Komentarze

 

Ks. Adam Boniecki Zdumiewająca amnezja
Tadeusz Gadacz Dzieci na łasce kaprysu
Krzysztof Burnetko Narkomania a narkobiznes

 

 

Zdumiewająca amnezja

Nie rozpatrywałbym wygłupu panów Aleksandra Kwaśniewskiego i Marka Siwca sprzed trzech lat w kategoriach laesae crimen maiestatis, nie dlatego, że nie wchodzi on do tej kategorii, ale dlatego, że stosowanie tej kategorii do Papieża po Soborze Watykańskim II nie wydaje się najbardziej przekonujące. W końcu Mistrz zapowiedział, że jego uczniowie będą traktowani nie lepiej niż On sam. Jest jednak inna kategoria, także o proweniencji chrześcijańskiej, która weszła do naszej kultury: kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Przecież dziś każdy, „kto chce być pierwszym” stara się na wszelki sposób przekonać wszystkich, że nie chodzi mu o nic innego, aniżeli o to, by służyć społeczeństwu. „Służyć”, znaczy przynajmniej szanować tego, komu się służy. Osobistości publiczne pozostają na widoku publicznym i tak jest dobrze. Publiczna osobistość, obrażająca uczucia wielkiej części społeczeństwa, budzi wątpliwości co do rozumienia sposobu sprawowania funkcji, polegającej właśnie na tym, że się jest pierwszym. Debata o tym, czy film należało pokazywać w kampanii wyborczej czy nie, jest – mimo wszystko – drugorzędna. Ocena zaś samego wydarzenia, to przede wszystkim sprawa wyczucia granic przyzwoitości, które albo się ma, albo się nie ma i dlatego rozpaczliwie brzmi ustalanie, czy błogosławienie znakiem krzyża i całowanie ziemi jest, czy nie zastrzeżone dla papieża. Dymisja Marka Siwca (jakkolwiek by jej nie uzasadniał), jest zrozumiała a zapomnienie niesmacznego incydentu przez Pana Prezydenta (Dlaczego mam sobie przypomnieć? – pytał w piątek) – zdumiewa. Ta amnezja jest doprawdy bardziej zdumiewająca niż sam wygłup. Sapienti sat.

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

Dzieci na łasce kaprysu

Parlament holenderski wprowadził możliwość zawierania małżeństw przez homoseksualistów i zezwolił takim parom na adopcję dzieci. Czy po akceptacji przez niektóre kraje prawa do wolności w wyrażaniu orientacji seksualnej, w tym zawierania małżeństw przez homoseksualistów jest to tylko kolejny krok na drodze uznania praw mniejszości?

Tak mogłoby się wydawać. Podstawowa zasada liberalizmu głosi, że granicą wolności jednostki jest wolność innych jednostek. Natomiast zadaniem prawa i demokratycznej władzy jest strzec praw wolności każdego, o ile nie ingeruje ona w prawa i godność innych; a zatem strzec sfery prywatnej. Za taką sferę można uznać sferę życia seksualnego, chociaż nie jest to wcale oczywiste dla wielu religii, w tym chrześcijaństwa, i różnych systemów etycznych. Można, pod pewnymi warunkami uznać, że wolny człowiek ma prawo decydować o swej seksualnej orientacji, czy też związać się z innym człowiekiem, mającym podobne upodobania i równie wolnym jak on.

Decyzja parlamentu holenderskiego wprowadziła nas jednak w całkowicie nową sytuację. Po raz pierwszy została przekroczona granica wolności i dobra osoby trzeciej, w tym przypadku dziecka. Nikt bowiem nie pyta dziecka, czy chce być adoptowane przez „rodzinę” homoseksualistów. Zwolennik decyzji parlamentu holenderskiego mógłby odpowiedzieć, że nikt nie pyta o to także dziecka adoptowanego do naturalnej rodziny. W pierwszym przypadku dobro dziecka jest jednak naruszone w tym sensie, że jego życie zostaje zaangażowane w idee i eksperymenty dorosłych, którzy nie są jego naturalną rodziną. Można mieć co najmniej wątpliwości, czy na tym ma polegać dobro dziecka.

A obowiązuje zasada, że jeśli nie mamy stuprocentowej pewności, że po drugiej stronie domu, której w danej chwili nie możemy zobaczyć nie stoi człowiek, nie należy przez dach rzucać tam kamieniem.

Nie ma przekonujących argumentów, ani prawa zezwalającego na tego rodzaju eksperymenty tylko dla zaspokojenia swojej wolności. Została przekroczona kolejna, nieprzekraczalna dotąd granica, przynajmniej na poziomie norm i prawa. Parlament w sposób demokratyczny zdecydował o losie bezbronnych, i to w świecie, w którym lepiej chronione są prawa zwierząt i przyrody niż prawa dziecka. Nie chodzi zatem tylko o obronę wolności osobistej. Wszystko już może się wydarzyć. Każdy parlament może uchwalić wszystko, ograniczyć prawa wszystkich bezbronnych w imię własnych kaprysów, które określa się jako wolność.

Tadeusz Gadacz

 

 

Narkomania a narkobiznes

Jeśli senat i prezydent zaakceptują uchwaloną przez sejm zasadę karania za samo już posiadanie narkotyków, to policja zyska ważną i kolejną już broń w wojnie z zalewającą Polskę przestępczością narkotykową. Jej ofiarami stają się już dzieci – i to może być argumentem dla zaostrzenia regulacji nawet dla tych, którzy są zwolennikami podziału na tzw. narkotyki lekkie i twarde oraz tezy, że dorośli sami powinni decydować, czy sięgać po używki, czy też nie, zaś wprowadzenie prohibicji przez państwo byłoby naruszeniem ich wolności.

Oby jednak policja nie wykorzystała nowego oręża do ścigania jedynie detalicznych handlarzy (a natura nowej regulacji może ją ku temu skłaniać), pozostawiając bezkarnymi wyższe szczeble narkobiznesu: producentów środków odurzających, hurtowników i mafiosów kontrolujących rynek. Teraz łatwiej będzie nękać drobnych handlarzy – rzecz jednak w tym, by możliwość tę wykorzystać nie tyle dla doraźnego polepszenia policyjnych statystyk, lecz także dla pracy operacyjnej służącej rozbijaniu struktur tego przemysłu.

Oby też w efekcie przyjęcia bardziej restrykcyjnych przepisów nie zacierała się granica między plagą narkomanii a plagą czerpania z niej zysków. Wymiar sprawiedliwości – od policji przez prokuraturę po sądy – musi teraz szczególnie uważnie badać, czy ma do czynienia z uzależnionym, chorym człowiekiem lub z osobą, która sięgnęła po środek odurzający przypadkowo i na zasadzie ciekawości, czy też z przestępcą, jakim jest dealer, wytwórca czy członek organizacji mafijnych. Wsadzanie do więzienia tych pierwszych byłoby nie tylko nieskuteczne i pozbawione sensu, ale i niehumanitarne.

Oby także regulacje te nie stały się alibi dla bezczynności państwa, szkoły, organizacji społecznych, kościołów. Podaż narkotyków istnieje tylko wtedy, gdy jest na nie popyt. Ten zaś ma charakter społeczny – i nie da się go zwalczyć metodami policyjnymi. 

Krzysztof Burnetko

 

 

 

Nr 40, 

1 października 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl