KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Chrześcijaństwo przed nami

Wacław Hryniewicz OMI

 
 

Zaskakujące bywają momenty, kiedy dociera do nas wiadomość o śmierci tych, których ceniliśmy i darzyliśmy sympatią. Tak właśnie było w moim przypadku. Od kilku dni nosiłem w sobie słowa wypowiedziane dziesięć lat temu. „Tylko ludzie ograniczeni mogą wyobrażać sobie, że chrześcijaństwo urzeczywistniło się, że w pełni się ukonstytuowało według jednych w IV wieku, a wedle drugich w XIII w. lub w innym czasie. W rzeczywistości chrześcijaństwo poczyniło zaledwie swoje pierwsze kroki, kroki nieśmiałe w dziejach ludzkości. Wiele słów Chrystusa jest dla nas jeszcze niezrozumiałych... Historia chrześcijaństwa dopiero się zaczyna. Wszystko to, czego dokonano w przeszłości, wszystko to, co nazywamy dziś historią chrześcijaństwa, jest zaledwie sumą prób – jedne były nieporadne, a inne nieudane w realizacji”.

Tak mówił 8 września 1990 r. wieczorem prawosławny duchowny, Aleksander Mień, podczas konferencji wygłoszonej w Domu Kultury i Techniki w Moskwie. Następnego dnia rano został zamordowany siekierą przez „nieznanego sprawcę”. Lektura jego słów zbiegła się z momentem, kiedy dotarła do mnie wiadomość o śmierci ks. Józefa Tischnera. W przebłysku myśli zestawiłem obok siebie te dwie postacie kończącego się XX wieku. Jeden zmarł śmiercią tragiczną i męczeńską. Drugi przez trzy lata zmagał się z cierpieniem i śmiercią z niezwykłym hartem ducha. Obydwaj – każdy na swój sposób i dla swojego narodu – torowali drogę ku lepszemu jutru chrześcijaństwa. Chrześcijaństwa bardziej wrażliwego na ludzkie dramaty, bardziej życzliwego dla wszystkich, bardziej otwartego, przebaczającego i wyrozumiałego. Tischner mówił przed rokiem: „Mam takie przekonanie, że chrześcijaństwo – Ewangelię – mamy nie tyle za sobą, ile przed sobą” („Ksiądz na manowcach”). Zaś trzy lata temu: „A nasz katolicyzm bywa kapralski, taki wyniosły, staroświecki, nietolerancyjny” (wywiad dla „Super Expressu”).

Jakże podobnym głosem mówili ci dwaj odważni chrześcijanie z dwu słowiańskich krajów! Nie tylko oni zresztą. Trzeba odwagi myślenia i żywego poczucia odpowiedzialności, by dzielić się z innymi tego rodzaju krytycznymi przekonaniami. Dobrze, iż zdarzają się wśród nas tacy chrześcijanie. To nie odstępcy ani wrogowie. To w nich i przez nich przejawia się autentyczny duch Ewangelii. To dzięki nim odmienia się z trudem oblicze współczesnego Kościoła. To oni wytyczają nowe horyzonty myślenia na wiek XXI i nowe tysiąclecie wiary. Są oni dla wszystkich – dla wierzących i niewierzących. Dzięki nim wielu ludzi nie odeszło od wiary lub do niej powróciło. Cieszę się, że istnieją tacy Mieniowie i Tischnerowie.

 

 

Autor jest teologiem, kierownikiem Instytutu Ekumenicznego KUL.

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl