|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Myśli wyszukane
KS. JÓZEF TISCHNER
„Myśli wyszukane” ks. Józefa Tischnera, w całości
ukazały się w książce wydawnictwa Znak.
Autorem wyboru cytatów z książek, artykułów, kazań i wywiadów Księdza
Profesora jest Wojciech Bonowicz.
Między Wawelem a Jasną Górą
• Polska jest dziś jak książka szyfrem pisana:
kto potrafi postawić jej rozumne pytanie, temu także rozumnie odpowie.
• Takiego świadectwa człowiekowi, jakie swym
uczynkiem dał o. Kolbe, nie dał żaden współczesny kierunek filozofii człowieka.
Heidegger mówi: „człowiekowi w jego byciu chodziło o własne bycie”. Sartre
mówi: „drugi to piekło”. Lévi-Strauss mówi: „piekło jest we mnie”. Inny
strukturalista mówi: „koniec człowieka”. A my mamy Kolbego.
• Jedni budują obozy śmierci, drudzy osiągają w
nich świętość.
• [W polskim katolicyzmie mamy do czynienia] z
postawą nie bardzo na serio traktującą poglądy drugiego człowieka. (...) Jest
tu specyficzna wizja religijności i świętości – wizja heroizmu poświęceń bez
heroizmu myślenia. Może nawet bywa i heroizm myślenia, ale bez samokrytycyzmu.
Mimo wszystko nikt w Polsce nie wpadł na pomysł kanonizacji Kopernika, chociaż
jego odwaga w obronie prawdy była może większa od odwagi niejednego idącego na
szybką śmierć.(...) Ma to i tę dobrą stronę, że się myślicieli nie pali, bo nie
nadaje im się nadmiernej rangi.
• Polacy to ludzie o „czystym sercu”, którym nie
potrzeba „praw pisanych”, bo sami – patrząc w serce – wiedzą, kogo głaskać, a
kogo bić.
• Sarmata lubi błyszczeć wobec otoczenia i to
nawet poprzez błędy życiowe. Stąd płynie w nim swoista „ideologia zła”. Ja
rozumiem, że każdy człowiek popełnia jakieś błędy. Ale my potrafimy własne
błędy przedstawić jako powód do chluby.
• Odkryć naród znaczyło dla mnie: odkryć nie
tylko jego poezję i sztukę, ale i jego pracę.
• Praca człowieka jest językiem mówionym do
drugiego człowieka, językiem, który go niszczy lub rozwija.
• Czym na gruncie języka jest kłamstwo, tym na
gruncie pracy jest moralny wyzysk
pracy.
• Jedną z najbardziej bolesnych form zdrady jest
skazanie człowieka pracy na pracę bez sensu.
• Najgłębsza solidarność jest solidarnością
sumień.
• Solidarność jest dziełem nie tylko tych, którzy
zawsze mieli sumienia, ale również tych, którzy je w sobie odbudowali.
• „Definicja” zasady solidarności znajduje się u
św. Pawła: „jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”.
Chwila, w której zapomnielibyśmy o tym, byłaby chwilą naszego samobójstwa.
• Komunizm, walcząc z chrześcijaństwem, zarazem
parodiuje chrześcijaństwo. (...) Pragnie
m i e ć – mieć człowieka,
mieć absolutnie, bezwzględnie i niepodzielnie, tak jak – w jego mniemaniu – ma
człowieka sam Bóg.
• Ciekawe, że kiedy się mówi o doświadczeniu zła
w komunizmie, nie jest się rozumianym przez Zachód; w momencie kiedy pojawia
się słowo „zło”, pęka nić porozumienia.
• Homo sovieticus to zniewolony przez system
komunistyczny klient komunizmu – żywił się towarami, jakie
komunizm mu oferował. (...) Gdy komunizm przestał zaspokajać jego nadzieje i
potrzeby, homo sovieticus wziął udział w buncie.
• Homo sovieticus nie zna różnicy między swym
własnym interesem a dobrem wspólnym. Może podpalić katedrę, byle sobie przy tym
ogniu usmażyć jajecznicę.
• Rozdrobniony na tysięczne odmiany indywidualne
[homo sovieticus] był stałym towarzyszem chrześcijanina. (...) Zawsze pełen
roszczeń, zawsze gotów do obwiniania innych, a nie siebie, chorobliwie podejrzliwy,
przesycony świadomością nieszczęścia, niezdolny do poświęcenia siebie, obracał
się między Wawelem a Jasną Górą jako natręt i wyrzut sumienia duszpasterzy.
• Gdzie masz wolność, tam rośnie znaczenie słowa,
gdzie wiele znaczy słowo, tam zakłada się wolność.
• Potrafimy walczyć o wolność, ale trudno się nam
jej dorabiać.
• Nie wystarczy zburzyć stodołę, aby na jej
miejscu powstał dom.
• Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi
przyznać się do winy. Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać
wyznania win i uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności, jak wina
nienazwana i niewyznana.
• Mój główny zarzut przeciwko proponowanym formom
dekomunizacji brzmi: dekomunizacja nie trafia w komunizm. Intencją moją nie
była i nie jest obrona komunizmu. Intencją moją jest ostrzeganie przed strzelaniem
Panu Bogu w okna.
• Przebaczenie to jedyne lekarstwo na chorobę
niewolników; jak długo nie będzie przebaczenia, tak długo będzie trwać choroba.
• Chrześcijaństwu w Polsce nie grozi dziś ani
laicyzm, ani ateizm (przynajmniej na razie), ale parodia
religii.
• Jestem głęboko przekonany, że nasza ojczyzna
dzisiaj, jak nigdy prawie, potrzebuje religii, która by Polskę odnowiła. Ale co
Polska robi z religią? Bardzo często czyni narzędziem do nienawiści bliźniego
swego.
• Broni się wiary przed próbami zamknięcia jej w
„zakrystii”, a więc w obszarze symbolizującym prywatność. Czy słusznie? (...) A
może słabość wiary bierze się stąd, że jest ona za mało „prywatna”, a za bardzo
„publiczna”?
• Czy ludzie Kościoła potrzebują jeszcze innej
władzy nad człowiekiem – innej od tej, jaką daje naturalne pragnienie Boga?
Zachodzi niebezpieczeństwo, że sięgając po inną władzę, ludzie Kościoła
pozbawią Kościół tej władzy, jaką rzeczywiście ma.
• Jeśli idzie o tzw. „chrześcijańskie”
ugrupowania polityczne, to (...) widzę w nich polską odmianę głęboko
antydemokratycznego lefebvryzmu. Nie milczę o tym, a nie milczę dlatego, aby mi
ktoś kiedyś nie zarzucił tego, co zarzuca się Heideggerowi – że jako filozof
milczał, patrząc, jak na jego oczach obumierała wolność.
• W moim życiu filozoficzno-kapłańskim nie
spotkałem kogoś, kto stracił wiarę po przeczytaniu Marksa, Lenina, Nietzschego,
natomiast na kopy można liczyć tych, którzy ją stracili po spotkaniu z własnym
proboszczem. Jest to bardzo przykre zjawisko, kiedy lekarz zaraża chorego.
• Są dwa rodzaje duszpasterskiej odwagi: jest
odwaga, która śmie wytknąć człowiekowi jego grzech, i jest odwaga, która śmie
pokazać grzesznikowi wielkość miłości Boga. Najczęściej spotykamy w kościołach
pierwszą odwagę.
• W ewangelicznym kapłaństwie nie chodzi o to,
ile ognia potrafi kapłan ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za
iloma potrafi „nadstawić kark”. Ewangeliczne kapłaństwo dopełnia się na krzyżu.
Wstawiennictwo słowne staje się rzeczywistą śmiercią za grzeszników.
• Kościół to jest nie tylko zgromadzenie świętych
i grzeszników, ale także duchownych, którzy – koniec końców – są starymi kawalerami.
Więc są w Kościele cnoty świętych, winy grzeszników i wady tych, których pod
żadnym pozorem nie należy budzić po obiedzie.
• Gdy religijność zastępuje religię, wtedy
wszystko, co przynależy do wiary i religii, zostaje wypełnione przeżyciem,
uczuciem, wrażeniem: łaska staje się wrażeniem łaski, grzech przeżyciem
grzechu, Eucharystia spotkaniem ze spotkaniem, Bóg najwyższym entuzjazmem Boga.
• Kościół schorowanej wyobraźni nie lubi rozumu.
Rozum jest dla niego źródłem nieustannego zagrożenia. Rozum to cynizm,
sceptycyzm, relatywizm. Ale nie lubi on również zmysłów. Zmysły to
subiektywizm, hedonizm, rozpasanie. Trzeba mieć taki świat, żeby w nim
„wszystko przeszkadzało do zbawienia”.
• Kto jako tako zna historię Kościoła i historię
jego wewnętrznych reform, ten łatwo spostrzeże, że nasza dzisiejsza samokrytyka
wygląda na tle tamtej jak nieśmiałe brzęczenie much.
• Cokolwiek by się rzekło, rola Kościoła w tym
kraju jest historyczna i ponadhistoryczna. Ponadhistoryczna polega na tym, żeby
zbawić jak najwięcej dusz. A historyczna na tym, żeby dopomóc ludziom w tworzeniu
dobrej historii. (...) I jeśli ktoś jest predysponowany do pomocy w budowaniu
polskiej demokracji, to nasz Kościół.
• Wybrałem, aby być ciasnym i tępym filozofem
Sarmatów. Staram się im wymyślać i dobrze im radzić. Na szczęście niezbyt mnie
słuchają, więc i wina moja nie będzie zbyt wielka.
Wokół wiary i niewiary
• Wiara jest w gruncie rzeczy smutną
koniecznością. Gdybyśmy mogli mieć wiedzę, nie potrzebowalibyśmy mieć wiary.
Rzecz w tym, że nie możemy mieć wiedzy. Są rzeczy, które przerastają możliwości
ludzkiego rozumu. Jest światło, które oślepia. Tak jest z Bogiem.
• Są dwa punkty otwarcia się na Boga: jedni
potrzebują do tego nieszczęścia, inni – przeciwnie – smaku szczęścia. Pierwsi
szukają Pana Boga, aby wyratował ich z opresji, drudzy – aby Go sławić, wyrazić
Mu wdzięczność za wspaniałość istnienia. Wielka teologia wyrasta z tego
drugiego motywu – jest teologią wdzięczności.
• W imię zachowania człowieczeństwa mamy
obowiązek pytać: dlaczego? Matka Boska też spytała: Jak mi się to stanie?
• Jeśli ktoś chce ufać ślepo, znaczy to, że nie
potrzebuje Objawienia. Ono adresowane jest przecież do naszej rozumności,
oświeca ją. Pan Bóg chce, byśmy szli do Niego z otwartymi oczyma.
• Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie
zastąpi.
• Kto chce zrozumieć naturę wiary religijnej,
niech będzie przygotowany na spotkanie z prostotą. Trudność rozumienia nie
polega bowiem na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my
powikłani, a wiara prosta.
• Bóg jest jak muzyka, która cię zaprasza do
tańca. Nigdy nie musisz – zawsze możesz. Ale gdy możesz, wiesz, że możesz –
wybierasz i zaczynasz rozumieć. Chrześcijaństwo bardzo wyraźnie mówi: szukaj
Boga w sobie. On tam jest!
• Pan Bóg jest istotą absolutnie samodzielną.
Stwarza człowieka jako istotę absolutnie samodzielną. (...) I między nimi
pojawia się miłość. Miłość polega na tym, że istoty absolutnie samoistne nie
mogą bez siebie żyć.
• W języku religii mowa z kimś jest bardziej
fundamentalna niż mowa o czymś.
• Dialog wiary toczy się na poziomie wierności, a
nie pewności. (...) Gdy poddaję krytyce „pewność w religii”, nie chcę nikomu
podpalać nieba, co najwyżej kawałek słomy nad głową.
• Stworzenie dokonało się bez woli człowieka,
podobnie wybranie przez Boga, ale zbawienie nie może się dokonać bez wolnego
wyboru. Jeśli ludzie wybiorą Boga, Bóg będzie mieszkał między nimi, jeśli nie
wybiorą, to nie będzie. Obrazuje to tajemnica Eucharystii: Zbawiciel
przychodzi, ponieważ wierni wciąż wybierają Go na nowo.
• Są takie momenty, kiedy się widzi, że ma się na
swojej drodze kogoś drugiego. I to kogoś takiego, kto ten odcinek drogi
przeszedł pierwszy. Jest o parę kroków do przodu. Na tym polega chrystianizm
jako więź z Chrystusem. To jest bardzo swoiste przeżycie, niesłusznie zwane
przeżyciem mistycznym. Moim zdaniem jest to po prostu szalenie ludzkie
przeżycie. Mamy je wobec ojca, wobec matki, wobec najbliższych towarzyszy naszego
dramatu. I nagle pojawia się towarzysz wszystkich towarzyszy, który kiedyś,
gdzieś powiedział: „nie bójcie się”.
• W konfesjonale nie mówię: „Dwa plus dwa jest
cztery i to jest prawda”. W konfesjonale mówię: „Słuchaj, jest Ktoś, na kim
możesz się oprzeć. I to jest twoja prawda”. Co by było, gdyby Chrystus nie miał
racji? Czy warto przegrać z Chrystusem, czy też wygrać z Wielkim Inkwizytorem?
Konfesjonał służy przekonaniu człowieka, że warto być z Chrystusem, choćby to
miało oznaczać porażkę.
• Jest jakaś głęboka logika w czynach Jezusa:
wszystko zaczyna się od cudu przemiany wody w wino, a potem uczynki rosną,
stają się uzdrowieniami, wskrzeszeniami umarłych, odpuszczeniami win, ofiarą
krzyżową za świat. Na początku uratowało się ubogą rodzinę przed zawstydzeniem.
Na końcu ocaliło się ludzkość przed zgubą.
• Kluczem do istoty Boga jest (...) akt umierania
za grzeszników. Każde inne rozumienie tego, co absolutne, może prowadzić do
totalitaryzmu, bo zachęca do postrzegania świata jako maszyny, której zadaniem
jest zmierzanie ku Absolutowi. Jeśli się uwierzy, że społeczeństwo to maszyna
składająca się z tysięcy kółek i każde z nich ma marszowi do Absolutu służyć,
łatwo uwierzyć, że te, które odpowiednio nie służą, trzeba w imię Absolutu
wyrzucić. (...) chrześcijaństwo mówi, że popsutych kółek się nie wyrzuca, ale
się je ratuje, tak jak ratował je Bóg, kiedy umierał za grzeszników. On
przecież nie umierał za świętych i nie umierał za bezgrzesznych, ale właśnie za
grzeszników – za te popsute kółka.
• Bóg jest nieskończony i z natury nie cierpi.
Ale jeżeli ktoś nieskończony nieskończenie kocha, to znaczy, że cierpi razem z
tym, kogo ukochał.
• Musisz być sobą, bo jeśli będziesz kimś innym,
to akurat zbawią tego innego, a nie ciebie. Jeżeli będziesz dokładnie
naśladował Jana Vianneya, to ty jako ty nie będziesz zbawiony, tylko zbawiony
będzie Jan Vianney.
• Potwierdzając chrześcijaństwo wyłącznie jako etykę,
a etykę wyłącznie jako określoną technikę życia, de facto odchodzimy od
chrześcijaństwa. Pomijamy w nim to, że jest religią. Zapominamy, że jego
zadaniem jest zbawienie. Wprawdzie potwierdzamy ideał, ale porzucamy łaskę.
Grozi nam prezentacja chrześcijaństwa
bez łaski.
• Łaska to wdzięk, gracja. Człowiek działa pod
jej wpływem dlatego, że pociąga go wdzięk dobra, a nie dlatego, że pcha go do
działania jakaś nieprzezwyciężalna siła. Kiedy przez drogę idzie wdzięk w
postaci ładnej dziewczyny, jest to właśnie metaforą łaski. Nie wiadomo, skąd
się wzięła, nie wiadomo, dokąd idzie, a zmienia sens otaczającego ją świata.
• Dla wiary istotne nie jest to, jakim
koniecznościom tego świata służy, lecz to, jaką wolność wyraża. (...) Do świata
wiary wkracza się tylko poprzez bramę wolności.
• Wolność chrześcijanina wyraża się nawróceniem.
• Wina ma sens dialogiczny, odpuszczenie również.
Spowiednik pojawia się więc jako reprezentant ludzi przeze mnie skrzywdzonych.
(...) A na to nakłada się tajemnica wiary, bo zarówno on, jak i ja zdajemy
sobie sprawę, że pełne zadośćuczynienie jest niemożliwe. „Kto im łzy zwróci?”
To idzie na Boga.
• Niewątpliwie religia nadaje sens cierpieniu.
Ale nie cierpiętnictwu.
• Można tak pokochać krzyż, że się zrezygnuje z
zejścia z krzyża w dniu zmartwychwstania.
• Kto krzyczał: „Ukrzyżuj Go”? W ogromnej
większości krzyczeli ludzie religijni – nie jacyś tam sceptycy, ateiści czy
relatywiści, ale ludzie religijni, nawet bardzo religijni. Ten, kto chciał
odnowić religię, sam stał się ofiarą religii.
• Niebo nie przychodzi znikąd. Coś z nieba mamy w
sobie. Coś z niego przekazujemy innym. Człowiek dla drugiego człowieka może być
częścią nieba. Niestety, także może być częścią piekła.
• Gdy [Kościół] mówi (...), że wiara jest łaską,
to wyznacza granice urzędu. Podobnie, gdy powołuje się na głos sumienia.
Nieczęsto się zdarza, by urząd sam określał swe granice. Kościół ma odwagę to
robić.
• Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie
pokazuje, co w chrześcijaństwie jest fundamentem, a co fundamentalizmem.
• Kościół obumiera nie tylko dlatego, że jest
odrzucany, ale także dlatego, że jest realizowany, że coś z nauki
chrześcijaństwa urzeczywistnia się w życiu. Nie tylko wewnątrz Kościoła, ale
też wokół niego.
• Kluczem do interpretacji świata są słowa Chrystusa:
„Ufajcie, jam zwyciężył świat”. Świat już jest zwyciężony. Nie mamy go
zwyciężać ani z nim walczyć.
• Sensowna krytyka Kościoła to taka krytyka,
która wcześniej czy później musi stać się afirmacją Kościoła – musi przerodzić
się w jego obronę.
• Bóg mówi do nas, wcielając się w głosy tego
świata – w szmery, szumy, wołania ludzkie. Na tym polega paradoks obecności
Boga wśród nas: głos, którym mówi Bóg, jest zarazem głosem, który przygłusza
Boga. Taki jest Kościół: [jest] głosem i szumem, śpiewem i zgrzytem. Krytyka
Kościoła polega na tym, że się rozróżnia szum od śpiewu.
• Człowiek czasem nie wie, co w nim samym jest
wiarą.
• Ktokolwiek mi mówi, że jego wiara jest
skończona i skończona jest jego niewiara, podejrzewam, że nie mówi o wierze,
lecz o złudzeniu wiary.
• Wiara nie jest czymś, co przychodzi – ona już
jest, tylko my sobie tego nie uświadamiamy. (...) Gdy Pan Bóg zwrócił się do
Adama, zapytał go: „Gdzie jesteś?” Niczego więcej od niego nie chciał, tylko
żeby uświadomił sobie, gdzie jest. (...) Coś podobnego dzieje się w przypadku
refleksji nad utratą wiary. Człowiek wątpiący powinien z całą dociekliwością,
na jaką go stać, pytać siebie: gdzie jestem?
• Gdyby ktoś mi powiedział, że nie ma Boga,
powiedziałbym, że też ma rację, bo Pan Bóg „jest” w innym sensie niż wszystko
inne „jest”. A z drugiej strony mam głębokie przekonanie, że w tym świecie są
zobowiązania absolutne. Jest takie Westerplatte, którego nie można opuszczać.
• Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej
niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Tak jak
logiczne i rozumne jest to, żeby się nie zakochać... A przecież ludzie nie są w
tym przypadku logiczni. Na szczęście.
• Bardzo ładnie jest znaleźć religię i wiarę
między świętymi i mistykami. Ale naprawdę znaleźć ją można między pijaczynami.
Między tymi, co piją, klną i od czasu do czasu babę zbiją albo baba ich zbije.
Człowiek i jego nadzieja
• Człowiek jest takim drzewem, które czuje w
sobie dobro i dlatego nie chce złych owoców rodzić.
• Wiele w tym życiu musimy. Ale nie musimy czynić
zła. A jeśli nawet jakaś siła, jakiś strach, zmusza nas do czynienia zła, to
nie zmusi nas do tego, byśmy tego zła chcieli. Tym bardziej nie zmusi nas do
tego, abyśmy trwali w tym chceniu. W każdej chwili możemy wznieść się ponad
siebie i zacząć wszystko od nowa.
• Człowiek doświadcza siebie najgłębiej, gdy
czuje, że jest jakąś, nawet dla samego siebie, tajemniczą wartością. (...)
Nadzieja to najgłębszy sposób ochraniania owej wartości. Człowiek broni siebie
swą nadzieją i swą nadzieją walczy o swą ludzką twarz.
• Człowiek jest w nadziei częściej tym, który
słucha, niż tym, który mówi. (...) Losem człowieka jest: dać się pokonać
nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać.
• Przeżywając czas jako nieszczęście, giniemy pod
jego ciężarem. Przeżywając ten sam czas jako łaskę, stajemy się jakby artystami
historii.
• Lament się zawsze sprawdza, bo zawsze jakaś
dziewczyna straci cnotę.
• Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A
wiara w wolność sprowadza na ziemię wolność.
• Człowiek jest (...) absolutem dla samego
siebie. Jest to jednak przedziwny absolut, ponieważ nie wystarcza samemu sobie.
Z głębi swego serca domaga się
absolutnego uznania od strony „innego”.
• Więź powiernictwa nadziei jest czymś
bezwzględnie zasadniczym we wszelkiej moralności otwartej i w natchnieniu,
które z tej moralności bierze swój początek. To nie jest więź posłuszeństwa.
Ale to nie jest także nieposłuszeństwo. To jest coś mocniejszego, coś
najbardziej wewnętrznego, co jest życiem naszego życia... Żyjemy z powiernictwa
nadziei, jak żyjemy z ziemi i z deszczu.
• Gest „pokładania nadziei” jest jednym z
najbardziej tolerancyjnych gestów człowieka.
• Kiedyś miłość bliźniego wyrażała się w
poleceniu „nie będziesz zabijał nieprzyjaciół”. A teraz do tego przykazania
doszło nowe: „będziesz rozumiał nieprzyjaciół”. Musisz rozumieć, bo nieprzyjaciel
ma ci bardzo dużo do powiedzenia o tobie samym, o twojej własnej sytuacji.
• Absurdalna jest logika, która mówi, że skoro
demokracja nie jest wartością najwyższą, należy ją niszczyć w imię najwyższych
wartości. Niszcząc demokrację, niszczymy właśnie te wartości, bo odbieramy człowiekowi
swobodę wybrania wartości, uniemożliwiamy swobodny wybór Boga i swobodną ofiarę
czy miłość bliźniego.
• Demokracja nie zna niewinnych zbrodniarzy. I to
już jest zdecydowany postęp.
• Nasze dzisiejsze demokratyczne państwo nie umie
nam pokazać twarzy swego absolutu. Dlatego niektórzy mówią, że rządzi
subiektywizm, relatywizm, swawola. Ale to nie jest prawda. Na pytanie o twarz
naszego państwa prawdziwą odpowiedzią okazuje się chrześcijaństwo. Bo
prawdziwie chrześcijański Absolut ma właśnie demokratyczną twarz. Co może
lepiej uzasadnić liberalną demokrację niż miłość Boga do człowieka niedoskonałego
i do niedoskonałej ludzkości?
• Głosy filozofów są jak termometr w ludzkim
organizmie. Zazwyczaj przez filozofię najlepiej wyraża się gorączka tego
świata.
• Przed wszelkim filozofowaniem, zwłaszcza u nas,
trzeba dokonać istotnego wyboru: trzeba wybrać z tego, o czym myśleć można, to,
o czym myśleć trzeba. Ale to, o
czym myśleć trzeba, nie przychodzi u nas z kart książki, lecz z twarzy
zaniepokojonego swym losem człowieka.
• Kiedyś filozofia rodziła się z podziwu wobec
otaczającego nas świata (Arystoteles). A potem także z wątpienia (Kartezjusz).
A teraz, na naszej ziemi, rodzi się ona z bólu. O jakości filozofii decyduje jakość bólu ludzkiego,
który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzać. Kto tego nie widzi, jest
bliski zdrady.
• Krytyka rozumu nie jest dziś aktem rozpaczy nad
rozumem, lecz mniej lub bardziej ostrożnej wiary w rozum.
• Lepszy jest (...) rzetelny minimalizm niż
pokrętny maksymalizm.
• Mądrość nie polega na sprycie, ale na
umiejętności obstawania przy prawdach oczywistych. Ten przetrwa, kto wybrał
świadczenie prawdom oczywistym. Kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić,
ten przeminie wraz z iluzją.
• Wychowują jedynie ci, którzy mają nadzieję.
• Tropem wychowania musi stać się idea
wyzwolenia. Wolność musi się jawić jako roślina, która powoli wydobywa się z
ziemi, kwitnie i owocuje.
• Uznanie wolności to przyznanie, że wychowanie
jest ryzykiem, że jego rezultaty są prawdopodobne, a nie pewne. Ale Bóg tak
urządził świat, że widocznie woli, by Go człowiek chwalił, mając nieustannie
możliwość odwrócenia się od Niego, niż bez takiej możliwości.
• Zawsze uważałem, że pierwszym zadaniem szkoły
jest uczyć, nie wychowywać, i spierałem się na ten temat z wieloma
nauczycielami. Byłem zdania, że wychowuje się poprzez uczenie. Gdybym miał
wybierać między dobrym nauczycielem a dobrym wychowawcą, wybrałbym nauczyciela.
• Niekiedy stawia się pytanie, co ważniejsze:
rozum wychowawcy czy jego świętość. Nie sądzę, by taka alternatywa miała sens,
ponieważ nie sądzę, by istniała świętość nierozumna.
• Cel wychowania religijnego ująłbym najkrócej
jako wtajemniczenie w Ewangelię. Przy czym w jej centrum postawiłbym słowa:
„Cenniejsi jesteście niż wróble”. To pozwala dopracować się świadomości
ludzkiej wartości.
• Myślę, że jest pewne niebezpieczeństwo w (...)
domaganiu się autorytetu moralnego przez ludzi – bo jeżeli szukasz takiego
autorytetu, to po prostu bądź nim sam i koniec.
• Na początku dramatu rodzi się pytanie: kim
jesteś? Na końcu widnieją dwie przeciwne sobie możliwości: przeklęty lub
błogosławiony. Dramat człowieka toczy się wśród tych możliwości. Co one znaczą?
Tego dokładnie nie wiemy. Niewiedza ta nie przeszkadza nam jednak żyć wśród
nich, myśleć według nich, wedle nich oceniać innych i siebie. Gdyby pewnego
dnia znikły nam z oczu i uszu, stanęlibyśmy bezradni na scenie świata, jak
słowa, które zapomniały o regułach, czyniącej z nich mowę gramatyki.
• Chrześcijaństwo nie przyszło, by sądzić świat,
lecz by go zbawić. W tym celu chrześcijanie poddają krytyce nadzieje związane
z t y m światem, ale nie po to, by je niszczyć, lecz po to, by
ukazaniem ich ograniczoności dopełnić je i udoskonalić. Swe słowo kierują oni
do ludzi, do ich wnętrza, do głębi ich człowieczeństwa. Czyniąc tak, sprawiają,
że chrześcijańska pedagogika staje się
pracą około ludzkiej nadziei.
Wolność – miłość – heroizm
• Gdybym ze wszystkich wartości, jakie są w
Polsce, miał dać którąś na pierwsze miejsce, dałbym wolność.
• Wolność jest najpierw i przede wszystkim
sposobem istnienia dobra.
• Nie ma większego nieszczęścia w filozofii dobra
niż pomylenie ogólności bytu z ogólnością dobra – „ogólności” tego, pod co
wszystko podpada, i „ogólności” tego, co wszystkich zobowiązuje. Ogólność bytu
jest jak pojemność garnka, do którego wrzucono dziesięć kawałków mięsa.
Ogólność dobra jest jak zapach, który unosi się z garnka i pobudza apetyt stu
dziesięciu głodnych, stojących w pobliżu. Mogę podać imiona tuzina etyków, którzy
mylą te dwa doświadczenia.
• Dobro nie istnieje inaczej, jak tylko jako
konkretna dobroć i wolność konkretnego człowieka.
• Zło nie jest wolne. Ono jest uzależnione od
nienawiści dobra.
• Być zniewolonym znaczy zawsze: być samotnym.
(...) Wyzwolenie człowieka zaczyna się od wewnątrz. Nie mogłoby się jednak
zacząć, gdyby człowiek nie spotkał obok siebie wolności innego i gdyby się nią
nie zachłysnął.
• vIm wyższa wartość, tym większa swoboda jej
uznania.
• Zwieńczeniem wolności jest My.
• Nikt nie może być w pełni wolnym, gdy inni
wokół niego, a przede wszystkim ci, których umiłował, są niewolnikami.
Właściwym ograniczeniem wolności człowieka nie jest, jak się niekiedy twierdzi,
wolność innego człowieka, lecz jego niewola.
• W każdym cichym „powinienem” brzmi zniewalające
zaproszenie, abyśmy uwolnili się od tego, co nieludzkie, a stali się pełnymi ludźmi.
• Sumienie jest jakby gadającą wolnością.
• Sumienie nie kłóci się z człowiekiem; na
wszelkie jego „wyjaśnienia” i „wytłumaczenia”, na każde „nie mogłem”, „byłem
zmuszony”, „nie zauważyłem” – sumienie odpowiada wielkim, przejmującym milczeniem,
z którego rośnie wina człowieka.
• W religii, aby być posłusznym, trzeba najpierw
być wolnym.
• Dla integrysty nie ma większego skandalu niż
wolny człowiek – ten, kto ma władzę nad każdą władzą i kto rozbija obręcze
zniewolonego lękiem myślenia.
• Lęk przed wolnością działa w łonie polskiego
katolicyzmu jak pasożyt, niszcząc jego duchową substancję. Prowadzi bowiem do
tego, że Dobra Nowina, która od wieków była dobrą nowiną o wyzwoleniu, jest
przedstawiana i pokazywana, i zalecana jako nowina o zniewoleniu, czyli zła
nowina. Mówi się: „Kochajcie Ewangelię, bo ona zniewala po mistrzowsku”. W ten
sposób zadaje się cios wierze.
• Jedną z największych tajemnic, do których nigdy
się nie dobrałem, bo mnie na to nie stać, jest tajemnica miłości.
• Nasze czasy nie są – niestety – czasami
rozumienia miłości. Miłość jest raczej tym, co najmniej rozumiemy.
• Człowiek ma właściwie tylko jedną miłość,
miłość Boga. Jeżeli tą miłością nie obejmuje ludzi, którzy są dziećmi Boga, ani
Boga naprawdę nie miłuje, ani człowieka.
• Zdolność do miłości jest struną, na której
każdy człowiek wygrywa swoją religię.
• Kto lęka się swojej własnej miłości, ten
pozostanie ślepy na świat doświadczeń absolutnych. Ale czy tylko? Czy nie
będzie również ślepy na samego siebie?
• Ten, kto kocha, chciałby „przyswoić sobie” i
„mieć” tego, kogo kocha. Ale takie „przyswojenie” i „posiadanie” oznacza
unicestwienie samodzielności innego. Miłość jest sprzecznością między
pragnieniem posiadania i nieposiadania – miłość to pozostające w wiecznym
sporze „mieć” i zarazem „nie mieć”. Jak można „mieć”, by „nie mieć”, i jak
można „nie mieć”, by „mieć”?
• Miłość do osoby jest łaską.
• Kiedy ludzie w obliczu Boga przysięgają sobie
miłość, to Kościół bierze to wydarzenie bardzo poważnie, nawet jeśli sami
małżonkowie tak tego nie traktują. Ktoś w końcu musi na tym świecie poważnie
brać Boga.
• Przysięga małżeńska dotyczy wyboru. (...)
Uczucia mogą być rozmaite, wybór powinien być jeden. Wybór ma trwać.
• Dla człowieka, który miłuje, problem ofiary nie
istnieje jako problem, ponieważ jego miłość nieustannie żyje jako spalająca się
ofiara. Czym byłaby miłość bez ofiary? Wiązką sentymentów, które mogą wzruszać,
ale nie potrafią przeistoczyć człowieka.
• Grzech pierworodny wprowadził głębokie
zaburzenie w ludzką cielesność. Polega ono na oderwaniu cielesności od
podstawowej nadziei, jakiej cielesność służy – nadziei potomstwa i domu. (...)
Celem rozkoszy stała się sama rozkosz. Miłość nie otwiera już człowieka na
Innego – Boga i bliźniego – którzy są poza człowiekiem, ale zmusza go do tego,
by zalękniony kręcił się wokół samego siebie. (...) Bliźni jest tu dosłownie
drugim, ponieważ tym pierwszym jestem Ja.
• Współczesny człowiek stara się zapobiegać
poczęciu za pomocą rozmaitych środków technicznych. Kościół jest (...) temu przeciwny,
ponieważ sprawą, o którą chodzi, nie jest pewność lub niepewność poczęcia, lecz
podstawowe otwarcie na Innego, wpisane w naturę erotyzmu.
• [W dyskusjach o aborcji] wiele się mówi o
człowieku, ale mało o bliźnim. Niektórzy sądzą, że poczęte dziecko nie jest
bliźnim, a następnie szukają argumentów, by móc powiedzieć, że nie jest także
człowiekiem.
• Kościół odnosi się do ciała bardzo ufnie,
natomiast współczesna cywilizacja – raczej nie. Co to znaczy ufać ciału? To
znaczy ufać jego logice od narodzin po śmierć.
• Kiedy słowo staje się ciałem, to znaczy, że
ciało, w gruncie rzeczy, nie jest głupie.
• Heroizm to podstawowa barwa ludzkiej
egzystencji.
• W człowieku są ogromne pokłady heroizmu pod
jednym warunkiem: że służy on nadziei. Człowiek jest zdolny do największych
ofiar, jeżeli widzi, że to ma sens. Rozwiązania heroiczne są trudne, ale trudne
dlatego, że proste, a prostych rzeczy się często nie zauważa.
• To nie człowiek wybiera sobie ostatecznie swój
wewnętrzny obowiązek, lecz raczej pewien obowiązek wybiera sobie człowieka.
Wymaganie dzielności jest (...) wezwaniem do tego, by człowiek zawsze opowiadał
się za wewnętrznym poczuciem obowiązku, widząc w nim przeżycie, w którym jego
dobra wola i jego „zmysł rzeczywistości” splatają się w sposób ścisły z jego
sumieniem.
• Nie sztuka się buntować przeciwko światu –
przeciwko deszczowi, kiedy leje, i słońcu, kiedy praży. Sztuka buntować się
przeciwko swoim ograniczeniom w imię przekroczenia własnych granic.
• Dobroć zawsze rodzi się w bólu. Kto się lęka
bólu, ten wcześniej czy później popadnie w kompromis ze złem.
• Drzewo, które by chciało jedynie kwitnąć,
skazałoby się na śmierć przedwczesną. Trzeba umieć w odpowiednim czasie
poświęcić kwiat dla owocu.
• Lęk przed śmiercią wcale nie jest największym
lękiem. (...) Większym lękiem napawa człowieka możliwość utraty honoru, zdrady,
niesprostania powierzonemu zadaniu...
• Kto nie ma Sprawy, dla której żyje, bardzo boi
się umrzeć. Świadomość Sprawy porządkuje lęki.
O sobie
• Czasami się śmieję, że
najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero
potem księdzem.
• Kiedyś (...) miałem kazanie
dla przedszkolaków i zadałem im pytanie, bo akurat było święto Jana Kantego,
profesora uniwersytetu. – Czy trudno być profesorem uniwersytetu? – Ach,
strasznie trudno – powiedziały dzieci. – Dlaczego? – pytam, a jeden chłopiec
odpowiada. Bo taki musi zawsze mądrze gadać. I to jest mój słaby punkt,
niestety...
• Mój krajobraz fundamentalny
bierze się z gór i trochę z szumu Dunajca. Krajobraz intelektualny z
husserlowskiej redukcji transcendentalnej, to znaczy z tego horyzontu, w którym
można zawiesić wszelkie przekonania i raz jeszcze je rewidować. Natomiast
horyzont religijny z tych drewnianych kościółków, wśród których wyrastałem – z
kościółka w Jurgowie, z kościółka w Łopusznej. A trochę też ze Starego Sącza i
tamtejszej tradycji franciszkańskiej. (...) Myślę, że moim pierwszym wrzaskiem
po urodzeniu – może poza wrzaskiem o jedzenie, co nas ze sobą łączy – był „Hymn
do Słońca”.
• Religijność wsi uformowała
cały świat moich doświadczeń. Ująłem to potem w humorystyczną formułę, że teza,
której nie da się przełożyć na góralski, na pewno nie jest prawdziwa. Chodziło
mi o to, że teza, dla której nie można znaleźć dowodu w doświadczeniu, jest
niewiarygodna.
• Górale specjalnego talentu
do cnoty nie mieli. Wręcz przeciwnie, kosztowała ich ona więcej jako innych.
Ale mieli talent do pokuty.
• Moje powołanie jest
aksjologiczne, jest próbą wyboru wartości. Istnieje też oczywiście problem
celibatu. Ale gdy idzie się do seminarium, nie ma się jeszcze pełnej
świadomości domu. A celibat to jest przede wszystkim problem posiadania domu.
Dopiero później odkrywamy, że my, księża, jesteśmy ludźmi bezdomnymi. Jak ptaki
przelotne. Kandydat na kleryka nie może tego rozumieć, bo jest jeszcze w wieku
swobody.
• Kiedyś uprawiałem
taternictwo i miałem zwyczaj chodzić po drogach, którymi inni nie chodzą, i
utrzymywać równowagę w miejscach, w których inni spadają.
• Jeżeli do czegoś doszedłem
w filozofii człowieka, to tylko dzięki wglądowi w sytuacje wyznawane podczas
spowiedzi.
• Nigdy nie ustawiałem się w
pozycji przeciwnika hierarchii. Natomiast przeciwstawiałem mój świat pewnemu
zjawisku, które oglądałem nie tyle u hierarchów, co w powstającej prasie. Może
i hierarchowie maczali w tym palce, ale to mnie mniej wzruszało. Badałem tyfus,
a nie tyfuśników.
• Kiedy myślę nad swoim
losem, dochodzę do wniosku, że powinienem być Mikołajem Rejem polskiego
katolicyzmu. On pierwszy zaczął dla Polaków pisać po polsku. I ja w polskim
katolicyzmie powinienem stawiać polskie problemy, budzić katolików z
poobiedniej drzemki, krytykować, kiedy z katolicyzmu robią sobie poduszki pod
siedzenie.
• Zawsze muszę kopać o te pół
metra dalej, niż – jak mi się wydaje – znajduje się mój skarb.
• Świat mi się zbyt podoba,
abym usiłował go zmieniać. Jestem jak lekarz, który zamiast leczyć, pracę
doktorską z choroby pisze.
• Nie mam świadomości
dokonywania przełomu. Mam tylko poczucie, że ludzie często się mylą.
• Pisząc każdy mój tekst,
zastanawiałem się, co pomyśli Papież, czytając te słowa. Wierzę, że Papież
nigdy nie miał cienia podejrzeń co do mojej uczciwości. Co najwyżej mógł
uważać, że nie mam racji. Ale ja też nie sądzę, żebym zawsze miał rację. Chciałem
tylko pokazać, że jest w Kościele miejsce dla sposobu myślenia, który
proponuję.
• To nie ja rozpalałem
pożary. Ja tylko próbowałem je gasić, powstrzymać odchodzenie ludzi, którzy
czytali gazety, oglądali telewizję, słuchali relacji z Sejmu i nie poznawali
własnego Kościoła, swojej religii. Czuli, że to nie jest katolicyzm, i zbierali
się do odchodzenia.
• Próbuję wejść w dialog z
braćmi w wierze. Niemniej to, czego zaakceptować nie mogę, stanowi ważny
element polskiego katolicyzmu. To mój Kościół, moja wiara, mój katolicyzm. Czy
dla pokazania własnej tożsamości powinienem powiedzieć: „odchodzę”? Czy raczej
powinienem mówić im: „zmieńcie się albo odejdźcie”? (...) Dlaczego nie można
powiedzieć: „albo ja – albo wy”? Bo to jest trochę tak, jak z człowieczeństwem.
Nie mogę powiedzieć, że skoro jesteś człowiekiem, a postępujesz inaczej niż ja,
to ja będę koniem albo ty idź się zabij.
• Powtarzałem moim kolegom,
że jak mnie dziś z Kościoła wyrzucą, to jutro będą mnie zapraszali na
nabożeństwa ekumeniczne.
• Jeżeli jestem dla innych
problemem, to dlatego, że nie mówię tylko za siebie. Gdybym był sam jeden,
gdybym mówił tylko za siebie, uznano by mnie za wariata. A ja jestem z nich.
Także z tych, którzy mają ze mną ten problem. Bo jestem z Kościoła, jestem ich
własnym głosem.
• Wchodząc w dialog, musisz
wnieść swoją twarz. Nie możesz wchodzić jako magma. Ja w tej chwili mogę
przekraczać rozmaite bariery i granice, bo jestem, kim jestem.
• Kiedy patrzę na moją robotę
jako księdza i filozofa, wtedy łapię się na tym, że przez te kilkadziesiąt lat
pracowałem głównie nad ludzką nadzieją. Nad miłością innych człowiek nie
pracuje, bo każdy sam musi pracować nad swoją własną miłością. Prawdę
powiedziawszy, nad wiarą też nie ma co pracować, bo to jest łaska Boża, albo
komuś dana, albo – niestety – nie dana. Natomiast nad ludzką nadzieją od
przedszkolaka, ucznia, aż do dorosłego w rozmaitych sytuacjach, na rozmaitych
życiowych zakrętach wciąż trzeba pracować.
• Kant powiada, że teodycea
to próba rehabilitacji Pana Boga za świat, który stworzył. Ja w pewnym sensie
uprawiam taką teodyceę. Usiłuję rehabilitować Pana Boga, choć nie jestem
pewien, czy On zechce mnie zrehabilitować za tę rehabilitację...
Kilka myśli przełożonych na góralski
• Jak ksiądz skrzywdzi
jednego parafianina, to mo sprawe z tym skrzywdzónym, a jak dobrze zrobi
jednymu, to mo sprawe z całóm parafiom.
• No powiedzcie mi, jak
wiecie: ka moze być feler? Ludziska jeden rozum majóm, a kozdy rozumuje inacej.
Krowa i koza jednóm trowe zrejóm, a gówno inkse. Kozdy cłek fce mieć swój
rozum. Kóniec kóńcym telo rozumów, kielo ludzi. A godajóm, ze rozum jest jeden!
Jakoz jedyn, kie kozdy hebluje po swojemu. Musis nad tym pomyśleć. Musis
przypatrzyć sie rozumowi, cy ci go co nie pokrzywiyło.
• Jak źle duse kormis, to z
dusy robi się sietniok. I widzis: cielsko urośnióne, zapocnone, ciepłe jak piec
przed weselym, a o dusy ani słychu, ani dychu.
• Kie do karcmy wlezie cłek z
dusóm i pomiędzy pijokami stanie, to takiego cłeka nawet w karcmie znać!
• Z dusóm, jak z babóm: jak mos
babe, a nie wiys, ze jóm mos, to baby ni mos podwójnie. Po pirse ni mos, bo nie
wiys, ze mos, po drugie ni mos, bo inksi jóm majom za ciebie.
• Cy słysoł świat, coby jako
baba pedziała: „Wiem, ze nic nie wiem”? Przecie by jóm zycie sponiewierało.
Babskość na tym polega, coby wiedzieć i wiedzieć, ze się wiy. Na przykłod cyje
dziecko. Abo, cy mozno se wyobrazić, żeby jako Maryna z Hrubego pedziała:
„Myśle, więc jestem?” A co? A jak śpi, to jej nima? Ale inkse prowdy już sóm
babie blizse. Na tyn przykłod św. Augustyn: „Kochoj i rób, co fces”. Jasne, ze
jak będzie kochoł, to będzie robiył, co ona fce. Takie uogólnienie moze być.
• Chłopi przi gorzołce
medetowali, co by to miało być, to „nic”. Leon im pedzioł: „to jest pół litra
na dwók”.
• „Dialektyke” mozes uwidzieć
gołym okiem, kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici. Kie sie Jasiek
przynapije, to go gorzołka ciągnie w dół. Kie sie Władek przynapije, to
gorzołka ciągnie go na bok. A Józka zaś gorzołka ciągnie do zadku. Kie sie
nojdóm syćka pijani, to sie poobłapiajom i trzymajóm sie wroz. Tak se idóm. I
choć kozdy z osobna ni moze się na nogach utrzymać, to razem się trzymajom.
Idom śpiewajęcy sobie samym na sprzycność. I to się nazywo „pojednaniem w
sprzycności”.
• Kie Józek Zatłoka (...)
pedzioł, ze „byt jest jedyn”, to Zenek z Dunajca zaroz wywiód, ze między jego
baranem a baranem probosca z Rogoźnika nima nijakiej róźnicy i nawet lepiej
będzie, jak baran probosca bee stoł w jego sopie i tu róźnił sie od niebytu. I
dosło do tego, ze zacyny ludzióm ginąć barany. A jak przysło do prawa, to Zenek
był górą. Tak powstało posądzenie o „liberalizm”. Ludzie nie wiedzieli, co to
jest „liberalizm”, ino księdzowie wiedzieli, ale jak z tego majóm ginąć barany,
to lepiej, coby tego całego „liberalizmu” nie było.
• [Zowiść to] głupi grzych.
No bo z kozdego inksego grzychu radość jakosi płynie dlo cłeka, a z tego ino
samo stropiynie. To kie już musis grzysyć, to przy okazji sukoj jakiej takiej
uciechy w grzychu, a wtedy nawet janieli w niebie to wyrozumióm, bo one tyz
przecie na ucieche łase.
• Siedzieli my na polanie w
cieniu z ks. Michałem Hellerem, bo to było lato i słónko zdrowo prazyło i
cytali jakómsi ksiązke, już nie bocym, jakóm. I musieli my mieć miny
niewyraźne, bo Wawrzek pedzioł: nogłupsy tyn, co się myślami męcy. Dobrze
pedzioł. No bo przecie Pon Bóg nie doł nóm rozum po to, co by my się męceli,
ino po to, co by my mieli jakóm takóm ulge w męce. (...) Takie myślenie, co
męcy, to naprowde nie jest myślenie. Ino tak udaje.
|