Komentarze

 

Ks. Adam Boniecki Błogosławiony papież Mastai
Marek Orzechowski Brudna robota?
Janusz A. Majcherek Zgodnie z logiką

 

Błogosławiony papież Mastai

Advocatus diaboli miał w procesie beatyfikacyjnym zadanie ułatwione. Proces został otwarty 5 marca 1978 roku, w 1979 Niemczech ukazała się książka „Wie der Papst unfehlbar wurde” (Jak papież stał się nieomylny), pióra szwajcarskiego historyka, katolickiego księdza Augusta Bernharda Haslera, ze wstępem Hansa Künga. Książka jest doskonale udokumentowana, problem dogmatu nieomylności ukazany w niej został w szerszym kontekście, wzbogaconym biograficznym i charakterologicznym studium Piusa IX. Autor zebrał wszystko, lub prawie wszystko, co złego powiedziano o papieżu Mastai, także informacje nie całkiem sprawdzone (lojalnie przedstawione hipotezy). Na 269 stronicach nie ma ani jednego dobrego słowa o papieżu, o którego beatyfikacji myśleli Jan XXIII i Paweł VI, i którego Jan Paweł II 3 września wyniósł na ołtarze.

Niewątpliwie, wizerunek nakreślony piórem Haslera odegrał swoją rolę w reakcjach na beatyfikację. Ubolewanie Izraela i protesty niektórych środowisk teologicznych (katolickich) są niejako przedłużeniem tego, co się działo za życia Piusa IX. Np. w przededniu I Soboru Watykańskiego, przeciwni dogmatowi o nieomylności papieża niektórzy biskupi niemieccy, austriaccy, węgierscy i francuscy zwrócili się do Bismarcka z prośbą o zorganizowanie przez przywódców państw europejskich politycznego nacisku (ściślej szantażu) na papieża, by jednak tego dogmatu nie ogłaszał.

Kim był Pius IX, papież, który przez trzydzieści lat zasiadał na Stolicy Piotrowej? Pisze historyk: przystępny, choć dostojny i stwarzający dystans, wielkoduszny, zaskarbił sobie wiele wdzięczności ludzkiej. Aż do przesady praktykował dobroczynność. Pozostawił Kościół w rozkwicie, jeśli chodzi o jego religijne oblicze. Działalność misyjna poczyniła niespotykane do tej pory postępy. Wprowadził Kościół na drogę czysto religijnego posłannictwa, przekazując całkowicie zarząd Państwa Kościelnego Sekretarzowi Stanu, sam zajmował się wyłącznie sprawami Kościoła. Pierwszy pokazał, że możliwe jest pasterzowanie bez Państwa Kościelnego i że jest to pasterzowanie skuteczne. Jednak można mówić także o spowodowanej przez niego stagnacji Kościoła: Kościół znalazł się w izolacji od świata. Papież negował każdą śmielszą myśl, każdą oryginalną postawę, dopatrując się w nich herezji. Nawet oddani Kościołowi ludzie popadali w konflikt z Rzymem. Jego wybory polityczne okazały się błędne. Przegrał, usiłując powstrzymać zmiany zachodzące we Włoszech, w 1848 potajemnie uciekł do Gaety, skąd powrócił w 1850 odmieniony. Nie był już pogodnym, dobrodusznym optymistą, lecz zaciekłym wrogiem wszelkich tendencji rewolucyjnych. W Państwie Kościelnym w drastyczny sposób zacieśnił granice wolności (por. Zygmunt Zieliński „Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków”).

Choć Papież i Watykan nie mogli nie być świadomi reakcji opinii publicznej, Jan Paweł II w przemówieniu podczas Mszy św. beatyfikacyjnej nie wdawał się w polemiki. Na nie miejsce było w długim procesie beatyfikacyjnym. Jednak udzielił pewnego wyjaśnienia: „Świętość – powiedział – żyje w historii, żaden święty nie jest wolny od ludzkich uwarunkowań. Beatyfikując swego syna Kościół nie celebruje podejmowanych przez niego historycznych opcji, lecz raczej zachęca do naśladowania jego cnót i wychwala Łaskę Boga, która w tych cnotach się odbija”.

Pius IX z pewnością nie był – jak chce Hasler – ani potworem, ani szaleńcem. Nie był także koryfeuszem wolności myśli ani pluralizmu. Był dzieckiem epoki i swego środowiska. Dziś Kościół jest w miejscu, w którym wiele gestów i słów papieża Mastai trudno pojąć. Nie one jednak – zastrzega się Jan Paweł II – są dziś wynoszone na ołtarze. Potwierdza to równoczesna beatyfikacja Jana XXIII. Patrząc na wypełniony stutysięcznym tłumem Plac św. Piotra myślałem: to jest mój Kościół, rzeczywistość bosko-ludzka, w której ludzka mizeria łączy się z boskim pięknem. Zawsze, czasem nawet w jednej i tej samej osobie papieża. Innego Kościoła nie ma i nie będzie i trzeba mieć odwagę to przyznać, np. przez wyniesienie na ołtarze Piusa IX. Mimo wszystko.

Ks. Adam Boniecki

 

 

 

Brudna robota?

Nie kto inny jak Günter Verheugen, komisarz Unii Europejskiej odpowiedzialny za jej poszerzenie, naruszył tabu i opowiedział się za przeprowadzeniem narodowych referendów w krajach „Piętnastki” przed przyjęciem nowych członków, przede wszystkim Polski. Swoje żądanie uzasadnił obawami mieszkańców krajów Unii przed skutkami jej poszerzenia. Nie wolno decydować ponad ich głowami, tak jak było w przypadku wprowadzenia euro – brzmi opinia komisarza – a że elity krajów członkowskich lekceważą konsekwencje procesu poszerzenia, referenda powinny zmusić je do wyciągnięcia wniosków. Pracę związaną z poszerzeniem Verheugen nazywa „Drecksarbeit” – „brudną robotą” – i narzeka, że spadła ona tylko na barki Komisji Europejskiej.

Pomińmy obraźliwe określenie „Drecksarbeit”. Wypowiedź Verheugena – wśród rządzących w RFN socjaldemokratów najlepszego bodaj eksperta od polityki europejskiej – powinna zaalarmować polskich polityków z innych powodów: wśród sygnałów o trudnościach na drodze do Unii, ten jest naprawdę niebezpieczny. Słowa komisarza niosą informacje, których zlekceważyć nie wolno. Poszerzenie utraciło poparcie społeczeństw krajów unijnych i traci poparcie elit – a przecież właśnie te ostatnie forsowały ideę jednej Europy, czasem wbrew własnym społeczeństwom. Dziś wyzwanie to przerosło zachodnioeuropejską klasę polityczną, więc sięga ona po wygodny argument: obawy obywateli. A takich nie brakuje. Problem nie tylko w tym, że wyniki referendów, o których mówi Verheugen, byłyby dla Polski zapewne niekorzystne. Polska, mówi się w brukselskich kuluarach, nie dojrzała jeszcze do członkostwa w Unii.

Więc zapytajmy: czy doszłoby do pojednania francusko-niemieckiego, gdyby nie odwaga wizjonerów? Czy zniesiono by kontrole na granicach wewnątrz Unii, gdyby pytano celników? I czy doszłoby do zjednoczenia dwóch państw niemieckich 10 lat temu, gdyby zapytano wtedy w referendach o opinię Francuzów, Brytyjczyków, Polaków?

Marek Orzechowski

 

 

 

Zgodnie z logiką

Aby skarcić rząd za prowadzenie polityki gospodarczej skutkującej wysoką inflacją i nierównowagą finansową, Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe. Odczują to producenci i konsumenci, którym decyzja Rady utrudni dostęp do pieniędzy. Taka jest logika procesów ekonomicznych i dobrze się stało, że publiczne roztrząsanie podjętej przez Radę decyzji pozwoliło tę logikę oraz funkcjonowanie mechanizmów ekonomicznych uświadomić wielu obywatelom. Zrozumieją więc oni zapewne, że za politykę protekcjonizmu, monopolizacji i dotacji trzeba płacić w najbardziej dosłownym, finansowym tego słowa znaczeniu – wysoką ceną towarów i usług. Logika zależności makroekonomicznych jest prosta: im łagodniejsza i luźniejsza polityka gospodarcza, tym ostrzejsza i bardziej rygorystyczna musi być polityka pieniężna. Za pierwszą odpowiada rząd, za drugą bank centralny. Rząd – ze strachu, dla przypodobania się pewnym grupom społecznym, z motywów ideologicznych, bądź wreszcie dla doraźnych korzyści – chroni polskie rolnictwo, telekomunikację, przemysł paliwowy, kolejnictwo i wiele innych branż przed konkurencją. Za taką politykę płacą konsumenci i im szybciej to sobie uświadomią, tym większą stworzą presję na jej zaniechanie. Wtedy członkowie rządu zrozumieją może i wyliczą, że sprzyjanie wąskim grupom i interesom, ze szkodą dla reszty społeczeństwa, nie opłaca się, bo odbiera, a nie przysparza zwolenników. Być może wówczas ograniczą protekcjonizm, poskromią monopole, przyspieszą prywatyzację, poszerzą zakres konkurencji, wyhamują inflację.

Do tego właśnie usiłuje nakłonić rząd Rada Polityki Pieniężnej, która sama nie może takich zmian przeprowadzić. Zgodnie zaś z logiką makroekonomiczną, aby móc poluzować i złagodzić politykę pieniężną, trzeba zaostrzyć i zdyscyplinować politykę gospodarczą. To leży w gestii rządu, do którego należy teraz ruch, a raczej wiele ruchów, potrzebnych dla zapewnienia stabilności i rozwoju.

Janusz A. Majcherek

 

 

 

 

Nr 37, 

10 września 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl