„Nowy wiek”

KS. ADAM BONIECKI

 

 

– Dlaczego nie dajecie ludziom książek o Bogu? – Z tej samej racji, dla której nie dajemy im »Otella« – są przestarzałe, są o Bogu sprzed mniej więcej stu lat. Nie są o Bogu dziś. – Ależ Bóg się nie zmienia. – Ludzie jednak tak”.
(Aldous Huxley „Nowy, wspaniały świat”).

Nowy rok, nowy wiek, nowe tysiąclecie... A w nich człowiek, jedyny wśród stworzeń, który posiadł i rozwinął zdolność komunikowania – także treści abstrakcyjnych – za pośrednictwem symboli: dźwięków i znaków, które swoim znaczeniem wykraczają poza świat materialny i zakres podstawowych potrzeb. Świat, w którym żyje homo sapiens, to świat materialny i świat symboliczny: język, mit, religia, sztuka... Od innych stworzeń wyróżnia homo sapiens język, słowo. Tylko on, określany także jako animal loquax (ten, który jest w nieustającym dialogu ze sobą), żyje w świecie słowa – wypowiadanego i pomyślanego. Rozwój słowa to rozwój cywilizacji: od komunikacji słowem mówionym przez słowo pisane, z przełomową datą pierwszego drukowanego tekstu (1455). Biblię Gutenberga wydrukowano zaledwie w 200 egzemplarzach, jednak od tej chwili można było tekst reprodukować. Słowo pisane stawało się dostępne dla wszystkich. Potem przyszły dalsze wynalazki: radio, telegraf, telefon, faks, poczta elektroniczna – wszystkie one są udoskonalaniem komunikacji słownej.
Czy wiek dwudziesty pierwszy przemieni gatunek homo sapiens, homo simbolicus, homo loquax w homo videns, który kod komunikacji symbolicznej zastąpi oglądaniem obrazów? Zmianie bowiem ulega dotychczasowy stosunek pomiędzy „rozumieć” i „widzieć”. O wydarzeniach świata już się nie opowiada tak jak dotychczas (nie opisuje), lecz się je pokazuje. Komentarz, opowieść, to zaledwie dodatek do obrazów oglądanych na ekranach. Informacje są selekcjonowane według zasady: nie ma obrazka – nie ma informacji. Część rzeczywistości niejako przestaje istnieć. „Video-bambino (pisze włoski ekspert od mediów Giovanni Sartori w „Homo videns. Televisione e post-pensiero”, Edizione Laterza, 2000) pozostaje głuche na bodźce pochodzące z lektury i wiedzy przekazywanej przez kulturę słowa pisanego. Mając trzydzieści lat video-bambino pozostaje dzieckiem z dożywotnim niedorozwojem kulturowym, uformowanym przez migotliwe obrazy i tele-nowele”. Niedorozwój polega na tym, że „widzieć” zastąpiło „rozumieć”, a złudne przekonanie, że telewizja przybliża całą rzeczywistość, ugruntowało w nim poczucie posiadania wiedzy z pierwszej ręki.
Przechodzenie od kultury słowa i symbolu do kultury obrazu i patrzenia jest faktem. Nie sposób z nim walczyć, ale nie można przyjmować go na ślepo. Redaktorom pism przychodzą do głowy sprawdzone recepty: zwięzłość, „kompresja” informacji, zredukowanie refleksji do minimum, rezygnacja z tego, co trudzi umysł. Żadnych trudniejszych i, nie daj Boże, dłuższych tekstów problemowych. Dużo kolorowych fotografii. Priorytet dla „wydarzeń medialnych”, nawet tych sztucznie przez media tworzonych, spektakularnych, lecz często przesłaniających rzeczywiste hierarchie. Takie są prawa rynku – słyszymy – gazetę przecież trzeba sprzedać. Rozsądek podpowiada jednak, że stan naszych umysłów nie jest tak ponury. Odkryliśmy w sobie nienasyconego homo videns, ale tym ważniejsza jest dziś nasza troska o homo sapiens, tę cząstkę naszego człowieczeństwa, która nie jest w stanie się zadowolić tym, co może zobaczyć („Nie nasyci się oko patrzeniem, ani ucho napełni słuchaniem” – jak powiada Kohelet).
Czy możliwy jest zanik pojęć abstrakcyjnych, takich jak: „państwo”, „niepodległość”, lub tych, które są wyłącznie produktem umysłu, jak: „sprawiedliwość”, „legalność”, „wolność”, „równość”, „prawo”, „szczęście” itd. Czy mogą je zastąpić obrazy? Sartori pisze: „To prawda, że jeden obraz może być więcej wart niż tysiąc słów, ale także jest prawdą, że milion obrazów nie da ani jednego pojęcia. (...) Widzieć to nie to samo, co rozumieć. Poznanie może być wspomagane przez widzenie, co nie zmienia faktu, że poznanie poprzez pojęcia idzie znacznie dalej niż to, co widzialne”.
„Dlaczego nie dajecie ludziom książek o Bogu?”... „Tygodnik Powszechny” jest i chce być pismem katolickim. Ważniejsze od ewentualnych sporów o znaczenie przymiotnika „katolicki” w odniesieniu do gazety wydaje się pytanie o los treści religijnych w mediach, których odbiorcą ma być homo videns. Treści religijne nie wydają się dobrym towarem. Prasie są potrzebne wiadomości najbardziej aktualne – religia żyje i działa w perspektywie eschatologicznej. Mediom potrzebne są gwiazdy i idole – Kościół na ołtarze wynosi ludzi dopiero po śmierci i nie lubi kanonizowania swych członków żywych. Media potrzebują wydarzeń nadzwyczajnych, religia się spełnia w codzienności. Liturgia, poza nielicznymi wyjątkami, jest do siebie podobna jak dwie kromki chleba, spektakularne „cuda”, widzenia, „uzdrowienia”, jeśli wchodzą w zakres jej zainteresowań, to marginalnie. Oczywiście więc, najbardziej fantastyczny kontestator czy upomniany przez Kościół teolog będzie bardziej medialny od najwybitniejszego poprawnego teologa, a wizjoner z krwawiącymi oczyma – od proboszcza czy biskupa. Takie są prawa medialnego rynku, kształtowanego coraz bardziej przez video-media. Istotnie, wiara w Boga, treści religijne „dobrym towarem” medialnym nie są. Wystarczy przypomnieć niezliczone próby pokazania w filmie życia zakonnego. Mamy – owszem – dobre obrazy tego życia i zupełny brak wyjaśnienia, na czym ono istotnie polega.
Może zadaniem mediów jest nie tyle przekazywanie wiary, co „prostowanie dróg”: usuwanie uprzedzeń, klarowanie pojęć, podejmowanie rozmowy na tematy trudne, informowanie. Może, mimo wszystko, wiek XXI nie będzie wiekiem kulturowej atrofii. Może telewizja odkryje, że nie samym obrazem żyje człowiek, że nie zawsze i nie wszystkie „gadające głowy” trzeba ścinać, że dla abstrakcyjnej myśli i spokojnej debaty, takiej jak np. „Rozmowy na koniec (początek) wieku”, miejsca powinno być coraz więcej, a nie coraz mniej.
Rozmyślamy i pracujemy nad ulepszeniem „Tygodnika”. Oczywiście, chcemy, by miał więcej czytelników, ale jednocześnie pamiętamy, że nie powstał on jako przedsiębiorstwo nastawione na zysk, lecz jako miejsce przekazu i wymiany myśli. Powstał 56 lat temu, bo ludzie, którzy go zakładali, mieli coś do powiedzenia. Takich ludzi skupiał i skupia. „Tygodnik” zawsze pozostawał niezależny, a jego wybory nigdy nie były narzucane z zewnątrz. Takim, bez względu na zmiany, chce pozostać. Chce też pozostać pismem katolickim, aby nadal dawać świadectwo wolności Kościoła, który nie lęka się trudnych tematów i nie wymaga od swych synów dworskiej układności, ale uczciwego szukania prawdy.
Wszystkim Czytelnikom i Przyjaciołom – Do siego roku, wieku i millenium!
Ks. Adam Boniecki



 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl