KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Te same rozdroża

Wojciech Bonowicz

 
 

„Skrzyżowanie dróg. Norwid księdza profesora Józefa Tischnera” – taki tytuł nosi kaseta wydana ostatnio przez Radio Kraków. Na kasecie znajduje się zapis audycji nagranej na krótko przed pierwszą operacją Księdza Profesora; miała ona swą premierę w listopadzie 1997 roku.

Godny uznania jest już sam pomysł nakłonienia ks. Tischnera, by zebrał norwidowskie wątki obecne w jego myśleniu. Trafiony jest też tytuł: to rzeczywiście „Norwid księdza Tischnera” – Norwid włączony w myśl Tischnera, niejako przez nią zawłaszczony, Norwid potrzebny autorowi „Polskiego młyna”, by opisać sytuację duchową Polaków w latach 80. i 90. Wreszcie pochwalić trzeba układ audycji – skontrastowanie spokojnego toku wykładu Tischnera z wibrującą emocjami lekturą fragmentów listów i wierszy Norwida dokonaną przez Jana Nowickiego.

Przygoda z Norwidem zaczęła się dla Tischnera pod koniec lat 60., jednak najważniejszy etap owej przygody rozpoczął się w miesiącach stanu wojennego. „Wpadł mi wówczas w ręce fragment jednego z listów Cypriana Norwida, pisany po upadku Wiosny Ludów”, wspomina. Chodzi o wielokrotnie później przez Tischnera cytowany list do Jana Skrzyneckiego z 1 lipca 1848 roku, z fragmentem rozpoczynającym się od słów: „Całe to pokolenie jest na hekatombę dla przyszłości...” Tischner uznał zawarty tam opis społeczeństwa porażonego klęską, uciekającego przed świadomością przegranej w „zarozumiałość”, „cynizm” lub „religię schorowanej wyobraźni”, za bardzo aktualny. Znalazł u Norwida to, czego szukał w tym czasie u Hegla: obraz „świadomości nieszczęśliwej” – przepełnionej bólem, który szuka usprawiedliwienia w wierze, i karmiącej się wiarą, która absolutyzuje ból i „szantażuje” nim Boga. „Jeżeli Bóg słyszy płacz, trzeba płakać głośniej”, pisał Tischner. „To cudowne i genialne rozwiązanie: uwierzyć, że nieszczęście jest więzią”.

Nie wiadomo, co bardziej wpłynęło na co: czy lektura Hegla na odczytanie Norwida, czy odczytanie Norwida na lekturę „Fenomenologii ducha”. Wydaje się, że Norwid pomógł Tischnerowi Hegla „zaktualizować”, Hegel natomiast pomógł dostrzec w Norwidzie cały dramatyzm „walki o polską duszę”. „Norwid wydał mi się niesłychanie »heglowski« – czytamy we wstępie do „Spowiedzi rewolucjonisty” – zwłaszcza gdy zarzucił Polakom, że nie potrafią »walczyć ideami«; ich pozorny »realizm« okazuje się zwyczajnym fantazjowaniem (...). Gdyby Norwid żył w innych warunkach i kierował swe myśli do innych adresatów, mógłby napisać »polską fenomenologię ducha«. Tak się jednak nie stało”. Norwid – wzięty tu przede wszystkim jako myśliciel religijny i historyk idei – nie systematyzował swoich spostrzeżeń, poprzestając na uwagach rozproszonych w korespondencji (znamienne, że właśnie na listach, nie na poezjach skupiła się uwaga autora „Nieszczęsnego daru wolności”). Myśl jego (znów używam określeń Tischnera) „nie wyszła poza prolog” – „nie dlatego, że brakło jej prawdy lub odwagi, ale dlatego, że nie było to potrzebne” jego współczesnym. W pewnym sensie ona sama – by posłużyć się sformułowaniem Norwida – „zniszczyła się jak narzędzie potrzeby jakiejś co nie była”.

Przykładem najlepszym – Norwida filozofia pracy. W pięknym szkicu zatytułowanym „Ptakom na wędrówce” (to jedyny tekst Tischnera poświęcony w całości Norwidowi) znajdziemy znamienną konstatację: „Norwid miał w rękach wszystkie narzędzia, by badania nad pracą posunąć dalej i głębiej niż Hegel. Hegel określił pracę negatywnie: »praca jest pożądaniem hamowanym«. Norwid mówił o pracy pozytywnie: »bo pieniędzy nie będzie, jeśli się pracy u siebie do godności czynnego myślenia uświęconej modlitwą sztuki nie podniesie«. Określenie Norwida ukazuje horyzont przyszłości: czynne myślenie – sztuka modlitwy. Mimo to, to właśnie od Hegla bierze swój początek naprawdę wielka filozofia pracy, natomiast od Norwida dobre rady dawane ludziom w chwilach, w których wypoczywają”. Słowa te odnoszą się po trosze do wysiłków samego Tischnera. Szkic został opublikowany na początku 1984 roku. Jaka była wówczas polska filozofia pracy? Z jednej strony, istniała obiektywna potrzeba rozwijania takiej filozofii. Z drugiej, „praca nad pracą” wydawała się czymś wtórnym wobec problemów, jakie przyniósł stan wojenny i to, co nastąpiło po nim. Sytuacja Tischnera, który w pierwszej kolejności starał się leczyć poranione dusze, by zapobiec „epidemii nieszczęśliwych”, nasuwała analogię z losem Norwida: trzeba było pozostawić „złotą żyłę” filozofii, by zająć się czymś innym. „Intuicja Norwida”, mówi Tischner, „zatrzymuje się przede wszystkim tam, gdzie jest jakieś rozbicie, jakieś załamanie, jakieś skrzyżowanie dróg” . Norwid stara się ratować współczesnych od rozpaczy. Lecz cóż za nieszczęśliwy paradoks! – czyni to na łamach listów, adresowanych do konkretnych osób, nie mających szerszego oddźwięku...

Bardzo ciekawy jest Norwid jako myśliciel religijny. Jego myśl rozwija się w sporze z towiańszczyzną. Pisał o towiańczykach: „Zboczenie biorą za ofiarę..., okropność biorą za energię – a to wielka różnica”. Obawiał się (tak w każdym razie interpretuje to Tischner), że ze sposobu przeżywania religijności zaproponowanego przez Towiańskiego – a za nim Mickiewicza – rodzić się może religia dumnego z siebie cierpiętnictwa, mająca tendencję do wynaturzeń, do wyradzania się w jakieś zaprzeczenie religii. Cechą charakterystyczną takiej religijności jest na przykład nieumiejętność „cierpienia (w sensie: znoszenia, tolerowania) różnic”; staje się ona w ten sposób religią ludzi „nie–znośnych”, „nie-cierpliwych”, i w efekcie – niezdolnych do autentycznej ofiary. Słowa „cierpienie”, „ofiara”, „męczeństwo” pojawiają się u Norwida bardzo często; w jednym z listów napisał o Kościele wręcz, że – winien działać na świat „poprzez boleść”. Zarazem jednak podkreślał: „pracuję, aby nie było męczeństw”. I jeszcze: „celem moim – wolność z-bożna, którą nad wszystko kocham”. Norwid bał się religii, która nie wyzwalałaby człowieka. Postrzegał towiańczyków jako ludzi bezkrytycznych, niesamodzielnych myślowo. „Czy coś z tej religijności nie mamy także dzisiaj pod ręką?” – pyta ks. Tischner.

„Czytam Norwida z dzisiejszej perspektywy. Odkrywam w nim to, co chciałbym powiedzieć moim dzisiejszym znajomym” – wyznaje Tischner w omawianej audycji. i jeszcze raz wraca do tych samych opisów „świadomości nieszczęśliwej”, którymi posługiwał się na początku lat 80. i po roku 1989. Trudno w tym miejscu nie zapytać: Czyżby polska świadomość i polska wiara nie uległy w ciągu tych lat istotnym przeobrażeniom? Czyżby znajdowały się wciąż na tym samym skrzyżowaniu dróg? Czyżby czyhały na nie nadal te same pułapki? Czy zatrzymała się myśl filozofa, czy też rzeczywiście – zmiany nie są tak zasadnicze, jakby mogło nam się wydawać?

Wydaje się, że punkt widzenia autora „Sporu o istnienie człowieka” jest właśnie taki: przemiany tak naprawdę nie sięgnęły jeszcze tego, co jest istotą polskiej wiary i polskiej myśli. Polska myśl i polska wiara są wciąż na tych samych rozdrożach, skupione wokół tych samych spraw, przeniknięte tymi samymi emocjami... Może to zbyt ogólna teza, by ją dyskutować? Posłuchajmy „Norwida księdza Tischnera”. Może nie okaże się wcale tak ogólna. Może zaskoczy nas, jak wiele punktów tej norwidowsko-tischnerowskiej refleksji nadal dotyka „sedna naszej sprawy”...

 

 

SKRZYŻOWANIE DRÓG. NORWID KSIĘDZA PROFESORA JÓZEFA TISCHNERA, redakcja i reżyseria Romana Bobrowska, Radio Kraków, Kraków 2000 r.

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl