Komentarze

 

Marek Orzechowski Stracona szansa
Tadeusz Jagodziński Klony
Krzysztof Burnetko Bezkarne PKP

 

 

Stracona szansa

Mija dwudziesta rocznica Sierpnia ’80. Zdawać by się mogło, że trudno o lepszą okazję do promocji polskiego wkładu w dzisiejszy kształt Europy i świata. Tak się nie stało. Zdarzenia, które zapoczątkowały upadek komunizmu, przestały być polskim atutem.

Zaledwie dziesięć lat minęło od upadku berlińskiego muru, a już w świadomości Niemców zabrakło miejsca dla Polaków i „Solidarności”, choć przecież protest robotników gdańskich wyrwał z tego muru pierwszy kamień. W tworzeniu mitów każdy sięga do własnych archiwów, zatem i Niemcy chcą uchodzić za współautorów obalenia komunizmu, nawet jeśli kiedyś zdecydowana większość z nich pogodziła się z istnieniem dwóch państw i podziałem własnego narodu na dwa społeczeństwa. Wedle lansowanej obecnie w Niemczech wersji historii, to pokojowa rewolucja społeczeństwa byłej NRD ukrócić miała rzekomo panowanie Sowietów w Niemczech, to demonstracje w Lipsku zniosły podział Europy.

Za wizerunek Polski odpowiedzialni są jednak sami Polacy. Nikt w Niemczech ani we Francji nie przypomni naszego wkładu w pokonanie totalitaryzmu. Grzech zaniechania będzie naszym własnym grzechem. A przecież Sierpień „Solidarności” przepojony był ideałami, które i dzisiaj są olejem napędowym współczesnej Europy. Nie mamy w ręku innego argumentu w dochodzeniu do struktur Unii Europejskiej, jak dziedzictwo stworzone dwadzieścia lat temu odwagą milionów Polaków. To nie ekspozycja na „Expo” stanowi wizytówkę Polski godnej trwałego partnerstwa w demokratycznej Europie, lecz historyczny, solidarnościowy Sierpień. To nie oberki i bigos na wystawie w Hanowerze przekonać winny wątpiących Europejczyków, że nie jesteśmy uzurpatorami – lecz dwudziesta rocznica Sierpnia. Gdańsk powinien dzisiaj gościć mężów stanu ze wszystkich państw Unii Europejskiej.

W procesie dochodzenia do Unii Europejskiej powołujemy się na argumenty, które w uszach naszych rozmówców brzmią czasem zarozumiale, czasem nieporadnie, a czasem podejrzanie. W Europie nie brakuje jednak ludzi, którzy są zdania, że Unia nie powinna sprowadzać się do ogólnoeuropejskiej strefy wolnego handlu, że w integracji chodzi o coś więcej. Podobnie sądzi wielu Polaków. I jedni, i drudzy stracili teraz coś wartościowego, czego nie da się odzyskać. Stali się świadkami końca pewnego mitu, chociaż to, co wydarzyło się przed dwudziestu laty w Gdańsku, mitem z całą pewnością nie było.

Marek Orzechowski

 

Klony

Brytyjski projekt zmian prawnych umożliwiających klonowanie ludzkich komórek jest wydarzeniem przełomowym – niezależnie od jego oceny etycznej. Czy jednak oznacza, że nowy, wspaniały świat, w którym armia sklonowanych janczarów będzie rozpędzać demonstracje na londyńskim Strandzie, stał się faktem? Bynajmniej, władze w Londynie argumentują, że właśnie takiemu scenariuszowi starają się zapobiec (klonowanie „reprodukcyjne” jest w projekcie ustawy bezwzględnie zakazane), zezwalając jednocześnie na klonowanie do celów terapeutycznych komórek rdzeniowych, które miałyby następnie w połączeniu z komórkami pacjentów służyć do hodowli potrzebnych tkanek lub organów (w opinii ekspertów zwiększy to nasze szanse w walce z wylewami, parkinsonizmem, stwardnieniem rozsianym i wieloma innymi chorobami). Projekt zakłada pobieranie komórek wyłącznie od embrionów uzyskanych w drodze zapłodnienia in vitro (do 14. dnia życia) za wyraźną zgodą dawców.

Przeciwnicy badań mówią o swoistym kanibalizmie; o tym, że prędzej czy później, niezależnie od intencji władz, dojdzie do sklonowania całego człowieka, a kardynał Thomas Winning, przewodniczący komisji bioetyki Kościoła katolickiego w Wlk.Brytanii i Irlandii podkreśla, że legalizowane procedury są złem, gdyż wiążą się z niszczeniem życia ludzkiego. Zwolennicy ustawy ripostują, że owe embriony – tak czy inaczej – skazane są na wymarcie (tylko znikomą część czeka wszczepienie do łona i dalszy rozwój). Nie rozwiewa to oczywiście wątpliwości natury etycznej, związanych z tą kwestią. Dlatego też labourzystowski rząd zapowiedział zwolnienie swych posłów z dysycypliny partyjnej w jesiennej debacie nad projektem ustawy w Izbie Gmin.  Mimo to powszechnie uważa się, że wynik głosowania jest przesądzony i ustawa wejdzie w życie. Dalsze dyskusje przeniosą się wtedy zapewne do Hagi, Brukseli i Sztrasburga, na szersze forum europejskie, ale wtedy badania w brytyjskich laboratoriach będą już toczyć się własnym torem...

Tadeusz Jagodziński

 

Bezkarne PKP

Możecie swych długów nie płacić – komunikat tej treści przesłał minister gospodarki nie tylko do Polskich Kolei Państwowych, choć formalnie to ich należności (na sumę 180 mln zł) wobec zakładów energetycznych dotyczyła decyzja Janusza Steinhofa. Sygnał ten ochoczo zapamiętają także inni wielcy dłużnicy – skoro szef resortu jak za starych czasów mocą swej władzy darowuje zobowiązania jednym podległym sobie zakładom (tak bowiem siłą rzeczy przyjęty będzie wydany przez ministra zakaz wyłączania prądu na kolei przez zdesperowane elektrownie, które tą metodą próbowały zmusić niesumienne PKP do zapłaty długu), to czemu miałby nie darować i innym?

Minister łaskawość swą tłumaczy szumnie strategicznymi interesami kraju oraz dobrem obywateli. Rzeczywiście: przerwy w ruchu pociągów są uciążliwe. Tyle że w interesy państwa  i dobro wszystkich obywateli godzi także choćby praktyka niepłacenia przez państwowe kolosy składek na ZUS – decyzja ministra zaś, zamiast zwalczać tę patologię, tylko ją konserwuje. Minister za nic ma też dobro pracowników firm związanych z takimi molochami – wszak jeśli wielcy nie będą płacić za dostarczone usługi czy towary, to dostawcom może zabraknąć pieniędzy nawet na wypłatę pensji swoim załogom.

Nie mówiąc wreszcie o tym, że taka polityka gospodarcza psuje tak rynek, jak poczucie bezpieczeństwa prawnego w państwie.

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

Nr 35, 27 sierpnia 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl