|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Wierność
Kard. Franciszek Macharski
1. Księże Profesorze – witaj w domu! Jak to dobrze, że
chciałeś zostawić nam swoje ciało tutaj, na tej ziemi. Ona Ci była jeszcze
bardziej niż inne ludzka i Boska. Tak jest: ludzka i Boska. Od czasu Nazaretu i
Betlejem Pan Jezus wszedł i zjednoczył się jakoś z ludźmi. „Do Niego należy
czas i wieczność” (z liturgii Wielkiej Soboty). Ale nam nie odbiera tego, co
nam dał, bo naszą ojcowiznę uczynił Swoją ojcowizną! Jezus przecież przyszedł z
wiecznej „ojcowizny”, od tego Ojca, który tak pokochał świat, że nam dał
Swojego Syna, aby ludzkie „dziedziny” doprowadził do ładu. Ład w człowieku
żywym to jest chwała i radość Boga. Ład się stąd bierze, że syna przyjęliśmy, a
z Nim zbawienie i zalążek udziału w Boskiej ojcowiźnie, która czeka, żebyśmy do
niej przyszli.
2. Nie zawsze jest z nami, którzyśmy w drodze, tak jak
ma być. Nie było, tak jak trzeba w Betlejem, ale tam może łzy Jezusa mogły
zwyczajnie być łzami dziecka. Ale takie najczystsze łzy, których nikt nie
podejrzewa, żeby były płaczem nad sobą, to jest płacz Jezusa, gdy patrzy na
Jerozolimę ukochaną przez Boga. Nie było wśród ludzi na świecie wtedy tak jak
trzeba... Więc płakał nad nie-ładem, nie-
-prawem, nienawidzeniem się ludzi, nad nie kochaniem
miłości. Nad ślepotą i tępotą zaklinowanych myśli i uczuć. One miały sprowadzić
klęskę, ruinę, rozproszenie, wygnanie człowieka, obcość wobec siebie samego i
ludzi, i Boga.
3. Pan Jezus zostawił nam swój żal, że źli ludzie
siebie i Boga marnują. Nie zostawił łez na pamiątkę, ale więcej – Swoje na
krzyżu umieranie zostawił nam w Najświętszym Sakramencie, w Eucharystii. W niej
jest to, co Boskie, i to, co od ludzi, od nas, co my możemy dać: chleb i wino.
To jest nasz znak: Ty, Panie Jezu, dałeś Siebie w znaku umierania, i ja Ci też
daję siebie z moją wiarą, w moim znaku, chlebie.
4. Ksiądz Profesor wrócił pomiędzy nas. Wrócił po
śmierci, żeby w tej ziemi spocząć – nie cały, bo dusza już u Pana. Wziął
wszystko, co najważniejsze, z góralskiej ziemi: życie – i sposób życia. Z tym
poszedł w świat: a to było takie bogactwo... Aż się człowiek wstydzi, że sam
nie umie rozeznać i uszanować swojego daru, jaki dostał – każdy swojego – i nie
umiał nim żyć. Ilu z nas jest jakby znikąd i od nikogo... Ksiądz Profesor
wracał na swoje Podhale tyle razy, że właściwie jakby nigdy stąd nie wyszedł.
Księdzu Profesorowi stąd było najbliżej i do człowieka, i do Pana Boga.
5. Tę ojcowiznę zabrał ze sobą – w sobie ją zabrał –
bo ją pokochał. I dlatego był wierny i ludziom, i Panu Bogu, i Kościołowi. Świętej
wiary dochował i wiernej miłości. Tak było dane, że Ksiądz Profesor w tych
ostatnich miesiącach i latach doznał, jak mu ludzie odpłacali wierną miłością i
troską za jego miłość i uczynność. Nikt bardziej niż jego Rodzina! Wszyscy Wam
za to dziękujemy i ja Wam dziękuję, że mogłem choć trochę być razem z Wami w
staraniu o naszego brata, Księdza Józefa.
Ksiądz Profesor chciał tu wrócić, wrócić na swoje
Podhale. Więc ciało zostanie w tej ziemi. Dusza wróciła do domu Ojca
Miłosiernego, który jest w niebie. Myśmy zostali na ziemi i będziemy zdawać
egzamin z wierności temu, cośmy otrzymali. Wierność – choć liście opadną, a
czas pójdzie dalej. Dzięki Tobie, Księże Profesorze, jest nam bliżej Boga i
człowieka.
Nie chciałem przemawiać, chciałem się głośno modlić. Jeśli
mi się to nie udało, zakończę prawdziwą modlitwą Sługi Bożego Biskupa Jana
Pietraszki, który był śp. Księdzu Józefowi i bratem, i przyjacielem, i mistrzem:
„Czekałem na Ciebie – Chrystusie – według obietnicy
Ducha Twego przez długie lata mojego życia – i doczekałem się. Teraz mogę
odejść.
Nie patrzę już na świat. To jest dla mnie rozdział
skończony. Ludzkie ambicje i pragnienia, nawet te najpiękniejsze i
najszczytniejsze, należą już do mojej przeszłości. Ale dziękuję Ci za nią i za
to, że była ona drogą, która mnie doprowadziła do tego spotkania.
Stoję na progu nowego świata, który jest dla mnie
całkowitą tajemnicą. Stoję na progu nieznanej przyszłości. I to, że Cię w tej
chwili mam, i to, że Cię trzymam mocno, i to, że Ty jesteś mój, a ja jestem
Twój, to jest cała moja nadzieja i całe moje bogactwo, które stąd zabieram.
Wielbię
Cię za to i cieszę się z tego, że w ten świat nieznany nie pójdę sam. Nie będę
błądził, Ty bowiem znasz drogę, stamtąd przecież przyszedłeś. Nie pójdę w
ciemność, bo Ty jesteś światłością, daną na oświecenie wszystkich.
Ta ostatnia droga nie będzie drogą w nicość i zagładę,
bo Ty jesteś życiem i Tym, który życie daje”.
Kard. Franciszek Macharski
Homilia wygłoszona przez Metropolitę Krakowskiego na
pogrzebie ks. Józefa Tischnera w Łopusznej.
|