KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)

Józku, latałem nad Turbaczem

Ks. Adam Boniecki

 
 

Ponad trzydzieści lat znajomości... wspomnienia... W pamięci nie obraz Józka Tischnera, ale barwny film o nim i sprawach z nim związanych. Beztroskie włóczęgi po zaśnieżonych Gorcach ze studentami na nartach aż po ostatni kadr: Józek bohatersko zmagający się z chorobą. Za wcześnie na wspominanie. Wolę spytać, co z jego życia wynika dla nas? Chyba bardzo wiele, choćby to, że Tischner jest znakiem, a nawet dowodem, że we współczesnym świecie jest miejsce dla księdza i dla chrześcijańskiego podejścia do życia. Pokazał, że nasz świat i nasze czasy wcale nie są gorsze niż te, co były kiedyś. To może nie świat się zagubił, lecz się zagubiliśmy my, „zawodowi” świadkowie wiary, starannie przygotowywani w naszych seminariach? Pokazał, że nie tylko jest miejsce, ale że ksiądz, jako ksiądz, jest dziś potrzebny. Potrzebny nie tylko ludziom przekonanym i pobożnym, ale i tym, którzy, jak się wydaje, są dość daleko od Kościoła. Pokazał, że trzeba mieć odwagę pójścia także tam, gdzie można nie być najlepiej przyjętym, do wybrednych, współczesnych areopagów i spróbować mówić ich językiem, niekoniecznie naszym. Pokazał, że pytań nowych, stawianych przez nasz czas, pytań, na które nie ma oficjalnych, bezpiecznych  odpowiedzi, nie można omijać. Można odpowiedzi szukać z innymi, nawet ryzykując błąd i konieczność korekt. To nam zostawił. Mądrą odwagę księdza Tischnera, jego wolność ducha można i trzeba naśladować. Ta odwaga i ta wolność były konieczne, by powiedzieć to, co powiedział o księdzu na manowcach i co powiedział o siostrze Faustynie, o Bożym miłosierdziu.

Jeśli nie wszyscy rozumieli i doceniali Józka, to rozumiał i doceniał go Papież. W czasie, kiedy niektórym się zdawało, że Tischner poszedł za daleko i że nad jego głową gromadzą się ciemne chmury gniewu „Świętej Inkwizycji”, Papież, mistrz w używaniu małych znaków i gestów do powiedzenia czegoś ważnego, wykonał takie gesty. Przed rokiem poprosił o spotkanie z Tischnerem po Mszy na Wawelu. Wcześniej, 8 czerwca 1997, w krakowskiej kolegiacie św. Anny spotkał się z rektorami i profesorami wyższych uczelni krakowskich. Ksiądz Józef Tischner, przybrany w profesorską togę wycofał się do dalszych rzędów, dając miejsce świeckim. Idący wolno przez kolegiatę Papież dojrzał go (bo chciał dojrzeć!), zbliżył się, i osoby stojące bliżej (a pilnie nastawiły uszy) usłyszały: „Józku, latałem nad Turbaczem i widziałem twoją bacówkę”.

Kto mógł przypuszczać, że trzy lata później to Józek będzie spoglądał z góry na Watykan, czyli na bacówkę Papieża? Wtedy i teraz, mniejsza o to, kto patrzy z dołu, a kto z góry, było to i jest spojrzenie przyjaźni, pełne wzajemnego szacunku i zrozumienia.

 

 

 

 

 

 


FOT. ELŻBIETA LEMPP

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl