|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
Co znaczy ta śmierć
Ewa Bieńkowska
1. Chociaż od trzech lat towarzyszy nam wszystkim myśl
o Jego chorobie, wiadomości o nieśmiałej poprawie, a ostatnio o stałym
pogorszeniu, ta śmierć jest dla mnie wstrząsem. Jakby został brutalnie
przerwany naturalny ruch, marsz przed siebie, jakaś oczywista i niezbędna
czynność. Jest w tej ostatniej wiadomości coś, co podcina nogi. Nie będzie już
Tischnera? Nie będzie Jego mądrych artykułów w „Tygodniku Powszechnym”, gdzie
potrafił pisać o sprawach aktualnych ze zdumiewającą trafnością, wyczuciem
tonu? Nie będzie Jego nowych książek? Tych, w których prowadziłby dalej rozmowy
ze współczesnością, w najgłębszym przekonaniu, że na współczesność nie ma co
się dąsać, ponieważ ona po prostu już jest. I że można zająć wobec niej stanowisko
inne niż dwie bliźniacze skrajności: zachwyconej apologii i katastroficznej
odmowy.
2. Tischner chciał dla chrześcijaństwa zaanektować
cały świat, miniony i obecny – lecz przede wszystkim obecny, który go autentycznie
pasjonował. Jakby z myślą, by zaopatrzyć chrześcijaństwo w przeciwwagę dla jego
naturalnego konserwatyzmu, ciążenia ku przeszłości. A inaczej mówiąc, chciał
dzisiejszemu światu trwale zaszczepić obecność chrześcijaństwa. Nie tyle w
formach, w tym, co przejawia się na powierzchni, ile w głębi, w tym, co usprawiedliwia
życie. Być może ostatnią piękną utopią księdza Tischnera było przekonanie, że
można wszystko schrystianizować: liberalizm polityczny, wolny rynek, kulturę
współczesną. Tutaj ważne są nie tylko Jego wnioski, ale całe Jego myślenie,
sposób argumentowania, światło żywej inteligencji wyczuwalne w każdym zdaniu.
Najbardziej boli świadomość, że nie będzie już książki, ku której parło jak
gdyby całe Jego pisanie – książki o kulturze, o duchowym wymiarze kultury
przejawiającym się w rzeczach najbardziej doczesnych: praca, społeczeństwo
demokratyczne, konflikty i sztuka ich rozwiązywania. Wcześniejsze pisanie
Tischnera o kulturze zbyt było zawładnięte przez język filozofii – czułam, że w
ostatnim dziesięcioleciu oddalał się od filozoficznej abstrakcji i poszukiwał
innej płaszczyzny odniesienia.
3. Było coś młodzieńczego w Jego odnawiającej się
metodzie, w Jego czujnym i chwytliwym języku. Tej książki zostaliśmy pozbawieni
– ale zadanie pozostało, przez niego postawione i napoczęte. Wielkość Tischnera
jest i w tym, czego zdążył dokonać, i w tym, co zostawił niedokończone,
otwarte. Drogę pełną najciekawszych manowców (jak sam to nazwał) i daleki
horyzont, ku któremu zmierzało Jego bogate, wielostronne, kipiące energią
życie. W tych chwilach żalu i żałoby nie wyobrażamy sobie jeszcze w pełni,
kogośmy utracili: dla naszego rozumienia świata, dla naszej duchowości, dla
osieroconego przez Niego Kościoła polskiego.
Autorka jest romanistką i historykiem idei, członkiem
zespołu „Zeszytów Literackich”.
|