Komentarze


Józefa Hennelowa
Niepotrzebni?

Krzysztof Kozłowski Skąd wziąć pieniądze

Tadeusz Jagodziński z Londynu Medycyna, etyka, pieniądze...

Joachim Trenkner z Berlina BSE: dzięki szaleństwu mądrość




  
Niepotrzebni?

Ponad 15,4-procentowe bezrobocie w tegorocznej prognozie gospodarczej to liczba najszerzej omawiana, ale też najbardziej przygnębiająca. Oznacza, że dla co siódmego dorosłego Polaka nie ma miejsca w normalnym życiu – takim, gdzie tworząc co potrzebne innym, stwarza się także sobie sposób na życie. Tylu nas jest więc zbędnych. Jak to możliwe? Gdzie jest nas za wielu i dlaczego? Nie ma ważniejszej odpowiedzi. Wciąż zwalniani są pracownicy zakładów nieopłacalnych albo nie znajdujących zamówień. Powstają następne „czarne dziury”, w małych miejscowościach nieraz klęska nie do uleczenia.

W jedenastym roku transformacji widać, że ta droga przekształceń, świadomie wybrana, niesie koszty ludzkie nie dające się zrównoważyć dostatecznie przekonującym zyskiem społecznym. Ratowano się dotąd działaniem osłonowym, z konieczności wybiórczym, a i tak przerosło ono nasze możliwości finansowe i nie ukoiło rozgoryczenia. Pora głośno zastanowić się, dlaczego tak tryumfalnie i z taką nadzieją wprowadzane cztery reformy nie mogły wywołać ożywienia w zatrudnieniu, wyjąwszy rozrost aparatu biurokratycznego, natomiast z założenia miały wiązać się z redukcjami: ogłaszano zbędność wielu szpitali, szkół, nauczycielskich profili nauczania itd. Gdzie więc są perspektywy i nadzieja? Slogan o “wspieraniu aktywnych form walki z bezrobociem”, nie przetłumaczony na konkret, nie otworzy perspektyw. Naiwne też są nadzieje, że ratunkiem będą proste roboty interwencyjne: to doraźny plaster oferowany pariasom, od których niczego się już nie oczekuje. Sedno sprawy to pokazywanie “niepotrzebnym”, aktualnym i przyszłym, nie zaspokojonych potrzeb społecznych – i kierowanie tam środków. Ludzie “chorzy na bezrobocie” i tak będą oglądać się już raczej na wsparcie, wymuszając przede wszystkim doraźną pomoc. Nadzieja w buntujących się przeciw własnej rzekomej niepotrzebności. Oni teraz przeważają. Jeśli prawdą jest – o czym zapewniają nas rządzący – że Polska rozwija się pomyślnie, to jak najprędzej trzeba zadać kłam temu przewrotnemu mechanizmowi, że rozwój nie tylko nie eliminuje niepotrzebności potrzebnych, ale nawet ją wzmaga, co tegoroczne prognozy gospodarcze potwierdzają bez ogródek.

Józefa Hennelowa

 


 

 

 

Skąd wziąć pieniądze

Generał Joseph Ralston, głównodowodzący NATO w Europie, skrytykował Polskę za to, że nie podnosi wydatków na obronność, choć się do tego zobowiązała. Krytyka to słuszna i wszyscy jesteśmy świadomi zaniedbań, na które złożyło się wiele przyczyn, także z dalekiej przeszłości. Jednak świadomość ta nie przeszkodziła posłom sejmowej komisji budżetu obciąć 100 mln zł z budżetu MON, które miały być wydane na przezbrojenie. To, że posłowie AWS zagłosowali przeciw rządowi, nie jest nowością. Przygnębia natomiast, iż rząd nie może już obronić swego stanowiska i szuka tych milionów gdzie indziej, tak by zabrać komuś innemu – co jest złą metodą przy tak napiętym budżecie.

Chcąc wyjść naprzeciw rządowym kłopotom informuję, że mamy źle zagospodarowane pieniądze: chodzi o 96 mln złotych, przewidzianych w budżecie na Jednostki Nadwiślańskie, które zgodnie z ustawą rząd ma zlikwidować najdalej w I kwartale br. Zaplanowana suma oznacza, że likwidacja potrwa dłużej, co jest wbrew prawu i oznacza, że duże pieniądze wydaje się na coś, co nie powinno istnieć. Innym dziwolągiem jest Biuro Ochrony Rządu, które urosło do 5900 ludzi (liczba przewidziana na ten rok). 10 lat temu BOR liczył ok. 700 osób. Owszem, dodano mu zadań, ale to nie tłumaczy pewnego dziwnego faktu: otóż do BOR-u przeniesiono część Jednostek Nadwiślańskich, a teraz obiecuje się, że ta część zostanie z powrotem przeniesiona do JN, aby można ją było... zlikwidować. A nie ma też powodu, by BOR angażował tyle ludzi, co UOP, chroniący całe państwo.

Nieprawidłowości jest zatem więcej i chodzi nie tylko o bezradność rządu wobec niesubordynacji własnych posłów. Zresztą, nie jest to zarzut tylko wobec AWS. Wydawało by się, że przynależność do NATO czy bezpieczeństwo wewnętrzne są ponad podziałami partyjnymi. Powinni rozumieć to nie tylko posłowie popierający rząd Jerzego Buzka, ale i opozycja. Okazuje się, że trudno liczyć na zrozumienie nawet w sprawach tak oczywistych.

Krzysztof Kozłowski

 

 

 

 



Medycyna, etyka, pieniądze...

Przytłaczającą większością głosów (212 do 92) londyńska Izba Lordów utorowała drogę do klonowania ludzkich komórek. Już z końcem stycznia brytyjskie ośrodki badawcze jako pierwsze na świecie mogą składać wnioski o zgodę na prowadzenie takich eksperymentów, a zezwolenia mogą zostać wydane jesienią. Nowe prawo przewiduje możliwość klonowania do celów terapeutycznych tzw. komórek macierzystych (pochodzących z embrionów poniżej 14 dnia życia, uzyskanych w drodze zapłodnienia pozaustrojowego), które mogą rozwinąć się w jeden z 200 typów komórek dojrzałego organizmu ludzkiego. Deklarowanym tego celem jest wyhodowanie zastępczych komórek np. układu nerwowego, a następnie przez transplantację pokonanie choroby Parkinsona, Alzheimera itd. Eksperci przewidują, że do pierwszych prób leczenia pacjentów z zastosowaniem sklonowanych tak komórek dojdzie w ciągu najbliższych 5 lat.

Ich sukces oznaczałby rewolucję w medycynie. Przeciwnicy zalegalizowania takich badań argumentują, że moralna cena, którą trzeba za to płacić, będzie za wysoka. Zwolennicy odpowiadają, że eksperymenty są niezbędne, gdyż taka jest logika rozwoju nauki, dlatego lepiej prowadzić je w ramach ustawy (która zakazuje klonowania reprodukcyjnego człowieka) niż czekać, aż podobne próby podejmie się w laboratoriach w Rosji czy na Dalekim Wschodzie. Jednak nieuniknione niszczenie embrionów sprawi, że „słowa o szacunku dla nich i szczególnym statusie wynikającym z ustawy o embriologii i sztucznym zapłodnieniu stają się puste. To obniżenie wartości życia i w istocie obelga dla ludzkiej godności” – mówi katolicki biskup Birmingham Vincent Nichols.

Podczas debaty w Izbie Lordów krytykowano także tryb prac nad ustawą. Ponoć wbrew zapewnieniom o zwolnieniu z dyscypliny, członkowie rządu nie stronili od gróźb, zabiegając o poparcie w głosowaniu – tak zwierzył się jeden z lordów z ramienia rządzącej Partii Pracy (cytowany przez „Daily Telegraph”). W grę wchodzą bowiem potencjalnie ogromne pieniądze i prestiż brytyjskiej genetyki jako lidera na światowym rynku… Uruchomionego procesu nie zdoła się powstrzymać. Klonowanie ludzkich komórek nie jest kwestią nieokreślonego jutra, ale dnia dzisiejszego. Można mieć tylko nadzieję, że moralna presja na środowiska naukowe zaowocuje w końcu technologicznym przełomem, np. hodowlą komórek do przeszczepów opartą wyłącznie o materiał genetyczny pobierany od pacjentów. Taka perspektywa na razie jednak – ze względów technicznych – pozostaje w sferze science fiction.

Tadeusz Jagodziński z Londynu

 

 

 



BSE: dzięki szaleństwu, mądrość 

Odkąd w Niemczech zanotowano pierwsze przypadki zainfekowanej prionami wołowiny, wywołującej prawdopodobnie śmiertelną chorobę BSE, trwa permanentny kryzys. Codziennie i prawie ze wszystkich regionów docierają wieści o kolejnych przypadkach BSE. Wołowiny nie kupuje już prawie nikt. Nawet kiełbaski – przysmak Niemców – popadły w niełaskę. „Czerwono-zielona” koalicja wymieniła ministrów rolnictwa i zdrowia, a kanclerz Schröder wypowiedział wojnę “rolnym fabrykom” i wezwał konsumentów do zmiany zachowań. Afera przekształciła się w kryzys rolnictwa – tego zindustrializowanego i subwencjonowanego – i zmienia teraz sposób myślenia (polityków i obywateli). Nową minister rolnictwa Renate Künast (z partii Zielonych!) czeka herkulesowa praca. Nigdy wcześniej nie było takiej okazji, by przestać marnotrawić pieniądze podatnika: niemieckie rolnictwo kosztuje rocznie budżet 14 mld marek. Jeśli pani minister uda się z tych subwencji finansować zamiast rolników np. program ochrony konsumenta, będzie to oznaczać, że z kryzysu wyciągnięto naukę. Ale jeśli plany spełzną na niczym, w przyszłości konsument dalej nie będzie wiedzieć, co może jeść bez głębszego zastanowienia.

Ale wcale nie jest pewne, czy zmiana postaw konsumentów wymusi reformę polityki rolnej. Co prawda tym razem poczucie zagrożenia jest w społeczeństwie głębsze, niż w czasie innych skandali ze szkodliwą żywnością. Jednak jak dotąd ani hodowane na hormonach cielaki, ani faszerowane chemikaliami kurczaki nie spowodowały trwałej zmiany w zachowaniu konsumentów. Pamięć ludzka okazała się krótka. Czy dzięki szaleństwu krów człowiek stanie się mądrzejszy?

Joachim Trenkner z Berlina

 




 

 



 

 

 

 

 

Nr 5, 4 lutego 2001

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl