W najnowszym numerze

 

On-line: Obraz tygodnia •  Kronika religijna •  Komentarze

 

KOŚCIÓŁ

JAN GRZEGORCZYK: Nędza i chwała, czyli przed kanonizacją siostry Faustyn Kowalskiej

„Życie Faustyny to opowieść o miłosierdziu, nędzy i wszechmocy. Pewnego dnia sama Faustyna zwątpiła, czy to, co przeżywa, dzieje się naprawdę. »Ty jesteś Bóg mój, czy widmo jakie? – pytała. – Z takimi nędznymi podobno nie obcujesz?«. »Bądź spokojna, córko Moja. Właśnie przez taką nędzę chcę okazać moc miłosierdzia Swego« – odpowiedział Jezus”.

KS. MAREK ŁUCZAK: Dom Aniołów Stróżów, czyli reportaż o katowickich dzieciach ulicy

„Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem zupełnie inny świat – mówi ks. Adrian Kowalski. – Ten człowiek pokazał mi dziewczyny stojące na ulicy, złodziei, ludzi mieszkających w kanałach, meliny i dzieci, które wąchały klej. To byli jego przyjaciele. On sam »pracował« jako kieszonkowiec. Do dziś nie wiem, po co wtedy wyciągnął mnie na ulicę. I nigdy się nie dowiem, bo trzy lata temu zamordował go ojciec. Miał 19 lat”.

STEFAN WILKANOWICZ: Przeciwdziałanie i współdziałanie, czyli dopowiedzenie do artykułu MICHAŁA OKOŃSKIEGO Żeby istniał żal („TP” nr 15/2000) o polskim antysemityzmie

„Nie ma nic gorszego niż oskarżenie o rasizm człowieka jedynie nieufnego wobec Żydów; wtedy czuje się obrażony i łatwo staje się aktywnym antysemitą”.

ABP JÓZEF ŻYCIŃSKI: Tylko „Abba” w cyklu „Okruchy Słowa”, tym razem o „duchowej drzemce Apostołów w Ogrodzie Oliwnym.

ELŻBIETA ADAMIAK: Przemoc wobec kobiet na kartach Biblii.

KS. JACEK BOLEWSKI: Dotknięcie Zmartwychwstałego, czyli cotygodniowa medytacja nad czytaniami liturgicznymi.

 

KRAJ I ŚWIAT

Kilka dni temu „Tygodnik Powszechny” zadebiutował nową stronę WWW w Internecie. ALEKSANDER WIERZEJSKI, szef redakcji internetowej Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (TAI) opisuje, jak tradycyjne media, a zwłaszcza prasa, zmieniają się na świecie i w Polsce pod wpływem internetu i stawia tezę, że „za kilka lat specjaliści od prehistorii internetu uznają powszechnie dostępne sieci komputerowe za trzeci – po radiu i telewizji – elektroniczny środek masowego przekazu”. Na razie interakcyjne środki masowego przekazu – „gazeta internetowa” – dopiero rozwijają się. W najbardziej zaawansowanych pod tym względem USA ten rozwój trwa mniej więcej pięć lat (w sierpniu 1995 wystartował serwis CNN), w Polsce trzy-cztery lata, choć prawdziwy profesjonalny serwis internetowy powstał dopiero w maju 1999, kiedy Telewizja Polska uruchomiła adres: wiadomosci.tvp.com.pl – gazetę internetową redagowaną przez zawodowych dziennikarzy specjalnie z myślą o użytkownikach sieci www.

A co w przyszłości? Na podstawie dzisiejszych trendów można przypuszczać, że powoli będzie się zacierać granica między publikacjami prasowymi a przekazem telewizyjnym i radiowym. Gazety będą musiały się nieco „utelewizyjnić” wzbogacając swoje wersje internetowe w filmy, pliki dźwiękowe, przyśpieszając aktualizację stron itp. Z kolei telewizje czeka „uprasowienie” – czyli większy nacisk na jakość tekstów i porządkowanie informacji.

I choć nie możemy jeszcze oszacować znaczenia, jakiego kiedyś nabierze internet jako środek masowego przekazu, już dziś są przesłanki wszechstronności tego medium. Kursy giełdowe firm internetowych i medialnych, które inwestują w internet rosną właśnie ze względu na potencjalne możliwości internetu. A na początku br. zaskoczyła nas wiadomość o fuzji firmy internetowej America On Line z koncernem Time Warner. Transakcję tę można porównać do wykupienia dorosłego słonia (Time Warner) przez początkującą mrówkę (AOL). W porównaniu do swego internetowego partnera Time Warner ma kilkakrotnie więcej pracowników, budynków, praw majątkowych autorskich itd. Nawet jego zyski są sześciokrotnie większe. Jednak dla inwestorów giełdowych to właśnie kariera mrówki, która na razie dostarcza usługi internetowe 20 milionom Amerykanów wydaje się być bardziej obiecująca niż dalsze losy słonia....

Zaufanie w odwrocie – z MARCINEM KRÓLEM rozmawia Jarosław Makowski

„Politykom wydaje się, że są wybrani i namaszczeni przez naród do pełnienia Bóg wie jakich misji. Tymczasem jako wynajęci na pewien czas pracownicy mają tylko wykonywać porządnie swoją robotę”. Profesor Marcin Król analizuje zjawisko kryzysu zaufania w demokracji (zwłaszcza polskiej). I prognozuje: utrata zaufania obywateli do państwa i polityków powoduje wycofywanie się obywateli w prywatność. Zanik zaangażowania dodatkowo przyspiesza zaś degrengoladę życia publicznego.

Ustalmy skalę represji – z prof. ANDRZEJEM PACZKOWSKIM rozmawia Krzysztof Burnetko na temat raportu „Represje sowieckie wobec Polaków i obywateli polskich”.

Raport dotyczy jedynie deportacji, internowań i aresztowań, mordów i zgonów w więzieniach, obozach i podczas zsyłki oraz zabitych w walce. Opracowywali go profesorowie Stanisław Ciesielski, Wojciech Materski i Andrzej Paczkowski. Na razie udało się udokumentować tego typu represje wobec 556 tys. osób.

Sowiecką biurokrację trzeba docenić. Te archiwa były profesjonalnie prowadzone. Przykładem historia jeszcze z początku lat 90., kiedy bliskie mi środowisko alpinistów domagało się, by wyjaśnić sprawę śmierci gen. Mariusza Zaruskiego, żołnierza Legionów, współtwórcy TOPR-u, wybitnego taternika, aresztowanego po 17 września 1939 r. przez NKWD. Kiedy poprosiłem przyjaciół z rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał o kserokopię teczki generała, to dostałem tę dokumentację – i to nadzwyczaj obszerną. Zarządzenie o rewizji, nakaz aresztowania, zeznania człowieka, który doniósł na Zaruskiego, protokoły przesłuchań, zaświadczenia lekarskie z więzienia, orzeczenie o śmierci w więzieniu, zdjęcie. Teczkę tę znaleźli we Lwowie, a więc zapewne w 1941 r. została „ewakuowana” w głąb Rosji i po wojnie wróciła z powrotem. Razem conajmniej pare tysięcy kilometrów. Pokazuje to precyzję urzędniczej pracy. Naturalnie był i bałagan – tyle że on dotyczył raczej procesu decyzyjnego, nie zaś samego gromadzenia informacji. W zbieraniu danych Sowieci byli mistrzami. Ponadto Gułag traktowany był jako jedno wielkie przedsiębiorstwo. Człowiek był tam siłą roboczą, więc skrupulatnie odnotowywano liczbę więźniów, wpływy – czyli nowe transporty oraz ubytki – czyli zgony bądź zwolnienia. Wiele daje choćby rubryka „narodowość”, umieszczana przez NKWD we wszystkich typach akt z racji wielonarodowego charakteru państwa radzieckiego. Pozwala ona zlokalizować polskich więźniów w nawet najmniejszych łagrach z najbardziej oddalonych zakątków ZSRR. Tak samo można prześledzić trasę ich tułaczki.

Dokumentacja jest więc ogromna. Kwerenda Ośrodka „Karta” oparta jest o zbiory archiwów państwowych. Dane te porównywane są jednak z relacjami represjonowanych i ich rodzin. Takie wspomnienia służą często jako za pierwszy trop: wskazują na datę transportu, marszrutę, współtowarzyszy z łagru, datę zwolnienia itd. Do weryfikacji służyć też mogą źródła niemieckie czy raporty Ambasady RP (z lat 1941-1943) w ZSRR, choć zawierają one zwykle jedynie ogólne szacunki ofiar represji. Dopiero po porównaniu informacji z wielu źródeł – a przyjęliśmy zasadę, że powinny być co najmniej dwa – można wyprowadzać wnioski. Dlatego za wiarygodne uznajemy informacje rzeczywiście pewne”.

„Podawane dotąd liczby 1,5 – 2 mln są przesadzone. To wynik zarówno wieloletniego braku dostępu do archiwów, jak mechanizmów psychologii społecznej. A także przyjętego zakresu pojęcia represje. Jasne jest, że nie sposób ustalić ostatecznej liczby ofiar. Równie pewne jest, że skala represji była większa – być może znacznie większa – od podawanych przez nas 566 tys. Nie wiemy jednak jeszcze, o ile. Badania trwają. A warto pamiętać, że badania nad przeszłością nigdy się kończą”.

KAZIMIERZ KRZYSZTOFEK: „Glokalizacja”, „fragtegracja”, „chaorder”...

W salach kongresowych Waszyngtonu (a wcześniej Seatlle) o przyszłości świata debatowali bankowcy i politycy. Przeciw ich wizji na ulicach wszechobecnej globalizacji demonstrowali anarchiści, obrońcy praw człowieka, „zieloni”. W Los Angeles tymczasem swoje prognozy przedstawiali naukowcy.

„Jeszcze niedawno mówiło się głównie o macdonaldyzacji, cocakolonizacji, standaryzacji... Widziano jedną megatendencję – jednym to nie przeszkadzało, inni nie kryli obaw. Dziś standardem jest dopatrywanie się w tym procesie przeciwieństw. Ukuto nawet termin: „glokalizacja”, czyli dwa przeciwstawne wektory: pęd ku globalności, ale i partykularności. Aby opisać dziś zachodzące procesy o sprzecznych wektorach, które pozostają w ciągłej interakcji ze sobą, wymyśla się złożone terminy wewnętrznie sprzeczne, jak choćby właśnie „glokalizacja”, czy zaczynająca się pojawiać „fragtegracja” (jednoczesne integrowanie i rozpadanie się świata), „chaorder” (chaos+order „w jednym”).”

Ks. TOMASZ SŁOMIŃSKI: „Miejsce święte”

55 lat temu, 29 kwietnia 1945 roku, po godzinie siedemnastej, wojska amerykańskie wyzwoliły obóz koncentracyjny w Dachau pod Monachium. Przez kilka lat w obozie tym, gdzie więziono około 200 tys. ludzi (z czego jedną trzecią stanowili Polacy), działał konspiracyjny międzynarodowy ruch oporu, na czele którego stał Polak Stanisław Bieńka. A miejscem najważniejszym dla konspiratorów był obozowy szpital i trupiarnia, czyli Totenkammer, gdzie w trumnach przechowywano radioodbiornik i broń...

 

KULTURA

Majestat snu – z KRYSTIANEM LUPĄ, wybitnym reżyserem teatralnym, rozmawia Katarzyna Janowska

„Jeśli nawet ze snów nie wyciągamy praktycznych wniosków, to jednak nie możemy zlekceważyć tego rejonu, w którym dokonuje się przemiana naszej osobowości. Sen pracuje nad naszą zmianą, ale tą najsubtelniejszą, najmniej zauważalną. Nieprawdą jest, że to, co się dzieje z nami we śnie, pozostaje całkowicie bez konsekwencji. Chętnie się tego wypieramy. Ale zdarza się, że zachowujemy się w życiu tak jak we śnie. Hermann Broch, autor »Lunatyków« powiedział, że przerastające nas życiowe sytuacje wprawiają nas w stan bliski snom. Dzięki temu udaje nam się przetrwać na jawie.”

JACEK FILEK: Filozofia a morza poboczne, czyli cykl imaginacyjnych spotkań z „filozofami Morza Bałtyckiego”.

W błyskotliwym tekście Jacka Filka rozmawiają ze sobą m.in. Kant, Schopenhauer, Kierkegaard i Levinas. „W ostatnim z serii moich snów północnych stanął przede mną wielkich rozmiarów obraz przedstawiający »Szkołę Bałtycką«. Na pierwszy rzut oka obraz zdawał się przedstawiać Swedenborga w otoczeniu Aniołów na tle Królewskiej Akademii Sztokholmskiej. Gdy jednak bliżej się przjrzeć, twarze aniołów okazują się dobrze znane.”

MARCIN WOŁK: „Byłem swój i obcy”, po śmierci Kazimierza Brandysa (1916-2000)

„W opublikowanym w 1980 r. pierwszym tomie „Miesięcy” Kazimierz Brandys wspomina mimochodem: »z mojego imienia i nazwiska po przestawieniu liter można ułożyć dwa inne: „Zyndram Zabierski” oraz „Szai Dirkan z Bremy”«. Ta wzmianka pozostaje nie rozwinięta i łatwo może ujść uwagi czytelników. Daje się ona jednak odczytać jako skrótowy obraz całej właściwie twórczości prozaika, który cechy własnej osoby hojnie rozdzielał między powieściowych bohaterów, a w fikcyjne fabuły bardzo często włączał elementy autobiograficzne. Na jego pisarstwo można spojrzeć jako na trwający ponad pół wieku proces literackiej »autoana­lizy« – rozbijania siebie i swojego życia na różne, nieraz bardzo odmienne, postacie i losy. Powtarzały się w nim zwłaszcza dwa, zwykle współwystępujące warianty kreacyjne, które dadzą się umownie oznaczyć owymi anagramami nazwiska autora.”

TADEUSZ LUBELSKI: Kwiaty na bagnie, czyli o autobiografii Andrzeja Wajdy

„»Kino i reszta świata« Andrzeja Wajdy to refleksja nad swoim życiem, próba zrozumienia jego związku z dziełem – przeprowadzana na oczach czytelnika.”

ANITA PIOTROWSKA: W pułapce możliwości, czyli recenzja z filmu „eXistenZ”

„W tym świecie pomieszania i zwątpienia jedno tylko przybiera formę przerażająco realną. To ludzkie ciało. Kanadyjski reżyser słynie z lęku i mrocznej fascynacji cielesnością, która przybiera w filmach twórcy »Muchy« postacie najbardziej dziwaczne i odrażające. W »eXistenZ« cała materia organiczna sprawia wrażenie chorej, zdeformowanej, obarczonej genetycznym błędem. Zmutowane zwierzęta przypominają oślizgłe potworki, które hodowane na masową skalę, służą jako materiał do produkcji aktywatorów gier. W restauracjach serwuje się je nieomal żywe – żeby poszerzać w nieskończoność »możliwości smakowe« klienta. Nawet broń zrobiona jest z kości i ochłapów mięsa. Ludzkie ciało reprezentuje wartość niewiele większą: zabijanie jest śmiesznie łatwe, jak ćwiczenie refleksu – w końcu zabity człowiek »to tylko postać z gry«.”

MICHAŁ NAWROCKI: Strach się bać, czyli o twórczości Stephena Kinga

„Na pewno jest to twórczość niezwykle wyrazista i – mimo rozlicznych prób – chyba niemożliwa do podrobienia. Fakt: King bywa nieznośnie nierówny... Miewa momenty słabsze, ale niekiedy udaje mu się stworzyć dzieło – nie zawaham się użyć tego sformułowania – znakomite, nobilitujące zarówno gatunek, jak i jego autora. Konkretnie: w pierwszym rzędzie chodzi o»To!« – moim zdaniem arcydzieło gatunku i nie tylko; dalej »Smętarz dla zwierzaków«, później może »Misery« i »Lśnienie«.”

 

FELIETONY: JÓZEFY HENNELOWEJ, MICHAŁA KOMARA, JANA MIODKA i MARKA SKWARNICKIEGO

 

 

 

 

 

Nr 18, 30 kwietnia 2000

Szczegółowe omówienie
Obraz tygodnia
Kronika religijna
Komentarze

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl