KALENDARIUM JERZEGO TUROWICZA

 

 

1956

25 października władze zwalniają z internowania w Komańczy Prymasa Polski; następnego dnia przyjmuje w Warszawie Jerzego Turowicza i innych przedstawicieli „Tygodnika”. „To było krótkie, ale niezwykle serdeczne spotkanie – wspomina Turowicz. – I on, i my czuliśmy się jak ludzie, którzy wracają z bardzo dalekiej podróży. Ksiądz Prymas robił wrażenie ujętego tym, że nie ugięliśmy się przez cały czas jego aresztowania”. Kard. Wyszyński akceptuje pomysł spotkania redaktorów „TP” z Gomułką, które odbywa się 27 października. Gomułka przyznaje, że odebranie „Tygodnika” było niesprawiedliwością i obiecuje go zwrócić zespołowi Turowicza.

Prymas popiera pomysł, by katoliccy intelektualiści kandydowali do Sejmu – w ten sposób powstaje koło poselskie Znak. Ze środowiska „TP” do sejmu wejdą: Kisiel, Stomma, Zawieyski. Sam Turowicz nie kandyduje, gdyż – jak wyzna po latach – „byłem bardziej może od kolegów sceptyczny. Poza tym nie bardzo widziałem możliwość pogodzenia udziału w sejmie z redagowaniem »Tygodnika«, a redagowanie wydało mi się ważniejsze. Pismo to jednak coś konkretnego. Wspominał: „Mieliśmy od początku przekonanie, że nasza obecność w polityce ma swoje granice, że może zaistnieć sytuacja, w której bez względu na konsekwencje będziemy musieli powiedzieć »nie«. I tak się też stało, choć po wielu latach”.

Pierwszy po wznowieniu numer „Tygodnika” ukazuje się na Boże Narodzenie 1956. Ma większy format – 59/42 cm, kosztuje 3,5 zł (cena utrzyma się do czerwca 1971!). Numeracja ciągła nawiązuje do dawnego „Tygodnika”, przy cyfrze umieszczano przez trzy lata gwiazdkę, dla odróżnienia od pisma PAX-u. W skład zespołu wchodzą: Antoni Gołubiew, Józefa Golmont-Hennelowa, Stefan Kisielewski, Zygmunt Kubiak, Hanna Malewska, Irena Sławińska, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz, Jacek Woźniakowski, Jerzy Zawieyski i Czesław Zgorzelski. Asystentem kościelnym pozostaje ks. Andrzej Bardecki. W „młodej redakcji”, która do stopki trafi dopiero w roku 1960, znajdują się Jerzy Kołątaj, Krzysztof Kozłowski, Antoni Łubkowski, Maciej Malicki, Bronisław Mamoń, Tadeusz Myślik, Marek Skwarnicki, Jacek Susuł i Tadeusz Żychiewicz. Wydawcą jest najpierw zespół założycieli, a od 1959 – Instytut Wydawniczy Znak. Do pisma nie wraca już ks. Piwowarczyk, nie ufając w deklaracje Gomułki. Jego ostatnim tekstem będzie w 1957 roku Bożonarodzeniowa medytacja.

 

1957

„Dlaczego bierzemy udział w sprawach politycznych?” tłumaczy Gołubiew (nr 2, 13 stycznia). Tydzień później redakcja wzywa do udziału w wyborach („są czymś w rodzaju referendum”), wypowiadają się kandydaci na posłów: Zawieyski, Stomma, Kisielewski, Antoni Gładysz i Zbigniew Makarczyk. Wewnątrz reportaż Jana Józefa Szczepańskiego o repatriantach z ZSRR: „Na ciemnej i pustej stacji w Medyce stoi pociąg. (...) Od razu odróżnia się repatriantów od tych, co wracają z wizyt. Tu i ówdzie pojawili się już oczekujący krewni. W jednym z przedziałów syn wita powracającą matkę. Siedzą naprzeciw siebie, trzymając się za ręce z blisko pochylonymi ku sobie głowami i nie mogą wydobyć słowa. – Po ilu latach? – Po siedemnastu – odpowiada stara kobieta drżącym głosem”. Wkrótce wielki cykl reporterski o zrujnowanej „ścianie zachodniej” – „Kraków–Zgorzelec–Szczecin”, autorstwa Malickiego i Żychiewicza.

Pojawia się nowa rubryka „Chodząc po księgarniach”, redagowana przez Bibliofila, czyli Jacka Susuła. Ówczesnymi bestsellerami, wedle listy Bibliofila, są książki Hemingwaya, Joyce’a, Apollinaire’a, Mackiewicza i Wańkowicza oraz Karol May, w latach stalinowskich również na indeksie.

Walki frakcyjne w PZPR i związany z nimi antysemityzm niespodziewanie znowu stają się tematem dnia. Turowicz jest bezkompromisowy: „Wyjechałem z Warszawy 19 kwietnia 1943. W dniu tym na niebie Warszawy krążyły samoloty intensywniej niż zwykle, na terenie miasta słychać było trzaski karabinów maszynowych i detonacje. W pociągu już dowiedziałem się, że w getcie żydowskim wybuchło powstanie (...) Ludzie nie mając żadnych niemal szans na ocalenie życia walczyli z hitlerowskim faszyzmem nie o życie, ale o ocalenie własnej godności. (...) Sądziłem wówczas, że antysemityzmu w przyszłej Polsce nie będzie, że ponure to zjawisko raz na zawsze należy do przeszłości. I to nie tylko dlatego, że po wojnie Żydów w Polsce będzie niewielu. Dziś, w roku 1957, wydaje się, że tamto przekonanie było złudzeniem. (...) Antysemityzm zjawił się jako tendencja wśród pewnych członków PZPR. (...) Celem tego antysemityzmu jest wykorzystanie tej nielicznej dziś w Polsce grupy Żydów jako kozła ofiarnego. (...) Po kilkuset latach koegzystencji z Polakami [Żydzi] mają tu prawa współgospodarzy, bez względu na to, czy jest ich tu 3 miliony czy też 100 tysięcy. Mają swój udział w historii kraju, w jego gospodarce i kulturze. (...) Przejdźmy z kolei do sprawy stosunków między katolicyzmem a antysemityzmem. Otóż w historii dawniejszej i nowszej antysemityzm nieraz szerzył się wśród katolików. (...) Antysemityzmu z katolicyzmem pogodzić się nie da, antysemityzm w swojej istocie jest całkowicie pogański. (...) Nienawiść do Żydów pośrednio uderza w chrześcijaństwo. Antysemita nie ma pojęcia o istotnym znaczeniu tego, co się zdarzyło na Golgocie” („Antysemityzm”, nr 11 z 17 marca).

Rok 1957 to również lżejsza (przynajmniej początkowo) cenzura; w „TP” pojawiają się recenzje z wydawnictw emigracyjnych. „»Kulturę« [paryską] uważam w ogóle za najlepsze pismo wydawane w polskim języku” – wyznaje Kisiel, a Irena Sławińska recenzuje „uroczą i wstrząsającą” „Dolinę Issy” Miłosza. Gołubiew za to deklaruje: „Odnalezienie się Emigracji zależy od uświadomienia sobie faktu, że niezależnie od wyznawanych poglądów Polska leży nad Wisłą”.

W szóstą rocznicę śmierci kard. Sapiehy Jerzy Turowicz wspomina jego wielkie zasługi dla Kościoła, Ojczyzny i „TP”. Powraca też do tragicznych epizodów z niedalekiej przeszłości: „W sierpniu 1953 miał miejsce w Krakowie przed sądem wojskowym proces kilku księży oskarżonych o działalność szpiegowską na rzecz wywiadu amerykańskiego, tzw. potocznie »proces kurii krakowskiej«. (...) W czasie procesu padło wiele słów uwłaczających czci śp. kardynała Sapiehy. W ostatnich czasach czytelnicy naszego pisma zwracali się do nas parokrotnie, by »TP« wszczął akcję mającą na celu rehabilitację pamięci Kardynała. Odpowiadaliśmy na to, że – naszym zdaniem – akcja taka nie jest potrzebna, bo pamięć ta żadnego uszczerbku nie poniosła. Oszczerstwa obracają się przeciw tym, którzy je głosili”.

Poza tym Bartoszewski przypomina Sierpień 44 i analizuje fenomen „Kolumbów” Bratnego („Czy to prawdziwy obraz, czy karykatura »akowskiego« pokolenia?”), a Kisielewski rehabilituje Wrzesień 39.

Turowicz broni sztuki nowoczesnej, tłumacząc, że „nie ma sztuki nowoczesnej i nienowoczesnej, jest tylko sztuka dobra i zła, albo inaczej: sztuka i nie-sztuka”. Naczelny wyznaje, że wielbi Picassa, ilustracją do jego artykułu – oprócz reprodukcji obrazów Picassa – jest zdjęcie Herberta przed obrazem Kantora na warszawskim Salonie Nowoczesnych.

Odwilż nie oznacza jednak wcale poprawnych stosunków Państwo – Kościół. 3 maja Prymas ogłasza rozpoczęcie Wielkiej Nowenny Tysiąclecia. 26 sierpnia rozpoczyna się peregrynacja kopii Obrazu Jasnogórskiego. Wkrótce Matka Boska Częstochowska zostanie „aresztowana” i odprawiona do jasnogórskiego klasztoru; po kraju będą peregrynować puste ramy.

I choć po raz pierwszy od 1951 roku Prymas Wyszyński może wyjechać do Watykanu na spotkanie z Piusem XII, który obchodzi uroczystość 40-lecia otrzymania sakry biskupiej (redakcję na uroczystościach reprezentuje Jacek Woźniakowski), to jednak numer z datą 14 lipca nie ukazuje się w ogóle, bo cenzura wstrzymuje druk zarządzenia Prymasa, zabraniającego księżom współpracy z wydawnictwami PAX-u.

Tymczasem również Jerzy Turowicz po raz pierwszy od wielu lat wyjeżdża za granicę – i to na dodatek do Rzymu. Wraz z Zygmuntem Kubiakiem i Jackiem Woźniakowskim uczestniczy w kongresie Pax Romana. W tym samym roku Turowicz i Stomma biorą też udział w wiedeńskim Światowym Kongresie Prasy Katolickiej. W obradach uczestniczy abp Franz Koenig. „Obrady toczyły się w sali Industriehaus, pod wielkim portretem cesarza Franza Josepha, co może budziło pewne reakcje sentymentalne u niektórych członków polskiej delegacji – pisze Turowicz, w którego gabinecie na Wiślnej portret Cesarza wisi od niepamiętnych czasów. – Niech mi wolno będzie bez fałszywego wstydu powiedzieć, że szczególnym zainteresowaniem cieszyła się delegacja »TP«. Wielki dziennik wiedeński »Die Presse« napisał: »W centrum zainteresowania znalazła się oczywiście delegacja polska, zaś poseł na sejm Stomma mówiący świetnie po niemiecku z lekkim wiedeńskim akcentem był najbardziej poszukiwanym człowiekiem kongresu«”. Dziennikarze z „Tygodnika” zacieśniają więzi z zachodnieuropejskimi kolegami. Pius XII w orędziu do uczestników Kongresu przypomina: „Prasa katolicka winna realizować dzieło prawdy, środkami sobie właściwymi służąc prawdzie w Kościele i świecie (...) traktując zawód dziennikarza jako apostolstwo pióra (...) dając dowody umiaru w sadach, przedkładając to, co łączy – nad to, co dzieli, łącząc zawsze ze sobą miłość i prawdę” (nr 41 z 20 października). Po latach Mazowiecki tak wspomina tę podróż: „Pamiętam nie tylko sam Kongres, ale i jazdę samochodzikami na Praterze, kiedy – wyposzczeni w PRL – zachowywaliśmy się jak mali chłopcy.

Z okazji rocznicy Rewolucji Francuskiej Naczelny pisze: „14 lipca to nie jest święto polityki francuskiej, to jest także święto francuskiej kultury, a może po prostu święto cywilizacji europejskiej. (...) Mówi się nieraz o kryzysie europejskiej cywilizacji i istotnie na terenie sztuki, myśli i praktyki cywilizacyjnej spotykamy wiele objawów dekadencji i rozkładu, jeszcze więcej objawów protestu, buntu i niepokoju. Sądzić wolno jednak – nie popadając w zbytni optymizm – że kryzys ten nie obejmuje istotnych podstaw europejskiej cywilizacji, że nie straciły one swej wartości, że zatem kryzys jest – w pewnej mierze przynajmniej – kryzysem rozwojowym, kryzysem wzrostu i przemiany, poszukiwania nowych form dla starych treści. (...) Konserwatywna tradycja nieraz kwestionuje zgodność pomiędzy ideami Rewolucji a ideami Europy. Otóż daleko będąc od gloryfikacji Wielkiej Rewolucji, sądzę, że główne idee Rewolucji są istotnymi hasłami naszej dzisiejszej cywilizacji. (...) Idee wolności, równości i braterstwa są także własnością katolików i o realizację tych idei walczy katolicka myśl Francji”. Ciekawym dopełnieniem tych uwag jest tekst sygnowany „Paweł Brudzewski” (stały pseudonim Jerzego Turowicza), ogłoszony po przyznaniu Nobla Camusowi: „Waga jego twórczości polega przede wszystkim na jej stronie moralnej (...) Camus nie jest pisarzem chrześcijańskim. Jest ateistą, czy może raczej agnostykiem. A przecież problematyka Camusa, problem sensu istnienia, to problematyka metafizyczna, religijna. Toteż Camus-agnostyk co krok ociera się o chrześcijaństwo. (...) To nie znaczy, byśmy chcieli Camusa przywłaszczyć do kręgu kultury chrześcijańskiej.

Smutną pointę polityczną dopisuje jesień. Jeszcze w lutym, w komentarzu „Październik i styczeń”, podsumowującym wybory, Turowicz i zespół „Tygodnika” nie mają wątpliwości – dobrze się stało. „Władysław Gomułka wygrał wybory. A może trzeba powiedzieć inaczej: zwolennicy spokoju i ładu wygrali wybory. Albo jeszcze inaczej: społeczeństwo raz jeszcze wykazało dojrzałość polityczną, zrozumiało, gdzie przebiegają właściwe linie podziału i opowiedziało się za linią października. Pisaliśmy, że ostatnie wybory miały charakter referendum narodowego. Referendum to zdecydowanie powiedziało: TAK. (...) Od nowo wybranego Sejmu będziemy się domagali, by linia demokracji i praworządności była dalej konsekwentnie przeprowadzana”.

Ale w październiku 1957, po rozgonieniu tygodnika „Po prostu”, w obszernym redakcyjnym tekście „Rocznica”, będącym polityczną oceną ostatnich dwunastu miesięcy, znajdziemy wiele wątpliwości: „Niepokoją nas wszystkich losy Października... Konserwatyści [partyjni] nie chcą uznać społeczeństwa, w dalszym ciągu uznają tylko aparat”. Odpór oczywiście daje komunistyczną prasa, głównie „Trybuna Ludu”, która o „Rocznicy” pisze: „Cały artykuł przypomina tonem pewne artykuły napisane w »imieniu społeczeństwa«, co nie należy chyba do najlepszych wzorów publicystyki. (...) »Tygodnik« wbrew faktom próbuje stworzyć wrażenie, iż Październik jest zagrożony, pisze wręcz, że niepokoją go dalsze losy Października... O nawrocie do starej polityki nie ma już w partii mowy. Podstawowym niebezpieczeństwem dla postępów demokratyzacji jest natomiast działalność sił wstecznych, orędowników drugiego etapu”. „TP” odpowiada: „W czyim imieniu piszemy w »Tygodniku«? W swoim własnym. A kogo »Tygodnik« reprezentuje, o tym wszyscy dobrze wiedzą”.

„Trybuna” atakuje również Gołubiewa za tekst „Polska leży nad Wisłą”, a Kisielewski drwi: „Niektórzy dziennikarze warszawscy zrobili ze mnie trampolinę, po której skaczą z wigorem, choć bez cienia precyzji. Chodzi im o moje wystąpienia za granicą. Twierdzą, że wystąpieniami w zagranicznej prasie i radio szkodziłem Polsce, że to co mówiłem nie licowało ze stanowiskiem posła, że mam być czy też powinienem być ukarany itd.”.

A co z samym „Tygodnikiem”? Jerzy Turowicz decyduje się przeprowadzić wywiad z samym sobą: „Pan się pyta, jak mi się podoba »TP«? Bardzo mi się nie podoba, to bardzo niedobre pismo, źle redagowane. Jakie są wady »Tygodnika«? Bardzo liczne i różnorodne. Jedna z nich to zbyt duże rozmiary artykułów. (...) Ostatnio z ust kilku księży słyszałem, że »TP« (...) powinien pisać tylko o sprawach dla katolika najważniejszych, tj. o sprawach religijnych i światopoglądowych. Że niepotrzebnie zajmuje się sprawami kultury, literatury i sztuki, Camusem, Conradem, niepotrzebnie sprawami społecznymi i politycznymi (...) »Tygodnik« musi pisać o Camusie, alkoholizmie, budownictwie mieszkaniowym i realizmie socjalistycznym, dlatego że katolicyzm to nie są tylko sprawy kultu i dogmatu, ale to światopogląd, który obejmuje wszystkie sprawy człowieka”.

 

1958

W noworocznym numerze redakcja stawia sobie pytanie „Czy »Tygodnik Powszechny« jest pismem katolickim?”. Jerzy Turowicz tłumaczy: „Światopogląd katolicki obejmuje całą rzeczywistość ludzką. I nie ma racji nasza Korespondentka sądząc, że tylko artykuły na tematy religijne ten światopogląd kształtują”. Od tego też numeru pojawia się nowa stała rubryka: „Kronika religijna”.

Czy astronautyka zagraża religii? – zastanawia się ks. Bardecki. – Czy ewentualne istnienie istot rozumnych na innych planetach nie koliduje z podstawowymi tezami światopoglądu katolickiego?” Obok proza poetycka Edwarda Stachury, wewnątrz numeru wraca sprawa wznowionego właśnie „Sprzysiężenia”; przeciw czemu protestuje w liście do redakcji ks. Piwowarczyk, zespół też krytykuje Kisiela, ale nie zamierza rezygnować z jego współpracy (nr 3, 19 stycznia).

Dziwna zamiana! Prenumeratorzy „TP” zamiast „Tygodnika” otrzymują drogą pocztową „Za i przeciw”. Odpowiedzialność za manipulację ponosi Ruch. „Oczekujemy wyjaśnienia!”. Wyjaśnienia udzielono kilka numerów później, ale nie brzmiało ono zbyt przekonująco.

Herbert rozmawia z Jerzym Zawieyskim – przede wszystkim o literaturze, szczególnie „szufladowej”, ale też o polityce. Na pytanie Herberta, jak pisarz godzi politykę z pisaniem, Zawieyski odpowiada: „Polityka... Stało się to wbrew moim dążeniom. Moja polityka to »apostolat de la presence«. Może idzie tylko o samą obecność wśród polityków, o nic więcej? Moja rola polega na świadczeniu pewnej określonej postawie” (nr 15 z 13 kwietnia).

Jaka jest nadzieja w obliczu różnych zagrożeń epoki? – zastanawia się Turowicz w tekście „Niepokój i nadzieja”. – Zawsze pozostanie w głębi serca i umysłu człowieka, w głębi jego najistotniejszej natury nienaruszony obszar wolności, miejsca, do którego nie mają dostępu prawa i policje, ani zabłocony but drugiego człowieka. Może to miejsce zasłonić strach lub kłamstwo, zagłuszyć hałas lub łatwizna, ale ono będzie istnieć, będzie korzeniem, z którego odrastać będzie miłość dobra i prawdy i odwaga kształtowania własnego życia według wewnętrznej prawdy, choćby za to trzeba było płacić najwyższą cenę. Oto nasza nadzieja w obliczu współczesności (nr 16, 20 kwietnia).

W artykuł ks. Karola Wojtyły „Tajemnica Maryi” włamana ramka: „Jak się dowiadujemy w ostatniej chwili, autor niniejszego artykułu, stały współpracownik naszego pisma, otrzymał nominację na biskupa-sufragana krakowskiego” (nr 33, 17 sierpnia).

Uważam, że »Tygodnik« skazany jest na wielkość: albo będzie wielki, albo będzie – żaden” – poucza młodych „stojący nad grobem starzec” czyli Kisiel z okazji 500 numeru (nr 34).

9 października umiera Pius XII; 28 października konklawe wybiera na Stolicę Piotrową kard. Angelo Giuseppe Roncallego, patriarchę Wenecji, który przyjmuje imię Jana XXIII. Wśród nowych kardynałów, mianowanych przezeń już 17 listopada, znajdzie się abp Mediolanu, Giovanni Battista Montini – przyszły Paweł VI. W Rzymie jest wówczas Stomma, którego do wspólnej podróży zaprosił Prymas Wyszyński.

Władze udzielają pozwolenia na założenie wydawnictwa Znak. „O otrzymanie takiej koncesji staraliśmy się od października 56 – pisze Kisiel – w myśl zasady pokazać świni palec, to chce całą rękę. Wspaniały plan wydawniczy, złożony z 30 (!) pozycji. Czego tam nie ma! Co prawda nie wiem czego, bo planu tego, zgodnie z naszą metodą pracy, nie obejrzałem. Znając jednak upodobania moich przyjaciół liczę na »Dekameron«, »Żywoty pań swawolnych«, »Małżeństwo doskonałe« i »Historie o masonach«”.

W „Liście z Europy” Turowicz dzieli się wrażeniami z Paryża, Rzymu, Londynu: „Po co się jeździ z Polski do tzw. Zachodniej Europy? Przede wszystkim chyba, by zobaczyć ludzi, innych ludzi! Zaglądnąć im w oczy, posłuchać, o czym mówią, zrozumieć, jak i o czym myślą. Rozmawiałem z setkami ludzi, z intelektualistami, robotnikami, studentami, księżmi. Rozmawiałem z Francois Mauriakiem i z Ignazio Silone (...) André Frossard kreślił mi zjadliwy obraz intelektualistów lewicy francuskiej” (nr 52). Wiele lat później doda, że w Londynie spotkał się też z generałem Andersem.

Plebiscyt w sprawie formatu „TP” (nr 47). Kisiel zapowiada: „Jeśli »Tygodnik« zmieni format i stanie się »Świerszczykiem« [ówczesne pismo dla dzieci], to ja – wysiadam”. Wyniki plebiscytu: 2477 głosów za formatem małym, 1745 za dużym. Bp Kominek wzywa: nil innovetur! Rezultat – pozostawiono duży format (nr 52).

 

1959

W pierwszym numerze pojawiają się nowe rubryki: „Obraz Tygodnia” i felieton Spodka. „Obraz” redagowany jest najpierw przez Jerzego Turowicza, później przez blisko 30 lat przez Krzysztofa Kozłowskiego. Zaczyna się dość ostro: „W Krakowie zanotowano zwiększenie ilości budek Milicji Obywatelskiej, przy jednoczesnym zmniejszeniu ilości budek telefonicznych”.

Luty 1959Stefan Kisielewski „Aby rozładować napięcia” (fragmenty przemówienia sejmowego): „Muszę poruszyć sprawę bardzo ważną, którą u nas często się pomija, mianowicie sprawę wolności słowa, czyli działalności Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Jest to urząd skromny, który rzadko kiedy się tutaj pojawia i nigdy nad jego działalnością nie dyskutujemy. A wielka szkoda. Przecież jest to urząd jawny, mieści się przy ul. Mysiej, wszyscy możemy tam pójść, jeśli chcemy coś załatwiać”.

Naczelny w „Migawkach wiedeńskich” zachwyca się i niepokoi ludzkością. „Dziewczyna – 18-20 lat, śliczna, delikatna twarz, czarne brwi i zupełnie białe, a raczej srebrne włosy, o kolorze na pewno nieosiągalnym w naturalny sposób. Bardzo to efektowne, może nawet niebrzydkie, ale właściwie po co?”. Świat jest piękny – w podziemnym przejściu obok wiedeńskiej Opery wspaniała kawa espresso oraz mnóstwo książek: od Tomasza Manna do Saganki. A wieczorem „Don Carlos”: „Nie jestem entuzjastą opery, wolę osobno dobry teatr i dobrą muzykę, od Verdiego wolałbym Mozarta lub Hindemitha czy Strawińskiego. (...) Oto wielki świat Wiednia: artyści, dyplomacja, arystokracja. (...) W tym ponad tysięcznym tłumie nie ma ani jednej znajomej twarzy – jestem intruzem w świecie żyjącym swoim własnym życiem. A z drugiej strony, wygodna właśnie pozycja obserwatora”. Zaczyna się ton niepokoju: mniej więcej od roku w dziedzinie mody damskiej dzieją się rzeczy straszne, bo przeciwne naturze. Suknia-worek, suknia trapez, suknia-balon, baby look – to są rzeczy potworne. W życiu codziennym, przy pracy, na ulicy, nie wygląda to może tak źle, zdrowy instynkt kobiety sprawia, że nawet ulegając tyranii mody, dostosowuje ją do potrzeb życia i do reguł estetyki. Zresztą, młoda, zgrabna dziewczyna potrafi wyglądać ładnie, cokolwiek by na siebie włożyła. Głównym winowajcą tego wszystkiego jest 22-letni Yves Saint-Laurent, od roku dzierżyciel berła w królestwie mody. Podejrzewam, że ten młody, niezgrabny i nieśmiały człowiek o powierzchowności protestanckiego pastora, jest w głębi ducha zaciętym wrogiem kobiet. (...) Gdybym nie był chrześcijaninem i przeciwnikiem kary śmierci, sądziłbym, że pana Saint-Laurent należałoby zastrzelić, bowiem zbrodnia dokonywana na kilkudziesięciu milionach kobiet (ufam, że więcej nie ulega jego wpływom) zasługuje na najwyższy wymiar kary. Co prawda wolno się spodziewać, że ten okres błędów i wypaczeń w królestwie mody wkrótce przeminie, że zdrowy rozsądek i lud (żeński – i męski także, bo któż tu właściwie jest bardziej pokrzywdzony?) upomną się o swe prawa.

Ks. Bardecki: „25 stycznia na zakończenie Tygodnia Modlitw o zjednoczenie Kościołów papież Jan XXIII zapowiedział zwołanie Soboru Powszechnego. Dotychczas nie liczono się w ogóle z taką możliwością” (nr 6).

Kisiel wywołuje burzę, krytykując ideę odbudowy Zamku Warszawskiego i proponując wzniesienie w jego miejsce „wielkiego, szklanego, przestrzennego, Corbusierowskiego muzeum” (nr 14).

Wyścig w kosmos jest tematem dnia. „Dnia 13 września o godz. 23, 2 minuty, 24 sekundy, druga radziecka rakieta kosmiczna osiągnęła powierzchnię Księżyca”. Komentując komunikat TASS-a redakcja zwraca uwagę, że stało się to w przeddzień wizyty Chruszczowa w USA (nr 38). Rosjanie zapowiadają, że w ciągu kilku najbliższych lat będą lądować też na innych planetach. W zachodnioniemieckich gazetach poruszenie – NRD w ostatnich dniach przygotowuje się do wystrzelenia rakiety na Księżyc, kilka dni później okazuje się, że zdjęcia rakiet pochodzą ze wschodnioniemieckiego studia, w którym realizowany jest film według powieści Stanisława Lema.

Maj 1959. Turowicz o jazzie: o zmarłej Billie Holliday pisze, że była najznakomitszą odtwórczynią bluesa. Jazz, zdaniem Turowicza, „to jedno z najbardziej zdumiewających zjawisk kultury XX wieku. Nic nie pomogą protesty przeciwników tej niezwykłej muzyki, której wysoka wartość artystyczna (nie dotyczy to co prawda wszystkich fenomenów jazzu) nie ulega dziś żadnej wątpliwości”.

Obraz Tygodnia: „Słynna pieśniarka francuska Patachou nie dostała się na swój własny występ w Piwnicy pod Baranami na skutek przepełnienia lokalu” (nr 51, 20 grudnia).

 

1960

W pierwszym numerze nekrolog zmarłego 29 XII 59 ks. Piwowarczyka; żegnać Go będą za tydzień Gołubiew i Kisielewski. W numerze 2 – nowa rubryka „Notatki literackie”, później „Notatki”, autorstwa Bronisława Mamonia.

Z Genewy na pokładzie samolotu „Flying Dutchman” Jerzy Turowicz odlatuje na Daleki Wschód, na zjazd Pax Romana na Filipinach, zorganizowany pod patronatem UNESCO. Przysyła „Listy z Azji”: relacje z Bejrutu, Bangkoku, Karaczi; w drodze powrotnej zahaczy o Sajgon, Kalkutę i Kair. „Nie bez zdziwienia usłyszałem, że moje nazwisko jest dość znane w Pakistanie. Po prostu jednym z dowódców młodego lotnictwa pakistańskiego jest Air Commodore Władysław Turowicz. But he is not Pole, he is Pakistani”. W Bangkoku policja syjamska nie pozwala mu opuścić lotniska, gdyż Syjam i Polska nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. W Manili wygłasza referat o problemach katolicyzmu w Polsce. W drodze powrotnej podczas kilkugodzinnego pobytu w Kalkucie dowiaduje się o Matce Teresie, „niemłodej zakonnicy, z pochodzenia Czeszce(!)”. Jest poruszony opowieścią o niej. Kalkuta poraża go kontrastem biedy i bogactwa, ludzie umierają na ulicach obok luksusowych hoteli.

Celem naszym jest demokratyzacja. O cel ten walczyć należy realnie...” tłumaczy Stomma („Gdzie jesteśmy, dokąd idziemy”, nr 3). A za tydzień Gołubiew rozpoczyna 10-odcinkowy cykl historyczny „1000 lat między Wschodem a Zachodem”. „W roku bieżącym obchodzimy tysięczną rocznicę istnienia państwa polskiego. (...) Chcąc odpowiedzieć na pytanie, czy Polska w ciągu tysiąca lat swojej historii, miała złe czy też dobre położenie geopolityczne – i wyciągnąć z tego wnioski na dzisiaj, należy sprawę tę prześledzić szczegółowo, na konkretnym, historycznym materiale”.

Na piętnastolecie pisma zmiana stopki: pojawia się w niej „młoda redakcja”, zastępcą Naczelnego jest Józefa Hennelowa, sekretarzem redakcji Krzysztof Kozłowski (nr 13, 27 marca)

Na Wielkanoc fragment słynnego bestselleru Jima Bishopa „Dzień, w którym umarł Chrystus”. W następnym numerze Turowicz prezentuje pierwszego czarnoskórego członka Kolegium Kardynalskiego – kard. Lauriana Rugambwę.

Artykuł biologa-ateisty Juliana Huxleya z repliką Jeana Guittona: fundamentalna dyskusja o relacji między nauką i wiedzą a wiarą (nr 40). Na pytanie „Czy trzeba myśleć, aby wierzyć” odpowiadają „młodzi naukowcy z KUL-u”: Stefan Sawicki, Adam Stanowski, Maria Jasińska (nr 42).

26 października w wieku 85 lat umiera August Turowicz, ojciec Jerzego.

Ks. Andrzej Bardecki wyjeżdża do Rzymu, gdzie 14 listopada Jan XXIII inauguruje drugi etap prac przygotowawczych do Soboru.

Od czasu do czasu ukazują się w naszym piśmie materiały, po których liczba listów do redakcji wzrasta” – pisze Józefa Hennelowa, w imię „prawa do poszukiwań” broniąc m.in. Spodkowej ankiety „Dlaczego wierzę, wątpię, odchodzę” (nr 49).

W wielkanocnym numerze po raz pierwszy ręką Jerzego Turowicza pisane życzenia dla czytelników, współpracowników, przyjaciół i pracowników „TP”. Aż do Bożego Narodzenia 1998 nie zmieni się ani treść życzeń, ani charakter pisma Naczelnego.

 

do 1956 | 1956–60 | 1961–65 | 1966–88 | 1989–99

 

 

 

 

 

 

 


FOT. DANUTA WĘGIEL

Kalendarium życia Jerzego Turowicza

Głosy po śmierci Jerzego Turowicza

Pierwsza rocznica śmierci

O „Bilecie do raju” – wyborze publicystyki Jerzego Turowicza

Archiwum Jerzego Turowicza

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl