KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Będzie nam Go brakowało

Charles Taylor

 
 

Księdza Tischnera poznałem w związku z rozmowami w Castel Gandolfo, sympozjami poświęconymi rozmaitym zagadnieniom współczesnej myśli i kultury, które odbywały się w obecności Ojca Świętego. Ksiądz Tischner był jednym z inspiratorów tych spotkań i w dużym stopniu wpłynął na ich tematykę i przebieg. Podczas tych sympozjów miałem okazję rozmawiać z nim o filozofii, jak również innych istotnych kwestiach współczesnej kultury, lecz nasze kontakty nie ograniczały się do tego.

Widzę księdza Tischnera jako mieszczącego się w tradycji chrześcijańskiego humanizmu, lecz nie w wąskim sensie człowieka, który stara się kurczowo trzymać ugruntowanej tradycji, tomistycznej bądź innej. Przeciwnie, bardzo dobrze rozumiał, że ten rodzaj humanizmu, który łączy wiarę z antropologią filozoficzną, należy stwarzać od nowa w każdej kolejnej epoce. W pewnym sensie nauczył Go tego kontekst Jego życia – straszliwe doświadczenia Polski w XX stuleciu, jak również włączenie się w tradycję fenomenologiczną, która stanowiła ważny nurt myśli polskiej (czynniki te w sposób istotny wpłynęły również na myśl Ojca Świętego).

Być może ważniejsze jednak były pewne cechy osobiste księdza Tischnera: niewzruszona wiara, w oparciu o którą gotów był otworzyć się na innych, otworzyć się ze zrozumieniem na inne doświadczenia i poglądy; wspaniałe poczucie humoru oraz poczucie absurdu – nie kostyczne i zgryźliwe, które cechuje wielkich polemistów, lecz bardziej tolerancyjne, przygarniające, takie, które rozumie, że wszyscy jesteśmy pogrążeni w absurdzie, lecz mimo to udaje nam się czasem wydobyć z niego jakiś sens; wreszcie poczucie zakorzenienia w życiu swego narodu, co nadało Jego filozofii znaczenie i oddźwięk poza murami akademii.

Emanował ciepłem, przyjaźnią, wiarą i żarliwością intelektualną, podtrzymującą na duchu wielu z nas, którzy zmagamy się z problemami współczesnego humanizmu. Kusi mnie, żeby powiedzieć, że był niezastąpiony – lecz już kiedy piszę to słowo, słyszę, jak się śmieje, rozbija ten pomysł w puch przy pomocy swego subtelnego, ironicznego dowcipu. Niech więc wystarczy stwierdzenie, że będzie nam Go bardzo brakowało.

 

Przełożył Tomasz Bieroń

 

 

Autor jest profesorem filozofii, wiceprzewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku.

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl