|
KALENDARIUM JERZEGO TUROWICZA
1956
25 października władze zwalniają z
internowania w Komańczy Prymasa Polski; następnego dnia przyjmuje w Warszawie
Jerzego Turowicza i innych przedstawicieli „Tygodnika”. „To było krótkie, ale niezwykle serdeczne spotkanie – wspomina
Turowicz. – I on, i my czuliśmy się jak
ludzie, którzy wracają z bardzo dalekiej podróży. Ksiądz Prymas robił wrażenie
ujętego tym, że nie ugięliśmy się przez cały czas jego aresztowania”. Kard.
Wyszyński akceptuje pomysł spotkania redaktorów „TP” z Gomułką, które odbywa
się 27 października. Gomułka
przyznaje, że odebranie „Tygodnika” było niesprawiedliwością i obiecuje go
zwrócić zespołowi Turowicza.
Prymas
popiera pomysł, by katoliccy intelektualiści kandydowali do Sejmu – w ten
sposób powstaje koło poselskie Znak.
Ze środowiska „TP” do sejmu wejdą: Kisiel, Stomma, Zawieyski. Sam Turowicz nie
kandyduje, gdyż – jak wyzna po latach – „byłem
bardziej może od kolegów sceptyczny. Poza tym nie bardzo widziałem możliwość
pogodzenia udziału w sejmie z redagowaniem »Tygodnika«, a redagowanie wydało mi
się ważniejsze. Pismo to jednak coś konkretnego”. Wspominał: „Mieliśmy od
początku przekonanie, że nasza obecność w polityce ma swoje granice, że może
zaistnieć sytuacja, w której bez względu na konsekwencje będziemy musieli powiedzieć
»nie«. I tak się też stało, choć po wielu latach”.
Pierwszy po wznowieniu numer „Tygodnika” ukazuje się na Boże
Narodzenie 1956. Ma większy format – 59/42 cm, kosztuje 3,5 zł (cena utrzyma się
do czerwca 1971!). Numeracja ciągła nawiązuje do dawnego „Tygodnika”, przy
cyfrze umieszczano przez trzy lata gwiazdkę, dla odróżnienia od pisma PAX-u. W
skład zespołu wchodzą: Antoni Gołubiew,
Józefa Golmont-Hennelowa, Stefan Kisielewski, Zygmunt Kubiak, Hanna Malewska, Irena
Sławińska, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz, Jacek Woźniakowski, Jerzy
Zawieyski i Czesław Zgorzelski.
Asystentem kościelnym pozostaje ks.
Andrzej Bardecki. W „młodej redakcji”, która do stopki trafi dopiero w roku
1960, znajdują się Jerzy Kołątaj, Krzysztof Kozłowski, Antoni Łubkowski, Maciej
Malicki, Bronisław Mamoń, Tadeusz Myślik, Marek Skwarnicki, Jacek Susuł i
Tadeusz Żychiewicz. Wydawcą jest najpierw zespół założycieli, a od 1959 –
Instytut Wydawniczy Znak. Do pisma nie wraca już ks. Piwowarczyk, nie ufając w deklaracje Gomułki. Jego ostatnim
tekstem będzie w 1957 roku Bożonarodzeniowa medytacja.
1957
„Dlaczego
bierzemy udział w sprawach politycznych?” tłumaczy Gołubiew (nr 2, 13 stycznia). Tydzień później redakcja wzywa do
udziału w wyborach („są czymś w rodzaju
referendum”), wypowiadają się kandydaci na posłów: Zawieyski, Stomma,
Kisielewski, Antoni Gładysz i Zbigniew Makarczyk. Wewnątrz reportaż Jana Józefa Szczepańskiego o
repatriantach z ZSRR: „Na ciemnej i
pustej stacji w Medyce stoi pociąg. (...) Od razu odróżnia się repatriantów od tych, co wracają z wizyt. Tu i
ówdzie pojawili się już oczekujący krewni. W jednym z przedziałów syn wita
powracającą matkę. Siedzą naprzeciw siebie, trzymając się za ręce z blisko
pochylonymi ku sobie głowami i nie mogą wydobyć słowa. – Po ilu latach? – Po
siedemnastu – odpowiada stara kobieta drżącym głosem”. Wkrótce wielki cykl
reporterski o zrujnowanej „ścianie zachodniej” – „Kraków–Zgorzelec–Szczecin”,
autorstwa Malickiego i Żychiewicza.
Pojawia
się nowa rubryka „Chodząc po księgarniach”, redagowana przez Bibliofila, czyli Jacka Susuła. Ówczesnymi bestsellerami,
wedle listy Bibliofila, są książki Hemingwaya, Joyce’a, Apollinaire’a,
Mackiewicza i Wańkowicza oraz Karol May, w latach stalinowskich również na
indeksie.
Walki frakcyjne w PZPR i związany z nimi
antysemityzm niespodziewanie znowu stają się tematem dnia. Turowicz jest bezkompromisowy: „Wyjechałem
z Warszawy 19 kwietnia 1943. W dniu tym na niebie Warszawy krążyły samoloty
intensywniej niż zwykle, na terenie miasta słychać było trzaski karabinów
maszynowych i detonacje. W pociągu już dowiedziałem się, że w getcie żydowskim
wybuchło powstanie (...) Ludzie nie
mając żadnych niemal szans na ocalenie życia walczyli z hitlerowskim faszyzmem
nie o życie, ale o ocalenie własnej godności. (...) Sądziłem wówczas, że antysemityzmu w przyszłej Polsce nie będzie, że
ponure to zjawisko raz na zawsze należy do przeszłości. I to nie tylko dlatego,
że po wojnie Żydów w Polsce będzie niewielu. Dziś, w roku 1957, wydaje się, że
tamto przekonanie było złudzeniem. (...)
Antysemityzm zjawił się jako tendencja wśród pewnych członków PZPR. (...) Celem tego antysemityzmu jest wykorzystanie
tej nielicznej dziś w Polsce grupy Żydów jako kozła ofiarnego. (...) Po kilkuset latach koegzystencji z Polakami
[Żydzi] mają tu prawa współgospodarzy,
bez względu na to, czy jest ich tu 3 miliony czy też 100 tysięcy. Mają swój
udział w historii kraju, w jego gospodarce i kulturze. (...) Przejdźmy z kolei do sprawy stosunków
między katolicyzmem a antysemityzmem. Otóż w historii dawniejszej i nowszej
antysemityzm nieraz szerzył się wśród katolików. (...) Antysemityzmu z katolicyzmem pogodzić się nie da, antysemityzm w
swojej istocie jest całkowicie pogański. (...) Nienawiść do Żydów pośrednio uderza w chrześcijaństwo. Antysemita nie
ma pojęcia o istotnym znaczeniu tego, co się zdarzyło na Golgocie” („Antysemityzm”,
nr 11 z 17 marca).
Rok 1957
to również lżejsza (przynajmniej początkowo) cenzura; w „TP” pojawiają się
recenzje z wydawnictw emigracyjnych.
„»Kulturę« [paryską] uważam w ogóle za najlepsze pismo wydawane
w polskim języku” – wyznaje Kisiel, a Irena Sławińska recenzuje „uroczą i wstrząsającą” „Dolinę Issy”
Miłosza. Gołubiew za to deklaruje: „Odnalezienie
się Emigracji zależy od uświadomienia sobie faktu, że niezależnie od
wyznawanych poglądów Polska leży nad Wisłą”.
W szóstą
rocznicę śmierci kard. Sapiehy Jerzy
Turowicz wspomina jego wielkie zasługi dla Kościoła, Ojczyzny i „TP”. Powraca
też do tragicznych epizodów z niedalekiej przeszłości: „W sierpniu 1953 miał miejsce w Krakowie przed sądem wojskowym proces
kilku księży oskarżonych o działalność szpiegowską na rzecz wywiadu
amerykańskiego, tzw. potocznie »proces kurii krakowskiej«. (...) W czasie procesu padło wiele słów uwłaczających
czci śp. kardynała Sapiehy. W ostatnich czasach czytelnicy naszego pisma
zwracali się do nas parokrotnie, by »TP« wszczął akcję mającą na celu
rehabilitację pamięci Kardynała. Odpowiadaliśmy na to, że – naszym zdaniem –
akcja taka nie jest potrzebna, bo pamięć ta żadnego uszczerbku nie poniosła.
Oszczerstwa obracają się przeciw tym, którzy je głosili”.
Poza tym
Bartoszewski przypomina Sierpień 44
i analizuje fenomen „Kolumbów” Bratnego („Czy
to prawdziwy obraz, czy karykatura »akowskiego« pokolenia?”), a Kisielewski rehabilituje Wrzesień 39.
Turowicz broni sztuki nowoczesnej, tłumacząc, że „nie ma sztuki nowoczesnej i nienowoczesnej, jest tylko sztuka dobra i
zła, albo inaczej: sztuka i nie-sztuka”. Naczelny wyznaje, że wielbi
Picassa, ilustracją do jego artykułu – oprócz reprodukcji obrazów Picassa –
jest zdjęcie Herberta przed obrazem Kantora na warszawskim Salonie
Nowoczesnych.
Odwilż
nie oznacza jednak wcale poprawnych stosunków Państwo – Kościół. 3 maja Prymas ogłasza rozpoczęcie
Wielkiej Nowenny Tysiąclecia. 26
sierpnia rozpoczyna się peregrynacja kopii Obrazu Jasnogórskiego. Wkrótce
Matka Boska Częstochowska zostanie „aresztowana” i odprawiona do jasnogórskiego
klasztoru; po kraju będą peregrynować puste ramy.
I choć
po raz pierwszy od 1951 roku Prymas
Wyszyński może wyjechać do Watykanu na spotkanie z Piusem XII, który
obchodzi uroczystość 40-lecia otrzymania sakry biskupiej (redakcję na
uroczystościach reprezentuje Jacek Woźniakowski), to jednak numer z datą 14
lipca nie ukazuje się w ogóle, bo cenzura wstrzymuje druk zarządzenia Prymasa,
zabraniającego księżom współpracy z wydawnictwami PAX-u.
Tymczasem
również Jerzy Turowicz po raz
pierwszy od wielu lat wyjeżdża za granicę – i to na dodatek do Rzymu. Wraz z
Zygmuntem Kubiakiem i Jackiem Woźniakowskim uczestniczy w kongresie Pax Romana.
W tym samym roku Turowicz i Stomma biorą też udział w wiedeńskim Światowym
Kongresie Prasy Katolickiej. W obradach uczestniczy abp Franz Koenig. „Obrady toczyły się w sali Industriehaus, pod
wielkim portretem cesarza Franza Josepha, co może budziło pewne reakcje
sentymentalne u niektórych członków polskiej delegacji – pisze Turowicz, w
którego gabinecie na Wiślnej portret Cesarza wisi od niepamiętnych czasów. – Niech mi wolno będzie bez fałszywego
wstydu powiedzieć, że szczególnym zainteresowaniem cieszyła się delegacja »TP«.
Wielki dziennik wiedeński »Die Presse« napisał: »W centrum zainteresowania
znalazła się oczywiście delegacja polska, zaś poseł na sejm Stomma mówiący
świetnie po niemiecku z lekkim wiedeńskim akcentem był najbardziej poszukiwanym
człowiekiem kongresu«”. Dziennikarze z „Tygodnika” zacieśniają więzi z
zachodnieuropejskimi kolegami. Pius XII w orędziu do uczestników Kongresu
przypomina: „Prasa katolicka winna
realizować dzieło prawdy, środkami sobie właściwymi służąc prawdzie w Kościele
i świecie (...) traktując zawód
dziennikarza jako apostolstwo pióra (...) dając dowody umiaru w sadach, przedkładając to, co łączy – nad to, co
dzieli, łącząc zawsze ze sobą miłość i prawdę” (nr 41 z 20 października).
Po latach Mazowiecki tak wspomina tę
podróż: „Pamiętam nie tylko sam Kongres,
ale i jazdę samochodzikami na Praterze, kiedy – wyposzczeni w PRL – zachowywaliśmy
się jak mali chłopcy”.
Z okazji
rocznicy Rewolucji Francuskiej
Naczelny pisze: „14 lipca to nie jest
święto polityki francuskiej, to jest także święto francuskiej kultury, a może
po prostu święto cywilizacji europejskiej. (...) Mówi się nieraz o kryzysie europejskiej cywilizacji i istotnie na
terenie sztuki, myśli i praktyki cywilizacyjnej spotykamy wiele objawów
dekadencji i rozkładu, jeszcze więcej objawów protestu, buntu i niepokoju.
Sądzić wolno jednak – nie popadając w zbytni optymizm – że kryzys ten nie
obejmuje istotnych podstaw europejskiej cywilizacji, że nie straciły one swej
wartości, że zatem kryzys jest – w pewnej mierze przynajmniej – kryzysem
rozwojowym, kryzysem wzrostu i przemiany, poszukiwania nowych form dla starych
treści. (...) Konserwatywna tradycja
nieraz kwestionuje zgodność pomiędzy ideami Rewolucji a ideami Europy. Otóż
daleko będąc od gloryfikacji Wielkiej Rewolucji, sądzę, że główne idee
Rewolucji są istotnymi hasłami naszej dzisiejszej cywilizacji. (...) Idee wolności, równości i braterstwa są
także własnością katolików i o realizację tych idei walczy katolicka myśl
Francji”. Ciekawym dopełnieniem tych uwag jest tekst sygnowany „Paweł Brudzewski” (stały pseudonim
Jerzego Turowicza), ogłoszony po przyznaniu Nobla Camusowi: „Waga jego
twórczości polega przede wszystkim na jej stronie moralnej (...) Camus nie jest pisarzem chrześcijańskim.
Jest ateistą, czy może raczej agnostykiem. A przecież problematyka Camusa,
problem sensu istnienia, to problematyka metafizyczna, religijna. Toteż
Camus-agnostyk co krok ociera się o chrześcijaństwo. (...) To nie znaczy, byśmy chcieli Camusa
przywłaszczyć do kręgu kultury chrześcijańskiej.”
Smutną
pointę polityczną dopisuje jesień. Jeszcze w lutym, w komentarzu „Październik i
styczeń”, podsumowującym wybory, Turowicz i zespół „Tygodnika” nie mają
wątpliwości – dobrze się stało. „Władysław
Gomułka wygrał wybory. A może trzeba powiedzieć inaczej: zwolennicy spokoju i
ładu wygrali wybory. Albo jeszcze inaczej: społeczeństwo raz jeszcze wykazało
dojrzałość polityczną, zrozumiało, gdzie przebiegają właściwe linie podziału i
opowiedziało się za linią października. Pisaliśmy, że ostatnie wybory miały
charakter referendum narodowego. Referendum to zdecydowanie powiedziało: TAK. (...) Od nowo wybranego Sejmu będziemy się
domagali, by linia demokracji i praworządności była dalej konsekwentnie
przeprowadzana”.
Ale w
październiku 1957, po rozgonieniu tygodnika „Po prostu”, w obszernym
redakcyjnym tekście „Rocznica”, będącym polityczną oceną ostatnich dwunastu
miesięcy, znajdziemy wiele wątpliwości: „Niepokoją
nas wszystkich losy Października... Konserwatyści [partyjni] nie chcą uznać społeczeństwa, w dalszym
ciągu uznają tylko aparat”. Odpór oczywiście daje komunistyczną prasa,
głównie „Trybuna Ludu”, która o „Rocznicy” pisze: „Cały artykuł przypomina tonem pewne artykuły napisane w »imieniu
społeczeństwa«, co nie należy chyba do najlepszych wzorów publicystyki. (...) »Tygodnik« wbrew faktom próbuje stworzyć
wrażenie, iż Październik jest zagrożony, pisze wręcz, że niepokoją go dalsze
losy Października... O nawrocie do starej polityki nie ma już w partii mowy.
Podstawowym niebezpieczeństwem dla postępów demokratyzacji jest natomiast
działalność sił wstecznych, orędowników drugiego etapu”. „TP” odpowiada: „W czyim imieniu piszemy w »Tygodniku«? W
swoim własnym. A kogo »Tygodnik« reprezentuje, o tym wszyscy dobrze wiedzą”.
„Trybuna”
atakuje również Gołubiewa za tekst „Polska
leży nad Wisłą”, a Kisielewski drwi:
„Niektórzy dziennikarze warszawscy
zrobili ze mnie trampolinę, po której skaczą z wigorem, choć bez cienia
precyzji. Chodzi im o moje wystąpienia za granicą. Twierdzą, że wystąpieniami w
zagranicznej prasie i radio szkodziłem Polsce, że to co mówiłem nie licowało ze
stanowiskiem posła, że mam być czy też powinienem być ukarany itd.”.
A co z
samym „Tygodnikiem”? Jerzy Turowicz
decyduje się przeprowadzić wywiad z samym sobą: „Pan się pyta, jak mi się podoba »TP«? Bardzo mi się nie podoba, to
bardzo niedobre pismo, źle redagowane. Jakie są wady »Tygodnika«? Bardzo liczne
i różnorodne. Jedna z nich to zbyt duże rozmiary artykułów. (...) Ostatnio z ust kilku księży słyszałem, że
»TP« (...) powinien pisać tylko o sprawach dla katolika najważniejszych, tj. o
sprawach religijnych i światopoglądowych. Że niepotrzebnie zajmuje się sprawami
kultury, literatury i sztuki, Camusem, Conradem, niepotrzebnie sprawami
społecznymi i politycznymi (...)
»Tygodnik« musi pisać o Camusie, alkoholizmie, budownictwie mieszkaniowym i
realizmie socjalistycznym, dlatego że katolicyzm to nie są tylko sprawy kultu i
dogmatu, ale to światopogląd, który obejmuje wszystkie sprawy człowieka”.
1958
W
noworocznym numerze redakcja stawia sobie pytanie „Czy »Tygodnik Powszechny« jest pismem katolickim?”. Jerzy Turowicz tłumaczy: „Światopogląd katolicki obejmuje całą
rzeczywistość ludzką. I nie ma racji nasza Korespondentka sądząc, że tylko
artykuły na tematy religijne ten światopogląd kształtują”. Od tego też
numeru pojawia się nowa stała rubryka: „Kronika religijna”.
„Czy
astronautyka zagraża religii? – zastanawia się ks. Bardecki. – Czy
ewentualne istnienie istot rozumnych na innych planetach nie koliduje z
podstawowymi tezami światopoglądu katolickiego?” Obok proza poetycka
Edwarda Stachury, wewnątrz numeru wraca sprawa wznowionego właśnie „Sprzysiężenia”;
przeciw czemu protestuje w liście do redakcji ks. Piwowarczyk, zespół też
krytykuje Kisiela, ale nie zamierza rezygnować z jego współpracy (nr 3, 19
stycznia).
Dziwna
zamiana! Prenumeratorzy „TP” zamiast „Tygodnika” otrzymują drogą pocztową „Za i
przeciw”. Odpowiedzialność za manipulację ponosi Ruch. „Oczekujemy
wyjaśnienia!”. Wyjaśnienia udzielono kilka numerów później, ale nie brzmiało
ono zbyt przekonująco.
Herbert rozmawia z Jerzym Zawieyskim – przede wszystkim o literaturze, szczególnie „szufladowej”,
ale też o polityce. Na pytanie Herberta, jak pisarz godzi politykę z pisaniem,
Zawieyski odpowiada: „Polityka... Stało
się to wbrew moim dążeniom. Moja polityka to »apostolat de la presence«. Może
idzie tylko o samą obecność wśród polityków, o nic więcej? Moja rola polega na
świadczeniu pewnej określonej postawie” (nr 15 z 13 kwietnia).
„Jaka jest nadzieja w obliczu różnych
zagrożeń epoki? – zastanawia się Turowicz
w tekście „Niepokój i nadzieja”. – Zawsze
pozostanie w głębi serca i umysłu człowieka, w głębi jego najistotniejszej
natury nienaruszony obszar wolności, miejsca, do którego nie mają dostępu prawa
i policje, ani zabłocony but drugiego człowieka. Może to miejsce zasłonić
strach lub kłamstwo, zagłuszyć hałas lub łatwizna, ale ono będzie istnieć,
będzie korzeniem, z którego odrastać będzie miłość dobra i prawdy i odwaga
kształtowania własnego życia według wewnętrznej prawdy, choćby za to trzeba
było płacić najwyższą cenę. Oto nasza nadzieja w obliczu współczesności” (nr 16, 20 kwietnia).
W
artykuł ks. Karola Wojtyły „Tajemnica
Maryi” włamana ramka: „Jak się
dowiadujemy w ostatniej chwili, autor niniejszego artykułu, stały
współpracownik naszego pisma, otrzymał nominację na biskupa-sufragana
krakowskiego” (nr 33, 17 sierpnia).
„Uważam, że »Tygodnik« skazany jest na
wielkość: albo będzie wielki, albo będzie – żaden” – poucza młodych „stojący nad grobem starzec” czyli Kisiel z okazji 500 numeru (nr 34).
9 października umiera Pius XII; 28 października konklawe wybiera na
Stolicę Piotrową kard. Angelo Giuseppe Roncallego, patriarchę Wenecji, który
przyjmuje imię Jana XXIII. Wśród
nowych kardynałów, mianowanych przezeń już 17 listopada, znajdzie się abp
Mediolanu, Giovanni Battista Montini – przyszły Paweł VI. W Rzymie jest wówczas
Stomma, którego do wspólnej podróży zaprosił Prymas Wyszyński.
Władze
udzielają pozwolenia na założenie wydawnictwa Znak. „O otrzymanie takiej koncesji staraliśmy się od października 56 –
pisze Kisiel – w myśl zasady pokazać
świni palec, to chce całą rękę. Wspaniały plan wydawniczy, złożony z 30 (!)
pozycji. Czego tam nie ma! Co prawda nie wiem czego, bo planu tego, zgodnie z
naszą metodą pracy, nie obejrzałem. Znając jednak upodobania moich przyjaciół
liczę na »Dekameron«, »Żywoty pań swawolnych«, »Małżeństwo doskonałe« i »Historie
o masonach«”.
W „Liście
z Europy” Turowicz dzieli się wrażeniami z Paryża, Rzymu, Londynu: „Po co się jeździ z Polski do tzw. Zachodniej
Europy? Przede wszystkim chyba, by zobaczyć ludzi, innych ludzi! Zaglądnąć im w
oczy, posłuchać, o czym mówią, zrozumieć, jak i o czym myślą. Rozmawiałem z
setkami ludzi, z intelektualistami, robotnikami, studentami, księżmi.
Rozmawiałem z Francois Mauriakiem i z Ignazio Silone (...) André Frossard kreślił mi zjadliwy obraz
intelektualistów lewicy francuskiej” (nr 52). Wiele lat później doda, że w
Londynie spotkał się też z generałem Andersem.
Plebiscyt
w sprawie formatu „TP” (nr 47). Kisiel zapowiada: „Jeśli »Tygodnik« zmieni format i stanie się »Świerszczykiem«
[ówczesne pismo dla dzieci], to ja –
wysiadam”. Wyniki plebiscytu: 2477 głosów za formatem małym, 1745 za dużym.
Bp Kominek wzywa: nil innovetur!
Rezultat – pozostawiono duży format (nr 52).
1959
W
pierwszym numerze pojawiają się nowe rubryki: „Obraz Tygodnia” i felieton
Spodka. „Obraz” redagowany jest najpierw przez Jerzego Turowicza, później przez blisko 30 lat przez Krzysztofa Kozłowskiego. Zaczyna się
dość ostro: „W Krakowie zanotowano
zwiększenie ilości budek Milicji Obywatelskiej, przy jednoczesnym zmniejszeniu
ilości budek telefonicznych”.
Luty 1959 – Stefan Kisielewski „Aby rozładować napięcia” (fragmenty
przemówienia sejmowego): „Muszę poruszyć
sprawę bardzo ważną, którą u nas często się pomija, mianowicie sprawę wolności
słowa, czyli działalności Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Jest to
urząd skromny, który rzadko kiedy się tutaj pojawia i nigdy nad jego
działalnością nie dyskutujemy. A wielka szkoda. Przecież jest to urząd jawny,
mieści się przy ul. Mysiej, wszyscy możemy tam pójść, jeśli chcemy coś załatwiać”.
Naczelny w „Migawkach wiedeńskich” zachwyca
się i niepokoi ludzkością. „Dziewczyna –
18-20 lat, śliczna, delikatna twarz, czarne brwi i zupełnie białe, a raczej
srebrne włosy, o kolorze na pewno nieosiągalnym w naturalny sposób. Bardzo to
efektowne, może nawet niebrzydkie, ale właściwie po co?”. Świat jest piękny
– w podziemnym przejściu obok wiedeńskiej Opery wspaniała kawa espresso oraz
mnóstwo książek: od Tomasza Manna do Saganki. A wieczorem „Don Carlos”: „Nie jestem entuzjastą opery, wolę osobno
dobry teatr i dobrą muzykę, od Verdiego wolałbym Mozarta lub Hindemitha czy
Strawińskiego. (...) Oto wielki świat
Wiednia: artyści, dyplomacja, arystokracja. (...) W tym ponad tysięcznym tłumie nie ma ani jednej znajomej twarzy –
jestem intruzem w świecie żyjącym swoim własnym życiem. A z drugiej strony,
wygodna właśnie pozycja obserwatora”. Zaczyna się ton niepokoju: „mniej
więcej od roku w dziedzinie mody damskiej dzieją się rzeczy straszne, bo
przeciwne naturze. Suknia-worek, suknia trapez, suknia-balon, baby look – to są
rzeczy potworne. W życiu codziennym, przy pracy, na ulicy, nie wygląda to może
tak źle, zdrowy instynkt kobiety sprawia, że nawet ulegając tyranii mody,
dostosowuje ją do potrzeb życia i do reguł estetyki. Zresztą, młoda, zgrabna
dziewczyna potrafi wyglądać ładnie, cokolwiek by na siebie włożyła. Głównym
winowajcą tego wszystkiego jest 22-letni Yves Saint-Laurent, od roku
dzierżyciel berła w królestwie mody. Podejrzewam, że ten młody, niezgrabny i
nieśmiały człowiek o powierzchowności protestanckiego pastora, jest w głębi
ducha zaciętym wrogiem kobiet. (...)
Gdybym nie był chrześcijaninem i przeciwnikiem kary śmierci, sądziłbym, że pana
Saint-Laurent należałoby zastrzelić, bowiem zbrodnia dokonywana na
kilkudziesięciu milionach kobiet (ufam, że więcej nie ulega jego wpływom) zasługuje
na najwyższy wymiar kary. Co prawda wolno się spodziewać, że ten okres błędów i
wypaczeń w królestwie mody wkrótce przeminie, że zdrowy rozsądek i lud (żeński
– i męski także, bo któż tu właściwie jest bardziej pokrzywdzony?) upomną się o
swe prawa”.
Ks.
Bardecki: „25 stycznia na zakończenie
Tygodnia Modlitw o zjednoczenie Kościołów papież Jan XXIII zapowiedział zwołanie Soboru Powszechnego.
Dotychczas nie liczono się w ogóle z taką możliwością” (nr 6).
Kisiel wywołuje burzę, krytykując ideę
odbudowy Zamku Warszawskiego i proponując wzniesienie w jego miejsce „wielkiego, szklanego, przestrzennego,
Corbusierowskiego muzeum” (nr 14).
Wyścig w kosmos jest tematem dnia. „Dnia 13 września o godz. 23, 2 minuty, 24
sekundy, druga radziecka rakieta kosmiczna osiągnęła powierzchnię Księżyca”.
Komentując komunikat TASS-a redakcja zwraca uwagę, że stało się to w przeddzień
wizyty Chruszczowa w USA (nr 38). Rosjanie zapowiadają, że w ciągu kilku najbliższych
lat będą lądować też na innych planetach. W zachodnioniemieckich gazetach
poruszenie – NRD w ostatnich dniach przygotowuje się do wystrzelenia rakiety na
Księżyc, kilka dni później okazuje się, że zdjęcia rakiet pochodzą ze
wschodnioniemieckiego studia, w którym realizowany jest film według powieści
Stanisława Lema.
Maj 1959. Turowicz o jazzie: o zmarłej Billie Holliday pisze, że była
najznakomitszą odtwórczynią bluesa. Jazz, zdaniem Turowicza, „to jedno z najbardziej zdumiewających
zjawisk kultury XX wieku. Nic nie pomogą protesty przeciwników tej niezwykłej
muzyki, której wysoka wartość artystyczna (nie dotyczy to co prawda wszystkich
fenomenów jazzu) nie ulega dziś żadnej wątpliwości”.
Obraz
Tygodnia: „Słynna pieśniarka francuska
Patachou nie dostała się na swój własny występ w Piwnicy pod Baranami na skutek
przepełnienia lokalu” (nr 51, 20 grudnia).
1960
W
pierwszym numerze nekrolog zmarłego 29 XII 59 ks. Piwowarczyka; żegnać Go będą za tydzień Gołubiew i Kisielewski.
W numerze 2 – nowa rubryka „Notatki literackie”, później „Notatki”, autorstwa Bronisława Mamonia.
Z Genewy
na pokładzie samolotu „Flying Dutchman” Jerzy
Turowicz odlatuje na Daleki Wschód, na zjazd Pax Romana na Filipinach,
zorganizowany pod patronatem UNESCO. Przysyła „Listy z Azji”: relacje z
Bejrutu, Bangkoku, Karaczi; w drodze powrotnej zahaczy o Sajgon, Kalkutę i
Kair. „Nie bez zdziwienia usłyszałem, że
moje nazwisko jest dość znane w Pakistanie. Po prostu jednym z dowódców młodego
lotnictwa pakistańskiego jest Air Commodore Władysław Turowicz. But he is not
Pole, he is Pakistani”. W Bangkoku policja syjamska nie pozwala mu opuścić
lotniska, gdyż Syjam i Polska nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. W Manili
wygłasza referat o problemach katolicyzmu w Polsce. W drodze powrotnej podczas
kilkugodzinnego pobytu w Kalkucie dowiaduje się o Matce Teresie, „niemłodej zakonnicy, z pochodzenia Czeszce(!)”.
Jest poruszony opowieścią o niej. Kalkuta poraża go kontrastem biedy i
bogactwa, ludzie umierają na ulicach obok luksusowych hoteli.
„Celem naszym jest demokratyzacja. O cel ten
walczyć należy realnie...” tłumaczy Stomma
(„Gdzie jesteśmy, dokąd idziemy”, nr 3). A za tydzień Gołubiew rozpoczyna 10-odcinkowy cykl historyczny „1000 lat między
Wschodem a Zachodem”. „W roku bieżącym
obchodzimy tysięczną rocznicę istnienia państwa polskiego. (...) Chcąc odpowiedzieć na pytanie, czy Polska w
ciągu tysiąca lat swojej historii, miała złe czy też dobre położenie
geopolityczne – i wyciągnąć z tego wnioski na dzisiaj, należy sprawę tę
prześledzić szczegółowo, na konkretnym, historycznym materiale”.
Na
piętnastolecie pisma zmiana stopki: pojawia się w niej „młoda redakcja”,
zastępcą Naczelnego jest Józefa
Hennelowa, sekretarzem redakcji Krzysztof
Kozłowski (nr 13, 27 marca)
Na
Wielkanoc fragment słynnego bestselleru Jima
Bishopa „Dzień, w którym umarł Chrystus”. W następnym numerze Turowicz prezentuje pierwszego czarnoskórego członka Kolegium
Kardynalskiego – kard. Lauriana Rugambwę.
Artykuł
biologa-ateisty Juliana Huxleya z
repliką Jeana Guittona:
fundamentalna dyskusja o relacji między nauką i wiedzą a wiarą (nr 40). Na
pytanie „Czy trzeba myśleć, aby wierzyć”
odpowiadają „młodzi naukowcy z KUL-u”: Stefan Sawicki, Adam Stanowski, Maria
Jasińska (nr 42).
26
października w wieku 85 lat umiera August
Turowicz, ojciec Jerzego.
Ks. Andrzej Bardecki wyjeżdża do Rzymu,
gdzie 14 listopada Jan XXIII inauguruje drugi etap prac przygotowawczych do
Soboru.
„Od czasu do czasu ukazują się w naszym
piśmie materiały, po których liczba listów do redakcji wzrasta” – pisze Józefa Hennelowa, w imię „prawa do
poszukiwań” broniąc m.in. Spodkowej ankiety „Dlaczego wierzę, wątpię, odchodzę” (nr 49).
W
wielkanocnym numerze po raz pierwszy ręką Jerzego
Turowicza pisane życzenia dla czytelników, współpracowników, przyjaciół i
pracowników „TP”. Aż do Bożego Narodzenia 1998 nie zmieni się ani treść życzeń,
ani charakter pisma Naczelnego.
do 1956 |
1956–60 |
1961–65 |
1966–88 |
1989–99
|