Komentarze

 

Wojciech Pięciak Oporny rozruch trudnej dyskusji
Krzysztof Burnetko Test podatkowy
Tadeusz Jagodziński Deklaracja P. O’Neill

 

 

Oporny rozruch trudnej dyskusji

Właściwie powinna zacząć się pół roku temu, po szczycie Unii Europejskiej w Helsinkach w grudniu 1999, na którym unijni politycy szerokim gestem zaprosili do negocjacji kolejne kraje aspirujące do UE. Ale tak naprawdę rozkręca się teraz: dyskusja nad tym, jak ma wyglądać nowa Unia – zreformowana i powiększona o nowych członków. Impuls do rozmów daje jednak nie tylko perspektywa, że za kilkanaście lat do Unii może należeć 27 krajów – oraz zmuszająca do myślenia o przyszłości rocznica „planu Schumana” (utworzenia Wspólnoty Węgla i Stali w 1950 r., kolebki UE). Tymczasem wszędzie pogarszają się nastroje: w Europie unijnej maleje gotowość przyjmowania „nowych”, w Europie do Unii kandydującej, także w Polsce, spada „euroentuzjazm”. Ale być może najbardziej motywująco na unijnych polityków działa nieustające obniżenie się wartości euro wobec dolara. To bolesny bodziec, sygnalizujący konieczność reform strukturalnych w UE i prowadzenia bardziej skoordynowanej polityki gospodarczej w krajach członkowskich, która z Unii uczyni obszar konkurencyjny w gospodarce światowej. Bo euro to nie tylko waluta, lecz również miernik zaufania wobec Unii jako instytucji – która ma wprawdzie wspólną walutę niezależną od polityków, ale nie ma wspólnej władzy polityczno-gospodarczej.

Stąd od niedawna w wypowiedziach polityków (zwłaszcza francuskich i niemieckich, i to lewicowych) pojawia się idea, którą w 1995 r. do debaty wprowadziła niemiecka CDU: powołania „twardego rdzenia” albo „instytucjonalnego centrum” UE. Czyli: „Unii w Unii”, która łączyłaby te kraje „Piętnastki”, które chcą ściślejszej integracji politycznej. Pięć lat temu koncepcja ta służyła jako groźba wobec tych członków UE, którzy ociągali się z wypełnieniem kryteriów, wymaganych przed wprowadzeniem euro. Dziś pomysł wraca, przede wszystkim jako forma nacisku na Anglików i Skandynawów, nie należących do „strefy euro” i sceptycznych wobec wizji europejskiego quasi-państwa. „Twardy rdzeń” to wizja mało realna, bo jej skutkiem byłoby rozbicie obecnej Unii – ale pokazująca napięcie między potrzebą pogłębiania integracji a kłopotami z otwarciem na nowych członków.

Problem w tym, że poza odgrzewaniem starych pomysłów, politycy mają kłopoty z opisaniem przyszłości Unii. I albo grzęzną we frazesach bez wizji – jak premier Lionel Jospin, dla którego program francuskiej prezydencji w UE (zaczynający się 1 lipca) to jedynie ochrona „europejskiego modelu socjalnego”, „lepsza polityka zatrudnienia” i „przybliżenie Unii do obywateli” – albo uprawiają futurologię, jak szef niemieckiego MSZ Joschka Fischer.

Wojciech Pięciak

 

Test podatkowy

Ustalenie reguł dotyczących podatków jest jedną z najważniejszych spraw tak dla kraju, jak jego obywateli. Decyduje wszak o budżecie, a więc i o polityce państwa, wpływa na aktywność gospodarczą i zaufanie do prawa. Nic dziwnego, że debata podatkowa w parlamencie winna być wydarzeniem kluczowym – oraz testem sprawności i spójności zarówno rządu, jak opozycji. W Polsce tymczasem grupa posłów koalicji (jak zwykle z AWS) głosuje także w sprawach podatkowych – wysokości stawki VAT od nieprzetworzonych produktów rolnych – przeciw własnemu gabinetowi. Ale trudno się już dziwić, skoro poprzednie przypadki niesubordynacji nie spotkały się ze stanowczą reakcją (były tylko wyrazy ubolewania i nieśmiałe przebąkiwanie o potrzebie przywołania niesfornych do porządku). Absurd polega wreszcie na tym, że sam premier bez skrępowania zapowiada, iż „niedobre głosowanie” w sejmie koalicja może naprawić w senacie – tak jakby izba wyższa do tego miała służyć. Na dodatek tym razem może być to trudniejsze: przedwyborcza atmosfera nie służy decyzjom niepopularnym, choćby słusznym. Przeciwnie – za chcącymi się przypodobać rolnikom kolegami mogą pójść inni działacze AWS. Już pojawiły się pomysły targów: stawka VAT za dopłaty do paliw rolniczych, itd.

Nie bezład w AWS jest jednak najistotniejszy: zerowa stawka VAT na produkty rolne to następna furtka dla szarej strefy w gospodarce oraz kolejny wyłom w i tak mało spójnym polskim systemie podatkowym. Nie mówiąc o tym, że zyskają na niej głównie hurtownicy i pośrednicy, a nie rolnicy.

Jedyną pociechą może być zapowiedź ministra finansów, że w przypadku utrzymania zerowej stawki VAT na produkty rolnicze sprzeciwi się wprowadzeniu tzw. ulg prorodzinnych. Ulgi te bowiem w proponowanym kształcie mają wyłącznie propagandowy charakter: zaoszczędzone w ich wyniku kwoty byłyby znikome – rodzina z dwójką dzieci zyskiwałaby tylko 160 zł, zaś z czwórką niespełna 650 zł w skali roku! Ulgi – co równie ważne – przewidziane są jedynie dla podatników, którzy nie przekraczają I progu podatkowego. System ten siłą rzeczy wzmacniałby więc model rodziny biednej, byleby wielodzietnej – mało zasadny przecież ze społecznego punktu widzenia. Brak tej nieużytecznej i skzodliwej fasady mógłby być impulsem do wypracowania autentycznej – a nie ideologicznej – polityki rodzinnej.

Krzysztof Burnetko

 

Deklaracja P. O’Neill

W Ulsterze znowu drgnęło. I to w momencie, kiedy wydawało się, że proces pokojowy znowu grzęźnie w atmosferze ogólnej niemocy i wzajemnych oskarżeń. Od lutego (czyli od zawieszenia lokalnego rządu oraz zgromadzenia parlamentarnego), republikanie niezmiennie się upierali, że nie ma szans na rozbrojenie IRA bez współrządzenia, unioniści zaś z równą stanowczością twierdzili, że warunkiem reaktywowania politycznych struktur musi być postęp w zdawaniu broni. Cały czas jednak toczyły się zakulisowe pertraktacje zmierzające do przywrócenia autonomii w Irlandii Północnej (ponoć ogromne zasługi ma tu minister spraw zagranicznych Irlandii, Brian Cowen, który niestrudzenie zabiegał o zbliżenie stanowisk między głównymi adwersarzami).

Efektem tych wielostronnych starań była deklaracja z 6 maja, podpisana tradycyjnie „P. O’Neill”, w której IRA zapowiada dopuszczenie międzynarodowych inspektorów (mówi się, że w tej roli miałby wystąpić były prezydent Finlandii i były sekretarz generalny Afrykańskiego Kongresu Narodowego) do kilku magazynów broni, które następnie zostałyby zaplombowane, a później podlegały systematycznym inspekcjom. „Nigdy przedtem Irlandzka Armia Republikańska nie wypowiadała się tak jednoznacznie w tej kwestii”, tłumaczył posłom w Izbie Gmin brytyjski minister ds. Ulsteru, Peter Mandelson, sugerując, że mamy do czynienia z rzeczywistym przełomem.  Faktycznie: w poprzednich oświadczeniach IRA sformułowanie „udostępnić do kontroli” poprzedzano zazwyczaj słówkami: „może”, „być może” albo „zamierza”, które tym razem zniknęły z tekstu. Władze w Londynie zapowiedziały więc błyskawiczną ścieżkę dla regulacji prawnych, umożliwiających „odmrożenie” głównych filarów samorządu w prowincji.

Teraz wszystko zależy od największego ugrupowania unionistów,  którego aprobata jest niezbędna dla ożywienia procesu.  Nie brakuje wśród nich przeciwników pojednania, ale nawet oni prywatnie przyznają, że deklaracja IRA to krok naprzód. Podjęcie decyzji w sprawie ewentualnego powrotu do współrządzenia w Belfaście planują na przyszłą sobotę (20 maja). A niektórzy, po cichu pogodzeni z wynikiem głosowania, wybiegają myślą w przyszłość. Do kolejnych potyczek już w reaktywowanym rządzie Irlandii północnej: o reformę policji, prawo do wywieszania flag na budynkach państwowych, o trasy letnich parad oranżystów…

Tadeusz Jagodziński

 

 

 

 

 

Nr 21, 21 maja 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl