|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Nauka mówienia
Aleksander Hill
W okresie między pierwszą a drugą operacją gardła ks.
prof. Józef Tischner podjął się nauki mówienia przełykowego. Lekcje społecznie
prowadził dr Roman Drążek w pomieszczeniach nowohuckiego szpitala im.
Rydygiera. Ci, którzy w wyniku operacji stracili krtań, a ich płuca zostały
odcięte od przełyku i zakończone rurką umieszczoną w szyi, często wyobrażają
sobie, że już nigdy nie będą mogli mówić. Tymczasem tak nie musi być – można
się nauczyć posługiwać powietrzem, które mamy w przełyku. Choć takiego
powietrza jest kilkanaście razy mniej niż w płucach, po kilku miesiącach
codziennych ćwiczeń można w miarę płynnie mówić. Podczas lekcji doktora Drążka
wraz z moim kolegą – Stasiem Bartnikiem stanowiliśmy „żywy przykład”, że jest to
możliwe.
Na pewno dla Księdza Profesora nie była to łatwa
nauka. On, który całe życie prowadził wykłady, głosił wspaniałe kazania,
udzielał wywiadów, musiał od początku, jak małe dziecko, uczyć się mówić.
Po pierwszym spotkaniu dr Drążek zapytał ks. Tischnera:
jaka jest jego motywacja? Ks. Profesor szeptem odpowiedział: „Chciałbym jeszcze
kiedyś stanąć w kościele w Łopusznej i powiedzieć Góralom: »Pan z wami«.
Dlatego muszę nauczyć się »bekać«” (tak w naszym żargonie nazywamy mowę
przełykową).
Nauka rozpoczynała się od prostych słów: „kapa”,
„kopa”, „kaczka”. Potem coraz trudniejsze, np. „kura” (trudniejsze ze względu
na „u”). Kiedy Ks. Profesor opanował te słowa, śmiał się, że „drób ma przerobiony”.
Pierwszym słowem, które już na drugich zajęciach udało mu się dźwięcznie
wypowiedzieć, było słowo „paka”.
To trudne zmaganie się z mową przyjmował z niezwykłą
pogodą. Był zawsze uśmiechnięty. Często żartował. Kiedy, pomimo wielokrotnych
prób, coś nie wychodziło, mówił po rosyjsku „gawno”. Zapytałem: dlaczego mówi
po rosyjsku, a nie po polsku, przecież jednakowo śmierdzi? Odpowiedział: „Tak,
ale jaka wymowa!”.
Po pewnym czasie, gdy Ks. Profesor już niektóre słowa
dobrze opanował, siadł zmęczony (podczas nauki się chodzi lub stoi) i
powiedział: „Jak to ciężko jest wypowiedzieć słowo. Jak trzeba długo ważyć, co
się chce powiedzieć. Przydałaby się taka świadomość naszym politykom”.
Na promocji jego ostatniej książki „Ksiądz na
manowcach” spotkałem Wandę Kudasikową. Zapytała mnie i dra Drążka: „Panocki,
naucyc go mówić! Naucycie?”. Zażartowałem, że Ksiądz Profesor nie bardzo chce
się uczyć. Odpowiedziała: „Nie moze być. Taki zdolny. Na pewno sie naucy. Jak
niekce, to go batoskiem, batoskiem”. Tak go Górale kochali.
Wiadomość o śmierci Ks. Profesora dotarła do mnie już
w środę. Na ulicy spotkałem znajomą logopedkę z Białegostoku, która w radiu
usłyszała, że ks. Tischner nie żyje. Ręce mi opadły, oparłem się o drzewo i
długo tak stałem. W naszym środowisku tak jest. Utrzymujemy bliskie kontakty,
często piszemy do siebie. Czasem na listy przestają przychodzić odpowiedzi.
Autor jest działaczem Stowarzyszenia na Rzecz Osób po
Operacjach Onkologicznych w Zakresie Głowy i Szyi „Pomoc dla Życia”. Podczas
pogrzebu Rodzina Ks. Profesora Tischnera prosiła, by zamiast składania kwiatów
i wieńców, wpłacano pieniądze na konto Stowarzyszenia: PKO S.A. Poznań
12401747–40016517–2700–401112–001–0000
|