KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Dwadzieścia lat temu był Sierpień

Józefa Hennelowa

 
 

Teraz, po śmierci Księdza Józka, gdy zrobiło się tak nie do wytrzymania pusto i gdy wiadomo, że tej pustki nikt nie potrafi zapełnić ani ogrzać (a ciepło, płynące od Niego razem z mądrością, razem z Jemu tylko właściwym poczuciem humoru i razem z tajemnicą Boga, ku któremu wciąż podprowadzał, było tą Jego cechą, którą dziś przypomina się najczęściej), można oczywiście mnożyć wspomnienia i dorzucać własne, choćby nieważne. Ale przecież nadchodzi rocznica, która jest z Nim związana w sposób nierozerwalny. Będzie obchodzona szumnie, bo przyda się to wszystkim politykom, każdemu na inny sposób. Będzie prawie na pewno eksploatowana i nadużywana. Więc trzeba koniecznie przywołać cytat, który padł zaraz po Sierpniu, w katedrze wawelskiej, razem z owym słynnym „dziękujemy”, skierowanym do głównych autorów Sierpnia.

Wtedy, na kazaniu wawelskim Ksiądz Józek powiedział: „Słowo »Solidarność« włączyło się dziś do innych najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym dniom”. A zaraz potem zaczął to słowo tłumaczyć – i tak powstawała „Etyka solidarności”, książka drukowana w odcinkach w „Tygodniku”, wydana jeszcze przed stanem wojennym, fundament, na którym ludzie mieli się nie tylko odnajdywać, ale zbierać siły do przeobrażania siebie i Polski. Etyka solidarności – etyka sumienia. „Solidarność, ta zrodzona z kart i ducha Ewangelii, nie potrzebuje wroga lub przeciwnika, aby się umacniać i rozwijać. Ona się zwraca do wszystkich, a nie przeciwko komukolwiek”.

Wtedy Ksiądz Józek był kapelanem „Solidarności” i rekolekcje swoje dla niej – dla dziesięciu milionów ludzi  – formułował co niedziela, aż po homilie zjazdu w Hali Oliwii. Ile zapadło w serca, pokazały lata późniejsze. Te, kiedy wolno już było działać bez ucisku, w wolności. Dwudziestolecie Sierpnia winno pod tym względem stać się wielkim rachunkiem sumienia. Prawdopodobnie jednak tak nie będzie, bo nie tylko że ogromnie daleko odeszliśmy od tamtych wizji i tamtych wymagań, ale w wielu sprawach i próbach do szczętu zapomnieliśmy o nich.

Solidarność jest dzisiaj wyrywanym sobie nawzajem szyldem i nadużywaną wywieszką. I chyba szkoda bardzo, że jej przewodniczący w swoich pierwszych radiowych refleksjach po śmierci kapelana „Solidarności” z tamtego heroicznego czasu nie pomyślał jakoś, by owo „dziękujemy” z katedry wawelskiej skierować teraz ku Zmarłemu, i zabrakło mu prostoty, by choć teraz odciąć się od tylu okrutnych i niesprawiedliwych ciosów zadawanych Księdzu Józkowi właśnie z prawej strony w latach wolności. By zwyczajnie wyznać: żałujemy, także w imieniu tych, którzy dalej o żalu nie myślą. Dla Księdza Józka dzisiaj to już nie ma znaczenia, ale dla nas, spadkobierców Sierpnia, ogromne.

Czy nie jest w takiej chwili nadużyciem sięganie do wspomnień osobistych? Obchodziliśmy w „Tygodniku” zawsze wspólne imieniny i to był mój największy powód do dumy. Tak jak największym moim żalem było, że nie miałam już w domu żadnego przedszkolaka w czasach, gdy Ksiądz Józek dla przedszkolaków właśnie miał niedzielne Msze u św. Marka w Krakowie. Ale co innego chcę opowiedzieć, właśnie z tamtej dalekiej przeszłości i właśnie w związku z tym ciepłem, o którym wszyscy piszą, że grzali się przy nim.

Kiedyś w stanie wojennym, gdy jeszcze „Tygodnik” był zawieszony, Ksiądz zastał nas w redakcji w jakimś wyjątkowym przygnębieniu. Pewnie coś się akurat wydarzyło szczególnie złego. Opowiedział nam wtedy bez żadnych komentarzy góralską historyjkę: o przechodniu, który stojąc nad nurtem powodzi widzi góralski kapelusz płynący z prądem, a potem zawracający pod prąd i tak wiele razy, rytmicznie. „Co to się dzieje?” – wykrzykuje patrzący. „A no nic takiego, to Franek Gąsienica orze” – odpowiadają miejscowi. Zrozumieliśmy, nie trzeba nam było słowa więcej, żeby się skrzepić. Wcale nie zawsze zresztą jego anegdoty góralskie służyły „zbudowaniu”, były także czystą radością i czystą zabawą, ale do tej jednej przez minionych dwadzieścia lat wracałam po wielekroć i przydawała się zawsze.

Tylko że i takie wspomnienia słabą pociechą są teraz.

 

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl