|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
1992
Nieszczęsny dar wolności
Czy nie
stajemy się dziś ofiarami nowego, nieznanego nam dotąd lęku – lęku przed
wolnością? Jeszcze nie tak dawno potwierdzaliśmy dzielnie naszą tożsamość w
oporze przeciw gwałtowi, a dziś – odnoszę wrażenie – nie potrafimy spojrzeć w
głąb odzyskanej wolności. Czyżby to, o co tak długo walczyliśmy, było dla nas
zapowiedzią samego tylko piekła?
Gdy mówimy o niebezpieczeństwach konsumpcjonizmu,
obwiniamy wolność. Gdy wskazujemy na aborcję, obwiniamy wolność. Gdy szukamy
źródeł pornografii, podejrzewamy wolność. To wolność sprawia, że „wszędzie
panoszą się komuniści”, że „są obrażane uczucia ludzi wierzących”, że niektórzy
posuwają się nawet do podważania autorytetu Ojca św. Powoli, niepostrzeżenie
wina wolności staje się większa niż wina komunizmu. Czas zamazuje wspomnienia,
a wyobraźnia ekscytuje się wizją apokalipsy. Może się mylę, ale często – bardzo
często – widzę, jak nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed
przemocą.
Rozważmy drobny epizod. Ostatnio jeden z młodych
dziennikarzy wyraził się krytycznie o intelektualistach, którzy gną się wpół
wobec autorytetu Papieża. Wypowiedź ta wywołała zgorszenie. Ton krytyki, jaka
ukazała się w prasie i jaką można było spotkać gdzie indziej, był jednoznaczny:
znów ktoś zuchwały przekroczył granice wolności; za wiele tej wolności w
Polsce!
Nie wiem, nie znam autora, który myśli skrótami, ale
może ma on trochę racji. Czyż wielu intelektualistów rzeczywiście nie gnie się
przed Ojcem św., nie mając przy tym zielonego pojęcia, co Ojciec św. myśli i
czego uczy? Czy to tak trudno spotkać kogoś, zwłaszcza w stolicy, kto ma usta
pełne „katolickiej nauki społecznej”, ponieważ jest mu ona potrzebna do kariery
politycznej? Trzeba pamiętać o jeszcze jednej okoliczności: oto rosną wśród nas
młodzi ludzie, którzy z Papieżem nie łączą żadnej przygody intelektualnej, jaką
my łączymy, żadnej przygody wiary. Oni nie czytali z ks. Karolem Wojtyłą
tekstów Maxa Schelera, nie słuchali Jego wykładów o św. Janie od Krzyża, nie
drążyli tajemnicy osoby i jej czynów. Oni wiedzą o Papieżu bardzo mało. Znają
Go z pokłonów, które biją przed Nim ich ojcowie. Jest to niewątpliwie jakieś
źródło, ale nie przesadzajmy... Ci młodzi ludzie spotykają się jednak z krytyką
Ojca św., jakiej Mu nie szczędzi Zachód. I co? Może mają pod ręką repliki? Może
znajdą gdzieś odpowiedzi? Jest przecież trochę teologów, w dodatku tak
pracowitych... Niestety, odpowiedzi nie znajdą. Dokonała się u nas i nadal
dokonuje niezwykle spłycona recepcja dorobku Jana Pawła II, która w tej chwili
zagradza drogę recepcji pogłębionej.
Stawiam jeszcze jedno pytanie w związku z lękiem przed
wolnością: czy nie doszło u nas do załamania dialogu między naszą wiarą a myślą
współczesną? Czy duch syntezy – ten sam, który przed wiekami stanął u źródeł
tomizmu – nie został dziś wyparty przez ducha przeciwieństwa, sporu i
odtrącenia? Przed kilku laty toczyła się u nas żywa dyskusja na temat stosunku
filozofii, i w ogóle myśli współczesnej, do naszej wiary. Broniłem tej
filozofii, broniłem tej myśli. Dowodziłem, że jeszcze nigdy myśl filozoficzna
nie była tak pozytywnie otwarta na duchowe wartości wiary, religii, metafizyki,
jak dziś, w dwudziestym wieku. Czasy wojującego ateizmu mamy za sobą. Nadeszły
czasy troskliwego pochylania się nad wartościami Sacrum. Nie wszystkich przekonałem.
Dziś widzę to wyraźnie. Padają groźne oskarżenia pod adresem myśli
współczesnej. Skąd się biorą? Nie z wiary! Przy bliższym wejrzeniu okazuje się,
że ich źródłem jest szczególny styl myślenia – czasami przedstawiany jako
tomistyczny, którego ideą wiodącą jest... wyrzucanie za drzwi. Wyrzuca się za
drzwi pytanie, potem wyrzuca się pytającego, w końcu wyrzuca się za drzwi całą
współczesność z jej przeklętą wolnością.
Czy trzeba mnożyć przykłady? Rozpasanie, to wolność...
Korupcja, to wolność... Spory wśród polityków, to wolność... Straszna jest ta
wolność. Pamiętamy, jak pisał Erich Fromm: ludzie uciekają od wolności i sami,
bez przymusu, wybierają sobie Hitlera. Kiedy przed laty czytaliśmy tę książkę,
mówiliśmy sobie: nie my; my, Polacy umieraliśmy za wolność. No tak, ale czy
wiedzieliśmy wtedy, czym jest wolność? Jeszcze dosadniej niż Fromm pisał o tym
Dostojewski w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze: „Ale skończy się na tym, że
przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą: »weźcie nas raczej w
niewolę i dajcie nam jeść...«”. I dalej: „Powiadam Ci, zaiste najbardziej
męczącą troską człowieka jest to: znaleźć kogoś, komu można by oddać dar
wolności, z którym ta nieszczęsna istota się rodzi...”
Ks. Józef Tischner
„TP” nr 46/1992.
|