czym ubolewać, choć nie jest to powód do pychy; natomiast takie postępowanie, jakby samemu posiadało się kraj ojczysty i uważało zarazem, że inni go nie mają, wydaje mi się całkiem chybione”. 


Przełożył Marek Zając


OTFRIED HÖFFE, profesor uniwersytetu w Tybindze (RFN), jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów polityki. W polskim tłumaczeniu ukazały się trzy jego książki: „Sprawiedliwość polityczna”, „Etyka państwa i prawa” oraz monografia „Immanuel Kant”. Powyższy tekst jest skróconą wersją artykułu, który ukazał się w dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 25 lipca 2000 r. 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl