Jerzy Giedroyc (1906 – 2000)

Polityka Jerzego Giedroycia

MARCIN KRÓL

 
 

Kiedy siedemdziesiąt lat temu Jerzy Giedroyc rozpoczynał swoją działalność polityczną i redaktorską, która miała wkrótce doprowadzić do powstania pierwszego redagowanego przezeń pisma, ,,Buntu Młodych”, jego poglądy polityczne były w zasadzie takie same jak do ostatnich chwil jego życia. Zawsze i niezmiennie interesował się polityką, doskonale i świadomie potrafił ją odróżniać od sfer kultury, moralności czy gospodarki. Ani moralności, ani kultury nie lekceważył, nie uważał ich za mniej ważne, jednak to, co polityczne, było dla niego samoistne, a ponadto tylko to go naprawdę pasjonowało.

Polityka sprowadzała się dla niego przede wszystkim do rozumienia i realizowania polityki państwa. Państwa tout court, a nie państwa narodowego, państwa jako wyraziciela społeczeństwa obywatelskiego czy też jako wspólnoty moralnej. Wprawdzie sam Giedroyc prawie nigdy nie pisał artykułów, ale przez wszystkie te dekady to jego właśnie stanowisko wyrażali wybitni publicyści związani z redagowanymi przez Niego pismami: Adolf Bocheński w ,,Buncie Młodych” (kiedy jego twórcy roztropnie uznali, że skoro mają około trzydziestu lat, to już nie są młodzi, zmienili nazwę pisma na ,,Polityka”), a potem Juliusz Mieroszewski w ,,Kulturze”. W ostatnich latach mieliśmy okazję poznać poglądy Jerzego Giedroycia z licznych wywiadów oraz wielu tomów korespondencji ze współpracownikami.

Interes państwa był dla Giedroycia celem obiektywnym, to znaczy – co może zabrzmieć banalnie – ponadjednostkowym, ponadpartyjnym i pozamoralnym. Gdyby do Jego poglądów politycznych zastosować do dziś często używane kategorie, należałoby Go uznać za zwolennika realpolitik. Nie było to aż tak proste. Przykładem może być tu, po pierwsze, stosunek grupy ,,Buntu Młodych” do osoby Józefa Piłsudskiego oraz do grupy politycznej określanej mianem piłsudczyków. Piłsudski ich zdaniem (między innymi Adolfa Bocheńskiego, ale także Ksawerego Pruszyńskiego czy Piotra Dunin-Borkowskiego) nie tylko był symbolem odrodzonej państwowości, ale również jako jedyny polityk w Polsce zawsze kierował się właśnie interesem państwa. Zupełnie inaczej piłsudczycy, którzy byli bardzo często przedmiotem krytyki ,,Buntu Młodych” i ,,Polityki” za to, że w błyskawicznym tempie potrafili interes państwa zamienić na interes swojej koterii. Nieco tajemniczym wyjątkiem był tutaj Walery Sławek, którego Giedroyc znał blisko i który – choć tego nigdy nie będziemy wiedzieli na pewno – odebrał sobie życie, ponieważ nie potrafił znieść tak dramatycznej degradacji swojego obozu politycznego.

Giedroyc i jego współpracownicy nie włączyli się w polską politykę po 1935 roku, natomiast planowali wspólnie z innymi przedstawicielami nowej generacji politycznej wziąć udział w następnych wyborach parlamentarnych i odsunąć od władzy ,,pokolenie niewoli”, jak to określano w ,,Buncie Młodych”. Wybuch wojny oczywiście uniemożliwił te plany.

Drugim przykładem szczególnego rozumienia polityki interesu państwowego przez Jerzego Giedroycia był zarówno jego stosunek do wschodnich sąsiadów, jak i do idei praw człowieka, kiedy idea ta w latach 70. stała się narzędziem politycznym Zachodu. Było to zresztą widoczne także w jego postawie po 1956 roku, kiedy to krytykowany jak zwykle przez większość emigracji, udzielił umiarkowanego poparcia gomułkowskim przemianom. We wszystkich tych sytuacjach Giedroyc potrafił dostrzec, że środki do realizacji celu, czyli interesu państwowego Polski, mogą być niesłychanie zróżnicowane, zaś rygoryzm moralny lub ideowy może przeszkadzać w elastycznym posługiwaniu się nimi. Należy zatem bardzo wyraźnie odróżnić pojmowanie polityki przez Giedroycia od poglądów tak zwanych realistów politycznych (w przeciwieństwie do idealistów), którzy – jak zapomniany dziś niemal Adam Bromke – sądzili, że skuteczne mogą być tylko rozmowy z władzami reżimowymi, zaś wszelka opozycja może jedynie doprowadzić do nieszczęścia lub nie daj Boże do jeszcze jednego przegranego powstania.

Dla Jerzego Giedroycia przeciwnie, sfera tego, co polityczne, nie ograniczała się do banalnie rozumianej polityki jako stosunków między politykami, lecz obejmowała wszystkie publiczne zachowania. Tylko tak rozumiejąc politykę mógł szanować i doceniać czasem już w tamtych latach w sposób oczywisty skazane na niepowodzenie działania opozycji w kraju. Dla niego od razu ważne były zachowania lub publikacje niewielkich lub wręcz minimalnych ugrupowań opozycyjnych, jak na przykład Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela czy Polskie Porozumienie Niepodległościowe. Niektóre z tych ugrupowań wnosiły sporo do intelektualnej debaty na temat przyszłości Polski, inne wykonywały jedynie symboliczne gesty. Wszystko to jednak w umyśle Jerzego Giedroycia składało się na obraz polityczny Polski. Takie widzenie świata polityki było zapewne możliwe jedynie z perspektywy emigracyjnej, a ponadto dzięki zupełnej i celowej niewrażliwości Giedroycia na psychologiczne czynniki wpływające na politykę.

Interes państwowy Polski rozumiał Jerzy Giedroyc nie tylko jako interes wewnętrzny i nie tylko – co wiemy doskonale – jako problem przyszłych relacji ze wschodnimi sąsiadami, lecz także w skali globalnej. Sam miałem okazję się o tym przekonać i byłem kompletnie zaskoczony jego sposobem myślenia, który dzisiaj okazuje się całkowicie trafny. Otóż w 1975 roku znalazłem się w Maisons-Laffitte w nieco większym gronie, a Jerzy Giedroyc wygłosił do nas przemówienie, w którym wyróżnił czternaście punktów, jakie należy uwzględnić przy rozważaniu polskiej polityki zagranicznej. Kiedy doszło do punktu trzynastego, tylko kopniak, jaki otrzymałem pod stołem od Stefana Kisielewskiego, powstrzymał mnie od uśmiechu (warto dodać, że jedyną osobą na świecie, przed którą Stefan Kisielewski czuł prawdziwy respekt, był właśnie Jerzy Giedroyc). W punkcie trzynastym Jerzy Giedroyc mianowicie poruszył sprawę Tybetu i wpływu sytuacji Tybetu na sprawę polską. Jakże byłem wówczas głupi, że nie rozumiałem, iż o polityce międzynarodowej właśnie tak należy myśleć.

Jeżeli ktoś stawia interes państwa na pierwszym miejscu, to nie może być silnie przywiązany do jednej wyłącznie ideologii. Wprawdzie interes państwa nie jest celem, który nie podlegałby ideologicznym debatom, ale ideologie z natury rzeczy oferują wizje częściowe, czyli partyjne. Dlatego właśnie dla Jerzego Giedroycia nigdy żadna ideologia nie była drogowskazem czy formą patrzenia na świat. Już w czasach ,,Buntu Młodych” jego współpracownicy otwarcie określali swoją postawę: ani nacjonalizm, ani socjalizm. Giedroyc nacjonalizmu nie znosił do końca życia, uważał go za szkodliwą głupotę. Podobnie było z socjalizmem w wydaniu totalitarnym. Jednak innych uprzedzeń nie miał, potrafił na przykład docenić rolę polityczną tak zwanych rewizjonistów z końca lat 50. i początku 60., chociaż na pewno próby rehabilitacji ,,młodego Marksa” przeciwko ,,staremu” kompletnie go nie interesowały. Jego stosunek do Kościoła jako instytucji (a nie do wiary, bo o tym nic nie wiemy) był uzależniony ściśle od tego, czy uważał publiczne zachowanie Kościoła za korzystne czy niekorzystne dla interesu państwa.

Taki obraz Jerzego Giedroycia jako polityka może stwarzać wrażenie, że był on człowiekiem zimnym i wyrachowanym. Zdajmy sobie jednak sprawę z tego, że Jerzy Giedroyc odniósł kolosalne sukcesy polityczne: wychował kilka pokoleń późniejszych polityków i myślicieli politycznych, sprawił, że nikomu w Polsce, nawet po odzyskaniu niepodległości, nie przyszło do głowy domagać się zmiany granic wschodnich, i wreszcie to dzięki niemu – chociaż nie to było jego głównym celem – w najtrudniejszych okresach kultura polska mogła się znakomicie rozwijać. Giedroyc dobrze rozumiał swoją rolę i wiedział, co mu się powiodło. Jednak inaczej niż olbrzymia większość polityków ani przez moment nie myślał o tym, że te sukcesy dawałyby mu prawo do dostępu do władzy politycznej.

W ostatnich latach w wywiadach nie ukrywał rozgoryczenia, gdyż – podobnie jak w latach 30. – jego oburzenie budziła scena polityczna, z której pojęcie interesu państwa zniknęło niemal całkowicie.

Marcin Król

 

Autor – historyk idei – wydał m.in. monografię „Buntu Młodych” i „Polityki”.

 

 

 

 

 

 

 


FOT.BOHDAN PACZOWSKI

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl