W najnowszym numerze

 

On-line: Obraz tygodnia •  Kronika religijna •  Komentarze  


 

KRAJ I ŚWIAT

Jak wyglądają dziś, ponad 10 lat po przełomie 1989 roku, polskie autorytety? – pyta profesor EDMUND WNUK-LIPIŃSKI w eseju „Gdy przyzwoitość staniała”:

Życie w wymiarze moralnym coraz bardziej upodabnia się do wizyty w supermarkecie: wybieramy te wzory życiowe, które są wygodniejsze, albo są pewniejszą drogą do celu, określanego w kategoriach partykularnych, nie wspólnotowych i raczej egoistycznych niż altruistycznych”.

Odchodząc z urzędu, Borysowi Jelcynowi udało się uniknąć jednego z najgorszych błędów, jaki może przydarzyć się przywódcy państwa nie-demokratycznego: pozostawić kraj bez następcy. Rok temu, w Sylwestra 1999/2000, władzę na Kremlu objął z namaszczenia Jelcyna Władimir Putin. „Kim pan jest, panie Putin?” – pyta w korespondencji z Mokswy ANNA ŁABUSZEWSKA. O odpowiedź nadal trudno:

Choć Wadimir Putin uwija się jak w ukropie i kwieciście wypowiada na zasadnicze tematy, nadal trudno z całą pewnością określić, jakie ma poglądy i jaki zamierza zrobić użytek z niemal nieograniczonej władzy, w którą wyposażył go rosyjski system polityczny”.

Ukrainie brakuje dziś przede wszystkim bezpieczeństwa zewnętrznego, ale i sytuacja wewnętrzna jest także trudna – pisze BOHDAN OSADCZUK, działacz powojennej ukraińskiej emigracji politycznej na Zachodzie i były autor paryskiej „Kultury”:

Ukraina, największy kraj europejski, mam największe trudności z samą sobą. Na szczęście Rosja ma oczywiście jeszcze więcej problemów z odnalezieniem tożsamości w epoce postkolonialnej”.

Czy kobiety zmienią świat? – JÓZEFA HENNELOWA pisze o wydanej właśnie w Polsce książce Janne Haaland Matlary o „nowym feminizmie”:

Matlary wyraźnie nie lubi Zachodu jako takiego, ani Unii Europejskiej, o feministkach pierwszej generacji już nie mówiąc – Jej dobre prawo, szkoda tylko, że również na boku pozostawia olbrzymi zakres negatywnych zjawisk dyskryminacji kobiet w tylu krajach pozaeuropejskich, ich krzywdę i zależność, ich upokorzenie”.

 

HISTORIA

Był Stanisław Broniewski Polakiem »niemodnym«: jednym z tych, którzy miłość ojczyzny udowadniali na co dzień, naprawdę »całym życiem«. W dodatku nie słowem, lecz czynem” – ANDRZEJ ROMANOWSKI wspomina zmarłego kilka dni temu Stanisława Broniewskiego, naczelnika podziemnego harcerstwa z czasów II wojny światowej.

 

REPORTAŻ

O tym, jak władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej fałszowały historię obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie i jak tworzyły „legendę Buchenwaldu” dla umocnienia komunistycznej dyktatury w Niemczech wschodnich – pisze w reportażu historycznym JOACHIM TRENKNER, który prześledził losy głównego bohatera tej „legendy” – Stefana Jerzego Zweiga – żydywskiego dziecka, którego według oficjalnej uratowali w obozie niemieccy komuniści. A jak było naprawdę?



   KOŚCIÓŁ

 WACŁAW HRYNIEWICZ OMI: Czy Bogu potrzebne są ofiary? Czyli pytania o przyszłość chrześcijaństwa

,,Chrześcijaństwo widziane jest często z zewnątrz jako niezrozumiała religia pociągająca za sobą niezliczone ofiary w ludziach. Czy prawdziwe zbawienie może dokonywać się przez krew i śmierć? Kara wstępu do nieba splamiona krwią wydaje się dla wielu ludzi niezrozumiała i trudna do przyjęcia”.

KS. ADAM BONIECKI: Historia, w którą wszedł Chrystus, czyli bilans Wielkiego Jubileuszu

,,»Nierzadko przyglądałem się długim szeregom pielgrzymów oczekujących cierpliwie na przejście przez próg Drzwi Świętych i usiłowałem sobie wyobrazić historię życia każdego z nich... historię, w którą wszedł Chrystus« – pisze Jan Paweł II...”

JÓZEF MAJEWSKI: Kobiety a święcenia kapłańskie

,,Czy Kościół w przyszłości może otworzyć drogę do święceń dla kobiet? Kard. Joseph Ratzinger wyraźnie sugeruje, że sprawy potoczą się w stronę przeciwną...”.

JÓZEFA HENNELOWA: Pani minister karmi, czyli o książce Janne Haaland Matlary ,,Nowy feminizm. Kobieta i świat wartości”

,,Matlary wyraźnie nie lubi ani Zachodu jako takiego, ani Uni Europejskiej, o feministkach pierwszej generacji już nie mówiąc. Jej dobre prawo, szkoda tylko, że również na boku pozostawia olbrzymi zakres negatywnych zjawisk dyskryminacji kobiet w tylu krajach pozaeuropejskich, ich krzywdę i zależność, ich upokorzenie”.

KS. ANDRZEJ LUTER: Ewangelia traktowana serio, czyli o Kalendarzu Ekumenicznym 2001

,,Otrzymaliśmy tom, który jest nie tylko kalendarzem, ale może przede wszystkim książką teologiczną, która przypomina o słowach jana Pawła II , że ekumenizm jest imperatywem chrześcijańskiego sumienia”.

Z cyklu ,,Dwanaście koszy ułomków” ks. STANISŁAWA MUSIAŁA SJ: Diogenes ucieszył się w niebie

,,Gdy Ojcu Poemenowi doniesiono, że jednemu z mnichów, który żył w swoim eremie potajemnie z kobietą, urodziło się dziecko, przywołał swego najmłodszego brata, także mnicha, dał mu bukłak wina i kazał mu go zanieść owemu mnichowi”.

Z cyklu ,,Kobiety w Biblii” ELŻBIETA ADAMIAK: Ślub

,,Nie tylko w życiu społecznym, ale też w swym odniesieniu do Boga kobieta traktowana jest jak osoba niesamodzielna”.

KS. JAN SŁOMKA: Dobre wino czyli cotygodniowa medytacja nad czytaniami liturgicznymi.

KULTURA

Nowe wiersze Marka Skwarnickiego: „Dwoje emerytów”, „Nadzieja”, „Ta kobieta”, „Sztuka”

Piotr Gruszczyński: Słońce, Hamlet, księżyc, czyli o dwóch inscenizacjach „Hamleta” – paryskiej Petera Brooka i wiedeńskiej Petera Zadeka

Na szczęście nie ma obowiązującego sposobu wystawiania „Hamleta”. Na szczęście, bo mimo nadużyć dokonywanych przez nieutalentowanych reżyserów, co jakiś czas zdarzają się wielkie wystawienia „Hamleta”, które nie tylko poszerzają granice interpretowania tego arcytekstu, ale także otwierają nowe możliwości dla samego teatru.

Piotr Kępiński o książce Izeta Sarajlicia „Kocham bardzo”

Goran Bregović twierdzi, że Sarajewo czasów jego młodości było małą prowincjonalną dziurą. Każdy znał każdego, turyści zaś zatrzymywali się tam tylko po to, żeby zatankować swoje samochody i uciekać czym prędzej nad morze. Dla Dżevada Karahasana Sarajewo było uosobieniem mitu o wspólnocie. A Izet Sarajlić musiałby chyba wyzwać Bregovicia na pojedynek za obrazoburcze słowa o ukochanym mieście.

Anita Piotrowska o nowym filmie Juliusza Machulskiego „Pieniądze to nie wszystko”

Kiedy 3 lata temu na ekranach naszych kin pojawił się angielski film „Goło i wesoło”, mówiono, że obraz taki nie mógłby powstać w Polsce. Komedia o bezrobotnych – toż to żywe bluźnierstwo, podważenie świętości robotniczego etosu. A przecież Juliusz Machulski najwyraźniej chce pójść tym tropem.

Natalia Gorbaniewska o książce poświęconej Annie Achmatowej i Domowi na Fontance

Tłem opowieści stało się życie Achmatowej, szczególnie zaś dziesięciolecia, które spędziła w murach Domu na Fontance. „Pałace i ubogie w nich życie” – taki wariant tytułu nosił jeden z rozdziałów planowanych wspomnień poetki „Moje pół wieku”. Żeby to jednak było tylko „ubogie życie”! „Ja ze swym narodem byłam wtedy, / Tam, gdzie na nieszczęście był mój naród” – czytamy w „Requiem” (przekład Eugenii Siemaszkiewicz). Achmatowa stała więc w kolejce przed więzieniem, żyła w komunalnym mieszkaniu. Na samym początku owych dziesięcioleci, w roku 1922, pisała: „Ja jestem głosem waszym, ciepłem waszego oddechu / Ja wyrazem waszej twarzy”. Jeśli ktoś nie znałby jej późniejszych losów, mógłby uznać te słowa za poetycką retorykę. Okazały się jednak zapowiedzią i proroctwem, które po dwudziestu czterech latach znalazło potwierdzenie w jej poezji: „Ja była so wsiemi / S etimi i tiemi”. Jednak w finale tego wiersza poetka niespodziewanie oddziela się, odwraca: „A tiepier ostałas’ / Ja sama s soboj”. Pod wierszem zaś czytamy: „1946. Sierpień. Dom na Fontance”.

Stanisław Rodziński o zmarłym malarzu, Jacku Sienickim (1928-2000)

Kiedy pracowałem w krakowskim liceum plastycznym, a wszystkie rozmowy o mojej ewentualnej dalszej drodze rozpoczynały się od żądania, bym zerwał kontakty z ,,Tygodnikiem Powszechnym” – właśnie wtedy Jacek Sienicki polecił mnie swemu, a potem i mojemu przyjacielowi prof. Karpińskiemu z wrocławskiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (obecnej ASP), by ,,jakoś” mnie zatrudnił. Rzecz udała się, bowiem, jak się okazało, nie zawsze organy władzy peerelu działały precyzyjnie i ponadwojewódzko. Tak więc moją pracę na wyższej uczelni zawdzięczam Jackowi Sienickiemu, jego uporowi i przyjaźni. To prywatne wspomnienie jest tu na miejscu nie tylko dlatego, że poszerza obraz człowieka, ale i dlatego, że niweczy jeszcze jedną z licznych banalnych opinii o artystach zamkniętych w sobie, samotnych, skupionych, oddalonych od świata przez nieustanną myśl o sztuce. Życie Jacka Sienickiego – skupionego i cichego artysty skoncentrowanego na malowaniu – było normalnym życiem dobrego człowieka.

Odszedł 14 grudnia 2000 roku. Zostawił obrazy, notatki, wiersze, rysunki i akwarele. Została pewność, że jego malarstwo – jak każde wielkie malarstwo – przetrwa.

Tadeusz Chrzanowski o krakowskiej wystawie obrazów Jerzego Skąpskiego

Dawniej w porządnych, starokrakow skich czasach w piwnicach trzymało się węgiel i ziemniaki, a czasem jeszcze zbędne, ale na wszelki wypadek przechowywane przedmioty. Obecnie wszystko przewróciło się do góry nogami, a zaczęło się od tych pierwszych piwnic – pod Baranami z trzódką Piotra Skrzyneckiego, albo pod Krzysztoforami z wylęgarnią artystycznych geniuszy. Dziś już wszędzie albo knajpa, albo galeria, jak w archidiecezjalnej piwnicy przy ul. Kanoniczej 19. A Ksiądz Dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego, dr Józef Andrzej Nowobilski, niezmordowany ekspozytor, raz po raz coś nam oferuje nowego, i to same smakołyki.

Teraz przyszła kolej na gwiazdkowego Jurka Skąpskiego i tłum walił ciasnymi przesmykami, a waliłby też przez okna, ale one tam jakieś takie nieprzełaźne, więc na wernisaż trudno się było dostać. Bo też Jerzy ma w Krakowie wielu przyjaciół i wielu wielbicieli, a ostatnio jakaś nawiedziła go przemożna fala natchnienia i w stosunkowo niedługim czasie zrobił kilka ważnych wystaw: w krypcie pod kościołem Pijarów ekspozycję pt. „Hebdoviana”, w Muzeum Archidiecezjalnym spory pokaz witraży, a teraz te motywy Bożonarodzeniowe. I doskonale jego obrazy do tej tematyki pasują, są bowiem miłe, więcej – urocze i w zamierzonej, rzec by się chciało, naturalnej naiwności arcysympatyczne.

Michał Nawrocki: Tadzio obok ławki pod kasztanem karocą przejechany kilkakroć, czyli o laureatach konkursu wydawnictwa Znak na powieść

Z konkursami literackimi jest trochę tak, jak z kłusownictwem wodnym. Czasem wrzuca się do stawu granat i po chwili na powierzchnię wypływa pełno ryb brzuchami do góry, a czasami nie dość że nic nie wypływa, to eksplozja przywabia pana leśniczego, który solą a tergo postrzeli, a i na kolegium może podać.

Reasumując: do lektury „Tadzia” i „Ławki pod kasztanem” nie zachęcam nikogo. Szkoda czasu. Co do „Karocy” – mam inne plany. Zamierzam polecić ją paru przyjaciołom, których szczególnie nie lubię, a którzy się na baroku trochę znają. Uczynię to w nadziei, że – jeżeli potraktują rzecz serio – trafi ich co rychlej szlag. Jeżeli nie wykończy ich Panajuraszowa wizja baroku, może dobije ów „mięsisty język”... pokryty pleśniawką grafomanii. Przynajmniej taki będzie z „Karocy” pożytek.

Jan Błoński: Polskie gawędy

Kim był człowiek, pod piórem którego zrodziła się oryginalna polska proza? Gawęda szlachecka to przecież osobliwość na nieprzeciętną miarę! Nawiązywał do niej jeszcze Gombrowicz, zarówno stylem, który pobrzmiewał sarmacką emfazą, jak przewrotną chytrością narracji. Trudno i dziś powiedzieć, kiedy zmyślony autor kpi, a kiedy o drogę pyta! Wszyscy jednak – z Mickiewiczem pierwszym – zobaczyli w ,,Pamiątkach Soplicy” niezwykły obraz dawnej Polski. A „dawnej” znaczy tutaj – saskiej.

Rzewuski przedstawiał bowiem to, co najbliższe i najłatwiej zrozumiałe: obyczaj. To znaczy: gesty, zachowania, porzekadła, rozkosze stołu, smak domowych frykasów, wdzięk panieńskiego dygnięcia, chichoty służby, śpiewy kościelne, wspomnienia o pradziadku, któremu pod Wiedniem furkotały straszne husarskie skrzydła... słowem wszystko, co składa się na ciągłość i swojskość życia... a także na tożsamość jednostki, rodziny, społeczeństwa wreszcie. Właśnie dlatego chwalił Rzewuskiego i zalecał Mickiewicz, który odnajdywał się w ojczyźnie swego dzieciństwa czy tradycji domowej. ,,Pan Tadeusz” zbudowany jest w znacznej mierze z zapamiętanego obyczaju panów szlachty.

RECENZJE NOWOŚCI KSIĄŻKOWYCH

Wiesław Juszczak: „Wojtkiewicz i Nowa Sztuka”

Bywają w humanistyce książki, które, choć poświęcone wąskiemu z pozoru tematowi, przekraczają go, wskazując nowe drogi, i nabierają charakteru pozycji klasycznych. To właśnie przypadek pracy Wiesława Juszczaka, wznowionej teraz po 35 latach od pierwszego wydania.

Jej głównym przedmiotem jest twórczość znakomitego artysty początku XX wieku, przedwcześnie zmarłego Witolda Wojtkiewicza (1879–1909), autora „Krucjaty dziecięcej”, „Cyrków” i „Ceremonii”. Praca powstawała w czasie, gdy sztuka przełomu wieków powracała po dłuższej przerwie do łask. Aby określić miejsce Wojtkiewicza, trzeba było najpierw na nowo zdefiniować pojęcia takie jak modernizm, symbolizm czy ekspresjonizm, nakreślić mapę malarskich i nie tylko malarskich dróg, które do Wojtkiewicza i od Wojtkiewicza prowadziły. „Czytelnik – pisał wtedy Juszczak – znajdzie tutaj analityczny opis niewielkiego wycinka dziejów polskiej kultury artystycznej, dziejów widzianych przez pryzmat działalności jednego malarza, który w swych dziełach utrwalił nie tylko konflikty swoich lat, lecz także pozwolił dojść do głosu tendencjom jeszcze nie znanym, tendencjom opanowującym dopiero w pełni sztukę dzisiejszą”.

W dodanej dzisiaj przedmowie autor przypomina, że od daty pierwszego wydania „Wojtkiewicza i nowej sztuki” zdarzyło się wiele – w 1976 roku urządzono w krakowskim Pałacu Sztuki wielką wystawę Wojtkiewicza, której plonem stał się wyczerpujący katalog dzieł artysty; w 1993 roku Jerzy Ficowski opublikował książkę „W sierocińcu świata”, zawierającą wiele nieznanego wcześniej materiału dotyczącego biografii i twórczości Wojtkiewicza, w tym jego listy; trzy lata później wydano wspaniały album w łowickiej Galerii „Browarna”. I tłumaczy, że zdecydował się na zachowanie pierwotnego kształtu swojej książki, bowiem usamodzielniła się ona niejako od autora i „jakakolwiek poważniejsza ingerencja w tekst spowodowałaby pewno zniszczenie całości”.

Decyzja słuszna, bowiem studium Juszczaka weszło do kanonu polskiego piśmiennictwa o sztuce. A przy tym pozostało książką żywą, która daje wnikliwą interpretację dzieła niezwykłego artysty – „dzieła groteskowego, rozpiętego między przeszłością a przyszłością” – pokazuje jego osobność, a równocześnie odmalowuje ważny fragment duchowego pejzażu epoki, podkreślając wspólnotę pewnych wątków w malarstwie i w literaturze, odsłaniając łączący je podskórny nurt. (Universitas, Kraków 2000, s. 246. Jedyna zmiana w stosunku do pierwszego wydania to – poza przedmową – wprowadzenie reprodukcji dzieł Wojtkiewicza, które odnaleziono w ostatnich dziesięcioleciach.)

„Poetki przełomu XIX i XX wieku. Antologia”

Kim była Maria Konopnicka, wie (albo powinien wiedzieć) każdy uczeń. To samo dotyczy Zofii Nałkowskiej, i jeszcze Kazimiery Iłłakowiczówny. Ze słynną niegdyś improwizatorką Deotymą (Jadwigą Łuszczewską) już pewnie gorzej, chyba że ktoś przypomni sobie sfilmowaną po II wojnie powieść „Panienka z okienka”. Osobom nieco lepiej wtajemniczonym w literaturę nie będą obce nazwiska trzech wybitnych poetek młodopolskich: Bronisławy Ostrowskiej, Maryli Wolskiej i Kazimiery Zawistowskiej. Tragiczna, naznaczona szaleństwem biografia Marii Komornickiej przyczyniła się do wydobycia tej interesującej pisarki z zapomnienia. I to chyba wszystko. Tymczasem w prezentowanej tutaj antologii znajdziemy, prócz wyżej wymienionych, jeszcze piętnaście innych kobiet-pisarek z II połowy XIX i I połowy XX wieku.

Poznajemy ich utwory i ich życie, niekiedy ciekawsze od spętanych konwencją wierszy. Co nie znaczy wcale, że zaprezentowano nam galerię grafomanek. Zmarła w 1973 roku (!) w Krakowie w sędziwym wieku Maria Czerkawska była poetką wcale wybitną, obszerny wybór jej wierszy przygotował Jerzy Kwiatkowski; Zofia z Mańkowskich Trzeszczkowska, publikująca pod męskim pseudonimem Adam M-ski, w rodzinnym dworze na białoruskiej prowincji tłumaczyła Baudelaire’a i Camoensa; Franciszka Arnsztajnowa wydała w latach 30. wspólny tom wierszy z młodszym o dwa pokolenia Józefem Czechowiczem. Jednak to właśnie suche choć szczegółowe noty biograficzne robią podczas lektury książki szczególnie mocne wrażenie: tak żywe osobowości się z nich wyłaniają i tak wiele w nich dramatu niespełnienia. Umierająca na gruźlicę trzydziestoletnia „siłaczka” Maria Bartusówna; samobójczyni Marcelina Kulikowska; rewolucjonistka Maria Markowska; tajemnicza Liliana (Flora Hufnagel), autorka jednego zbioru płomiennych (niestety dość niedobrych) wierszy erotycznych. W tej antologii, skądinąd bardzo pożytecznej jako źródło informacji, kryje się zalążek paru świetnych powieści obyczajowych, których nikt dotąd nie napisał. (Wydawnictwo Uniwersytetu w Białymstoku, s. 256. Wybór wierszy i opracowanie: Anna Janicka, Marek Kochanowski, Katarzyna Kościewicz, Barbara Olech, Anna Szerszunowicz, Jolanta Sztachelska, Anna Wydrycka, Jadwiga Zacharska. Redakcja: J. Zacharska.)

Piotr Łopuszański: „Leśmian”

Trudno uwierzyć, ale to pierwsza biografia poety, który przecież należy do największych, jakich mieliśmy, i który zmarł ponad sześćdziesiąt lat temu... Studiów o twórczości Leśmiana zebrało się już sporo, od prac Adama Szczerbowskiego, Jacka Trznadla i Michała Głowińskiego poczynając, ale jego osobę oglądamy głównie poprzez pryzmat wyrywkowych wspomnień i anegdot, jak ta najczęściej cytowana, autorstwa Franca Fiszera („Zajechała pusta dorożka, z której wysiadł Leśmian”).

Piotr Łopuszański skupił się na zebraniu i uporządkowaniu faktów z życia Leśmiana, nie podejmując próby całościowej interpretacji jego dzieła; książka różni się więc na przykład od niedawno tu odnotowanego „Schulza” Jerzego Jarzębskiego, jednej z poprzednich pozycji serii „A to Polska właśnie”. Rzecz trzyma się układu chronologicznego; mamy więc najpierw genealogię rodziny Lesmanów/Lessmannów, sięgającą zresztą w czasy niezbyt odległe, bo zaczynającą się od urodzonego w 1815 roku w Łęczycy Bernarda, ucznia, a później wykładowcy warszawskiej postępowej Szkoły Rabinów, wydawcy i księgarza. Mamy datę chrztu Józefa Lesmana i jego dziesięcioletniego już wtedy syna Bolesława. Dalej zaś kolejne etapy edukacji wielkiego poety: młodość w Kijowie, gdzie jego ojciec otrzymał stanowisko dyrektora kolejowej kasy emerytalnej, powrót do Warszawy, współpracę z „Chimerą”, podróże do Monachium i Paryża. Poznajemy najważniejsze kobiety jego życia: kuzynkę Celinę Sunderland, żonę Zofię z Chylińskich, malarkę, i wielką miłość, przyjaciółkę Celiny, lekarkę Dorę Lebenthal. Jest rozdział „Poeta notariuszem”, z którego zresztą wynika, że Leśmian owej intratnej posady (najpierw w Hrubieszowie, potem w Zamościu) i złączonych z nią obowiązków nie traktował zbyt poważnie i często wyjeżdżał do Warszawy, co ułatwiło jego zastępcy ujawnioną w 1929 roku defraudację pieniędzy z notarialnej kasy; finansowe skutki tego zdarzenia odczuwał poeta boleśnie przez kilka lat. Osobno potraktowano działalność Leśmiana w utworzonej w 1933 roku Polskiej Akademii Literatury. Ostatni rozdział poświęcony został pośmiertnym losom dzieła poety oraz emigracyjnym kolejom życia jego żony i dwóch córek, Wandy i Marii Ludwiki.

Irytuje czasem w tej książce nadmiar gdybania, zwłaszcza w odniesieniu do osobistych spraw poety i ich (rzeczywistego czy też mniemanego) odbicia w wierszach. Nieznośna jest maniera nazywania bohatera jedynie imieniem („Snuł chimeryczne plany założenia w Kijowie filii pisma Miriama, ale, jak to u Bolesława bywało, to, o czym pisał jako o fakcie realnym, było tylko marzeniem”). Trzeba jednak docenić fakt, że autor miał zadanie niezwykle utrudnione; wielokrotnie skazany na domysły bądź mozolną rekonstrukcję epizodów z przeszłości w oparciu o bardzo nikłe przesłanki. Jak bowiem sam pisze w zakończeniu: życie Leśmiana „obfituje w zagadki, tajemnice i sprzeczne relacje”, a „na odkrycie czeka jeszcze wiele jego utworów”. (Wydawnictwo Dolnośląskie, s. 246.)

 


   FELIETONY
:

Józefy Hennelowej, Jadwigi Żylińskiej,

Marcina Króla i Zbigniewa Mentzla

 

 

 

 

 

 

Nr 2, 14 stycznia 2001

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl