|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Etyka solidarności
Stefan Jurczak
Do Józka Tischnera chodziłem po radę i po otuchę.
Przez wiele lat – także tych najtrudniejszych. Poznałem go dzięki Halinie
Bortnowskiej we wrześniu 1980. Chciał się spotkać z robotnikami, którzy
zakładają wolne związki zawodowe. Musiało to być tuż po podpisaniu Porozumień
Sierpniowych – bo na pewno jeszcze przed głośną homilią z Wawelu, kiedy tak
pięknie tłumaczył nam, jak wiele znaczeń może mieć słowo „solidarność”.
Pytał o nastroje w kombinacie Lenina, wyraźnie
ciekawili go robotnicy: ich poglądy, zachowania, zwyczaje. Opowiadałem mu, jak
robiliśmy strajk w Zakładach Przetwórstwa Hutniczego w Bochni. Odtąd spotykaliśmy
się tydzień w tydzień. Kiedyś wyciągnął butelkę śliwowicy i zaproponował
przejście na „ty”. Zdziwiłem się: ja, zwykły młody związkowiec, a on ksiądz,
profesor i jeszcze filozof.
Potem był I Zjazd związku i jego wspaniałe homilie.
Mówił nam wtedy o godności pracy. To te kazania ludzie najlepiej przyjmowali,
bo książki Tischnera, zwłaszcza filozoficzne, były dla nas przecież za trudne.
Tak było nawet z „Etyką solidarności” – bo choć miała wiele wydań w podziemiu,
to chyba do członków związku lepiej trafiało, jak Tischner bezpośrednio
wyjaśniał, co to znaczy „ojczyzna”, dlaczego tak ważna w działaniu jest „wspólnota”
i „dialog”, jak rozumieć „zdradę”. Sam przeczytałem tylko „Ducha nie gaście” –
zbiór jego kazań z czasów stanu wojennego. Właśnie to ciągłe przypominanie o
etyce pracy z jednej strony i godności robotników z drugiej przyczyniło się do
tego, że „Solidarność” nie była tylko zwykłym związkiem zawodowym, który
zajmuje się jedynie sprawami socjalnymi, ale wielkim ruchem zmian społecznych,
który w końcu obalił komunizm.
Wiele znaczyło dla mnie, że dwa razy przyjechał
odwiedzić mnie w obozie internowanych. Pomagał też wtedy mojej rodzinie. Potem,
działając w podziemiu, dalej chodziłem do niego, pytać, co robić, jak się zachować.
Nie były to żadne spowiedzi czy dyskusje religijne, ale raczej rozmowy w
kruchcie. Starałem się też nie opuszczać odprawianych przez niego Mszy dla
dzieci. Kazania, które wtedy mówił, były w istocie katechezami także dla
dorosłych. Zwykle więc w kościele było więcej ludzi starszych niż dzieciaków.
A po czerwcu 1989 to on jako jeden z pierwszych zaczął
ostrzegać, że wolność jest nie tylko darem, ale też wyzwaniem. Zwłaszcza w
takich społeczeństwach, które żyły przez lata w komunizmie i chcąc nie chcąc
musiały zostać nim skażone. Lecz mimo wszystko to właśnie wolność cenił
najbardziej.
Autor jest jednym z założycieli NSZZ „Solidarność” Regionu
Małopolska, wiceprzewodniczącym Zarządu Regionu oraz Komisji Robotniczej
Hutników w kombinacie im. Lenina. Od grudnia 1983 r. reprezentant Regionu
Małopolska w podziemnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność”,
a następnie w Krajowej Komisji Wykonawczej. Od 1991 r. senator RP.
|