Komentarze

 

Józefa Hennelowa Ilu?
Wojciech Pięciak Znowu po staremu?
Anna Mateja Kto nie dostanie pieniędzy?
Krzysztof Burnetko Nieukierunkowany bandytyzm kierowany

 

 

Ilu?

Na cztery dni przed jubileuszem Sierpnia, gdy oddajemy ten numer do druku, wciąż nie wiadomo, ilu ówczesnych twórców porozumień sierpniowych będzie uczestnikami jubileuszu. Wiadomo, że po namyśle przyrzekł swój udział (choć nie do końca – „nie wszędzie, nie z wszystkimi”) Lech Wałęsa, wiadomo także, że będzie Kościół w osobach przynajmniej części Episkopatu wraz z przewodniczącym. Tym jaskrawiej zaznaczają się luki tam, gdzie organizatorzy przyznali sobie prawo decydowania, kto z zasłużonych dla Sierpnia dziś „nie jest godny” uczestniczyć w jubileuszu. Te luki kompromitują i niewątpliwie położą się cieniem na całym święcie, choćby nawet zgodnym przyzwoleniem zostały przemilczane. Z wypowiedzi jednego z młodych organizatorów, oczywiście przed dwudziestu laty z racji samego kalendarza w stoczni nieobecnych, wynika jasno, że postanowiono czcić nie wielki społeczny zryw mądrości i determinacji, rozpoczynający ciąg przemian nie tylko w Polsce, a w całym bloku, lecz po prostu 20-lecie związku zawodowego „Solidarność”. Związek został uznany za jedynego spadkobiercę, a stąd i tytuł do chwały dla obecnych jego członków. Zuboży to gdańskie święto i bardzo je spłyci, nawet gdyby udało się wymusić na telewizji transmisję bezpośrednią, na co na razie się nie zanosi.

Józefa Hennelowa

 

Znowu po staremu?

Polski Kościół się zmienia, a jeden z zasadniczych procesów, które dokonały się w minionych kilku latach, to pozytywna zmiana nastawienia biskupów i księży do integracji Polski z Unią Europejską. Z badań wynika, że zdecydowana większość duchownych jest za integracją. Potrafi też różnicować między tym, czym jest Unia, a negatywnymi zjawiskami kulturowymi, niewiele z nią mającymi wspólnego, bo powszechnymi nie tylko na Zachodzie, lecz także w uprzemysłowionych krajach obu Ameryk i Azji, a także w państwach słabiej rozwiniętych (patrz: upadek hierarchii wartości w obszarze poradzieckim, z Rosją na czele). Dziwią więc słowa kardynała Józefa Glempa, który podczas uroczystości Matki Boskiej Częstochowskiej – wyrażając się z uznaniem o „wysiłkach (...) dla zyskania dobrobytu przez jedność państw”, zarazem wrócił do myślenia i języka z wczesnych lat 90. Myślenia, w którym Unię utożsamia się z tym, co złe, czyli z – jak mówił prymas – zagrożeniem „obszaru wiary i moralności”, z kształtowaniem „człowieka-manekina”, który „będzie się odcinał od wymagań etycznych”, z działalnością „zachodnich mafii”, wspierających „propagandę antyrodzinną, pisma pornograficzne, ruchy homoseksualne” itd.

Wiele ze zjawisk, o których mówił kardynał Glemp, istnieje. Tyle że z Unią nie mają one wiele wspólnego. Przykłady Irlandii, Włoch czy Hiszpanii (bliskich Polsce pod względem struktury wyznaniowej) pokazują, że to, jak wygląda wiara i życie religijne, bynajmniej nie zależy od wejścia do Unii Europejskiej, lecz od wielu innych czynników. Weźmy przykład pierwszy z brzegu: głośne ostatnio  – kontrowersyjne, jeśli nie groźne dla tradycyjnej konstrukcji społecznej – forsowanie w wielu krajach przez ruchy homoseksualistów nowej interpretacji idei tolerancji – polegającej nie tylko na ich tolerowaniu (czyli: nie-prześladowaniu), lecz na „tolerancji plus” (określenie Józefy Hennelowej), czyli przyznawaniu parom gejowskim różnych przywilejów – nie jest wymysłem Brukseli; tendencje takie widać w Holandii, ale też choćby w  niektórych stanach USA. Może więc to nie Unia jest źródłem zła.

Wojciech Pięciak

 

Kto nie dostanie pieniędzy?

Ministerstwo Edukacji pomyliło się w obliczeniach. Nauczycielskie pensje powinny od 1 września wzrosnąć o 300 zł, a nie o 200, jak liczył były minister, którego dawni podwładni szukają teraz dodatkowych źródeł pieniędzy. Podwyżkę zakładała znowelizowana pół roku temu Karta Nauczyciela. Przyjęty sześć miesięcy po rozpoczęciu reformy oświaty dokument i tak był spóźniony – a bez podwyżek wiele zmian nauczyciele mogli z czystym sumieniem „przeczekać”. Zamiast układać programy autorskie, przygotowywać licealistów do nowej matury czy dokształcać się, mogli robić jedynie tyle, do czego ich (moralnie?) zobowiązywała niska płaca. Czyli niewiele. Mogli na dodatek wychodzić z założenia, że skoro zwleka rząd, oni też nie muszą się spieszyć.

Karta zakładała, że w ciągu trzech lat nauczyciel dyplomowany będzie zarabiać o 125 proc. więcej niż początkujący. Miała odwrócić się kolejność: najważniejsza stać się jakość pracy i wykształcenie, a dopiero na końcu staż. Służyć to winno m.in. odmłodzeniu kadry. Ale dzisiaj 80 proc. nauczycieli automatycznie zostało nauczycielami mianowanymi dzięki stażowi. Nowy minister ma nadzieję, że komisje egzaminacyjne będą bardziej wymagające i na stanowiska będą powoływani najlepsi, a nie najdłużej zatrudnieni. A stażyści i tak na razie nie mają tam czego szukać, bo zbliża się niż demograficzny. Tymczasem, jeśli Karta zakłada tak dużą różnicę między pierwszym i ostatnim stopniem nauczycielskiego awansu, a większość od razu znalazła się na górnym szczeblu, to w najbliższych latach problemy ze znalezieniem pieniędzy na podwyżki będą notoryczne. Gminy nie chcą zaciągać kredytów na poczet nauczycielskich pensji, a rząd udzielenie subwencji zamierza uzależnić od tego, czy gmina zracjonalizuje sieć szkół, likwidując podstawówki ze zbyt małą liczbą uczniów, nadprogramowe gimnazja, które za kilka lat mogą mieć problemy z zebraniem kompletu czy niedozwolone szkoły „wirtualne” z klasami w kilku miejscowościach.

Bilans reformy oświaty w rok po jej rozpoczęciu nie jest więc optymistyczny. Potrzebne pieniądze trzeba będzie komuś zabrać (nowelizując ustawę budżetową, cofając pieniądze na programy dokształcające czy dopłaty do czesnego dla nauczycieli studiujących). Nie pierwszy raz jest inaczej niż zakładali reformatorzy i nie pierwszy raz zawiedli oni czyjeś zaufanie. A przecież każda zmiana potrzebuje poparcia tych, których dotyczy.

Anna Mateja

 

Nieukierunkowany bandytyzm kierowany

Spustoszenia dokonane przez grupy uczestników zorganizowanego przez radio RMF poprockowego koncertu „Inwazja Mocy” pod Krakowem oraz bitwa, jaką stoczyli z policją i skinheadami uczestnicy festiwalu punkowego w Poznaniu, będą zapewne używane jako kolejne argumenty na rzecz tezy o degrengoladzie, permisywizmie, „kulturze śmierci”, ostentacyjnym luzie i tolerancji, sączonych w głowy polskiej młodzieży przez Zachód i krajowych libertyńskich liberałów.

Tyle że niedawno podobne awantury wybuchały na Pikniku Country w Mrągowie – a ci sami, który oskarżają o wszelkie zło kulturę rockową, jako jej przeciwieństwo wskazują właśnie muzykę country, traktując ją nie tylko jako sztukę łagodną, lecz też wyraz wartości rodzinnych, ludowych, patriotycznych itd. Z kolei w Lęborku młodzi ludzie, którzy przyjechali tam pomimo odwołania festiwalu Orkiestry Świątecznej Pomocy, zostali zaatakowani przez grupy miejscowych – działających w atmosferze antyowsiakowych inicjatyw, pod hasłem walki z degrengoladą, permisywizmem itd., w imię wartości religijnych, tradycyjnych itp.

To banał, ale znowu okazuje się, że agresja bynajmniej nie jest przypisana do jednych orientacji kulturowych czy ideowych, a inne są od niej z definicji wolne. Kłopot polega na tym, że zwykły bandytyzm jest w Polsce coraz częściej uzasadniany ideologicznie – a czasem nawet próbuje się go w ten sposób bronić. Tak jak instrumentalizowanie niechęci wobec księży katolickich może przyczyniać się do nasilenia napadów na plebanie, podobnie histeria walki z sektami może stwarzać klimat, w którym dochodzi do napadów na ośrodki innych wyznań – jak ostatnio na siedzibę Związku Buddyjskiego „Karma Kagyu” w Krakowie. Wbrew temu bowiem, co twierdzą zwolennicy postrzegania rzeczywistości społecznej wyłącznie w kategoriach konfrontacji wartości i ostrych podziałów ideowych, agresji sprzyjają raczej kpiny z tolerancji i ataki na nią niż jej praktykowanie.

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

Nr 36, 3 września 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl