W najnowszym numerze

 

On-line: Obraz tygodnia •  Kronika religijna •  Komentarze  


 

BOŻE NARODZENIE

KS. WACŁAW HRYNIEWICZ: Zobaczysz jeszcze więcej, czyli medytacja Bożonarodzeniowa

„Na wiele pytań towarzyszących świętu Narodzin Chrystusa nie znajduję odpowiedzi. Wierzę jednak, że kiedyś odpowiedź przyjdzie jak wielka niespodzianka, jak dar przekraczający wszystkie ludzkie wyobrażenia”.

Z cyklu „Dwanaście koszy ułomków” ks. STANISŁAWA MUSIAŁA SJ: Radosne Światło

„W starożytnej Grecji istniało przekonanie, że ten kto odwiedzi grotę herosa Trofoniusza, po wyjściu z niej już nigdy nie będzie mógł się śmiać. Dowie się w niej bowiem takich rzeczy o sobie, o swej przyszłości, o losach osób bliskich i świata, że na zawsze utraci zdolność do odczuwania i wyrażania radości. Przenosząc to przekonanie na grunt chrześcijański można by powiedzieć, że w Grocie Betlejemskiej spotykamy się z czymś zupełnie przeciwnym. Kto wejdzie do niej w pokorze ducha i bojaźni serca, ten dowie się w niej takich rzeczy o sobie, o swej przyszłości, o swoich bliskich i o losach świata, że prawdziwa radość nigdy już nie opuści jego serca”.

KS. JERZY SZYMIK: Strzępy listów, czyli rekolekcje z „Tygodnikiem” – część czwarta i ostatnia

„Nie wiem jak Bóg to zrobi, by wypełnić niebo ludźmi, których kocham, ale nie wątpię, że w swej wszechmocności Boskiej sobie poradzi... Takiego Boga nauczyłem się z kart Ewangelii i nauki mojego Kościoła. Nie znam innego”.

Opowieści wigilijne: Stefan Chwin, Jacek Podsiadło, Paweł Potoroczyn

  Dariusz Karłowicz: Święty Mikołaj i jego wrogowie

Czy fakt, jak daleko posuwają się twórcy reklam nie jest dowodem na to, że chrześcijanie w Polsce przestali być większością?

Dziś dzieciom trudno byłoby uwierzyć, że święty Mikołaj nie istnieje. Jego obecność jest aż nadto widoczna. Niestety, ten interesowny osobnik, który zaczepia nas w supermarketach i na ulicach ma tyle wspólnego ze świętym biskupem Miry, ile śpiewanie kolęd w czasie adwentu z dobrym smakiem i szacunkiem wobec tradycji. Pojawia się, gdy tylko zgasną zaduszkowe lampki i to wcale nie po to, żeby dyskretnie obdarowywać dzieci i potrzebujących. Przebrany subiekt, który przez cały adwent zagania do kas swoich pracodawców to nasza redakcja opowieści o miłosiernym młodzieńcu i chrześcijańskim świętym. Oczywiście bywa i gorzej. Podniecony staruszek z billboardu, który goni rozebraną panienkę – to też święty Mikołaj. A żeby nikt nie miał wątpliwości, że nie idzie tu o dziada Mroza, właściciele reklamującego się w ten sposób portalu Aukcja com. opatrzyli rysunek podpisem: „Święty jest zajęty. Sam kup prezenty”.




  MEDALE ŚWIĘTEGO JERZEGO 2000 WRĘCZONE

Kiedy jestem na tej sali, widzę siedzącą tu Annę Turowiczową, widzę Jerzego z jego charakterystycznym uśmiechem, widzę Antoniego Gołubiewa, Hannę Malewską, Mieczysława Pszona.” – mówił Tadeusz Mazowiecki podczas uroczystości przyznania Medali Świętego Jerzego w piątek 15 grudnia w krakowskim Pałacu pod Baranami.

W numerze: fragmenty przemówień laureatów oraz ich „promotorów” – Krzysztofa Kozłowskiego i Andrzeja Wajdy – a także list Czesława Miłosza oraz relacja z uroczystości.

 


KOŚCIÓŁ

ANNA ŚWIDERKÓWNA: Obraz Boga i dramat człowieka

„Pełnym obrazem Boga nie jest ani mężczyzna sam, ani sama kobieta, ale mężczyzna i kobieta razem, ta podstawowa, najmniejsza wspólnota, jaką stanowią oni oboje. Bóg stworzył ich razem, stworzył ich jedno dla drugiego”.

BP MARIAN GOŁĘBIEWSKI: Rozmowy o Ewangelii, czyli o ostatniej książce Anny Świderkówny „Rozmowy o Biblii. Nowy Testament”

„Ujmującą cechą tej książki jest jej ekumenizm. Autorka nieustannie myśli o niewierzących czytelnikach, chcąc im coś powiedzieć o tym, w co wierzą ci, którzy naprawdę wierzą. Jej lektura pozwoli niewierzącym usunąć wiele urojonych uprzedzeń”.

KS. JAN KRACIK: Cesarskiej korony krótkie blaski, długie cienie, czyli 1200. rocznica koronacji Karola Wielkiego

„W dzień Bożego Narodzenia roku 800 w watykanskiej bazylice św. Piotra papież Leon III ukoronował na cesarza Karola Wielkiego, króla Franków, panującego nad całą prawie Europą. Na scenę tej części kontynentu powracał zatem tytuł władcy nieużywany tu od 476 r.”.

TADEUSZ BORUTA: Światło prawdy, czyli malarska teologia caravaggionistów

„Gdy mówimy o teologii obrazu, ciągle jeszcze wyobrażamy sobie tylko ikonę – z jej kanoniczną formą i funkcją, zbudowaną na fundamencie postanowień Soboru Nicejskiego II, pism Ojców Kościoła i ich prawosławnych kontynuatorów. Tymczasem również w Europie Zachodniej mamy oryginalne próby powiązania malarskiego dzieła z głęboką refleksją religijną”.

KS. JAN SŁOMKA: Ofiara czyli cotygodniowa medytacja nad czytaniami liturgicznymi.


 

KRAJ I ŚWIAT

Jeśli chcemy w przyszłości prowadzić skuteczną politykę wschodnią, która nie jest zaprzeczeniem przesłania paryskiej »Kultury« i zarazem nie stwarza poczucia rozgoryczenia i bezradności, to musimy określić nasze realne możliwości. A sukces na tym obszarze możemy osiągnąć tylko z Litwą”, prowadząc aktywną politykę wobec tego kraju, dążącego do NATO i Unii Europejskiej. Natomiast możliwości Polski wobec Ukrainy i Białorusi są bardzo ograniczone – o pułapkach i dylematach polskiej polityki wschodniej w latach 90. oraz złudzeniach Polski i Zachodu, pisze BARTŁOMIEJ SIENKIEWICZ, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

W demokracji ważne jest nie tylko poszanowanie reguł walki wyborczej, ale i rozdzielenie czasu kampanii od okresu między wyborami, kiedy trzeba skupić się na pracy dla dobra kraju i temu podporządkować stosunki z przeciwnikami politycznymi” – twierdzi profesor WIKTOR OSIATYŃSKI, na stałe mieszkający w USA, analizując rozstrzygnięte dopiero niedawno wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. „Dla mnie to co się stało tej jesieni w Stanach Zjednoczonych było fascynującym wydarzeniem politycznym, społecznym i kulturowym”.

W biały dzień znaleziono w Groznym trupy dwóch żołnierzy rosyjskich z poderżniętymi gardłami. Rosjanie przystąpią więc do czystek. Jeśli zabiją mi dziecko, trudno, pochowam – mówi Zoja Antonowna – a jeśli zranią, okaleczą na całe życie, co pocznę, jak mu pomogę?” – w reportażu z Czeczenii JAN STRZAŁKA opisuje życie ludzi na gruzach czeczeńskiej stolicy.

ANDRZEJ ROMANOWSKI w tekście – będącym fragmentem jego nowej książki „Podróż na wschód” – przedstawia sylwetki dwóch swoich „wschodnich” przewodników: Polaka z Litwy Mariana Leonowicza i Ukraińca Leonida Seleznienkę: „To oni pierwsi opowiedzieli mi o kraju łagrów, to oni nauczyli mnie, przybysza z PRL, pokory”.

Inwigilację wybitnego filozofa, profesora Romana Ingardena, prowadzoną przez PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa na początku lat 60., opisuje historyk RYSZARD TERLECKI. A sprawa Ingardena to tylko drobny wycinek: „Tysiące, może dziesiątki tysięcy podobnych teczek składają się na sekretną historie polskiej nauki, poddanej nadzorowi tajnej policji PRL”.


REPORTAŻ

Witold Karpiński – to kolega szkolny Karola Wojtyły, podczas wojny podchorąży, rosyjski jeniec, członek straży obywatelskiej na Litwie, żołnierz AK, po wojnie skazany na karę śmierci, ułaskawiony przez Bolesława Bieruta, nigdy nie zrehabilitowany. Zawiły życiorys jednego człowieka, którego życie zamyka się w trzech pożółkłych teczkach (z opisem: „Wojna”, „Więzienie”, „Papież”) opowiada TOMASZ POTKAJ w reportażu pod tytułem „Naprawdę nie zabiłem tego oficera”.


KULTURA

Stefan Rieger o chorałach Bacha

Jeśli jest jakieś słowo, po które wciąż musimy sięgać mówiąc o Bachu, to słowo „również” – w każdym dziele, każda nuta jest równocześnie tym i tamtym. Dlatego mówi się o Bachu, że jest „ojcem każdej muzyki, jaką można sobie wyobrazić.

Mieczysław Porębski o Ołtarzu Mariackim w polskiej sztuce

Dziwnie się splata to wszystko. Tadeusz Kantor motto dla swej wielkiej rewii „Niech sczezną artyści” wziął z Gałczyńskiego, ale „powodem” – jak to lubił nazywać – tego spektaklu był nie Gałczyński, a Uniłowski. I nie „Dwadzieścia lat życia”, a „Wspólny pokój”. Nawet nie wiem, czy te „Dwadzieścia lat życia” czytał. Zagadnięty potem, potakiwał, ale cóż tu można wiedzieć. „Wspólny pokój” czytał z pewnością. Była to lektura pokoleniowa, jak „Ferdydurke”, jak „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod klepsydrą”.

W ciemnych latach trzydziestych umierający na gruźlicę artysta to był ktoś z najbliższego otoczenia. We wspólnych pokojach przesądzały się losy nie tylko warszawskiej młodej literatury. Na Kurnikach w „grupie krakowskiej” wyglądało to tak samo. Wszystko się splatało ze wszystkim. Pierwowzorem jednej z kobiecych postaci „Wspólnego pokoju” była ta sama legendarna Czajka, z której Witkacy zrobił heroinę „Pożegnania jesieni”. A która już po wojnie miała łazienkę obwieszoną obrazami Kantora. Dzięki swoim układom pomagała mu zdaje się w zdobywaniu któregoś paryskiego paszportu.

Jak w ten świat ze swoją Sztuką, ze swoją szafą ołtarzową wtargnął Wit Stwosz? W pelerynie i czarnym kapeluszu młodopolskiego cygana?

Ten spektakl Kantora jak żaden inny mieni się takim bogactwem wielorakich znaczeń, toposów, symboli, realiów i fantazmatów, bufonad i sakralnej powagi, sarkazmu i czułości (by tylko przypomnieć wzruszającą postać Matki z jej fotelem na kółkach, Synku w niebie wiatr wielki), że z naddatkiem zaspokaja listę postulatów Wyki, realistycznej pełni. Byłby chyba usatysfakcjonowany. Myśmy w publikowanym w jego „Twórczości” manifeście nazwali ten realizm spotęgowanym. Trzeba było jednak lat, żeby się twórczo dopełnił właśnie, zaowocował, nieoczekiwanie zaskoczył (tego też domagał się Wyka) prawdą większą i głębszą niż prawda szczegółów, prawdą przez nikogo jeszcze przedtem tak nie zobaczoną.

A skąd Stwosz? Powodów mogło tu być wiele. Od zamierzonego wyjazdu ze spektaklem do Norymbergi poczynając. Ale powód (Kantor, jak się rzekło, nadawał temu słowu swoje własne znaczenie), ten najbardziej oczywisty jest jeden: Wit Stwosz jest w spektaklu Kantora, bo po prostu jest. Jest w tamtym świecie, w ikonosferze tamtego i nie tylko tamtego Krakowa. Jest w nią wpisany. Tak jak Młoda Polska, lata międzywojenne, wojenne, powojenne. Miejsca, obrazy, lektury. I ten Uniłowski, i ten Gałczyński. Całe Życie Artysty. Przeniesione na deski wędrownego teatru. W trakcie nieustającego demontażu, żeby suwerennym gestem demiurga wciąż nowe całości z niego składać, montować.

Bo tak właśnie objawia się Sztuka.

Jan Błoński: Anioł i ciało

Kobieta była dla romantyków aniołem, towarzyszką życia dla realistów i dopiero dla Młodopolaków odważyła się stać jawnie ciałem, nie zaś posagiem czy posągiem. Za czyją sprawą? Oczywiście Tetmajera, nie bez pomocy Baudelaire’a, który chyba pierwszy pozwolił sobie bezceremonialnie rozebrać niewiastę niekoniecznie piękną i nawet – o zgrozo – sprzedajną.

Paweł Hertz o „Labiryncie nad morzem” Herberta

„Labirynt nad morzem” to dla mnie koronne świadectwo wiedzy, erudycji i mądrości Herberta. Nie jest tylko książką o Grecji i o Rzymie, to rzecz o pojmowaniu wielkiej kultury antycznej. Grecja nie jawi się Herbertowi jako jakiś nieskazitelny ideał, jest uczestnikiem dziejów, bardzo zmiennych i trudnych. Wiek XIX narzucił nam Winckelmannowską wizję Grecji białej, wynieśliśmy ją ze szkół. Sama myśl, że posągi i świątynie greckie były malowane, że to nie jest „marmur – biały”, wydawała mi się długi czas dziwna. Częścią tej XIX-wiecznej wizji jest pojmowanie Grecji jako ucieleśnienia porządku, harmonii, rozumu, co widać w Renanowskiej modlitwie na Akropolu, która zawiera pochwałę greckiego ładu. Tymczasem u Herberta Akropol staje się miejscem olbrzymiego dramatu. To wielka zaleta tej książki.

Łukasz Drewniak o współczesnych inscenizacjach tragedii antycznych

Wystawiając dziś antyczną tragedię trzeba pamiętać, że Grecja dramaturgów to nie to samo co Grecja filozofów. Zapomnijmy o kamiennym teatrze, dialogu racji i postaw, koturnach i maskach. Nie ma już Grecji dostojnej i posągowej, zatrzymanej w bieli i marmurze. Zamiast chitonów jest nagość i krew. Odkrywamy Grecję czarną, dziką i tętniącą namiętnościami.

Grzegorz Turnau o Kabarecie Starszych Panów

Album „Piosenki Kabaretu Starszych Panów” nie daje oczywiście wglądu w całość zjawiska, jakim była seria szesnastu telewizyjnych programów. Wnikliwych słuchaczy odsyłam do (nomen omen) Wydawnictwa Do, które w 1995 roku opublikowało kompletne scenariusze wraz z wyciągami fortepianowymi towarzyszących im piosenek. Maniacy mojego pokroju będą nadal żarliwie zabiegać o podobnie staranną edycję pozostałych nagrań autorstwa Wielkiego Duetu („O Kutno okrutne”, „Ballada z trupem”, „Taka gmina”, „W kawiarence Sułtan” i miliony innych perełek), myślę jednak, że i tak wszystkie piosenki Przybory i Wasowskiego dawno wybiły się na niepodległość, i mogą – także dzięki ekskluzywnemu albumowi Polskiego Radia – wprawiać w osłupienie i zachwyt kolejne pokolenia.

Tomasz Cyz o koncercie na urodziny Henryka Mikołaja Góreckiego

6 grudnia – dzień swoich 67. urodzin – Henryk Mikołaj Górecki spędził zapewne w gronie najbliższych w zakopiańskim Zębie. Kilka dni wcześniej w Poznaniu chór i orkiestra Filharmonii Narodowej, pod dyrekcją Henryka Wojnarowskiego, wykonały po raz pierwszy w Polsce jego „Kantatę o Św. Wojciechu”. Kilka dni później w Krakowie, Górecki sam poprowadził swoją kompozycję. Czy mógłby sobie życzyć wspanialszego prezentu?

NOWOŚCI KSIĄŻKOWE:

Zygmunt Kubiak: UŚMIECH KORE

„Trudno powiedzieć, że Zygmunt Kubiak podróżuje na Południe. On tam jest. Mieszkając w Warszawie, przebywa nad Morzem Śródziemnym” – mówi w opublikowanej w tym numerze „TP” rozmowie Paweł Hertz. Podróż jest doświadczaniem zewnętrznego świata, ale jest też samopoznaniem – a czasem potwierdzeniem dokonanego wcześniej wyboru. Podróżując do Grecji i Włoch, autor „Uśmiechu Kore” powraca konsekwentnie do antycznych korzeni, a równocześnie w polskiej kulturze odszukuje owo śródziemnomorskie piętno, które w niej trwa od czasów Janicjusza i Kochanowskiego.

Ale szlak podróżny Zygmunta Kubiaka prowadzi też w inną, nie tak oczywistą stronę: za Atlantyk, do Ameryki, „która jest dziś tym wobec Europy, czym niegdyś Italia była wobec Grecji”. W innym zaś miejscu doda, że „dzisiejsza kultura amerykańska ma w bardzo głębokim sensie tego słowa charakter aleksandryjski”. Mocne i ważne zdanie w ustach znakomitego tłumacza Kawafisa – poety, dla którego Aleksandria była figurą świata. Bowiem Kubiakowa wizja historiozoficzna nie jest wizją antykwaryczną, obróconą jedynie w przeszłość. Pisarz uważnie przygląda się przemianom współczesnej cywilizacji – tyle że przykłada do nich tamte, najwyższe, wypracowane nad Morzem Śródziemnym miary. Wyniesione od Greków nauki pozwalają patrzeć odważnie i bez złudzeń. „Samemu nie ulegać żadnym fikcjom, zawsze trzeźwo i dokładnie widzieć, jak się mają rzeczy świata – także tego mnie uczą starzy śródziemnomorscy mistrzowie. Mówią mi, że to jest sprawa fundamentalna, że bez tego nigdy nie będę wolny”.

„Uśmiech Kore” to autorski wybór esejów podróżnych, szkiców o polskiej tradycji, spotkań pisarskich i medytacji. Erudycyjna podróż przez stulecia tradycji – antycznej, włoskiej, anglosaskiej, polskiej – i zarazem lekcja głębokiego i swobodnego myślenia o kulturze, w której znaleźć można lekarstwo na trucizny i szaleństwa mijającego właśnie wieku. „W krajach posttotalitarnych nie żyje się lekko – czytamy w szkicu „Przeciw rewolucji scytyjskiej”. – Trzeba cierpliwie odgrzebywać życie spod popiołu. Nie roję o przyszłości, mówię za Newmanem: »Nie proszę rajów odległych widoku, / Starczy promyczek dla jednego kroku«. Tym pierwszym krokiem powinna być trafna interpretacja tradycji duchowej, jaką totalitaryzm chciał zabić. Wymaga to wielkiej rozwagi i czujności. Stare ostrzeżenie: Jeżeli długo spoglądałeś w otchłań, spogląda i ona w ciebie”.

W autorski tekst wplecionych jest mnóstwo przekładów: od poezji greckiej, poprzez Horacego, po Longfellowa, Tennysona i Mallarmégo. Dodajmy więc na koniec wiadomość: „Świat Książki” wznowił niedawno Kubiakowy przekład „Eneidy” i można go kupić nie tylko w sieci sprzedaży klubowej tej oficyny, ale i w księgarniach. (Biblioteka Więzi, s. 274.)

Ryszard Kapuściński: LAPIDARIUM IV

Cykl „Lapidariów” tworzy wyraźny osobny nurt obok wielkich reportażowych książek Kapuścińskiego, takich jak „Cesarz”, „Szachinszach”, „Imperium” czy „Heban”. W lapidarium znajdują zwykle schronienie fragmenty kamiennych rzeźb czy ułamki architektonicznych dekoracji. Lapidarium Kapuścińskiego to także zbiór fragmentów: dziennikowych zapisów, obserwacji, cytatów z lektur, notatek do wykładów, luźnych refleksji nad dylematami współczesności. Trochę w tym z pisarskiego warsztatu, szlifowania zdań i obrazów, przymierzania się do kolejnych tematów, a trochę z aforystyki – nie darmo znakomity reporter ma w swym dorobku także i tom wierszy... Nie chodzi jednak o kolekcję fragmentów najlepszych: książka z nich skomponowana, pisze autor, „stanie się czymś w rodzaju ciasta składającego się z samych rodzynek – więc rzeczą niejadalną, niestrawną, a w naszym wypadku – nieczytelną”.

Czemu taka forma ma służyć? „Myślę, że fragment to forma najlepiej oddająca ową rzeczywistość w ruchu, jaką przeżywamy i jaką sami stanowimy. Bardziej niż zarodek fragment to zabłąkana cząstka określająca się tylko wobec innych części; jest niczym, jeśli nie pozostaje w nimi w pewnej relacji”. To cytat z meksykańskiego noblisty Octavio Paza, nieprzypadkowo przecież wzięty przez Kapuścińskiego za motto. Zbiór fragmentów miałby więc oddawać dynamizm rzeczywistości, stającej się wokół nas wciąż na nowo, a pod chaotycznym z pozoru ich układem kryłby się pewien ukryty porządek. Byłby to świat widziany w okruchach lustra; choć rozbite, zachowuje przecież zdolność odzwierciedlania rzeczywistości.

Do „Lapidariów” Kapuścińskiego warto wielokrotnie powracać. To nie są książki do jednorazowego przekartkowania. Sięgając po nie, pamiętajmy o przestrodze samego autora: „Patrzenie na książkę jak na wiadomości telewizyjne, jak na pierwszą stronę gazety: rzucić okiem i zaraz zająć się czymś innym. Oto co jest groźne, jako że odbiorca, jeśli czyta w skupieniu dzieło, z którym obcuje, jednocześnie rekonstruuje je i dopełnia”. (Czytelnik, s. 136.)

Stanisław Lem: PAMIĘTNIK ZNALEZIONY W WANNIE; OPOWIEŚCI O PILOCIE PIRXIE; SUMMA TECHNOLOGIAE

Trzy kolejne pozycje „Dzieł zebranych” Lema pokazują rozmaite bieguny jego twórczości i jej niebywałą różnorodność. Najpierw: nieco kafkowska opowieść o wędrówce przez labiryntowy Gmach, łącząca satyryczne aluzje do współczesności z filozoficznym podtekstem i wirtuozowską formą. Potem: klasyczna science fiction, cykl opowieści o dojrzewaniu sympatycznego pilota gwiezdnego. I wreszcie: powstały przed czterdziestu laty esej-traktat, swym tytułem, ale i uniwersalizmem nawiązujący zuchwale do świętego Tomasza, zestawiający dwie ewolucje: biologiczną i technologiczną, i kreślący przyszłe hipotetyczne drogi tej drugiej.

„Summę...” czyta się dziś jak dzieło profetyczne, sam zaś autor nawiązuje do niej w najnowszych swoich książkach: „Tajemnicy chińskiego pokoju”, „Bombie megabitowej”, „Okamgnieniu”, rozmowach ze „Świata na krawędzi”. Porównuje dawne prognozy z rzeczywistym przebiegiem rozwoju technologii, z jednej strony konstatując z satysfakcją trafność znacznej części swych przewidywań, z drugiej zaś – obserwując z niepokojem tempo przemian i rozmaitość zagrożeń, które te przemiany ze sobą niosą. Ale i zawarta w „Pamiętniku...” wieloznaczna metafora Gmachu nie przestaje intrygować czytelnika. Właśnie dlatego, że nie daje się zamknąć w jednoznacznej interpretacji szukającej np. klucza politycznego (choć tak odebrali powieść jej pierwsi czytelnicy, po zapoznaniu się z maszynopisem przepowiadając Lemowi, że nie przedrze się z nią przez sito cenzury).

Rozmaitość możliwych odczytań „Pamiętnika...” pokazuje w błyskotliwym posłowiu Jerzy Jarzębski – Gmach jako palimpsestowy Tekst, Gmach jako Natura, Gmach jako obraz państwa policyjnego. Możemy – pisze na koniec – podchodzić do tej powieści „z paranoidalną podejrzliwością, traktując każdy atom jej treści jak szyfr domagający się złamania”, możemy też jednak „zanurzyć się w nią jak w przestrzeń czystej zabawy, gdzie góruje prześmiech i drwina, przed którą nic się w tym świecie nie ostanie”. I dodaje: „Czyż taka opalizacja nie jest przypadkiem cechą literatury najwyższej próby?”. A jego pytanie odnieść można nie tylko do tej jednej książki Stanisława Lema... (Wydawnictwo Literackie, s. 236, 452, 504. Autorem posłowi do „Opowieści...” i „Summy...” jest także Jarzębski. W ramach „Dzieł zebranych” ukazało się już dwanaście tomów, na następny rok wydawca zapowiada pięć kolejnych: „Dialogi”, „Śledztwo”, „Szpital Przemienienia”, debiutanckiego „Człowieka z Marsa” oraz wybór felietonów z „Tygodnika”, czyli „Lube czasy” i „Dziury w całym”. Opracowanie graficzne „Dzieł” – Tomasz Lec, na wyklejkach „Summy...” rysunki Szymona Kobylińskiego.)




   FELIETONY
:

Józefy Hennelowej, Ewy Szumańskiej, Andrzeja Dobosza, Michała Komara, Marcina Króla i Zbigniewa Mentzla

 

 

 

 

 

 

Nr 52-53,

24-31 grudnia 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl