KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Myśli wyszukane

KS. JÓZEF TISCHNER

 

„Myśli wyszukane” ks. Józefa Tischnera, w całości ukazały się w książce wydawnictwa Znak.  Autorem wyboru cytatów z książek, artykułów, kazań i wywiadów Księdza Profesora jest Wojciech Bonowicz.

 
Między Wawelem a Jasną Górą

• Polska jest dziś jak książka szyfrem pisana: kto potrafi postawić jej rozumne pytanie, temu także rozumnie odpowie.

• Takiego świadectwa człowiekowi, jakie swym uczynkiem dał o. Kolbe, nie dał żaden współczesny kierunek filozofii człowieka. Heidegger mówi: „człowiekowi w jego byciu chodziło o własne bycie”. Sartre mówi: „drugi to piekło”. Lévi-Strauss mówi: „piekło jest we mnie”. Inny strukturalista mówi: „koniec człowieka”. A my mamy Kolbego.

• Jedni budują obozy śmierci, drudzy osiągają w nich świętość.

• [W polskim katolicyzmie mamy do czynienia] z postawą nie bardzo na serio traktującą poglądy drugiego człowieka. (...) Jest tu specyficzna wizja religijności i świętości – wizja heroizmu poświęceń bez heroizmu myślenia. Może nawet bywa i heroizm myślenia, ale bez samokrytycyzmu. Mimo wszystko nikt w Polsce nie wpadł na pomysł kanonizacji Kopernika, chociaż jego odwaga w obronie prawdy była może większa od odwagi niejednego idącego na szybką śmierć.(...) Ma to i tę dobrą stronę, że się myślicieli nie pali, bo nie nadaje im się nadmiernej rangi.

• Polacy to ludzie o „czystym sercu”, którym nie potrzeba „praw pisanych”, bo sami – patrząc w serce – wiedzą, kogo głaskać, a kogo bić.

• Sarmata lubi błyszczeć wobec otoczenia i to nawet poprzez błędy życiowe. Stąd płynie w nim swoista „ideologia zła”. Ja rozumiem, że każdy człowiek popełnia jakieś błędy. Ale my potrafimy własne błędy przedstawić jako powód do chluby.

 

• Odkryć naród znaczyło dla mnie: odkryć nie tylko jego poezję i sztukę, ale i jego pracę.

• Praca człowieka jest językiem mówionym do drugiego człowieka, językiem, który go niszczy lub rozwija.

• Czym na gruncie języka jest kłamstwo, tym na gruncie pracy jest  moralny wyzysk pracy.

• Jedną z najbardziej bolesnych form zdrady jest skazanie człowieka pracy na pracę bez sensu.

 

• Najgłębsza solidarność jest solidarnością sumień.

• Solidarność jest dziełem nie tylko tych, którzy zawsze mieli sumienia, ale również tych, którzy je w sobie odbudowali.

• „Definicja” zasady solidarności znajduje się u św. Pawła: „jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”. Chwila, w której zapomnielibyśmy o tym, byłaby chwilą naszego samobójstwa.

 

• Komunizm, walcząc z chrześcijaństwem, zarazem parodiuje chrześcijaństwo. (...) Pragnie  m i e ć  – mieć człowieka, mieć absolutnie, bezwzględnie i niepodzielnie, tak jak – w jego mniemaniu – ma człowieka sam Bóg.

• Ciekawe, że kiedy się mówi o doświadczeniu zła w komunizmie, nie jest się rozumianym przez Zachód; w momencie kiedy pojawia się słowo „zło”, pęka nić porozumienia.

• Homo sovieticus to zniewolony przez system komunistyczny  klient  komunizmu – żywił się towarami, jakie komunizm mu oferował. (...) Gdy komunizm przestał zaspokajać jego nadzieje i potrzeby, homo sovieticus wziął udział w buncie.

• Homo sovieticus nie zna różnicy między swym własnym interesem a dobrem wspólnym. Może podpalić katedrę, byle sobie przy tym ogniu usmażyć jajecznicę.

• Rozdrobniony na tysięczne odmiany indywidualne [homo sovieticus] był stałym towarzyszem chrześcijanina. (...) Zawsze pełen roszczeń, zawsze gotów do obwiniania innych, a nie siebie, chorobliwie podejrzliwy, przesycony świadomością nieszczęścia, niezdolny do poświęcenia siebie, obracał się między Wawelem a Jasną Górą jako natręt i wyrzut sumienia duszpasterzy.

 

• Gdzie masz wolność, tam rośnie znaczenie słowa, gdzie wiele znaczy słowo, tam zakłada się wolność.

• Potrafimy walczyć o wolność, ale trudno się nam jej dorabiać.

• Nie wystarczy zburzyć stodołę, aby na jej miejscu powstał dom.

• Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać się do winy. Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać wyznania win i uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności, jak wina nienazwana i niewyznana.

• Mój główny zarzut przeciwko proponowanym formom dekomunizacji brzmi: dekomunizacja nie trafia w komunizm. Intencją moją nie była i nie jest obrona komunizmu. Intencją moją jest ostrzeganie przed strzelaniem Panu Bogu w okna.

• Przebaczenie to jedyne lekarstwo na chorobę niewolników; jak długo nie będzie przebaczenia, tak długo będzie trwać choroba.

 

• Chrześcijaństwu w Polsce nie grozi dziś ani laicyzm, ani ateizm (przynajmniej na razie), ale  parodia  religii.

• Jestem głęboko przekonany, że nasza ojczyzna dzisiaj, jak nigdy prawie, potrzebuje religii, która by Polskę odnowiła. Ale co Polska robi z religią? Bardzo często czyni narzędziem do nienawiści bliźniego swego.

• Broni się wiary przed próbami zamknięcia jej w „zakrystii”, a więc w obszarze symbolizującym prywatność. Czy słusznie? (...) A może słabość wiary bierze się stąd, że jest ona za mało „prywatna”, a za bardzo „publiczna”?

• Czy ludzie Kościoła potrzebują jeszcze innej władzy nad człowiekiem – innej od tej, jaką daje naturalne pragnienie Boga? Zachodzi niebezpieczeństwo, że sięgając po inną władzę, ludzie Kościoła pozbawią Kościół tej władzy, jaką rzeczywiście ma.

• Jeśli idzie o tzw. „chrześcijańskie” ugrupowania polityczne, to (...) widzę w nich polską odmianę głęboko antydemokratycznego lefebvryzmu. Nie milczę o tym, a nie milczę dlatego, aby mi ktoś kiedyś nie zarzucił tego, co zarzuca się Heideggerowi – że jako filozof milczał, patrząc, jak na jego oczach obumierała wolność.

• W moim życiu filozoficzno-kapłańskim nie spotkałem kogoś, kto stracił wiarę po przeczytaniu Marksa, Lenina, Nietzschego, natomiast na kopy można liczyć tych, którzy ją stracili po spotkaniu z własnym proboszczem. Jest to bardzo przykre zjawisko, kiedy lekarz zaraża chorego.

• Są dwa rodzaje duszpasterskiej odwagi: jest odwaga, która śmie wytknąć człowiekowi jego grzech, i jest odwaga, która śmie pokazać grzesznikowi wielkość miłości Boga. Najczęściej spotykamy w kościołach pierwszą odwagę.

• W ewangelicznym kapłaństwie nie chodzi o to, ile ognia potrafi kapłan ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za iloma potrafi „nadstawić kark”. Ewangeliczne kapłaństwo dopełnia się na krzyżu. Wstawiennictwo słowne staje się rzeczywistą śmiercią za grzeszników.

• Kościół to jest nie tylko zgromadzenie świętych i grzeszników, ale także duchownych, którzy – koniec końców – są starymi kawalerami. Więc są w Kościele cnoty świętych, winy grzeszników i wady tych, których pod żadnym pozorem nie należy budzić po obiedzie.

• Gdy religijność zastępuje religię, wtedy wszystko, co przynależy do wiary i religii, zostaje wypełnione przeżyciem, uczuciem, wrażeniem: łaska staje się wrażeniem łaski, grzech przeżyciem grzechu, Eucharystia spotkaniem ze spotkaniem, Bóg najwyższym entuzjazmem Boga.

• Kościół schorowanej wyobraźni nie lubi rozumu. Rozum jest dla niego źródłem nieustannego zagrożenia. Rozum to cynizm, sceptycyzm, relatywizm. Ale nie lubi on również zmysłów. Zmysły to subiektywizm, hedonizm, rozpasanie. Trzeba mieć taki świat, żeby w nim „wszystko przeszkadzało do zbawienia”.

• Kto jako tako zna historię Kościoła i historię jego wewnętrznych reform, ten łatwo spostrzeże, że nasza dzisiejsza samokrytyka wygląda na tle tamtej jak nieśmiałe brzęczenie much.

• Cokolwiek by się rzekło, rola Kościoła w tym kraju jest historyczna i ponadhistoryczna. Ponadhistoryczna polega na tym, żeby zbawić jak najwięcej dusz. A historyczna na tym, żeby dopomóc ludziom w tworzeniu dobrej historii. (...) I jeśli ktoś jest predysponowany do pomocy w budowaniu polskiej demokracji, to nasz Kościół.

• Wybrałem, aby być ciasnym i tępym filozofem Sarmatów. Staram się im wymyślać i dobrze im radzić. Na szczęście niezbyt mnie słuchają, więc i wina moja nie będzie zbyt wielka.

 
Wokół wiary i niewiary

• Wiara jest w gruncie rzeczy smutną koniecznością. Gdybyśmy mogli mieć wiedzę, nie potrzebowalibyśmy mieć wiary. Rzecz w tym, że nie możemy mieć wiedzy. Są rzeczy, które przerastają możliwości ludzkiego rozumu. Jest światło, które oślepia. Tak jest z Bogiem.

• Są dwa punkty otwarcia się na Boga: jedni potrzebują do tego nieszczęścia, inni – przeciwnie – smaku szczęścia. Pierwsi szukają Pana Boga, aby wyratował ich z opresji, drudzy – aby Go sławić, wyrazić Mu wdzięczność za wspaniałość istnienia. Wielka teologia wyrasta z tego drugiego motywu – jest teologią wdzięczności.

• W imię zachowania człowieczeństwa mamy obowiązek pytać: dlaczego? Matka Boska też spytała: Jak mi się to stanie?

• Jeśli ktoś chce ufać ślepo, znaczy to, że nie potrzebuje Objawienia. Ono adresowane jest przecież do naszej rozumności, oświeca ją. Pan Bóg chce, byśmy szli do Niego z otwartymi oczyma.

• Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi.

• Kto chce zrozumieć naturę wiary religijnej, niech będzie przygotowany na spotkanie z prostotą. Trudność rozumienia nie polega bowiem na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my powikłani, a wiara prosta.

• Bóg jest jak muzyka, która cię zaprasza do tańca. Nigdy nie musisz – zawsze możesz. Ale gdy możesz, wiesz, że możesz – wybierasz i zaczynasz rozumieć. Chrześcijaństwo bardzo wyraźnie mówi: szukaj Boga w sobie. On tam jest!

• Pan Bóg jest istotą absolutnie samodzielną. Stwarza człowieka jako istotę absolutnie samodzielną. (...) I między nimi pojawia się miłość. Miłość polega na tym, że istoty absolutnie samoistne nie mogą bez siebie żyć.

• W języku religii mowa z kimś jest bardziej fundamentalna niż mowa o czymś.

• Dialog wiary toczy się na poziomie wierności, a nie pewności. (...) Gdy poddaję krytyce „pewność w religii”, nie chcę nikomu podpalać nieba, co najwyżej kawałek słomy nad głową.

• Stworzenie dokonało się bez woli człowieka, podobnie wybranie przez Boga, ale zbawienie nie może się dokonać bez wolnego wyboru. Jeśli ludzie wybiorą Boga, Bóg będzie mieszkał między nimi, jeśli nie wybiorą, to nie będzie. Obrazuje to tajemnica Eucharystii: Zbawiciel przychodzi, ponieważ wierni wciąż wybierają Go na nowo.

• Są takie momenty, kiedy się widzi, że ma się na swojej drodze kogoś drugiego. I to kogoś takiego, kto ten odcinek drogi przeszedł pierwszy. Jest o parę kroków do przodu. Na tym polega chrystianizm jako więź z Chrystusem. To jest bardzo swoiste przeżycie, niesłusznie zwane przeżyciem mistycznym. Moim zdaniem jest to po prostu szalenie ludzkie przeżycie. Mamy je wobec ojca, wobec matki, wobec najbliższych towarzyszy naszego dramatu. I nagle pojawia się towarzysz wszystkich towarzyszy, który kiedyś, gdzieś powiedział: „nie bójcie się”.

• W konfesjonale nie mówię: „Dwa plus dwa jest cztery i to jest prawda”. W konfesjonale mówię: „Słuchaj, jest Ktoś, na kim możesz się oprzeć. I to jest twoja prawda”. Co by było, gdyby Chrystus nie miał racji? Czy warto przegrać z Chrystusem, czy też wygrać z Wielkim Inkwizytorem? Konfesjonał służy przekonaniu człowieka, że warto być z Chrystusem, choćby to miało oznaczać porażkę.

• Jest jakaś głęboka logika w czynach Jezusa: wszystko zaczyna się od cudu przemiany wody w wino, a potem uczynki rosną, stają się uzdrowieniami, wskrzeszeniami umarłych, odpuszczeniami win, ofiarą krzyżową za świat. Na początku uratowało się ubogą rodzinę przed zawstydzeniem. Na końcu ocaliło się ludzkość przed zgubą.

• Kluczem do istoty Boga jest (...) akt umierania za grzeszników. Każde inne rozumienie tego, co absolutne, może prowadzić do totalitaryzmu, bo zachęca do postrzegania świata jako maszyny, której zadaniem jest zmierzanie ku Absolutowi. Jeśli się uwierzy, że społeczeństwo to maszyna składająca się z tysięcy kółek i każde z nich ma marszowi do Absolutu służyć, łatwo uwierzyć, że te, które odpowiednio nie służą, trzeba w imię Absolutu wyrzucić. (...) chrześcijaństwo mówi, że popsutych kółek się nie wyrzuca, ale się je ratuje, tak jak ratował je Bóg, kiedy umierał za grzeszników. On przecież nie umierał za świętych i nie umierał za bezgrzesznych, ale właśnie za grzeszników – za te popsute kółka.

• Bóg jest nieskończony i z natury nie cierpi. Ale jeżeli ktoś nieskończony nieskończenie kocha, to znaczy, że cierpi razem z tym, kogo ukochał.

• Musisz być sobą, bo jeśli będziesz kimś innym, to akurat zbawią tego innego, a nie ciebie. Jeżeli będziesz dokładnie naśladował Jana Vianneya, to ty jako ty nie będziesz zbawiony, tylko zbawiony będzie Jan Vianney.

• Potwierdzając chrześcijaństwo wyłącznie jako etykę, a etykę wyłącznie jako określoną technikę życia, de facto odchodzimy od chrześcijaństwa. Pomijamy w nim to, że jest religią. Zapominamy, że jego zadaniem jest zbawienie. Wprawdzie potwierdzamy ideał, ale porzucamy łaskę. Grozi nam prezentacja chrześcijaństwa  bez łaski.

• Łaska to wdzięk, gracja. Człowiek działa pod jej wpływem dlatego, że pociąga go wdzięk dobra, a nie dlatego, że pcha go do działania jakaś nieprzezwyciężalna siła. Kiedy przez drogę idzie wdzięk w postaci ładnej dziewczyny, jest to właśnie metaforą łaski. Nie wiadomo, skąd się wzięła, nie wiadomo, dokąd idzie, a zmienia sens otaczającego ją świata.

• Dla wiary istotne nie jest to, jakim koniecznościom tego świata służy, lecz to, jaką wolność wyraża. (...) Do świata wiary wkracza się tylko poprzez bramę wolności.

• Wolność chrześcijanina wyraża się nawróceniem.

• Wina ma sens dialogiczny, odpuszczenie również. Spowiednik pojawia się więc jako reprezentant ludzi przeze mnie skrzywdzonych. (...) A na to nakłada się tajemnica wiary, bo zarówno on, jak i ja zdajemy sobie sprawę, że pełne zadośćuczynienie jest niemożliwe. „Kto im łzy zwróci?” To idzie na Boga.

• Niewątpliwie religia nadaje sens cierpieniu. Ale nie cierpiętnictwu.

• Można tak pokochać krzyż, że się zrezygnuje z zejścia z krzyża w dniu zmartwychwstania.

• Kto krzyczał: „Ukrzyżuj Go”? W ogromnej większości krzyczeli ludzie religijni – nie jacyś tam sceptycy, ateiści czy relatywiści, ale ludzie religijni, nawet bardzo religijni. Ten, kto chciał odnowić religię, sam stał się ofiarą religii.

• Niebo nie przychodzi znikąd. Coś z nieba mamy w sobie. Coś z niego przekazujemy innym. Człowiek dla drugiego człowieka może być częścią nieba. Niestety, także może być częścią piekła.

• Gdy [Kościół] mówi (...), że wiara jest łaską, to wyznacza granice urzędu. Podobnie, gdy powołuje się na głos sumienia. Nieczęsto się zdarza, by urząd sam określał swe granice. Kościół ma odwagę to robić.

• Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie pokazuje, co w chrześcijaństwie jest fundamentem, a co fundamentalizmem.

• Kościół obumiera nie tylko dlatego, że jest odrzucany, ale także dlatego, że jest realizowany, że coś z nauki chrześcijaństwa urzeczywistnia się w życiu. Nie tylko wewnątrz Kościoła, ale też wokół niego.

• Kluczem do interpretacji świata są słowa Chrystusa: „Ufajcie, jam zwyciężył świat”. Świat już jest zwyciężony. Nie mamy go zwyciężać ani z nim walczyć.

• Sensowna krytyka Kościoła to taka krytyka, która wcześniej czy później musi stać się afirmacją Kościoła – musi przerodzić się w jego obronę.

• Bóg mówi do nas, wcielając się w głosy tego świata – w szmery, szumy, wołania ludzkie. Na tym polega paradoks obecności Boga wśród nas: głos, którym mówi Bóg, jest zarazem głosem, który przygłusza Boga. Taki jest Kościół: [jest] głosem i szumem, śpiewem i zgrzytem. Krytyka Kościoła polega na tym, że się rozróżnia szum od śpiewu.

• Człowiek czasem nie wie, co w nim samym jest wiarą.

• Ktokolwiek mi mówi, że jego wiara jest skończona i skończona jest jego niewiara, podejrzewam, że nie mówi o wierze, lecz o złudzeniu wiary.

• Wiara nie jest czymś, co przychodzi – ona już jest, tylko my sobie tego nie uświadamiamy. (...) Gdy Pan Bóg zwrócił się do Adama, zapytał go: „Gdzie jesteś?” Niczego więcej od niego nie chciał, tylko żeby uświadomił sobie, gdzie jest. (...) Coś podobnego dzieje się w przypadku refleksji nad utratą wiary. Człowiek wątpiący powinien z całą dociekliwością, na jaką go stać, pytać siebie: gdzie jestem?

• Gdyby ktoś mi powiedział, że nie ma Boga, powiedziałbym, że też ma rację, bo Pan Bóg „jest” w innym sensie niż wszystko inne „jest”. A z drugiej strony mam głębokie przekonanie, że w tym świecie są zobowiązania absolutne. Jest takie Westerplatte, którego nie można opuszczać.

• Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Tak jak logiczne i rozumne jest to, żeby się nie zakochać... A przecież ludzie nie są w tym przypadku logiczni. Na szczęście.

• Bardzo ładnie jest znaleźć religię i wiarę między świętymi i mistykami. Ale naprawdę znaleźć ją można między pijaczynami. Między tymi, co piją, klną i od czasu do czasu babę zbiją albo baba ich zbije.

 
Człowiek i jego nadzieja

• Człowiek jest takim drzewem, które czuje w sobie dobro i dlatego nie chce złych owoców rodzić.

• Wiele w tym życiu musimy. Ale nie musimy czynić zła. A jeśli nawet jakaś siła, jakiś strach, zmusza nas do czynienia zła, to nie zmusi nas do tego, byśmy tego zła chcieli. Tym bardziej nie zmusi nas do tego, abyśmy trwali w tym chceniu. W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa.

• Człowiek doświadcza siebie najgłębiej, gdy czuje, że jest jakąś, nawet dla samego siebie, tajemniczą wartością. (...) Nadzieja to najgłębszy sposób ochraniania owej wartości. Człowiek broni siebie swą nadzieją i swą nadzieją walczy o swą ludzką twarz.

• Człowiek jest w nadziei częściej tym, który słucha, niż tym, który mówi. (...) Losem człowieka jest: dać się pokonać nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać.

• Przeżywając czas jako nieszczęście, giniemy pod jego ciężarem. Przeżywając ten sam czas jako łaskę, stajemy się jakby artystami historii.

• Lament się zawsze sprawdza, bo zawsze jakaś dziewczyna straci cnotę.

• Wiara w fatum sprowadza na ziemię fatum. A wiara w wolność sprowadza na ziemię wolność.

 

• Człowiek jest (...) absolutem dla samego siebie. Jest to jednak przedziwny absolut, ponieważ nie wystarcza samemu sobie. Z głębi swego serca domaga się  absolutnego  uznania  od strony „innego”.

• Więź powiernictwa nadziei jest czymś bezwzględnie zasadniczym we wszelkiej moralności otwartej i w natchnieniu, które z tej moralności bierze swój początek. To nie jest więź posłuszeństwa. Ale to nie jest także nieposłuszeństwo. To jest coś mocniejszego, coś najbardziej wewnętrznego, co jest życiem naszego życia... Żyjemy z powiernictwa nadziei, jak żyjemy z ziemi i z deszczu.

• Gest „pokładania nadziei” jest jednym z najbardziej tolerancyjnych gestów człowieka.

• Kiedyś miłość bliźniego wyrażała się w poleceniu „nie będziesz zabijał nieprzyjaciół”. A teraz do tego przykazania doszło nowe: „będziesz rozumiał nieprzyjaciół”. Musisz rozumieć, bo nieprzyjaciel ma ci bardzo dużo do powiedzenia o tobie samym, o twojej własnej sytuacji.

• Absurdalna jest logika, która mówi, że skoro demokracja nie jest wartością najwyższą, należy ją niszczyć w imię najwyższych wartości. Niszcząc demokrację, niszczymy właśnie te wartości, bo odbieramy człowiekowi swobodę wybrania wartości, uniemożliwiamy swobodny wybór Boga i swobodną ofiarę czy miłość bliźniego.

• Demokracja nie zna niewinnych zbrodniarzy. I to już jest zdecydowany postęp.

• Nasze dzisiejsze demokratyczne państwo nie umie nam pokazać twarzy swego absolutu. Dlatego niektórzy mówią, że rządzi subiektywizm, relatywizm, swawola. Ale to nie jest prawda. Na pytanie o twarz naszego państwa prawdziwą odpowiedzią okazuje się chrześcijaństwo. Bo prawdziwie chrześcijański Absolut ma właśnie demokratyczną twarz. Co może lepiej uzasadnić liberalną demokrację niż miłość Boga do człowieka niedoskonałego i do niedoskonałej ludzkości?

 

• Głosy filozofów są jak termometr w ludzkim organizmie. Zazwyczaj przez filozofię najlepiej wyraża się gorączka tego świata.

• Przed wszelkim filozofowaniem, zwłaszcza u nas, trzeba dokonać istotnego wyboru: trzeba wybrać z tego, o czym myśleć można, to, o czym myśleć  trzeba. Ale to, o czym myśleć trzeba, nie przychodzi u nas z kart książki, lecz z twarzy zaniepokojonego swym losem człowieka.

• Kiedyś filozofia rodziła się z podziwu wobec otaczającego nas świata (Arystoteles). A potem także z wątpienia (Kartezjusz). A teraz, na naszej ziemi, rodzi się ona z bólu. O jakości filozofii decyduje  jakość  bólu  ludzkiego, który chce filozofia wyrażać i któremu chce zaradzać. Kto tego nie widzi, jest bliski zdrady.

• Krytyka rozumu nie jest dziś aktem rozpaczy nad rozumem, lecz mniej lub bardziej ostrożnej wiary w rozum.

• Lepszy jest (...) rzetelny minimalizm niż pokrętny maksymalizm.

• Mądrość nie polega na sprycie, ale na umiejętności obstawania przy prawdach oczywistych. Ten przetrwa, kto wybrał świadczenie prawdom oczywistym. Kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić, ten przeminie wraz z iluzją.

 

• Wychowują jedynie ci, którzy mają nadzieję.

• Tropem wychowania musi stać się idea wyzwolenia. Wolność musi się jawić jako roślina, która powoli wydobywa się z ziemi, kwitnie i owocuje.

• Uznanie wolności to przyznanie, że wychowanie jest ryzykiem, że jego rezultaty są prawdopodobne, a nie pewne. Ale Bóg tak urządził świat, że widocznie woli, by Go człowiek chwalił, mając nieustannie możliwość odwrócenia się od Niego, niż bez takiej możliwości.

• Zawsze uważałem, że pierwszym zadaniem szkoły jest uczyć, nie wychowywać, i spierałem się na ten temat z wieloma nauczycielami. Byłem zdania, że wychowuje się poprzez uczenie. Gdybym miał wybierać między dobrym nauczycielem a dobrym wychowawcą, wybrałbym nauczyciela.

• Niekiedy stawia się pytanie, co ważniejsze: rozum wychowawcy czy jego świętość. Nie sądzę, by taka alternatywa miała sens, ponieważ nie sądzę, by istniała świętość nierozumna.

• Cel wychowania religijnego ująłbym najkrócej jako wtajemniczenie w Ewangelię. Przy czym w jej centrum postawiłbym słowa: „Cenniejsi jesteście niż wróble”. To pozwala dopracować się świadomości ludzkiej wartości.

• Myślę, że jest pewne niebezpieczeństwo w (...) domaganiu się autorytetu moralnego przez ludzi – bo jeżeli szukasz takiego autorytetu, to po prostu bądź nim sam i koniec.

 

• Na początku dramatu rodzi się pytanie: kim jesteś? Na końcu widnieją dwie przeciwne sobie możliwości: przeklęty lub błogosławiony. Dramat człowieka toczy się wśród tych możliwości. Co one znaczą? Tego dokładnie nie wiemy. Niewiedza ta nie przeszkadza nam jednak żyć wśród nich, myśleć według nich, wedle nich oceniać innych i siebie. Gdyby pewnego dnia znikły nam z oczu i uszu, stanęlibyśmy bezradni na scenie świata, jak słowa, które zapomniały o regułach, czyniącej z nich mowę gramatyki.

• Chrześcijaństwo nie przyszło, by sądzić świat, lecz by go zbawić. W tym celu chrześcijanie poddają krytyce nadzieje związane z  t y m  światem, ale nie po to, by je niszczyć, lecz po to, by ukazaniem ich ograniczoności dopełnić je i udoskonalić. Swe słowo kierują oni do ludzi, do ich wnętrza, do głębi ich człowieczeństwa. Czyniąc tak, sprawiają, że chrześcijańska pedagogika staje się  pracą  około  ludzkiej  nadziei.

 
Wolność – miłość – heroizm

• Gdybym ze wszystkich wartości, jakie są w Polsce, miał dać którąś na pierwsze miejsce, dałbym wolność.

• Wolność jest najpierw i przede wszystkim sposobem istnienia dobra.

• Nie ma większego nieszczęścia w filozofii dobra niż pomylenie ogólności bytu z ogólnością dobra – „ogólności” tego, pod co wszystko podpada, i „ogólności” tego, co wszystkich zobowiązuje. Ogólność bytu jest jak pojemność garnka, do którego wrzucono dziesięć kawałków mięsa. Ogólność dobra jest jak zapach, który unosi się z garnka i pobudza apetyt stu dziesięciu głodnych, stojących w pobliżu. Mogę podać imiona tuzina etyków, którzy mylą te dwa doświadczenia.

• Dobro nie istnieje inaczej, jak tylko jako konkretna dobroć i wolność konkretnego człowieka.

• Zło nie jest wolne. Ono jest uzależnione od nienawiści dobra.

• Być zniewolonym znaczy zawsze: być samotnym. (...) Wyzwolenie człowieka zaczyna się od wewnątrz. Nie mogłoby się jednak zacząć, gdyby człowiek nie spotkał obok siebie wolności innego i gdyby się nią nie zachłysnął.

• vIm wyższa wartość, tym większa swoboda jej uznania.

• Zwieńczeniem wolności jest My.

• Nikt nie może być w pełni wolnym, gdy inni wokół niego, a przede wszystkim ci, których umiłował, są niewolnikami. Właściwym ograniczeniem wolności człowieka nie jest, jak się niekiedy twierdzi, wolność innego człowieka, lecz jego niewola.

• W każdym cichym „powinienem” brzmi zniewalające zaproszenie, abyśmy uwolnili się od tego, co nieludzkie, a stali się pełnymi ludźmi.

• Sumienie jest jakby gadającą wolnością.

• Sumienie nie kłóci się z człowiekiem; na wszelkie jego „wyjaśnienia” i „wytłumaczenia”, na każde „nie mogłem”, „byłem zmuszony”, „nie zauważyłem” – sumienie odpowiada wielkim, przejmującym milczeniem, z którego rośnie wina człowieka.

• W religii, aby być posłusznym, trzeba najpierw być wolnym.

• Dla integrysty nie ma większego skandalu niż wolny człowiek – ten, kto ma władzę nad każdą władzą i kto rozbija obręcze zniewolonego lękiem myślenia.

• Lęk przed wolnością działa w łonie polskiego katolicyzmu jak pasożyt, niszcząc jego duchową substancję. Prowadzi bowiem do tego, że Dobra Nowina, która od wieków była dobrą nowiną o wyzwoleniu, jest przedstawiana i pokazywana, i zalecana jako nowina o zniewoleniu, czyli zła nowina. Mówi się: „Kochajcie Ewangelię, bo ona zniewala po mistrzowsku”. W ten sposób zadaje się cios wierze.

 

• Jedną z największych tajemnic, do których nigdy się nie dobrałem, bo mnie na to nie stać, jest tajemnica miłości.

• Nasze czasy nie są – niestety – czasami rozumienia miłości. Miłość jest raczej tym, co najmniej rozumiemy.

• Człowiek ma właściwie tylko jedną miłość, miłość Boga. Jeżeli tą miłością nie obejmuje ludzi, którzy są dziećmi Boga, ani Boga naprawdę nie miłuje, ani człowieka.

• Zdolność do miłości jest struną, na której każdy człowiek wygrywa swoją religię.

• Kto lęka się swojej własnej miłości, ten pozostanie ślepy na świat doświadczeń absolutnych. Ale czy tylko? Czy nie będzie również ślepy na samego siebie?

• Ten, kto kocha, chciałby „przyswoić sobie” i „mieć” tego, kogo kocha. Ale takie „przyswojenie” i „posiadanie” oznacza unicestwienie samodzielności innego. Miłość jest sprzecznością między pragnieniem posiadania i nieposiadania – miłość to pozostające w wiecznym sporze „mieć” i zarazem „nie mieć”. Jak można „mieć”, by „nie mieć”, i jak można „nie mieć”, by „mieć”?

• Miłość do osoby jest łaską.

• Kiedy ludzie w obliczu Boga przysięgają sobie miłość, to Kościół bierze to wydarzenie bardzo poważnie, nawet jeśli sami małżonkowie tak tego nie traktują. Ktoś w końcu musi na tym świecie poważnie brać Boga.

• Przysięga małżeńska dotyczy wyboru. (...) Uczucia mogą być rozmaite, wybór powinien być jeden. Wybór ma trwać.

• Dla człowieka, który miłuje, problem ofiary nie istnieje jako problem, ponieważ jego miłość nieustannie żyje jako spalająca się ofiara. Czym byłaby miłość bez ofiary? Wiązką sentymentów, które mogą wzruszać, ale nie potrafią przeistoczyć człowieka.

• Grzech pierworodny wprowadził głębokie zaburzenie w ludzką cielesność. Polega ono na oderwaniu cielesności od podstawowej nadziei, jakiej cielesność służy – nadziei potomstwa i domu. (...) Celem rozkoszy stała się sama rozkosz. Miłość nie otwiera już człowieka na Innego – Boga i bliźniego – którzy są poza człowiekiem, ale zmusza go do tego, by zalękniony kręcił się wokół samego siebie. (...) Bliźni jest tu dosłownie drugim, ponieważ tym pierwszym jestem Ja.

• Współczesny człowiek stara się zapobiegać poczęciu za pomocą rozmaitych środków technicznych. Kościół jest (...) temu przeciwny, ponieważ sprawą, o którą chodzi, nie jest pewność lub niepewność poczęcia, lecz podstawowe otwarcie na Innego, wpisane w naturę erotyzmu.

• [W dyskusjach o aborcji] wiele się mówi o człowieku, ale mało o bliźnim. Niektórzy sądzą, że poczęte dziecko nie jest bliźnim, a następnie szukają argumentów, by móc powiedzieć, że nie jest także człowiekiem.

• Kościół odnosi się do ciała bardzo ufnie, natomiast współczesna cywilizacja – raczej nie. Co to znaczy ufać ciału? To znaczy ufać jego logice od narodzin po śmierć.

• Kiedy słowo staje się ciałem, to znaczy, że ciało, w gruncie rzeczy, nie jest głupie.

 

• Heroizm to podstawowa barwa ludzkiej egzystencji.

• W człowieku są ogromne pokłady heroizmu pod jednym warunkiem: że służy on nadziei. Człowiek jest zdolny do największych ofiar, jeżeli widzi, że to ma sens. Rozwiązania heroiczne są trudne, ale trudne dlatego, że proste, a prostych rzeczy się często nie zauważa.

• To nie człowiek wybiera sobie ostatecznie swój wewnętrzny obowiązek, lecz raczej pewien obowiązek wybiera sobie człowieka. Wymaganie dzielności jest (...) wezwaniem do tego, by człowiek zawsze opowiadał się za wewnętrznym poczuciem obowiązku, widząc w nim przeżycie, w którym jego dobra wola i jego „zmysł rzeczywistości” splatają się w sposób ścisły z jego sumieniem.

• Nie sztuka się buntować przeciwko światu – przeciwko deszczowi, kiedy leje, i słońcu, kiedy praży. Sztuka buntować się przeciwko swoim ograniczeniom w imię przekroczenia własnych granic.

• Dobroć zawsze rodzi się w bólu. Kto się lęka bólu, ten wcześniej czy później popadnie w kompromis ze złem.

• Drzewo, które by chciało jedynie kwitnąć, skazałoby się na śmierć przedwczesną. Trzeba umieć w odpowiednim czasie poświęcić kwiat dla owocu.

• Lęk przed śmiercią wcale nie jest największym lękiem. (...) Większym lękiem napawa człowieka możliwość utraty honoru, zdrady, niesprostania powierzonemu zadaniu...

• Kto nie ma Sprawy, dla której żyje, bardzo boi się umrzeć. Świadomość Sprawy porządkuje lęki.

 
O sobie

• Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem.

• Kiedyś (...) miałem kazanie dla przedszkolaków i zadałem im pytanie, bo akurat było święto Jana Kantego, profesora uniwersytetu. – Czy trudno być profesorem uniwersytetu? – Ach, strasznie trudno – powiedziały dzieci. – Dlaczego? – pytam, a jeden chłopiec odpowiada. Bo taki musi zawsze mądrze gadać. I to jest mój słaby punkt, niestety...

• Mój krajobraz fundamentalny bierze się z gór i trochę z szumu Dunajca. Krajobraz intelektualny z husserlowskiej redukcji transcendentalnej, to znaczy z tego horyzontu, w którym można zawiesić wszelkie przekonania i raz jeszcze je rewidować. Natomiast horyzont religijny z tych drewnianych kościółków, wśród których wyrastałem – z kościółka w Jurgowie, z kościółka w Łopusznej. A trochę też ze Starego Sącza i tamtejszej tradycji franciszkańskiej. (...) Myślę, że moim pierwszym wrzaskiem po urodzeniu – może poza wrzaskiem o jedzenie, co nas ze sobą łączy – był „Hymn do Słońca”.

• Religijność wsi uformowała cały świat moich doświadczeń. Ująłem to potem w humorystyczną formułę, że teza, której nie da się przełożyć na góralski, na pewno nie jest prawdziwa. Chodziło mi o to, że teza, dla której nie można znaleźć dowodu w doświadczeniu, jest niewiarygodna.

• Górale specjalnego talentu do cnoty nie mieli. Wręcz przeciwnie, kosztowała ich ona więcej jako innych. Ale mieli talent do pokuty.

• Moje powołanie jest aksjologiczne, jest próbą wyboru wartości. Istnieje też oczywiście problem celibatu. Ale gdy idzie się do seminarium, nie ma się jeszcze pełnej świadomości domu. A celibat to jest przede wszystkim problem posiadania domu. Dopiero później odkrywamy, że my, księża, jesteśmy ludźmi bezdomnymi. Jak ptaki przelotne. Kandydat na kleryka nie może tego rozumieć, bo jest jeszcze w wieku swobody.

• Kiedyś uprawiałem taternictwo i miałem zwyczaj chodzić po drogach, którymi inni nie chodzą, i utrzymywać równowagę w miejscach, w których inni spadają.

• Jeżeli do czegoś doszedłem w filozofii człowieka, to tylko dzięki wglądowi w sytuacje wyznawane podczas spowiedzi.

• Nigdy nie ustawiałem się w pozycji przeciwnika hierarchii. Natomiast przeciwstawiałem mój świat pewnemu zjawisku, które oglądałem nie tyle u hierarchów, co w powstającej prasie. Może i hierarchowie maczali w tym palce, ale to mnie mniej wzruszało. Badałem tyfus, a nie tyfuśników.

• Kiedy myślę nad swoim losem, dochodzę do wniosku, że powinienem być Mikołajem Rejem polskiego katolicyzmu. On pierwszy zaczął dla Polaków pisać po polsku. I ja w polskim katolicyzmie powinienem stawiać polskie problemy, budzić katolików z poobiedniej drzemki, krytykować, kiedy z katolicyzmu robią sobie poduszki pod siedzenie.

• Zawsze muszę kopać o te pół metra dalej, niż – jak mi się wydaje – znajduje się mój skarb.

• Świat mi się zbyt podoba, abym usiłował go zmieniać. Jestem jak lekarz, który zamiast leczyć, pracę doktorską z choroby pisze.

• Nie mam świadomości dokonywania przełomu. Mam tylko poczucie, że ludzie często się mylą.

• Pisząc każdy mój tekst, zastanawiałem się, co pomyśli Papież, czytając te słowa. Wierzę, że Papież nigdy nie miał cienia podejrzeń co do mojej uczciwości. Co najwyżej mógł uważać, że nie mam racji. Ale ja też nie sądzę, żebym zawsze miał rację. Chciałem tylko pokazać, że jest w Kościele miejsce dla sposobu myślenia, który proponuję.

• To nie ja rozpalałem pożary. Ja tylko próbowałem je gasić, powstrzymać odchodzenie ludzi, którzy czytali gazety, oglądali telewizję, słuchali relacji z Sejmu i nie poznawali własnego Kościoła, swojej religii. Czuli, że to nie jest katolicyzm, i zbierali się do odchodzenia.

• Próbuję wejść w dialog z braćmi w wierze. Niemniej to, czego zaakceptować nie mogę, stanowi ważny element polskiego katolicyzmu. To mój Kościół, moja wiara, mój katolicyzm. Czy dla pokazania własnej tożsamości powinienem powiedzieć: „odchodzę”? Czy raczej powinienem mówić im: „zmieńcie się albo odejdźcie”? (...) Dlaczego nie można powiedzieć: „albo ja – albo wy”? Bo to jest trochę tak, jak z człowieczeństwem. Nie mogę powiedzieć, że skoro jesteś człowiekiem, a postępujesz inaczej niż ja, to ja będę koniem albo ty idź się zabij.

• Powtarzałem moim kolegom, że jak mnie dziś z Kościoła wyrzucą, to jutro będą mnie zapraszali na nabożeństwa ekumeniczne.

• Jeżeli jestem dla innych problemem, to dlatego, że nie mówię tylko za siebie. Gdybym był sam jeden, gdybym mówił tylko za siebie, uznano by mnie za wariata. A ja jestem z nich. Także z tych, którzy mają ze mną ten problem. Bo jestem z Kościoła, jestem ich własnym głosem.

• Wchodząc w dialog, musisz wnieść swoją twarz. Nie możesz wchodzić jako magma. Ja w tej chwili mogę przekraczać rozmaite bariery i granice, bo jestem, kim jestem.

• Kiedy patrzę na moją robotę jako księdza i filozofa, wtedy łapię się na tym, że przez te kilkadziesiąt lat pracowałem głównie nad ludzką nadzieją. Nad miłością innych człowiek nie pracuje, bo każdy sam musi pracować nad swoją własną miłością. Prawdę powiedziawszy, nad wiarą też nie ma co pracować, bo to jest łaska Boża, albo komuś dana, albo – niestety – nie dana. Natomiast nad ludzką nadzieją od przedszkolaka, ucznia, aż do dorosłego w rozmaitych sytuacjach, na rozmaitych życiowych zakrętach wciąż trzeba pracować.

• Kant powiada, że teodycea to próba rehabilitacji Pana Boga za świat, który stworzył. Ja w pewnym sensie uprawiam taką teodyceę. Usiłuję rehabilitować Pana Boga, choć nie jestem pewien, czy On zechce mnie zrehabilitować za tę rehabilitację...

 
Kilka myśli przełożonych na góralski

• Jak ksiądz skrzywdzi jednego parafianina, to mo sprawe z tym skrzywdzónym, a jak dobrze zrobi jednymu, to mo sprawe z całóm parafiom.

• No powiedzcie mi, jak wiecie: ka moze być feler? Ludziska jeden rozum majóm, a kozdy rozumuje inacej. Krowa i koza jednóm trowe zrejóm, a gówno inkse. Kozdy cłek fce mieć swój rozum. Kóniec kóńcym telo rozumów, kielo ludzi. A godajóm, ze rozum jest jeden! Jakoz jedyn, kie kozdy hebluje po swojemu. Musis nad tym pomyśleć. Musis przypatrzyć sie rozumowi, cy ci go co nie pokrzywiyło.

• Jak źle duse kormis, to z dusy robi się sietniok. I widzis: cielsko urośnióne, zapocnone, ciepłe jak piec przed weselym, a o dusy ani słychu, ani dychu.

• Kie do karcmy wlezie cłek z dusóm i pomiędzy pijokami stanie, to takiego cłeka nawet w karcmie znać!

• Z dusóm, jak z babóm: jak mos babe, a nie wiys, ze jóm mos, to baby ni mos podwójnie. Po pirse ni mos, bo nie wiys, ze mos, po drugie ni mos, bo inksi jóm majom za ciebie.

• Cy słysoł świat, coby jako baba pedziała: „Wiem, ze nic nie wiem”? Przecie by jóm zycie sponiewierało. Babskość na tym polega, coby wiedzieć i wiedzieć, ze się wiy. Na przykłod cyje dziecko. Abo, cy mozno se wyobrazić, żeby jako Maryna z Hrubego pedziała: „Myśle, więc jestem?” A co? A jak śpi, to jej nima? Ale inkse prowdy już sóm babie blizse. Na tyn przykłod św. Augustyn: „Kochoj i rób, co fces”. Jasne, ze jak będzie kochoł, to będzie robiył, co ona fce. Takie uogólnienie moze być.

• Chłopi przi gorzołce medetowali, co by to miało być, to „nic”. Leon im pedzioł: „to jest pół litra na dwók”.

• „Dialektyke” mozes uwidzieć gołym okiem, kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici. Kie sie Jasiek przynapije, to go gorzołka ciągnie w dół. Kie sie Władek przynapije, to gorzołka ciągnie go na bok. A Józka zaś gorzołka ciągnie do zadku. Kie sie nojdóm syćka pijani, to sie poobłapiajom i trzymajóm sie wroz. Tak se idóm. I choć kozdy z osobna ni moze się na nogach utrzymać, to razem się trzymajom. Idom śpiewajęcy sobie samym na sprzycność. I to się nazywo „pojednaniem w sprzycności”.

• Kie Józek Zatłoka (...) pedzioł, ze „byt jest jedyn”, to Zenek z Dunajca zaroz wywiód, ze między jego baranem a baranem probosca z Rogoźnika nima nijakiej róźnicy i nawet lepiej będzie, jak baran probosca bee stoł w jego sopie i tu róźnił sie od niebytu. I dosło do tego, ze zacyny ludzióm ginąć barany. A jak przysło do prawa, to Zenek był górą. Tak powstało posądzenie o „liberalizm”. Ludzie nie wiedzieli, co to jest „liberalizm”, ino księdzowie wiedzieli, ale jak z tego majóm ginąć barany, to lepiej, coby tego całego „liberalizmu” nie było.

• [Zowiść to] głupi grzych. No bo z kozdego inksego grzychu radość jakosi płynie dlo cłeka, a z tego ino samo stropiynie. To kie już musis grzysyć, to przy okazji sukoj jakiej takiej uciechy w grzychu, a wtedy nawet janieli w niebie to wyrozumióm, bo one tyz przecie na ucieche łase.

• Siedzieli my na polanie w cieniu z ks. Michałem Hellerem, bo to było lato i słónko zdrowo prazyło i cytali jakómsi ksiązke, już nie bocym, jakóm. I musieli my mieć miny niewyraźne, bo Wawrzek pedzioł: nogłupsy tyn, co się myślami męcy. Dobrze pedzioł. No bo przecie Pon Bóg nie doł nóm rozum po to, co by my się męceli, ino po to, co by my mieli jakóm takóm ulge w męce. (...) Takie myślenie, co męcy, to naprowde nie jest myślenie. Ino tak udaje.

 

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl