|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Znad Sekwany
Ks. Marian Faleńczyk
Śmierć ks. Józefa Tischnera jest ogromną stratą dla
Kościoła, dla Polski i dla jego kochanego Podhala. Nic już nowego nam nie
powie. Nie podejmie z jemu właściwą odwagą żadnego z aktualnych, często
drażliwych problemów polskiej i nie tylko polskiej rzeczywistości. Ale czy nie
wystarczy to, co już powiedział? Wielki współczesny ksiądz Robak.
Kiedy nastał stan wojenny w Polsce, rozmawialiśmy tu,
w Paryżu, co można i co trzeba teraz robić dla Polski, aby nie tracić czasu, bo
stan wojenny jest zawsze stanem przejściowym, aby ojczyzną była nie tylko
ziemia, ale każdy Polak, obojętnie gdzie znajduje się na świecie. Powiedział
wtedy: „Trzeba sadzić drzewa, a las sam wyrośnie”.
Polski i francuski Paryż bardzo go lubił, niemal tak,
jak Podhale. Pojawienie się ks. Tischnera nad Sekwaną było zawsze wydarzeniem.
Wygłosił tu wiele wykładów i rekolekcji, miał swoje stałe miejsca spotkań w
pallotyńskim Centrum Dialogu, w ośrodku studenckim im. Jana Pawła II i w
duszpasterstwie akademickim. Był zapraszany z wykładami na paryskie uczelnie.
Słuchała go polska sprzątaczka, szukał u niego inspiracji student, dyskusje z
nim prowadził profesor Sorbony i cytował go w kazaniach kardynał Lustiger.
Ufał chyba każdemu, także tym, którzy ostro z nim polemizowali,
szanował ich godność. Intelektualista i ksiądz spoza schematów, idący wiernie
drogą swojego powołania. Każdy, kto chciał, miał do niego dostęp. Ani poziom
wykształcenia, ani poglądy, ani brak wiary nie stanowiły przeszkody, aby z ks.
Józefem rozmawiać, a nawet się zaprzyjaźnić. Został nam dany z Bożej ręki jak
bochen chleba, z którego wszyscy mogli brać. Był to Ksiądz wzięty z ludu i dla
ludu.
Autor należy do Zgromadzenia Ks. Pallotynów, od ponad
dwudziestu lat pracuje w Paryżu.
|