Komentarze

 

Tomasz Fiałkowski Między przeszłością a przyszłością
Wojciech Pięciak Przedwyborcze gry
Józefa Hennelowa Godność?
Andrzej Łukowski Największy postradziecki ambaras

 

 

Między przeszłością a przyszłością

Podczas tegorocznego, dziewiątego już Marszu Żywych, podczas którego izraelska młodzież pielgrzymuje do miejsc Zagłady, na Majdanku doszło do antysemickich ekscesów. Choć nie zakłóciły one przebiegu uroczystości, a rząd – co się chwali – zareagował natychmiast, rzecz to wstydliwa. Zawsze jednak znajdzie się u nas kilkunastu głupców gotowych wykrzyczeć antysemickie hasła i byłoby niedobrze, gdyby ich wyczyny przesłoniły fakt znacznie istotniejszy.

Oto Marsz, impreza zrazu niemal eksterytorialna, dla której uczestników Polska była wyłącznie ziemią popiołów, staje się nie tylko znakiem zwróconym w przeszłość, ale i świadectwem myślenia o przyszłości. Nie dotyczy to tylko deklaracji przywódców obu państw, choć ich oświęcimskie wystąpienia zawierały w tym roku istotne akcenty. Najważniejsze, że od dwóch lat do pielgrzymów z Izraela dołączają młodzi Polacy, a program pobytu młodych Izraelczyków znacznie poszerzono; poznają nie tylko historię Zagłady, ale i ślady kultury polskich Żydów, mogą też spotkać swoich polskich rówieśników nie tylko podczas Marszu. Pamięć o sześciu milionach ofiar Holokaustu jest obowiązkiem także Polaków; powinna się stawać w coraz większym stopniu wspólną pamięcią obu naszych narodów.

Tomasz Fiałkowski

 

Przedwyborcze gry

A już wydawało się, że będzie zwyczajnie nudno. Że po tym, jak AWS-UW nie ustaliły wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich – a tylko taki miałby szansę podjąć jakąkolwiek walkę z Aleksandrem Kwaśniewskim – wybory będą formalnością.

Ale nie: zapowiada się ciekawie. I to nie z powodu kolorowej wprawdzie, lecz skrajnie przewidywalnej gromadki (Korwin-Mikke, Wilecki, Lepper, może jednak Łopuszański, Olszewski, Kalinowski, znowu spec od wkładek ortopedycznych... – czy naprawdę kandydat na prezydenta nie powinien musieć zebrać nie stu, ale powiedzmy dwustu tysięcy podpisów?!). Oto w telewizyjnych „Wiadomościach”, coraz bardziej dworskich wobec Kwaśniewskiego (i w ogóle polityków) widzimy prezydenta z wizytą w oborze w Podlaskiem; kilka dni później newsem jest prezydent, zaszczycający koszary w Dębicy i konkurs pieśni patriotycznej w Tarnowie. Patrzymy – i pytamy: po co to Kwaśniewskiemu, skoro jego popularności nie jest w stanie zaszkodzić nawet seria publikacji w „Gazecie Polskiej” (o tym jak, jako minister sportu, miał wspomagać milionami dolarów spółki nomenklaturowe, zapewniając ludziom PZPR miękkie lądowanie w kapitalizmie)? W dziesiątym roku istnienia wolnych mediów nawet telewidz z niskim IQ zna granicę śmieszności. Dostrzega choćby  również instrumentalny charakter deszczu (a zarazem dewaluacji) wszelakich orderów, rozdawanych na prawo i lewo przez głowę państwa.

Na tym nie koniec przedwyborczej rozgrzewki. Poseł Piotr Ikonowicz (SLD) broni tych, którzy na 1-majowym pochodzie PPS śpiewają: „Buzek tym zmoro, ty zginiesz jak Aldo Moro”. Tu nie ma żartów: w Niemczech po czymś takim PPS zostałaby automatycznie zakwalifikowana przez stosowne organy jako partia pochwalająca (bądź „tylko” banalizująca) przemoc. Dalej mamy Mariana Krzaklewskiego, który choć jest zgłoszony jako kandydat AWS, to nie wiadomo, czy nim jest, bo SKL powtarza jak mantrę hasło o „prawyborach”, kontestując szefa Akcji – zapowiada się więc, że spodziewana klęska Krzaklewskiego będzie dopiero początkiem trzęsienia ziemi w AWS. I mamy wreszcie Henryka Goryszewskiego, który pożegnał się z funkcją szefa sejmowej komisji finansów po informacjach prasy, że pomagał firmom w unikaniu płacenia podatków – a który teraz trafia do sztabu wyborczego PSL. Uderza nie wolta Goryszewskiego, lecz fakt, że PSL przyjmuje z otwartymi ramionami polityka tak skompromitowanego.

Wszystko to nie są jedynie wewnętrzne sprawy tych osób i partii – lecz kwestia jakości kultury politycznej w Polsce i obyczajów. One już są złe, ale czy muszą być coraz gorsze?

Wojciech Pięciak

 

Godność?

Drugi rok Polska włącza się 5 czerwca w Europejski Dzień Protestu Przeciw Dyskryminacji Osób Niepełnosprawnych. W tym roku było kilka marszów, kilka spotkań w ośrodkach pracujących na rzecz takich osób, migawki w telewizji, a przewodnicząca jednej z najpoważniejszych organizacji pozarządowych mogła się nawet przez kilka minut wypowiedzieć. Dziennikarze odpuścili natomiast władzom, tak rządowym, jak samorządowym, które odpowiadają za to, co faktycznie się robi, by ludziom „innym” umożliwić korzystanie z praw im przysługujących. Szkoda również bardzo, że jakieś spotkanie liturgiczne nie postawiło tego dnia tych właśnie ludzi w centrum uwagi i szacunku bodaj na godzinę. Dzień Protestu nie może być oczywiście dniem rozwiązania wszystkich problemów – każe natomiast zrobić rachunek sumienia z tego jednego: z praktyk i pokus dyskryminacji. To nie musi być pogarda ani nawet obojętność. To może być zapaść informacyjna – gdy pomoc istnieje, ale zainteresowani nie umieją do niej dotrzeć. To może być poczucie wyższości władzy, świadczącej w swoim mniemaniu dobrodziejstwa, a nie powinność. To może być wreszcie brak wyobraźni wszystkich mających wpływ na kształt życia społecznego, choćby w nieumiejętnym czy nieprzemyślanym dzieleniu środków, wciąż za małych. Takich przykładów rzeczywistość polska wciąż jeszcze niestety dostarcza.

Józefa Hennelowa

 

Największy postradziecki ambaras

Idea zjednoczenia trzech postradzieckich państw słowiańskich – Rosji, Białorusi i Ukrainy – zrodziła się jeszcze przed rozpadem ZSRR. Spotkanie trzech przywódców „niepodległych republik” w Puszczy Białowieskiej odbyło się przecież zanim w konstrukcji olbrzyma trzasnęły ostatnie napięte struny. Zawiązana wówczas Wspólnota Niepodległych Państw nazywana była początkowo Wspólnotą Państw Słowiańskich, o czym mało kto już dziś pamięta. Pod stosem podpisanych dokumentów ugrzęzło też zjednoczenie rosyjsko-białoruskie (ciągle trwają poszukiwania chętnego do sfinansowania tej klapy, a doraźnie powstaje zapotrzebowanie na zdolnego copywritera, który wymyśliłby nową nazwę dla kolejnego wcielenia dwupaństwowego państwa – do tego bowiem sprowadzają się zabiegi wokół połączenia Rosji i Białorusi).

Towary w wielkomocarstwowym opakowaniu nadal jednak dobrze się sprzedają na rosyjskim rynku wewnętrznym. Dlatego wśród nowych pomysłów Kremla na urządzenie świata poczesne miejsce zajmuje idea utrzymania kontroli Moskwy nad „bliską zagranicą”. Jeszcze przed zaprzysiężeniem Władimir Putin wykonał dwie pokazowe akcje propagandowe: w planie jego pierwszej podróży zagranicznej uwzględniono Mińsk (zaznaczenie dominacji) i Kijów (zaprezentowanie koncepcji „strategicznego partnerstwa”), a na początek maja zaplanowano spotkanie w Kursku z prezydentami bratnich państw słowiańskich. Młoda ekipa otaczająca Putina próbuje od kilku miesięcy znaleźć złoty kluczyk do postradzieckiego serca Ukrainy – z jednej strony rosyjscy politycy starają się unikać w wypowiedziach dotychczasowego tonu paternalistycznej wyższości wobec Ukrainy, z drugiej naciskają na rozwiązania gospodarcze, powodujące jej postępujące uzależnienie (np. anulowanie długów Kijowa za ropę i gaz w zamian za akcje najważniejszych ukraińskich przedsiębiorstw czy rezygnacja z barterowych rozliczeń za dostawy rosyjskich nośników energii na rzecz operacji opłacanych w pieniądzach). Przy okazji dwustronnych kontaktów na wysokich szczeblach zawsze akcentuje się też obecność Floty Czarnomorskiej w bazach na ukraińskim wybrzeżu Morza Czarnego.

Tymczasem uruchomiony w Kursku przez trzech prezydentów „dzwon jedności Słowian”, który miał zaprezentować światu jeden wspólny ton, wydał z siebie trójdźwięk, na dodatek – każdy w innej tonacji. Trudno jest zgrać zespół trzech solistów, z których jeden chce zrobić karierę w zapomnianym gatunku pieśni masowej, drugi woli stepowe dumki, a trzeci na razie jest brzuchomówcą. W tym największy jest ambaras, żeby troje chciało naraz.

Andrzej Łukowski

 

 

 

 

 

Nr 20, 14 maja 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl