|
Jerzy
Giedroyc (1906 – 2000)
Człowiek z żelaza
ANDRZEJ WAJDA
Każda epoka, każda rzeczywistość potrzebuje człowieka,
który wyrazi swój czas. Myślę, że takim człowiekiem był właśnie
Jerzy Giedroyc. Założył pismo w chwili, kiedy wydawało się,
że nie będzie ono miało czytelników, bo przecież emigracja
oczekiwała wówczas czegoś innego, do kraju zaś „Kultura”
nie trafiała. Ale przenikliwy Giedroyc wierzył, że to jemu
czas w końcu przyzna rację. Tak też się stało. „Kultura”
stała się instytucją, a Giedroyc wiedział, co się w Polsce
dzieje, lepiej niż ludzie, którzy w niej żyli: potrafił z
nimi tak rozmawiać, że dowiadywał się od nich więcej niż
oni sami wiedzieli.
Był niezależny i nie poddawał się dyktatowi powszechnej
opinii. Świadczy o tym choćby Jego spotkanie z prezydentem Kwaśniewskim.
Mój podziw budzi też, iż wiedział, jaką wagę dla Polski ma
wszystko to, co się dzieje za wschodnią granicą. Kiedy
spotkaliśmy się ostatni raz, powiedział mi, że mam zrobić
wszystko co w mojej mocy, by w Mickiewiczowskim Nowogródku odbyła
się premiera „Pana Tadeusza”. Podjąłem takie kroki,
premiera się odbędzie, ale przecież to ja powinienem wiedzieć
wcześniej od niego, że „Pan Tadeusz” musi być
pokazany w Nowogródku.
Kiedy przystępowałem do realizacji jakiegoś filmu,
interesował się zawsze, co obraz ten będzie znaczył. Kiedy
opowiadałem np., że przygotowuję „Mateusza Bigdę”
– spytał, dlaczego robię to dziś? Jakiego rezonansu społecznego
oczekuję po moim przedstawieniu? A co ciekawsze, okazało się,
że nie tylko znał, ale nawet wywarł wpływ na życie wielu
ludzi, którzy posłużyli Kadenowi za prototypy bohaterów.
Ostatnio opowiadałem mu, że pracuję nad „Wyrokiem na
Franciszka Kłosa”. Posłałem mu kasetę ze zrealizowanym
„Wyrokiem...”, lecz niestety nie dowiem się już, co sądzi
o filmie. Nie usłyszę też, co wiedział o autorze „Wyroku”
Stanisławie Rembeku, a pewno wiedział wszystko.
Andrzej Wajda
|