|
KS. JÓZEF TISCHNER (1931 – 2000)
„Zbójował” mądrością i dobrocią
Jan Antoł
„Nie smućcie się, ludzie, mocie zbója w rodzie,
Zbójnik pudzie w niebo na samućkim przodzie!...”
Powiem po prostu – Tischner, to był chłop i góral!
Wiem, co mówię, bo znaliśmy się ponad trzydzieści roków. Chłopem czuł się on w
takim sensie, jak na przykład profesor Stanisław Pigoń, który z Krakowa przyjeżdżał
do rodziny w Komborni, pomagał przy żniwach, i swojego pochodzenia nigdy się
nie wstydził, ani go nie skrywał. Józek także jeździł zawsze do Łopusznej i
Jurgowa, a sprawy wsi nosił w sercu głęboko. Kiedy jesienią 80 roku wybuchła
„Solidarność Wiejska”, to Józek od razu stanął i przy nas! Także dzięki jego
kontaktom i pomocy wyjechała początkiem grudnia ’81 roku ponad
dwudziestoosobowa delegacja chłopów do Austrii. Stan wojenny zastał nas w
Grazu. Wróciliśmy wszyscy 17 grudnia. I znów u Księdza Profesora szukaliśmy
porady, co dalej robić. Nigdy nam nie odmówił, nigdy nas nie zawiódł. A kiedy
tylko zelżały restrykcje, to spowodował wielką akcję pomocy z Austrii, dzięki
której trafiło bezpośrednio do ludzi ponad tysiąc sztuk tak potrzebnych wówczas
maszyn rolniczych. Bywał też wśród nas z wykładami na tajnym Uniwersytecie
Ludowym, który zorganizował i prowadził ś.p. Władysław Hajnos. Od ołtarza
polowego pod Turbaczem głosił śmiałe kazania jako kapelan Związku Podhalan, a
jego śpiewka – „Utonie, utonie piórecko na wodzie, ale nie zaginie nuta o ślebodzie”
– niosła się szeroko po dziedzinach.
Tego, że Tischner był góralem nie muszę dowodzić, bo
wszystko, co sam powiedział i napisał, najlepiej to poświadcza. Przypominam
sobie, jak raz zauważył, że o góralszczyźnie to już wiemy prawie wszystko – o
budownictwie, o tańcu i zdobnictwie – natomiast jakże mało wiemy o samym
góralu, o jego umysłowości i odczuwaniu. Józek był żywiołowo ciekawy ludzi.
Umiał ich słuchać i z nimi rozmawiać. Miał wyostrzony słuch na gwarę góralską.
Fascynowała go też „filozofia góralska” i góralski humor. Twierdził, że jeśli
wieś podhalańska nie zechce zachować i rozwijać własnej kultury, to nie będzie
miała żadnej kultury! Z jego wiedzy filozoficznej, subtelnej znajomości gwary i
realiów życia góralskiego, z jego na wskroś poetyckiej duszy i talentu
pisarskiego, urodziła się ta urocza „Historia filozofii po góralsku”. To w niej
zamknął wszystko, co nam chciał powiedzieć i pozostawić.
Każde spotkanie z nim wzbogacało. Uczył myślenia
„według wartości”, bo nic go bardziej nie bolało, jak ciasna głupota. Był
człowiekiem mądrym i dobrym. Zawsze starał się budować porozumienie i zgodę
między ludźmi. Mówił, że w każdej sprawie trzeba iść „po – rozumie” i tej drogi
się trzymał. Ludzka nadzieja i człowiecza wolność, czyli śleboda, były tymi
wartościami, które w nas budził i umacniał. Do końca swoich dni znosił ból i
niemoc z heroizmem i pogodą ducha. „Jo tak – ani zyjem, ani nie umierom. Tak
krajem lasa...” – skreślił na kartce, kiedy już był bardzo słaby. Śmierć
przyniosła wyzwolenie i otworzyła bramę – wierzymy w to – do nowego wymiaru
istnienia. „Bo życie człowieka zmienia się, ale się nie kończy”.
Autor jest emerytowanym nauczycielem, działaczem NSZZ
„S” RI i hodowcą owiec. Mieszka w Bańskiej Niżnej. Gorgiasz w „Historii
filozofii po góralsku” ks. Józefa Tischnera.
|