|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
1982
Polska jest Ojczyzną
Pisał C. K. Norwid (rok 1871): „Znicestwić narodu nikt nie podoła bez współdziałania
obywateli tegoż narodu, i to nie bez współdziałania przypadkowego, częściowego,
nominalnego, ale bez współdziałania starannego. Pochodzi to z przyczyny, iż
narody, będąc dziełem miłości (naprzód natchnionej, a potem miłości uświadomionej),
wymagają logicznie, ażeby miłość zaprzeczyła siebie samą, jeżeli ma być dzieło
ich znicestwienia dokonanym. Tym więcej, iż żadne działanie bez zamiłowania nie
może dojść do zupełności swojej”1). Polska mogłaby zatem być unicestwiona
jedynie rękami samych Polaków, gdyby ich miłość zamieniła się w nienawiść tego,
co polskie. Czy to możliwe? Trzydzieści lat przed Norwidem pisał K. Libelt:
„Miłość Ojczyzny jest Polakowi bóstwem na ziemi; ona całą duszę jego przenika;
po Bogu kocha Ojczyznę najbardziej”2).
Filozofia narodu wieku XIX odkrywa, że naród jest
przede wszystkim jakąś „substancją etyczną”. Formuła ta pochodzi od Hegla, ale
opisuje bardziej powszechne przeświadczenia. Naród to nie tylko język, geografia,
ani ciągłość narodowa, naród to – substancja etyczna. „Substancja” to mocne
słowo. Wskazuje ono na to, co naprawdę jest, co trwa jako stałe podłoże pod
zmiennością zdarzeń, co nadaje spójność każdej rzeczy i każdemu procesowi
przemian. Naród ma jakąś „substancję” – prawdę, która go stanowi. Substancja ta
ma charakter etyczny. „Dlatego – pisze Hegel – najwięksi starożytni mędrcy
powiadali, że mądrość i cnota polega na tym, by żyć zgodnie z obyczajami
swojego narodu”3). Kto żyje zgodnie z obyczajami swojego narodu, wyraża sposobem
swego życia substancję Ojczyzny i jest integralną częścią tejże Ojczyzny.
Ojczyzna bierze udział w dziejach – jest podmiotem
dziejów. Przechodzi przez okresy klęsk i zwycięstw, ubóstwa i bogactwa, uwiądu
i rozkwitu. Raz po raz znajduje się w sytuacji dziejowej próby. W sytuacji
próby wyłania się kluczowe pytanie: co jest podstawową siłą napędową ojczystych
dziejów? Na pytanie to padają rozmaite odpowiedzi. Przytoczę tutaj dwie,
podobne sobie, choć pochodzące z rozmaitych miejsc Europy. Sens ich jest
prosty: podstawową siłą napędową ojczystych dziejów jest człowiek.
Pisze E. Friedell, niemiecki historyk kultury:
„Początek nowego rozdziału należy umieścić tam, gdzie począł się nowy człowiek
– biorąc to słowo w jego podwójnym znaczeniu. Nowa era nie rozpoczyna się
wtedy, gdy wybucha albo kończy się wielka wojna, albo dochodzi do głębokiego
przewrotu politycznego, albo gdy następują przesunięcia granic, lecz w
momencie, w którym na scenę występuje nowy rodzaj ludzi. W dziejach liczą się
bowiem jedynie wewnętrzne przeżycia ludzkości”4).
Pisze C. K. Norwid: „...robienie reform powzajemnia
się z odrodzeniem ludzi, inaczej albowiem byłyby reformy robione albo za późno,
to jest zostawałyby na papierze, albo przedwcześnie, to jest potrzebowałyby
gwałtu publicznego, albo nareszcie nie byłyby rzeczą serio, czyli że dawałyby
tylko treści do rozrywkowych gadek, przeznaczonych ku temu, ażeby ludziom
poczuwającym się nastręczały jakie takie satysfakcje, nie dogłębiając zadań ani
myślą, ani tykając ich sumień”5).
Tak więc sprawą podstawową dla narodu jako substancji
etycznej jest sprawa człowieka. Prawdziwa reforma świata zaczyna się od
prawdziwej przemiany człowieka. Przemiana struktur i systemów jest dla ojczystych
dziejów ważna, ale w sumie pochodna. Ojczysta nadzieja wyrasta nie z tego, co
może być, ale z tego, jakim jest człowiek.
Ojczyzna
Nasz naród jest naszą Ojczyzną. Ale Ojczyzna to coś
więcej niż naród. Nie każdy znajduje ojczyznę w narodzie, z którego pochodzi.
Polskie słowo „ojczyzna” pochodzi od słowa „ojciec” i od słowa „ojcowizna”.
Ojczyzna ma w sobie coś ojcowskiego. Nie chodzi tu o pustą metaforę. Jesteśmy
potomkami, jesteśmy synami i córkami, jesteśmy dziećmi Ojczyzny. Jakim słowem
wyrazić ową więź, która łączy ludzi i czyni ich dziećmi tej samej ojczyzny?
Należy użyć tutaj słowa: wzajemność.
Wzajemność nie polega na zwykłej wymianie rzeczy, ale
jest czymś o wiele bardziej zasadniczym. Ktoś stał się ojcem a ktoś matką, ktoś
dzieckiem ojca i matki. Ojciec jest ojcem dzięki matce a matka matką dzięki
ojcu, obydwoje są rodzicami dzięki dziecku. Tam, gdzie jest wzajemność, każdy
może powiedzieć: jestem sobą dzięki tobie. Gdy wymieniam ze znajomym moją rzecz
na jego rzecz, zmiana jest czymś zewnętrznym i nie dotyczy tego, kim jestem;
dlatego nie ma tu wzajemności. Gdy ktoś staje się ojcem lub matką, zmiana jest
czymś wewnętrznym. Wzajemność jest jakimś tworzeniem. We wzajemności człowiek buduje
wewnętrznie człowieka.
Jesteśmy Polakami nie na zasadzie wymiany, lecz na
zasadzie wzajemności. Tworzymy w sobie naszą polskość. Tworzymy w dzień jasny i
dzień ciemny, w noc pogodną i noc burzliwą. Jedno trzeba mocno podkreślić: w
tworzeniu tym nie ma żadnej konieczności. Znaczy to: polskość jest propozycją
etyczną i dlatego można się do niej nie przyznać, a – przyznawszy się – można
od niej odejść, można ją zdradzić. Między człowiekiem a polskością istnieje
wolność. Owszem, chętnie to przyznamy, w propozycji polskości kryje się ogromna
siła perswazji, ale nie polega ona na przymusie. Rodzimy się jako członkowie
narodu, ale ojczyznę zawsze jakoś wybieramy sobie. I ona nas wybiera, jeśli jej
dobrze służymy. Polskość promieniuje ku nam rozmaitymi blaskami, między innymi
tym właśnie, że możemy ją wybrać. Wybierając Polskę, potwierdzamy w sobie naszą
wolność.
Ale wybór ten nie jest łatwy. Dokonuje się nie tylko
poprzez potwierdzanie, ale i poprzez sprzeciw. Źle rozumuje ten, kto sądzi, że
sprzeciw jest aktem zerwania. Sprzeciw to w gruncie rzeczy także akt twórczej
wzajemności. Ileż to razy historia Polski wyrażała wdzięczność tym, którzy się
Polsce sprzeciwiali! Kresem wzajemności jest dopiero zdrada. Tylko że zdrada
jest zawsze mieczem dwusiecznym. Judasz zdradził Chrystusa, którego kiedyś
wybrał na mistrza, i tym samym zdradził samego siebie – siebie, jako tego, kto
ma prawo do Chrystusowej nadziei. Kto zdradza Polskę, umieszcza się poza
obszarem polskiej nadziei. Kto się sprzeciwia aktualnej Polsce, czyni to w imię
polskiej nadziei i zawsze jakoś przygotowuje grunt pod Polskę jutra.
Poprzez twórczą wzajemność każdy z nas uzyskuje w
Ojczyźnie duchową samodzielność. Samodzielność wyrasta z wzajemności. Jesteśmy
sobą dzięki sobie nawzajem. Pisał Hegel: „We wszystkich jednostkach widzę to,
że są one dla sobie samych istotami samodzielnymi tylko o tyle, o ile ja nią
jestem”6).
Polska ziemia
Zachodzi ścisły związek między Ojczyzną a Ziemią
ojczystą. K. Libelt wyraził to w sposób emocjonalny, ale w emocjach owych kryje
się głęboka mądrość. Czytamy: „Niedowiarku, co nie wierzysz w miłość ziemi
rodzimej, w miłość matki-ojczyzny, patrz na współrodaka z okiem obłąkanym,
wytężonym ku stronom rodzinnym, z licem owiędłym i bladym, z sercem, do którego
nic z wdzięków i rozkoszy świata nie przypada, z duszą spragnioną i łaknącą by
też jednego tchnienia ojczystego powietrza; a to wszystko wśród rozkosznego południowego
nieba, wśród bogactw przemysłu i kultury, wśród światła nauk i oświaty – a
przekonasz się, jak sama ziemia domaga się na tych, co z niej ulepieni zostali,
praw swoich”7).
Przywiązanie do ziemi także ma charakter wzajemności,
a więc i ono jest oparte o jakiś wybór. Wybieram ziemię ojczystą wtedy, gdy
wybieram warsztat pracy. Może to być rola, pastwisko, huta, szkoła, kościół –
to wszystko jest częścią ziemi ojczystej na zasadzie ojczystej pracy.
Wybierając warsztat pracy, wychodzę jednocześnie w jakąś duchową ojcowiznę, by
rozwijać dzieło przez kogoś zaczęte. W każdej pracy kontynuuje się dzieło przez
kogoś zaczęte. W modlitwie zresztą też. Pracując w Ojczyźnie, pragnąłbym całą
duszą, abym mógł powiedzieć tak: pracuję wśród swoich, ze swoimi, dla swoich,
na swoim i kontynuuję swojskie dzieło. Wiemy, że pragnienie to nie zawsze daje
się w pełni urzeczywistnić. Nie ziszcza się ono wtedy, gdy – mówiąc językiem C.
Norwida – „praca zostaje poróżniona z ziemią”, gdy to, co moje (praca), nie
może dojść do zgody z tym, co dzieje się na „mojej i nie-mojej” ziemi.
Gdy myśliciel mówi, że jest „ulepiony z ziemi
ojczystej”, jego słowa wskazują na to, co w emocji jest jej mądrością. Człowiek
nie przyszedł na świat na ziemi wygnania, na której wszystko jest mu obce. Nie
przyszedł tu po to, by dokonywać podboju ziemi, by ją zniewalać, zadręczać,
lecz po to, by poprzez ziemię służyć innym. Ziemia jest częścią Ojczyzny i jako
taka jest w swej naturze dobrem wspólnym. Rola pszenicą wschodząca jest rolą
wspólną, bo ojczystą – niezależnie od tego, kto jest jej „właścicielem”. Wawel
też jest ojczysty. Ojczysty jest kamień przydrożny. Taki jest sens polskiego
słowa „posiadanie”. Gospodarz posiada i jest posiadany. Dlaczego tak się
dzieje? Przede wszystkim dlatego, że mieszkaniec tego kraju widzi w jego
krajobrazach owoce ojczystej pracy. Czasami staramy się „uspołeczniać”
własność. Uważajmy, jak to robimy! Byśmy snadź nie uczyli ptaka śpiewu a ryby
pływania w wodzie.
Trzeba o tym pamiętać: polska praca jest. Nie jest
tak, żeby ją dziś trzeba tworzyć z niczego. Ona jest. Ona potrzebuje
uzdrowienia, ale nie wskrzeszenia z martwych. Praca, która jest, jest
wzajemnością. Nie ma dziś innej pracy, jest praca wyrastająca z czasowej i
przestrzennej wzajemności. Skoro tak, trzeba uznać to, co oczywiste dla każdego
człowieka pracy: główną przeszkodą w rozwoju polskiej pracy jest to, co jest
przeszkodą w rozwoju wzajemności. Trzeba nam dochodzić do pracy poprzez
wzajemność, a nie odwrotnie. Budowanie wzajemności poprzez pracę nie może być
odbierane inaczej jak przymus.
Siła osądu
Jeśli przyjąć, że Ojczyzna to „substancja etyczna”, to
należy również uznać, że substancja owa przejawia się w kulturze jako swoista
„siła osądu” moralnego ludzi i ich publicznych zachowań. Mówimy: „historia
wymierzy nam sprawiedliwość”. Słusznie mówimy. Historia wymierza sprawiedliwość
w ten sposób, że określa odległość intencji i czynu od „substancji etycznej”,
która jest jakby sumieniem ojczystym ludzi. Raz jeszcze przypomnijmy Norwida:
„Powiedziałem wyżej o Narodzie: On idzie przez krew, popiół, przez
rozczarowanie i przez słowo – przez milczenie pokory i to, co dzisiaj się
nazywa”. I dalej: „Przez dziś tedy rozumiem to poświęcenie się codzienne i
cogodzinne, cochwilowe, i to widzenie w każdej dobie narodowego interesu –
które jedno podoła tak wielkiej sprawie jak nasza – i okolicznościom tak
splątanym.
A że się wyraziłem, iż przez rozczarowanie samo naród
korzysta, to z powodu smutnego doświadczenia, jak się boleśnie okupują
abstrakcyjne pomysły, kiedy je burza namiętności na praktyczne pole uprowadza.
Niecierpliwość w rzeczach narodowych jest rozdarciem
historii”8). Stawmy sobie przed oczy kluczowe słowa: poświęcenie, widzenie
narodowego interesu, rozczarowanie, abstrakcyjne pomysły, burze namiętności,
niecierpliwość i mądrość płynąca z przeżytego doświadczenia – oto duchowa
przestrzeń, w której obraca się ojczyste sumienie. Wedle tych słów karze i
wedle tych słów nagradza. Tym sposobem stanowi wzajemność najgłębszą –
wzajemność ojczystych sumień.
Szczególnie ważny jest w tym przypadku sposób
znoszenia przez naród nieszczęść, jakie nim wstrząsają. Pierwszą próbą
odpowiedzi na nieszczęście jest odwet. Ale to właśnie z pragnienia odwetu i z
pychy odwetem wzbudzonej rodzą się „abstrakcyjne pomysły”, które potem „tak się
boleśnie okupują”. Pokonując ducha odwetu, tworzymy gmach mądrości narodowej.
Mądrość jest tym, co proste. Często wikłamy się w abstrakcje, by nie zobaczyć
tego, co proste. A proste jest jedno: tak czy owak jesteśmy skazani – my Polacy
– na wzajemność w obszarze działania tej samej władzy osądu.
Mądrość nie polega na sprycie, ale na umiejętności
obstawania przy prawdach oczywistych. Ten przetrwa, kto wybrał świadczenie
prawdom oczywistym. Kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić, ten przeminie
wraz z iluzją.
Mądrość nie lęka się winy. Ona wie, co z nią zrobić.
To bardzo delikatna, a jednocześnie ważna sprawa. Trzeba się po prostu do winy
przyznać. A wina jest. Nie może być tak, żeby win nie było. Raz jeszcze
pochylmy się nad Norwidem. Co czytamy? Naród idzie przez krew, więc jest wina
krwi. Naród idzie przez popiół, więc jest wina spopielenia ideałów. Naród idzie
przez milczenie pokory, więc jest wina pychy, która krzyczy ponad stan. Naród
idzie przez poświęcenie, więc jest wina duchowego skąpstwa. I wina
„niecierpliwości w sprawach narodowych, która jest rozdarciem historii”.
Nie jest wolny człowiek, który nie potrafi przyznać
się do winy. Nie jest wolny naród, który nie potrafi wysłuchać wyznania win i
uczynić takiego wyznania. Nic tak nie krępuje wolności, jak wina nienazwana i
niewyznana. Winy narodowe są zazwyczaj dwojakie: winy królów i winy poddanych.
U ich źródeł leżą dwojakie abstrakcje, mają bowiem swoje abstrakcje władcy i
mają swoje abstrakcje poddani. W tej sferze milczenia być nie powinno. Musi
wydarzyć się prawda, która jest kamieniem węgielnym wzajemności.
Zamknijmy te refleksje jeszcze jednym cytatem z K.
Libelta: „Wiara i wolność, to dwa potężne ognie w narodzie, w jego
wnętrznościach jak w łonie Wezuwiusza ukryte, gdy one buchną płomieniami, drży
ziemia, lawą naród się wylewa, a co złe, wyrzuca z siebie, jak krater kamienie.
Wśród pokoju ogniami tymi rozgrzewa się ziemia narodu, i najurodzajniejszymi
rozkwituje plony. Bez tych ogni narody są jak wulkany wypalone a czasami
zamieniają się na solfatary, płynące samym szlamem i błotem – światu,
ludzkości, na nic nieprzydatne”9).
Ks. Józef Tischner
1) C. Norwid: „Pisma wszystkie”, t. 7, s. 85 (w:
„Znicestwienie narodu”)
2) K. Libelt: „O miłości Ojczyzny”, w: „Samowładztwo
rozumu”, Warszawa 1967, s. 4
3) G. W. F. Hegel: „Fenomenologia ducha”, Warszawa
1963, t. I,. s. 399
4) E. Friedell: „Kulturgeschichte der Neuzeit”, München 1967, s. 62-63
5) C. Norwid, dz. cyt., s. 91
6) Hegel, dz. cyt., s. 399
7) K. Libelt, dz. cyt., s. 11
8) C. Norwid, dz. cyt., t. 7, cz. II „Proza”, s. 9 (w:
„Głos niedawno do wychodźstwa polskiego przybyłego artysty”)
9) K. Libelt, dz. cyt., s. 88-89
„TP” nr 21/1982.
|