|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
1984
Utopcie w Wiśle cały naród
Rozpoczęliśmy wczoraj „Tydzień Kultury
Chrześcijańskiej na Podhalu” w okolicznościach dość niezwykłych. Mamy jeszcze w
żywej pamięci wydarzenia minionych dni – męczeńską śmierć księdza Jerzego i
jego wielki, wstrząsający sumieniami pogrzeb. Cisną się nam na usta dwa
pytania: co się właściwie stało i co z tego, co się stało, wynika dla nas, dla
naszego życia i naszej pracy?
Zanim jednak spróbuję dać odpowiedź na te pytania,
chcę na jedno zwrócić uwagę. Nie wiem, czy Wy tak odczuwaliście, ale ja czułem
tak jakoś: dlaczego właściwie on, a nie ja? Przecież tam, gdzie zasadą i
źródłem czynu jest bezprawie, każdy może być zabity. Mógł być zabity każdy
ksiądz tutejszej parafii, mogłeś być zabity ty – ty, który stoisz w tym
kościele, i ty, który znajdziesz się poza kościołem. Sytuacja bezprawia zagraża
wszystkim. Dziś on, jutro ty, twój brat, a nawet – powiedzmy to jasno – twój
towarzysz. Wszyscy są podejrzani, wszyscy mogą być obwinieni, wszyscy mogą być
zabici. A więc dlaczego on, a nie ty, nie ja? Jestem głęboko przekonany, że nie
ma w tej chwili w tym kościele człowieka, który sobie nie mógł takiego pytania
postawić. Ile razy zdarzy się wśród nas przypadek bezprawia, tyle razy ciśnie
się na usta pytanie: dlaczego właściwie on, a nie ja? Bezprawie dopuszcza
wszystko przeciw wszystkim. Każdy jest wtedy winny. Jeśli tak, to – proszę
bardzo – utopcie w Wiśle cały naród.
Po tej refleksji postawmy kluczowe pytanie: co się
właściwie stało? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba sięgnąć do języka
religii, ponieważ zwykły język ludzki tu nie wystarczy. Religia zna słowo innym
językom nieznane – słowo „cud”. Tak, istotnie, stał się cud. Bo cóż to jest
cud? Prawdziwy cud polega na tym, że ze zła, które zostało zamierzone, nie
powstaje zło, ale wielkie niezmierzone dobro. Sprawdza się Ewangelia. Wyobraźmy
sobie to konkretnie. Oto dzieje się coś złego: zniszczenie, zabójstwo, śmierć.
Jakaś mroczna siła, która – jak kiedyś pisał Goethe – „ciągle mówi: Nie”,
nawiedza ludzki rodzaj. Siła ta nie umie już niczego tworzyć, umie jedynie
niszczyć. I niszczy. Widać, jak niszczy. Ale oto nagle, gdy zniszczenie ma
dojść do szczytu i przemienić się w katastrofę, dzieje się coś niezwykłego i
zamiast katastrofy mamy coś wręcz przeciwnego – narodziny, tworzenie. Krew
męczenników staje się posiewem wyznawców. I tak się właśnie stało. Przebudził
się naród. Stał się naród. Znów czystym dźwiękiem zagrało nad naszymi uszami
słowo: Ojczyzna. Niby wszystko to już kiedyś było, a przecież jakby nie było.
Stało się to, co naprawdę jest. Polska – wielki zbiorowy obowiązek. I to
właśnie jest ten cud.
Wrzucono do Wisły księdza i Polaka. Ale Wisła jest jak
matka. Wisła zwróciła nam męczennika, urodziła męczennika. A on zasiał w
naszych duszach nowe ziarno Ojczyzny.
Teraz jeszcze ostatnie pytanie: co z tego wszystkiego
wynika dla nas, dla naszego życia i dla naszej pracy? Pozwolę sobie przypomnieć
wypróbowaną myśl Cypriana Norwida. Powiada on, że prawdziwy postęp ludzkości
polega na tym, by „przez rozjaśnienie prawd i wcielenia dobra, broń największa,
jedyna, ostateczna – męczeństwo, uniepotrzebniało się na ziemi”. Stało się
męczeństwo. Skoro Bóg je dopuścił, widać było dla nas potrzebne. Bośmy może
spali, może się ociągali, może stracili ducha. Trzeba nam było twardego
zbudzenia ze snu. Zarazem jednak trzeba nam było wskazówki: tak pracować, by
nie było już potrzeba nowych męczeństw.
Każdy z nas, tu stojących, pracuje przy rozjaśnianiu
prawd i wcielaniu dobra. Ojcowie, matki, duchowni znajdujący się w tym kościele
i ci, którzy są gdzie indziej. Także wy – nauczyciele, wychowawcy. I wy –
rolnicy, którym zawdzięczamy dobroć naszego chleba. Robotnicy, którymi ksiądz
Jerzy opiekował się tak bezgranicznie. I wy – inżynierowie, lekarze, cała
służba zdrowia, urzędnicy, sprzedawcy w sklepach, przewodnicy i ratownicy
górscy – nawet zamiatacze ulic, wszyscy rozjaśniacie prawdy i wcielacie dobro.
Nasz codzienny obowiązek ukazał się nam dziś od nowej
strony: pracujemy nad prawdziwym postępem w naszej Ojczyźnie. To nam doda nowych
sił do pracy. Także ten „Tydzień kultury” jest krokiem w tym kierunku. Kiedy
jutro staniemy na naszym zwykłym posterunku, będziemy pamiętać, że pracujemy
także po to, by „broń największa, jedyna, ostateczna – męczeństwo,
uniepotrzebniało się wśród nas”.
Ks. Józef Tischner
Tekst wygłoszony podczas „Tygodnia Kultury
Chrześcijańskiej na Podhalu”, Nowy Targ, jesień 1984.
|