KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Odwołanie

Andrzej Kowal

 
 

Józef Tischner żył z nami i mało kto zebrał tyle dowodów miłości, co on. Wielu ludzi szczerze i prawdziwie go kochało, pomimo że był osobą kontrowersyjną i nieraz budził sprzeciw. Był człowiekiem gorącym, który bardzo mocno kochał życie i ludzi, i dawał temu wyraz.

Znałem go kilkadziesiąt lat. Pośród bogactwa rysów jego osoby, szczególnie wyrazisty i głęboki wydaje się ten, który wyniósł z domu rodzinnego. Poznałem jego rodziców, którzy byli nauczycielami, i jego dom w starej szkole w Łopusznej, gdzie Józek od najmłodszych lat mieszkał i wyrastał w szczególnym środowisku, jakie tworzy szkoła i nauczanie. Sam, jak myślę, utożsamiał się z nauczycielem, który realizuje nauczanie w szczególny sokratejski sposób, płynący z miłości do ludzi i głębokiego ukochania prawdy, dobra i piękna oraz umiejętności wcielania tych wartości w swoje słowa i czyny. Dawał temu czytelny wyraz. Dlatego tak chętnie go słuchano i ceniono sobie jego obecność. Także jego odejście na zakończenie roku szkolnego ma swoją symboliczną wymowę. Był jak Sokrates, którego słowa, czy to słuchane w kościele, w murach uczelni, na rynku, czy w zwykłej rozmowie, brały i porywały, a kiedy umilkły, pozostawiły pustkę, która jak kontrapunkt, jak pęknięta struna, jeszcze wyraziściej i donioślej dopełniła ów przerwany śpiew.

Bliscy mu byli ludzie, którzy prawdziwie, głęboko i gorąco kochali innych, jak np. dr Antoni Kępiński. Józkowi tak bardzo zależało, aby to wyrazić w słowach, o co zabiegał organizując w domu biskupów krakowskich sympozjum poświęcone pamięci tego znakomitego psychiatry.

Podczas ostatnich miesięcy wypełnionych cierpieniem z powodu nieuleczalnej choroby pytałem Go, jak przeżywa swą sytuację. Odpowiedział, że tak jak odwołanie. Odwołanie, które trudno przyjąć, gdy tak mocno się jest związanym z życiem i z ludźmi. Przyjął to dzielnie i z godnością. Pomimo rozpaczy, jednak z nadzieją i wiarą, że Ten, kto odwołuje, wie, co robi.

Trzeba wielkiej odwagi i silnej wiary, aby iść drogą, która wydaje się ciemną doliną, a jednak wiedzie ku Temu, kto powołuje i odwołuje, a kto sam jest Miłością i głosi Dobrą Nowinę.

 

 

Autor, psychiatra i filozof, jest dyrektorem Krakowskiego Szpitala Neuropsychiatrycznego im. J. Babińskiego.

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl