W najnowszym numerze

 

On-line: Obraz tygodnia •  Kronika religijna •  Komentarze

 
Specjalny dodatek: Sąd nad XX wiekiem

 

KOŚCIÓŁ

KAROL TARNOWSKI w rozmowie z JAROSŁAWEM MAKOWSKIM o świadectwie: Świadectwo bywa potrzebne

„Świadkowie przede wszystkim objawiają, pozwalają »widzieć« to, co w inny sposób niewidoczne. To oni są nosicielami obecności Boga i pozwalają wierzyć, że nasz świat nie jest do końca opuszczony, że jest w nim możliwe dobro, które zwycięża zło. Lecz to również świadkom zawdzięczamy wyrazistą świadomość walki dobra ze złem, miłości i nienawiści i tego że, niestety, męczeństwo – inaczej niż chciał Norwid – wciąż jeszcze bywa na ziemi potrzebne”.

 

JAROSŁAW CZUCHTA: Kim chrześcijanin nie jest?, czyli o książce Hansa Ursa von Balthasara „Kim jest chrześcijanin?”

„Dojrzałości chrześcijańskiej nie można prosto określić. Bo nie stanowi ona jedynie kwestii dotyczących moralności i życia w zgodzie z właściwie uformowanym sumieniem. Wiara domaga się czegoś więcej. Balthasarowi chodzi o kształtowanie wrażliwości, która pozwalałaby na bezgraniczną gotowość przyjmowania pouczeń Boga. Dlaczego jest to takie ważne? Teolog z Bazylei wyjaśnia: »im bardziej jesteśmy posłuszni wolnemu Duchowi Chrystusa, tym większe mamy prawo do uznania siebie za chrześcijan wolnych i dojrzałych. Wszelkie inne pojmowanie dojrzałości stanowi zdradziecką pomyłkę«„.

 

ELŻBIETA ADAMIAK: Podstęp z cyklu „Kobiety w Biblii”

„Szifra i Pua stoją u początków, rozpoczynają łańcuch kobiet, którym Mojżesz zawdzięcza swoje życie”.

 

JACEK BOLEWSKI SJ: Zachowanie w imieniu Boga, czyli cotygodniowa medytacja nad czytaniami liturgicznymi.

 

W LISTACH przejmujące świadectwo kapłana na łożu śmierci oraz czy przekłady Biblii są sprzeczne?

 

KRAJ I ŚWIAT

„Historia rządu Jerzego Buzka jest właściwie historią powtarzających się kryzysów. Co kilka miesięcy okazywało się, że rząd w jakiejś ważnej sprawie nie może liczyć na posłów swojej koalicji. W ogromnej większości przypadków razem z opozycją głosowali posłowie AWS, zdarzało się, że przeciw rządowi głosowali liderzy klubu, w tym Marian Krzaklewski. Zdarzyło się nawet, że klub AWS zarządził dyscyplinę głosowania... przeciwko stanowisku własnego rządu. Jak na obyczaje parlamentarne była to koalicja nader osobliwa.

Podpisywano więc kolejne aneksy do porozumienia koalicyjnego, ale gdy przychodziło do ważnego głosowania, rząd znowu znajdował się w mniejszości. Jaki sens ma koalicja, która nie gwarantuje swojemu (?) rządowi większości w parlamencie? Decyzja, jaką podjęła Rada Krajowa Unii Wolności, narzucała się od dawna. (...) Pytanie o przyszłość rządu AWS – UW nie jest dziś pytaniem o nazwisko nowego prezesa rady ministrów. Nowy rząd Unii i Akcji miałby sens tylko wtedy, gdyby zmieniła się AWS-owska filozofia sprawowania władzy” – pisze ROMAN GRACZYK, ilustrując tę tezę kalendarium konfliktów w koalicji.

 

„Znaczenie procesu prezydent Kwaśniewski kontra „Życie” nie polega wcale na tym, że teraz polskie sądy we wszystkich przypadkach sporów polityków z dziennikarzami orzekać będą opierając się w oparciu o tę sprawę. Nie będą, bo polski system sądowniczy nie ma – w przeciwieństwie choćby do amerykańskiego – charakteru precedensowego. Sędziowie zatem nie są związani tokiem myślenia swoich kolegów, którym przyszło wcześniej rozstrzygać analogiczne problemy – sąd za każdym razem sam musi ocenić stan faktyczny i prawny poddanej mu do rozpatrzenia sytuacji. Wbrew temu więc, co sugerują niektórzy komentatorzy (oraz samo „Życie”) dziennikarzom nie grozi odtąd, że za samo podjęcie w krytycznym świetle tematu niewłaściwych kontaktów czy znajomości ludzi władzy, będą musieli tę władzę przepraszać, a tym że samym media będą miały skneblowane usta.

Znaczenie sprawy Kwaśniewskie vs. „Życie” leży natomiast w tym, że sąd wyraźnie pokazał, iż dziennikarstwo polega nie tylko na sumiennym zbieraniu informacji, ale też na odpowiedzialności w jej prezentowaniu i komentowaniu. Waga tego procesu polega wreszcie na tym, że prezydent wybrał drogę cywilną, nie zaś karną, ochrony swego dobrego imienia” - KRZYSZTOF BURNETKO komentuje dyskusję wokół sprawy Kwaśniewski vs. „Życie”.

 

„Na naszych oczach w ciągu dekady wzrośnie do czterech liczba języków, która wyrosła z dawnego serbsko-chorwackiego! Obok potencjalnego czarnogórskiego, w gronie tym znalazły się już chorwacki, bośniacki, i, naturalnie, serbski; zjawisko to jest zaś o tyle bulwersujące, że ich użytkownicy doskonale porozumiewają się bez pośrednictwa tłumaczy. Ale czy serbochorwacki może dzielić się w nieskończoność, w miarę, jak postępuje rozpad dawnej Jugosławii? Co jeszcze mogłoby się pojawić się na językowej mapie Bałkanów Zachodnich: „Wojwodiński”? „Sandżacki”?” – znane od dawna w Europie, a nasilające się ostatnio na Bałkanach, zjawisko kreowania sztucznych języków i próby tworzenia tą drogą świadomości narodowej kolejnych grup etnicznych opisuje WOJCIECH STANISŁAWSKI.

 

„Jest coś krzepiącego w tej lekturze. Nie tyle nawet w jej treści, bo w tekście aż się roi od opisów rozmaitych zagrożeń i od przestróg, ale w samym fakcie rutynowego powstawania takich opracowań na temat światowego bezpieczeństwa. To przecież dowód na to,  że bogaty Zachód (albo, jak kto woli, Północ) mimo wszystko nie zostawia reszty globu na pastwę losu” – stwierdza TADEUSZ JAGODZIŃSKI analizując doroczny raport Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS) w Londynie poświęcony punktom zapalnym i konfliktom na świecie (szczególnie niebezpieczna może okazać się wkrótce Azja).

 

DARIUSZ GAWIN: „Prorok w uniwersyteckiej todze”

Gawin, historyk idei i członek zespołu redakcyjnego „Res Publiki Nowej” pisze o słynnej książce Arnolda Toynbee’ego pt. „Studium historii”: „Toynbee, jedna z najwybitniejszych postaci dwudziestowiecznej humanistyki, należał do pokolenia, które doświadczyło historii w zupełnie inny sposób. W eseju „Mój pogląd na dzieje” wspominał, jak latem 1914 roku - a więc w momencie, gdy historia „schwyciła jego pokolenie za gardło” - doznał nagle olśnienia prowadząc w oxfordzkim college’u Balliol zajęcia z Tukidydesa. Zrozumiał, że doświadczenie, które stało się wówczas udziałem Europejczyków, było już wcześniej udziałem autora „Wojny peloponeskiej” - także on bowiem patrzył na załamanie wielkiej cywilizacji znajdującej się u szczytu powodzenia. Konsekwencją tej wizji była myśl o filozoficznej współczesności wszystkich cywilizacji. Toynbee zrozumiał, że Tukidydes opisując swą teraźniejszość, opisywał również przyszłość Europy z lata 1914 roku. Ta właśnie chwila olśnienia stała się punktem wyjścia do pracy nad jednym z najważniejszych i najbardziej niezwykłych dzieł XX wieku - monumentalnego, kilkunastotomowego „Studium historii”, którego obszerny wybór dokonany przez D.C.Somervella ukazał się właśnie nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w tłumaczeniu Józefa Marzęckiego”.

 

IWONA HAŁGAS opisuje w reportażu „Powrót do ziemi nieznanej” sytuację tych kilku tysięcy Polaków, którzy w ostatnich latach przesiedlili się z Kazachstanu do Polski:

Liczbę Polaków, którzy w ostatnich latach przesiedlili się z Kazachstanu do Polski bardzo szacunkowo określa się na od pięciu do ośmiu tysięcy – gdy mniejszość polska w Kazachstanie liczy około 90 tys. osób. Ci, którzy powrócili do historycznej ojczyzny, tam uchodzą za szczęściarzy. Powrócili, a raczej przyjechali, bo jest to najczęściej ich pierwsze zetknięcie z polską ziemią, tą w granicach po roku 1945 – jeśli nie roku 1921. Co więcej, profesor Halina Grzymała-Moszczyńska z Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego – która w minionych latach prowadziła pionierskie badania na tej grupie – uważa określenie „Polacy z Kazachstanu” za skrót myślowy, na dodatek mylący.

Faktem jest, że repatrianci (czy raczej: emigranci) często słabo lub nawet w ogóle nie mówią po polsku, a ich wiedza o polskiej kulturze jest znikoma. Jako temat publicznych dyskusji ta grupa Polaków pojawia się najczęściej w okresach przedwyborczych, gdy politycy toczą o nią „gry serc szlachetnych”, pełne obietnic – niestety, niespełnionych i niemożliwych do realizacji. Wizje ojczyzny – witającej rodaków z otwartymi ramionami, pełnej mieszkań i pracy, i czekającej na swe utracone dzieci – które roztaczają polscy politycy jadący do Kazachstanu, są często przyczyną bolesnych rozczarowań po przyjeździe do nieznanej ziemi, w której model welfare state jest już tylko wspomnieniem”.

 

ROMAN FRISTER „Tel Awiw–Katyń–Tel Awiw”:

Janina Ziemian, przewodnicząca izraelskiej Rodziny Katyńskiej, wspomina: – »Postanowiliśmy ufundować tablicę pamiątkową w Lesie Męczenników, w Górach Jerozolimskich. 13 kwietnia br. odbyła się tam wzruszająca uroczystość. Obecny był ambasador Polski w Izraelu Maciej Kozłowski, pluton polskich i pluton izraelskich żołnierzy, śpiewaliśmy »Jeszcze Polska« i »Hatikwę«, hymny obu narodów«.

I dalej: – Co roku tam się spotykamy. Niestety, co roku jest nas mniej. Założona w roku 1991 izraelska Rodzina Katyńska liczyła czterdziestu członków. Dzisiaj zostało nas tylko piętnaścioro. Czas robi swoje, ludzie umierają. Polacy, którzy zginęli w Katyniu pozostawili po sobie licznych krewnych. Jest nadzieja, że pamięć po zamordowanych przetrwa pokolenia. U nas jest całkiem inaczej. Większość naszych rodzin zginęła w gettach i obozach zagłady. Gdy moje pokolenie zamknie oczy, a mam już 79 lat... Nie, nie wiem co będzie.

 

Spory-polemiki: Polska i Unia Europejska: Adwokat Francja?

PIOTR BURAS i OLAF OSICA, politolodzy z warszawskiego Centrum Stosunków Międzynarodowych, polemizują z tezą, że Francja staje się „adwokatem” polskich starń o wejście do Unii Europejskiej:

Brak daty polskiego członkostwa w Unii, niemrawe postępy konferencji międzyrządowej, przygotowującej unijne instytucje do rozszerzenia, informacje o blokowaniu negocjacji, ostatnio przez Hiszpanów... Można odnieść wrażenie, że w wyścigu z czasem, jaki Unia i kandydaci toczą na drodze do reformy instytucjonalnej i rozszerzenia, Polska dostaje zadyszki – a inni odpychają ją łokciami. Wypatrujemy więc wsparcia w krajach Unii. Czy udzieli go Francja, która 1 lipca obejmuje w niej przewodnictwo?

»Interesujące, ale przedwczesne« – te słowa ministra Geremka o pomysłach Joschki Fischera na temat przyszłości Europy jak ulał pasują do śmiałej koncepcji, upatrującej we Francji nowego adwokata polskiej polityki europejskiej. Bo na razie niewiele wskazuje, aby Polska zajmowała w polityce francuskiej miejsce szczególne. Co nie jest jeszcze zarzutem pod adresem Francji, ale każe sceptycznie potraktować kierowane wobec niej oczekiwania.

 

SYLWIA GAJEWSKA opisuje w reportażu „Przyszłość z kart” panującą w Polsce modę na korzystanie z usług „wróżek”, przepowiadających przyszłość z kart tarota. Kto więc chodzi do „wróżki”? Czy karty faktycznie mają wpływ na tych, którzy w nie wierzą? Co o takich praktykach sądzi Kościół?

W mroźny, styczniowy wieczór wiatr rozwiewał kosmyki włosów, wystające spod czapek. Szły w stronę pustego pola, za blokami, na jednym z łódzkich osiedli. Podjęły decyzję: spalić ostatnie znaki przeszłości. – Jest to coś, co mogłoby cię tylko uwikłać w problemy – zapewniała Anna, rozgrzewając zmarznięte dłonie. – Nie każdy ma do tego predyspozycje.

Ułożyły mały stos. Jedna zapałka. Zapach siarki. Płomień zgasł. Druga zapałka i nic. Dorzuciły kilka pastylek kamfory. Użyły w sumie ze sto tabletek. Przeszłość nie spłonęła. Anna pobiegła do domu po butelkę nafty. Wylały cały płyn i dopiero wtedy udało się zniszczyć kilkunastocentymetrowy stos.

– To były zwykłe, papierowe karty – wspomina Anna. – Widziałam, jak walczyły o życie. Do tej pory jestem pod wrażeniem, choć stało się to pół roku temu. Taka mała talia, a miała w sobie tak dużo energii”.

 

KULTURA

Kraków jak Ferrara – z GUSTAWEM HERLINGIEM-GRUDZIŃSKIM rozmawia Tomasz Fiałkowski

„W ciągu paru lat Kraków wypiękniał, rozkwitł i – co bardzo ważne dla każdego miasta – ma już nie tylko ładne fragmenty i ciekawe miejsca, ale także swój profil, swój wyraz, zrósł się jakby w nową całość. Porównuję Kraków z tym, co najbardziej lubię we Włoszech: ze średniej wielkości miastami, jak Ferrara, Perugia czy Padwa.

Gdybym mógł wybrać, zamieszkałbym w jednym z miast, które przed chwilą wymieniłem. Mam poczucie, że w takich miastach zupełnie inaczej się żyje. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy tempo życia w miastach wielkich, nie tylko włoskich, nabiera takiego rozpędu, że człowiek spokojny, który chce się chwilkę zatrzymać nad tym, co ogląda i co przeżywa, nie znajduje dla siebie miejsca i musi pędzić razem z innymi. Nie lubię na przykład Mediolanu; Rzym tak, ale z zupełnie innych względów. Neapol po długim okresie niechęci polubiłem, ponieważ jakoś się wgryzłem w jego bardzo szczególną atmosferę, która umyka przelotnym turystom. Można tu zachować równowagę, ponieważ to miasto, chociaż trzecie co do wielkości we Włoszech, ma charakter niesłychanie prowincjonalny.”

 

ROBERT OSTASZEWSKI: Kolejna maska i twarz, czyli o książce Gustawa Herlinga-Grudzińskiego „Najkrótszy przewodnik po sobie samym”

„Najlepsze moim zdaniem są te teksty Herlinga, w których opukuje on Tajemnicę, zmaga się z niewyrażalnym czy po prostu dotyka problemów – rozmaitej natury – trudnych do jednoznacznego rozstrzygnięcia. W tekstach tych pisarz podprowadza czytelnika do ewentualnych rozwiązań, wskazuje różne możliwości interpretacyjne, ale raczej unika jednoznacznych rozstrzygnięć. Jeżeli Herling w kolejnych wywiadach szczegółowo objaśni wszystkie swoje teksty, to co wtedy stanie się z Tajemnicą?”

 

TADEUSZ CHRZANOWSKI: Kraków sprzed tysiąca lat i z przedwczoraj, czyli recenzja wystawy „Wawel 1000–2000”

„Dawno już nie miałem okazji oglądać naraz aż tylu smakowitości. Wawel, katedra i kuria metropolitalna zadbały o to, by się okazać jak najwspanialej. Kłopotem dla recenzenta jest fakt, że na wystawie przeważają dzieła dobrze znane. Sprowadzono do Krakowa wiele arcydzieł przechowywanych w zagranicznych kolekcjach. Jak pisać o arcydziełach? Na klęczkach? Z gębą pełną najwspanialszych słów, z repertuarem krytycznego pochlebstwa? Wygląda na to, że właśnie tak trzeba.”

 

ŁUKASZ DREWNIAK, PIOTR GRUSZCZYŃSKI: Życie w kontakcie, czyli relacja z X Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt (Toruń 20 – 26 maja 2000)

„Widzieliśmy dwa różne Kontakty. Jeden dobry, drugi niedobry. Zaczęło się źle, nie było przedstawienia, które mogłoby postawić Kontakt od razu na odpowiednio wysokim poziomie, rozgrzać festiwalowe dyskusje. Zawiodły stare wypróbowane metody układania repertuaru festiwalowego, zawiedli sprawdzeni reżyserzy i narzucona tegorocznej edycji formuła festiwalu młodych reżyserów. Formuła zresztą nie do końca przestrzegana, a za to bardzo ryzykowna, bo sama młodość twórcy nie tworzy jeszcze żadnej jakości. Na szczęście potem zaczęło dziać się lepiej...”

 

ANNA LEGEŻYŃSKA: „Nie wiadomo czy z mięsa czy z pierza”, czyli o książce Aleksandra Fiuta „Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem”

„Trudno złożyć spójną książkę z tekstów pisanych na różne okazje, lecz jest to możliwe, kiedy zainteresowania autora krążą systematycznie wokół jednego, absorbującego tematu. Aleksander Fiut od kilku lat pisze o kwestii tożsamości, którą podejmuje literatura tworzona w kręgu kultury środkowoeuropejskiej, toteż jego tom prezentuje się jako całość myślowo konsekwentna, pozbawiona znamion krytycznoliterackiej przypadkowości.”

 

ŁUKASZ DREWNIAK: Dwaj Królowie, czyli wspomnienie o dwóch zmarłych aktorach: sir Johnie Gielgudzie oraz Juliuszu Grabowskim

„Niemal tego samego dnia umarło dwóch Starych Aktorów. John Gielgud miał 96 lat, Juliusz Grabowski – 80. Król monologu i król epizodu. Wraz ze Starym Aktorem umiera cała epoka, pamięć innego teatru, klasa i niedzisiejszy styl. Gielgud był jeszcze z czasów elżbietańskich, a Grabowski z XIX wieku – zdawało się, że jeszcze w „Safandułach” z Alojzym Żółkowskim grywał. Twarze Gielguda i Grabowskiego mogłyby posłużyć za wcielenia masek: tragicznej i komicznej. Nobliwy, wychudzony Borsuk i senny, psotliwy Ropuch. Nie byli starzy – obaj mieli gorejące, młodzieńcze oczy, z filuterną iskierką, jakby ukryty w nich Stary Aktor kpił ze swojego wieku i z widzów: »Hej, wiem, że to niewiarygodne, ale ja wciąż tu jestem!«„

 

FELIETONY

JÓZEFY HENNELOWEJ, MAŁGORZATY MUSIEROWICZ, MICHAŁA KOMARA, ZBIGNIEWA MENTZLA i MARKA SKWARNICKIEGO

 

 

 

 

 

 

Nr 23, 4 czerwca 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl